Komentarz eksperta

N. Levi: Dlaczego KRLD jest niebezpieczna dla Korei Południowej?

nicolasParę dni temu północnokoreański Komitet na Rzecz Pokojowego Zjednoczenia Korei zaproponował rozmowy, które miałyby się rozpocząć pod koniec stycznia lub na początku lutego bieżącego roku. Cel rozmów to zmniejszenie napięcia na Półwyspie Koreańskim i ewentualna normalizacja stosunków między oboma koreańskimi państwami. Jest to już kolejna tego rodzaju oferta Phenianu. Wcześniejsze zostały jednak odrzucone jako nieszczere przez stronę południowokoreańską, mimo że Phenian uznał, że te rozmowy mogą się odbyć „bez warunków wstępnych”. Wiadomo, że te rozmowy do niczego nie miałyby doprowadzić i że są to puste obietnicy. Trzeba zaznaczyć, że propozycja Korei Północnej jest też ściśle związana z tym, że niedługo mogą zostać wznowione rozmowy sześciostronne w sprawie programu atomowego Korei Północnej.

Dezaprobata Korei Południowej zostanie przez Północ uznana za  prowokację i będzie to kolejny pretekst, żeby zaatakować Południe. Propozycje rozmów Korei Północnej wydają się być mało poważne, szczególnie kiedy Korea Północna atakuje Koreę Południową w wiadomościach pochodzących ze swojej agencji prasowej KCNA (Korean Central News Agency).

Mimo że w ubiegłym roku zmarli Ri Je Kang i Ri Yong Chol, numer 2 i numer 3 departamentu Organizacji i Przywództwa (najważniejszy organ polityczno-wojskowy systemu politycznego Korei Północnej), to polityka propagandowa Korei Północnej wobec Korei Południowej nie ulega zmianom. Phenian dalej będzie postępował w myśl filozofii  „krok do przodu, dwa do tyłu”, czyli balansowania na granicy wojny i wymuszania haraczu za tymczasowy pokój.

Ta polityka niepokoi nowego przywódcę wojska południowokoreańskiego, emerytowanego czterogwiazdkowego generała Kima Kwan Jina, który chce prowadzić twardszą politykę z sąsiadem z północy, twierdząc, że nie można sobie pozwolić na łagodne podejście.

Korea Północna stanowi duże zagrożenie dla sąsiada z południa. Phenian posiada pewną przewagę nad Seulem w rejonie, gdzie miał miejsce ostrzał artylerii północnokoreańskiej 23 listopada ubiegłego roku. Oszacowano, że na tym terenie stacjonuje kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy oraz tysiąc dział kalibrów Korei Północnej. Kolejnym zagrożeniem jest możliwości ataku tego kraju na inne części Korei Południowej.  Na granicy pomiędzy państwami cywile Korei Południowej są w zasięgu ognia artyleryjskiego północnego sąsiada. W państwie tym 7 mln osób  służy w wojsku Korei Północnej albo w organizacjach paramilitarnych. Dlatego Korea Południowa przygotowuje się do potencjalnego konfliktu z Koreą Północną. Dlatego też kobiety zostały dopuszczone do służby w południowokoreańskim wojsku. Kraj ten posiada też najnowsze haubice na świecie. Mimo wszystko, jeśli Korea Północna by zdecydowała się zaatakować Południe, to wtedy Stany Zjednoczone musiałyby poprzeć Koreę Południową, bo od tego zależy ich wiarygodność w Azji Wschodniej.

Korea Południowa musi uważnie analizować ruchy wojskowe sąsiada, żeby nie doszło do kolejnego incydentu, który by zaostrzył spór na Półwyspie. Korea Północna wielokrotnie  atakowała Południe, ale nie bezpośrednio. W grudniu 1969, uprowadzono samolot pasażerski południowokoreańskich linii lotniczych, w październiku 1983 r. szpiedzy z Korei Północnej dokonali zamachu w stolicy Birmy, gdzie 21 osób zmarło i gdzie głównym celem był prezydent Korei Południowej Chun Du Hwan. W listopadzie 1987 miał miejsce drugi  zamach na południowokoreańskie linie lotnicze, podczas którego 115 osób straciło życie. Czy w takim razie Korea Północna może być wiarygodnym partnerem do rozmowy? Odpowiedź zostawiam Wam.

