Na podbój Azji,Wywiady

Na podbój Azji: Paweł Szymczyk – Studia na trzech kontynentach

Paweł SzymczykPaweł Szymczyk  ma 25 lat. W czasie studiów zdobywał wiedzę na trzech różnych kontynentach. W ciągu jednego roku uczęszczał na zajęcia w Kanadzie i na Filipinach. Zanim podjął pracę jako Key Account Executive w Diageo Polska, budował swoją pozycję zawodową w Unileverze, gdzie pracował w obszarach takich jak brand building czy marketing. Pasją Pawła są podróże, w miarę możliwości pozwalające zmienić kontynent choć na trochę – ostatnio z coraz większym zainteresowaniem spogląda w kierunku Brazylii. Sportowo najbliżej mu do piłki nożnej, choć stara się też żeglować gdy tylko nadarza się okazja. Z Panem Pawłem rozmawiamy o studiach na Asian Institiute of Management w Manili oraz życiu na Filipinach.

Jak to się stało, że podjął Pan studia w Kanadzie, a potem na Filipinach, w momencie kiedy już mógł się Pan pochwalić półrocznym doświadczeniem w międzynarodowej, rozpoznawalnej korporacji?

To w ogóle ciekawa historia, bo do Unilevera trafiłem trochę ‘z przypadku’. Po jednym z case studies organizowanych przez firmę na uczelni jeden z menedżerów zaproponował mi staż, trzy dni później byłem w firmie na rozmowie, a po kolejnych dwóch byłem już stażystą. Od początku na rekrutacji nie ukrywałem, że jadę w przyszłym roku na Filipiny (o Kanadzie nie było jeszcze wtedy mowy). Nie było to problemem, przeciwnie, wszyscy podzielali mój entuzjazm i planowaliśmy wspólnie urlop dla mnie na czas wyjazdu.

Czy wyjazd do Filipin planował Pan od dłuższego czasu? Czym kierował się Pan wybierając destynację wyjazdu?

Procedura rekrutacji na wyjazdy zagraniczne na SGH trwa do kilku miesięcy i przeprowadzana jest zwykle w roku akademickim poprzedzającym sam wyjazd, jest to więc decyzja, którą podejmuje się z dość dużym wyprzedzeniem. Jeśli chodzi o destynację, to od samego początku wiedziałem na pewno, że muszę zmienić kontynent. Wyszedłem z założenia, że Europa i tak się integruje i w dość łatwy sposób można będzie później pokusić się o jakieś doświadczenia wyjazdowe do krajów europejskich. Chciałem zanurzyć się w świecie kompletnie innym od tego, który znałem, zarówno pod względem kultury, mentalności, jak i wrażeń podróżniczych. Azja była naturalnym wyborem, zaś Filipiny konkretnie – wyborem oczywistym dla kogoś, kto pragnął zmiany wszystkiego. Filipiny to państwo wyspiarskie, raj tysięcy plaż, zatok i raf, palmy tropiku i luksusowa turystyka z jednej strony, a uderzająca bieda, ale i beztroska życia (której mógłby Filipińczykom pozazdrościć niejeden majętny Europejczyk) – z drugiej. Filipiny to brutalna rzeczywistość i życie w surowej postaci, ale też jakiś taki wewnętrzny spokój, jaskrawe kontrasty, ale i brak pośpiechu… a wszystko tak inne od tego, do czego na co dzień przyzwyczajeni jesteśmy w Polsce.

Jak oceniłby Pan system szkolnictwa wyższego, profesjonalizm wykładowców, otwartość na studentów zagranicznych oraz organizację i praktyczność zajęć na Filipinach w porównaniu do Polski czy Kanady?