W czym leży siła Korei Północnej? Korea Północna posiada 620 samolotów bojowych, a Korea Południowa 499, Korea Północna posiada też pięć razy więcej okrętów podwodnych (63) niż Korea Południowa (12). Korea Północna ma też ponad 4 tysięcy czołgów, a Południe koło 2 tys. Dlatego w razie konfliktu, Korea Południowa musi liczyć na wsparcie Stanów Zjednoczonych. Południe ma za to przewagę w dużych okrętach nawodnych, gdyż posiada ich 47, a sąsiad z północy 8.

Nicolas Levi

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
N. Levi: Dlaczego KRLD jest niebezpieczna dla Korei Południowej? Reviewed by on 10 stycznia 2011 .

Parę dni temu północnokoreański Komitet na Rzecz Pokojowego Zjednoczenia Korei zaproponował rozmowy, które miałyby się rozpocząć pod koniec stycznia lub na początku lutego bieżącego roku. Cel rozmów to zmniejszenie napięcia na Półwyspie Koreańskim i ewentualna normalizacja stosunków między oboma koreańskimi państwami. Jest to już kolejna tego rodzaju oferta Phenianu. Wcześniejsze zostały jednak odrzucone jako nieszczere

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 67

  • Napisałem tekst dla Foreign Policy o ptencjalnym rozwiązaniu: Polecam 3w.foreignpolicyjournal.com/2010/12/01/can-north-korea-exist-without-unification-with-south-korea/

    • Szanowny Panie Nicolasie,

      Dziękuje, za link do tekstu , w którym opisał Pan swoje potencjalne rozwiązania. W ramach odpowiedzi przedstawię też swoje przemyślenia, bo może taka dyskusja okaże się owocna.

      Ja osobiście jestem za opcją, w której to sami Północni Koreańczycy dokonują zmian w tych aspektach obecnego systemu, które nie są dla nich korzystne. Nie jestem za tym, aby państwa zewnętrzne miały „ratować” Koreańczyków za pomocą działań zbrojnych i „pomagać” nowym (wybranym przez te państwa) liderom dojść do władzy.

      Pisze Pan o chińskich inwestycjach w Korei Północnej , dodam że podobnie jak Chiny amerykańskie korporacje też inwestują w tamtejszy rynek i jakoś nie wydaje mi się prawdopodobne , aby to Korea Północna została chińską prowincją.

      Jeżeli zwiększy się wymiana handlowa, to powinien się zwiększyć przepływ informacji i powoli, powoli kiedy Północni Koreańczycy będą na to gotowi to zaczną zmieniać w pożądanym przede wszystkim przez nich , a niekoniecznie przez państwa zewnętrzne kierunku.

      cóż na dzień dzisiejszy myślę o tym w sposób opisany powyżej.

      Pozdrawiam ;)

    • Szanowny Panie Nicolasie
      Uważam że w tekście, do którego Pan odsyła, są istotne błędy, ale napiszę o tym pod Pana tekstem „Obecne dylematy Kim Jong Ila”, bo tu dyskusja zrobiła się już zbyt długa.
      Pozdrawiam serdecznie

  • Mietek?! jak ci krowa ryczy w stajni to idz do niej, wydoisz se i bedziesz se pilo to mlyko. mozesz se jeszcze kure uciupac na pnioku jak chcesz. a mleko od baby? sprzedajo w Wypierdolce, to jest taki przysiolek Krowiej Zgrzeby w powiecie rzeszowskim. po takim mleku masz erekcje murowana, Mietek

  • Natomiast Pan Panie miastowy Zyggi zapomnial dodac, ze bez tego chlopa, nawet niekulturalnego, musialby jesc jakies toksyczne substytuty normalnej zywnosci. Czy majac do wyboru mleko „prosto od baby” lub to zmodyfikowane wybierze Pan to drugie? Miastowi mi sie znalezli…

    • Mleko łod baby? Łorany, gdzie takie sprzedajo?

  • zapomnialem dodac. Lubi Pan wytykac dyskutantom potkniecia jezykowe, a sam je popelnia. Co to za zwrot : „buda na Bieszczadach”? Chyba powinno byc „w Bieszczadach”, Panie magistrze?
    Nawiasem mowiac, nie buda, a domek letniskowy w Polanczyku…

  • Panie Ciekawy! Sadze, ze wszyscy, ktorzy uwaznie przeczytali Panski powyzszy wpis odnajda w nim pospolite chamstwo i pyche, ukrywajace sie za fasada kultury. To prawda, ze pochodze z podkarpackiej wsi, ktora to wsia tak Pan pogardza. Nie czuje kompleksu z powodu chlopskiego pochodzenia. Ma Pan racje co do jednego. Owszem, zyje z kompleksem edukacji. I nie wstydze sie do tego przyznac. Kto jednak nie ma kompleksow? Albo lepiej: kto sie do nich otwarcie przyznaje? Pan natomiast zdaje sie byc, podobnie jak Zyggi, wszechwiedzacym erudyta, a w gruncie rzeczy jest zwyklym pyszalkiem. Swoje interesy prowadze uczciwie, wiec nie boje sie skarbowki. A fakt, ze mnie zapraszaja na wojewodzkie salony swiadczy o mnie pozytywnie. Jakkolwiek we wsi sa moje korzenie, to jednak mam wiecej kultury od Pana, bo nigdy (nawet gdybym byl niewierzacym) nie napisalbym w dyskysji publicznej pan Dziwisz. Odsylanie mnie do onetu tez sie Panu nie udalo. Chcial Pan zablysnac i zablysna, ale na krotko. Bo wlasnie gasze ten „przeblysk” inteligencji. Otoz jesli Kamil Durczok rozpoczyna prace w Onecie i go oficjalnie promuje, to chyba nie jest to taki debilny portal – godny chamow mojego pokroju. A co do statusu materialnego? Oczywiscie, ze sa bogatsi. Niestety nowy dom w srodmiesciu duzego miasta nie jest – jak Pan pisze – standardem. Standardem moze byc M-3 lub M-4. Znam wielu biznesmenow, ktorzy wciaz mieszkaja w blokach. Ponadto, ja zatrudniam 37 osob obecnie i sukcesywnie zwiekszam zatrudnienie i mysle, ze dobrze sluze Polsce. Dlatego mnie zapraszaja na salony. Owszem – i tutaj zgoda – jest to dla mnie rodzaj terapii na kompleksu, o ktorych wspomnialem. Roznica miedzy nami polega na tym, ze Pan nawet nie dostrzega swoich slaboci. Zadalem sobie trud i przeczytalem wiele Panskich wpisow. Cechuje je syndrom omnipotencji. I chcialem, aby to Pan wiedzial. Zegnam

    • Znam wielu biznesmenów, mam dom za 500.000 – tak pisze człowiek kulturalny, nie pyszałek. O takich jak Pan mówią: chlopa można wygnac ze wsi ale wieś z chłopa – nigdy!