Asian Institute of Management to szkoła oferująca zajęcia na poziomie MBA. Studentami są zwykle ludzie posiadający już kilkuletnie doświadczenie zawodowe w biznesie. Edukacja wzorowana jest na modelu amerykańskim (przy zakładaniu AIM pracował zespół doradczy z Uniwersytetu Harvarda), co przekłada się na zdecydowany nacisk na praktykę i wymianę poglądów. Zajęcia w przeważającej większości opierają się na analizie materiału zawartego w przygotowanych pod konkretne zajęcia studiach przypadków oraz dyskusję. Nie brakuje też niekonwencjonalnych rozwiązań takich jak wyjścia na walki kogutów czy targ rybny (w ramach przedmiotów). Na tym poziomie zakłada się samodzielną pracę studenta nad swoim rozwojem, któremu to każdy z profesorów stara się nadać kierunek, służyć doświadczeniem, a czasem – pobudzać do poszukiwań. Szkoła jest bardzo otwarta na studentów z zagranicy w imię zasady głoszącej, że różnorodność prowadzi do rozwoju i korzystają na tym wszyscy. Jeśli chodzi o praktyczność zajęć oraz profesjonalizm prowadzących, różnie z tym bywa, tak jak też różni są ludzie. Na pewno każdy, zarówno ktoś zorientowany na dużo teorii i pracy z książkami, jak i ktoś poszukujący nieco ‘luźniejszego’ podejścia do edukacji, znajdzie tam coś dla siebie.

W Polsce mam wrażenie, że koncentrujemy się stanowczo zbyt mocno na suchej teorii. Myślę też, że poświęcamy jakość na ołtarzu ilości, to jest, uczymy się bardzo wielu rzeczy (w tym masy rzeczy niepotrzebnych), zamiast koncentrować się na rzeczach istotnych i poświęcać im odpowiednio dużo czasu i uwagi. Dużo lepiej wygląda to w Kanadzie – tam dokonuje się w dużym stopniu selekcji tematów istotnych i praktycznych i na nich koncentruje się uwagę i dostępny na zajęciach czas.

Paweł Szymczyk-Studia na trzech kontynentach

Muszę też wspomnieć o różnicy charakterów obu zagranicznych uczelni, na jakich miałem okazje studiować. W Kanadzie studiowałem na poziomie undergraduate, a więc mniej więcej studiów licencjackich, na Filipinach były to studia MBA. Wiąże się to dość ściśle z przeciętnym wiekiem studentów, momentem życia, w którym się znajdują, ich podejściem do pobytu w szkole oraz – stosowanymi metodami nauki.

Z jakimi kosztami powinien się liczyć student, który zdecyduje się na wyjazd na Asian Institiute of Management w Manili, jak można taki wyjazd sfinansować?

Koszty wyjazdu zależą od bardzo wielu czynników, trudno jest więc jednoznacznie określić ich wysokość. Na pewno można założyć, że semestralny pobyt w Manili to przynajmniej kilkanaście tysięcy złotych, choć w zależności od planów podróżniczych oraz podejścia do kosztów utrzymania na miejscu, spora grupa osób sumę tę powinna podwoić. Jeśli chodzi o finansowanie, metod jest wiele. W moim przypadku program wymiany, w którym uczestniczyłem nie oferował żadnego stypendium poza zwolnieniem z czesnego. Budżet wyjazdowy udało mi się zbudować bazując na czterech źródłach finansowania: część pieniędzy udało mi się zarobić, część pochodziła z oszczędności z dość wysokiego stypendium jakie uzyskałem na program wymiany z Kanadą, część pieniędzy sprezentowali rodzice, a brakującą sumę pożyczyli. Niemniej, jest w Azji całkiem pokaźne grono szkół oferujących studentom z zagranicy stypendia, tak samo jak stypendia wyjazdowe oferują szkoły polskie oraz organizacje i fundacje wspierające wymianę na linii Europa-Azja. Warunkiem jest odpowiednio wczesne zainteresowanie się tematem oraz aplikowanie o dofinansowanie z właściwych źródeł – czasem to nawet dwa lata przed planowanym wyjazdem.

Jak wykorzystać doświadczenia pod tytułem ‘studia zagranicą’ do zbudowania imponującego CV? Czy w Pańskim przypadku studia w Kanadzie, a przede wszystkim na Filipinach okazały się atutem w dotychczasowej karierze?