  • Ciekawy?! Jak szukasz konfrontacji to ci cos powiem tak, ze ci w piety pojdzie. Nie wim jaki jest twoj status majatkowy, ale sadzac z tego, co piszesz, to marny. Zapewne byles kujonkiem w szkole ( a takich sie zazwyczaj b. nie lubi) i teraz odreagowujesz wylewajac nagromadzona przez lata zolc.Ja nie bylem kujonem. Technikum Mechaniczne w Rzeszowie skonczylem na trojkach i czworkach. Po dwoch latach studiow na Politechnice Rzeszowskiej wyrzucili mnie za niezdane poprawki. I nie wstydze sie tego, ze nie mam wyzszeo wyksztalcenia. Za to mam pieniadze, ktore zarobilem w krytykowanych przz ciebie Stanach, a ktore pomnozylem 20 krotnie w Rzeszowie prowadzac rozwijajaca sie firme. I to mnie a nie takich jak ty, zaprasza prezydent Rzeszowa, na rozne uroczystosci. To tacy jak ja dostaja zaproszenia od Marszalka Wojewodztwa , takze od ks. Biskupa na rozne okazje. Nie tacy jak ty, przemadrzali, zapewne doktoranci. To wlasnie tacy jak ty najczesciej przychodza po bezzwrotne dotacje na rozne cele. I wiesz jak sie plaszcza? Jak skowycza?! A przeciez sa tacy wyksztalceni, tylko, ze pieniedzy nie umieja robic…ha ha ha.Ja mam dom w Rzeszowie warty 500 tys. zl i dacze w Bieszczadach. I w nosie mam twoje rady, zeby sie uczyc niemieckiego. Do kontaktow prywatnych wystarczy mi angielski, ktorego sie nauczylem w USA. I tyle. A wolno czas wole przeznaczyc na przyjemnosci: narty, basen, imprezy, wyjazdy Bieszczady czy na Slowacje, nie na jakies wkuwanie. Sam sobie wkuwaj i odwal sie chlopcze!

    • Tą odpowiedzią kończę wszelką dyskusję z Panem. Ponieważ jednak zaatakował mnie Pan (jak wcześnie p. Zyggi’ego i p. Michała) jestem zmuszony odpowiedzieć.

      Pisze Pan, że nie wie jaki jest mój status materialny. I na tym zdaniu powinien Pan poprzestać, gdyż w swoich domysłach dot. mojego statusu materialnego pierwszy raz mija się Pan z prawdą i nie ostatni w swoim komentarzu. Otóż, dyplom Politechniki, którego Pan nie uzyskał, pozwolił mi na uzyskanie dobrze płatnej pracy – lepiej płatnej niż praca przedstawiciela handlowego. Śmieszy mnie więc pański dom za 500 tys. zł (chyba zemdleję z wrażenia), rozwalająca się buda na Bieszczadach czy wyjazdy na Słowację. Dla mieszkańca dużego miasta z dyplomem technicznej uczelni jest to standard, aczkolwiek nie pokusiłbym się jak Pan na ocenianie ludzi według grubości ich portfela. Szczerze mówiąc, pański majątek w kontekście posiadania rozwijającej się firmy i pracy, zapewne wieloletniej w USA wygląda dość blado. Nawiązując do „kujoństwa” to po raz drugi minął się Pan z rzeczywistością. Moja 4-letnia przygoda w liceum była drogą przez mękę, a moje oceny niewiele się różniły od pańskich. I nie jestem doktorantem, choć rozumiem Pańską do nich nienawiść, gdyż nie pozwolili Panu na ukończenie studiów. Słusznie, bo nie każdy absolwentem powinien zostać, a na pewno z tego co widzę, nie Pan.
      Pańskie oskarżenia o „przemądrzałość” wynikają zapewne z niezrozumienia języka, który jest tu używany, a może zazdrości Pan niektórym, że potrafią pisać poprawnie po polsku ?
      Pokusił się Pan o domysły na mój temat, więc odpowiem tym samym.
      Pochodzi Pan zapewne ze wsi podrzeszowskiej. Po skończeniu TM, dostał się Pan na studia, ale nie starczyło Panu chęci lub inteligencji aby je ukończyć. Po wyrzuceniu, rodzina zmusiła do podjęcia pracy, ale ponieważ kwalifikacje marne, a ambicja rozbuchana to nie znalazł jej Pan w kraju i wyjechał do USA, gdzie zapewne pracę na niskim stanowisku załatwiła jakaś dalsza rodzina mieszkająca tam.
      Po powrocie założył Pan firmę i prowadząc interesy doszedł do przeciętnego statusu materialnego.
      Teraz nawiąże do zaproszeń od ważnych osobistości, które Pana zapraszają, a MNIE (i oczywiście takich jak ja). A więc, rzeczywiście nie zostałem nigdy zaproszony przez Marszałka Województwa Małopolskiego czy kardynała Stanisława Dziwisza (całe szczęście) ale ja, w przeciwieństwie do Pana nie potrzebuję tego rodzaju nobilitacji, bo od panów Kracika czy Dziwisza nie czuję się wcale gorszy. To, że Dziwisz zaszedł tak daleko to zwykły łut szczęścia – znalazł się we właściwym miejscu i we właściwym czasie, tj. Pan.
      Ma Pan niezwykłą (niemal sadystyczną) satysfakcję z tego, że doktoranci proszą się o dotacje. Ja takowej nie odczuwam, gdy jakiś żebrak prosi mnie o pieniądze, bo moje ego nie jest związane ze stanem mojego portfela. Wyjaśnię Panu jedną rzecz. Gdy tylko zabraknie pieniędzy, ci sami doktoranci spluną Panu w twarz, bo wiedzą, że bez nich jest Pan nic nie znaczącym burakiem, który mógłby równie dobrze zająć się ciągnięciem pługa. Jedna wizyta Urzędu Skarbowego i wróci Pan tam skąd przyszedł i tam gdzie Pana miejsce. Proszę na przyszłość nie udzielać się, gdyż zniża Pan poziom dyskusji do własnego, czyli bardzo niskiego. Zapraszam na onet. pl. Tam znajdzie Pan wspólny język.