Nie wiem czy akurat imponujące  CV powinno być motywacją dla wyjazdów zagranicznych. Na pewno taki wyjazd mówi potencjalnemu pracodawcy trochę o charakterze kandydata, jego ciekawości świata czy jakiejś tam pasji dla nowych miejsc, sytuacji, czy ludzi. Nie o to jednak w wyjazdach chodzi. Wyjeżdża się przede wszystkim dla siebie. Bo taki wyjazd szalenie rozwija i wzbogaca, nie tyle akademicko, co życiowo. Zmienia się sposób patrzenia na świat, optyka spojrzenia i jego perspektywa, znacznie poszerzają się horyzonty myślowe i poznawcze… zdaję sobie sprawę, że brzmi to bardzo enigmatycznie i dość ogólnikowo, ale tak w gruncie rzeczy jest. Żadne inne doświadczenie podczas moich ponad pięcioletnich studiów, żaden egzamin, żadna praktyka zawodowa, organizacja studencka ani żaden wolontariat nie rozwinęły mnie w takim stopniu i nie dały tyle, ile zyskałem dzięki wyjazdom na wymiany studenckie. Życiowo właśnie. I to pracodawcy na pewno cenią.

Czy ma Pan w planach powrót do Azji? Jeśli tak, jaki kraj wchodzi w grę i w jakim charakterze chciałby się tam Pan udać?

Na pewno jeszcze wrócę do Azji, to nie ulega wątpliwości. Gdzie konkretnie, nie umiem odpowiedzieć, tyle jest możliwości! Najbardziej interesuje mnie chyba w dalszym ciągu Azja Południowo-Wschodnia, a więc niezliczone wyspy Indonezji czy Filipin (na Filipinach zacząłem przygodę z nurkowaniem, gorąco polecam każdemu, bez wyjątku!) oraz Indochiny. Warto też na pewno odwiedzić tak modne ostatnio Indie. A w jakim charakterze? Najlepiej po Azji się moim zdaniem backpacker-uje J. Innymi słowy, liczy się czas, nie pieniądze. Dla każdego kto planuje podróż do Azji, mam jedną, złotą radę – kochani, dajcie sobie czas! Podróżując po Azji należy przestać mierzyć czas po europejsku. Zdecydowanie! Aby naprawdę cieszyć się tą częścią globu, potrzeba czasu właśnie. Lepiej na pewno poznać jeden kraj bardziej, niż kilka – prawie wcale… Jeśli możecie sobie na to pozwolić, inwestujcie czas (pieniądze nie są raczej problemem) w poznawanie Azji. Ze wszech miar warto, warto i jeszcze raz warto!

Dziękujemy za wywiad i życzymy dalszych sukcesów zawodowych. Poświęcony przez Pana czas z pewnością pomoże niejednemu młodemu człowiekowi w podjęciu decyzji o wyborze Azji jako idealnego miejsca na zdobywanie doświadczeń życiowych i zawodowych.

*Ciekawostka: zdjęcie Pawła Szymczyka znalazło się na stronie głównej Asian Institute of Management (http://www.aim.edu/)

Wywiad z Panem Pawłem Szymczykiem przeprowadzili: Artur Kowalczyk oraz Karol Kowalczyk – współpracownicy Centrum Studiów Polska Azja (www.polska-azja.pl), autorzy rubryki – „ Na podbój Azji”, kierowanej do młodych, ambitnych osób poszukujących swojej drogi zawodowej.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Na podbój Azji: Paweł Szymczyk – Studia na trzech kontynentach Reviewed by on 28 stycznia 2011 .

Paweł Szymczyk  ma 25 lat. W czasie studiów zdobywał wiedzę na trzech różnych kontynentach. W ciągu jednego roku uczęszczał na zajęcia w Kanadzie i na Filipinach. Zanim podjął pracę jako Key Account Executive w Diageo Polska, budował swoją pozycję zawodową w Unileverze, gdzie pracował w obszarach takich jak brand building czy marketing. Pasją Pawła są

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 5

  • Powyzej bylo do Zyggiego, teraz do naszego Filipinczyka. Cytat:

    „Nie brakuje też niekonwencjonalnych rozwiązań takich jak wyjścia na walki kogutów czy targ rybny (w ramach przedmiotów)” – zajebiste przedmioty studiow, kur….., to są jakies jaja….
    I drugi cytat:
    ” Jeśli możecie sobie na to pozwolić, inwestujcie czas (pieniądze nie są raczej problemem) w poznawanie Azji. Ze wszech miar warto, warto i jeszcze raz warto!”

    pieniądze nie są raczej problemem i pisze uczestnik walk kogutow.
    wybaczy Pan, ale tego monstrum nie będę komentował, gdyż to najzwyczajniej znajduje się poniżej mojego poziomu intelektualnego więc zniżanie się do tego typu bredni mogłoby poskutkowac choroba szalonych krów, albo wściekłych świń. A chyba nikt już nie chiałby przeżywac na nowo Bubonic Plague…

    • wybaczy Pan, ale tego monstrum nie będę komentował, gdyż to najzwyczajniej znajduje się poniżej mojego poziomu intelektualnego więc zniżanie się do tego typu bredni mogłoby poskutkowac choroba szalonych krów, albo wściekłych świń.

      Logika mi podpowiada, że jeśli deklaruje się niekomentowanie jakiejś kwestii to najzwyczajniej się tego nie komentuje, a nie rozprawia o przyczynie tejże deklaracji.

      P.S
      Moja uwaga wcale nie oznacza, że nie zgadzam/lub zgadzam się z merytorycznym przesłaniem Pańskiego komentarza.

  • hola hola Panie Kochany! „(…) tym szybciej nasze społeczeństwo się pod tym względem ucywilizuje”. Czyli sugeruje Pan, że polskie spoleczeństwo jest cywilizacyjnie za Filipinami? Odsetek nieuczciwych „szumowin” uogólnia Pan na cale spoleczństwo wnioskując, że oto żyjemy w jakiejs dziczy moralnej? To na Filipinach jest dzicz i p. Pawel doskonale o tym wie, choć tego nie mowi bo sie wstydzi, to proste……A Pan Zyggi? No coż…, pisze komentarze koniunkturalne, uzależniajac je od adresata. Pyskuje na politykow polskich, tylko nie dostrzega, że sam wypowiada sie w ich stylu…, czyli w zależności od punktu siedzenia. Oto bowiem Prosze Panstwa obnażam prawdę: co Pan Zyggi napisal o Filipinach rok temu::

    zyggi mówi:
    Grudzień 8, 2009 o 4:10 pm
    Filipiny bardziej pasują kulturowo i cywilizacyjnie do Ameryki Łacińskiej. Bieda, choroby tropikalne, niedożywienie, przemoc, wielodzietność, korupcja. Cywilizacyjne standardy Japonii, Korei Pd. czy choćby sąsiedniego Tajwanu są dla Filipińczyków jakby “z innej planety”. I pomyśleć, że jeszcze 40 lat temu Filipiny były drugim najzamożniejszym po Japonii krajem Dalekiego Wschodu”

    Pan Zyggi pisze peany na cześć p. Pawla (przystojny chlopak, fakt, mam więc nadzieje, że Zyggi nie jest kochajacym inaczej , bo z tą grupą nie dyskutuję z zasady:) ), choć zapewne zdaje sobie sprawę, że studiowanie w Manili otoczonej dwoma milionami slumsow, brudem, syfem i elementarnym brakiem higieny, nie jest nawet ulamkiem wiedzy zdobywanej na Uniwersytecie Warszawskim, UJ lub UAM. Jednak globtroterzy przyzwyczaili nas sloganami o doświadczeniach wyniesionych z podróży, które rzekomo ubogacaja Resume. Nie sadzę, aby poważni polscy przedsiebiorcy przejmowali się filipinskimi doświadczeniami podczas rekrutacji globtroterów. Studia na Filipinach bowiem poziomem nie przewyzszają polskiego gimnazjum. Raczej woleliby osobę, która ukonczyła studia w Berlinie i zna realia Niemiec oraz wie jak rozwijac biznes za zachodnią granicą i wspólpracować z naszym strategicznym sąsiadem. Dlatego uważam, że p. Pawel dostal dobrą pracę głównie dzieki studiom w Kanadzie, bo to ( i tylko to!!!) się liczy. Zaś opowieści o egzotycznych Filipinach można wlożyć miedzy bajki lub poddać komentarzom na CSPA. I cel zostaje spełniony. Psy zaszczekają :)

    • Właśnie, i psy szczekają! Tak czytam Pańskie dyrdymały i nie bardzo wiem od czego zacząc odpowiedź na ten słowotok. Ale nieważne.
      Przede wszystkim, dlaczego Panu się wydaje, że uogólniam na CAŁE społeczeństwo i że stawiam Polskę cywilizacyjnie za Filipinami? Może jakiś cytat, który by na to jednoznacznie wskazywał? Uzależnia Pan jakośc studiów od ilości slumsów wokół miasta? Zdanie: „studiowanie w Manili otoczonej dwoma milionami slumsow, brudem, syfem i elementarnym brakiem higieny, nie jest nawet ulamkiem wiedzy zdobywanej na Uniwersytecie Warszawskim, UJ lub UAM.” to jakiś żart czy na serio?
      Zadałeś sobie Pan trud jak jasna cholera, żeby wykopac moje cytaty sprzed ponad roku. Tylko po co? Jaka jest sprzecznośc miedzy jednym a drugim moim cytatem? To, że jest tam mnóstwo biedy, to i Pan przyznaje. Ale czy to znaczy, że kraj jest ZUPEŁNIE NIE WART uwagi? Czy to, że na Filipinach jest dużo biedy wyklucza przydatnośc zdobytych tam doświadczeń? A może nie wie Pan, że mnóstwo firm w USA, Europy, Japonii inwestuje na Filipinach miliardy USD? Że uczy się tam i pracuje tam wielu utalentowanych ludzi, tak Filipińczyków jak i obcokrajowców? Co Pana zdaniem oni tam robią? To jak, Panie Wnikliwy, oni tracą czas na rzeczy, które można „włożyc między bajki”? A może jednak robią coś sensownego?
      P.S. Co do uwagi o „kochających inaczej”, ja z kolei mam nadzieję, że nie jesteś Pan zwykłym prowodyrem (co zresztą czas pokaże), bo z tą grupą nie dyskutuję z zasady.

  • Bardzo ciekawy wywiad. Dziękuję, Panie Pawle!
    Bez wątpienia dla wielu pracodawców, zwłaszcza dużych poważnych firm takie CV jak Pańskie jest ogromnym atutem, bowiem pokazuje ono, że jest Pan człowiekiem ciekawym świata, chętnie podejmującym wyzwania, o żywym, nietuzinkowym a zarazem pragmatycznym umyśle! Tacy ludzie to skarb!
    Natomiast mam wrażenie, że dla niektórych polskich przedsiębiorców jest inaczej. Czy bowiem właściciela niejednej firmy zatrudniającej 2-3 ludzi, mówiąc kolokwialnie, żal by d**y nie ściskał, że jego pracownik był w krajach, w których tamten być może nigdy nie będzie? Pomijam już to, że taki człowiek, jak przysłowiowy Szkot, nie spałby po nocach, gdyby miał zapłacić tyle, ile są warte Pańskie umiejętności! Tacy preferują ludzi niewykształconych, zastraszonych jak pańszczyźniani chłopi, bo tacy z pokorą znoszą różne upokorzenia, nie mając wielkich oczekiwań. No i przy nich szefa-zarozumialca nie będą nękały kompleksy!
    Zawiść i małość – oto cechy, które wciąż u nas pokutują. Natomiast im więcej ludzi będzie w życiu otwartych na świat tak jak Pan, tym szybciej nasze społeczeństwo się pod tym względem ucywilizuje. Jak na razie bowiem spora część polskich tzw. przedsiębiorców (polityków też!!) to szumowiny o moralności poniżej byle dziwki, co to za dychę daje w krzakach. Kombinatorzy, krętacze, oszuści uchylający się od płacenia podatków, za pracę, za usługi, towar. Ludzie, dla których szczytem marzeń jest „nawalić się” jak wieprz. Oni nie są godni nawet butów glancować takim jak Pan!

Odpowiedz na „WnikliwyAnuluj pisanie odpowiedzi