    • Panie Jacek, aleś się Pan wysilił z tą chatą za 500 kawałków, teraz wszyscy będą Panu czapkowac na Forum, hehehe.

  • 3 tys. jak na poczatek na Podkarpaciu to za malo? A moze „ciekawy” jest zainteresowany ta praca i probuje negocjowac warunki? :) zapraszam…

    • Aby uświadomić wszystkim … 3 tyś pl netto to to 5 tyś wydatków dla pracodawcy !!!

  • Adam Izydorczyk i Jacek – popieram !
    dopiero po wyjezdzie do azji i prowadzeniu wlasnej firmy w trakcie najwiekszego od prawie stulecia kryzysu zrozumialem, czym rozni sie wiedza teoretyczna od praktyki.
    najmadrzejszym we wsi i teoretykom piszacym o azji nie badac tam i dyskutujacym o gospodarce bedac na etacie – dziekujemy.

    Zyggi -kolejna skucha, jak i sprawach tajwanskich. owszem, by wiedziec jak jest w KRLD, trzeba tam pojechac. po Korei Pln mozna sie poruszac samemu, nie wszedzie, ale mozna. trzeba tylko chciec. skad wiem?
    z doswiadczenia.

    • Panie Ryszku,

      Z tym poruszaniem samemu, to nie ma co przesadzac. Mozna owszem poruszac się po hotelach i placykach, ale pójście samemu do jakiego kolwiek urzedu biblioteki, policji sklepu, uprzedzając nikogo jest po prostu praktycznie nie możliwe. Skąd wiem?
      z doświadczenia.

  • Drogi Panie Zyggi! Po pierwsze nie zamykam Panu ust, nie mialem i nie mam nic wspolnego z cenzura. Po prostu, czytajac wiele Panskich wypowiedzi odnosze wrazenie, ze czuje sie Pan alfa i omega odnosnie spraw azjatyckich. A kazdy inteligentny czlowiek rozumie, ze nie mozna wiedziec wszystkiego, ze wiedza jest nieogarniona. Oczywiscie mozna miec fasade wiedzy np. o literaturze znajac jedynie tytulu dziel klasykow. I mam wrazenie, ze taka fasadowa wiedza dzieli sie Pan Zyggi z czytelnikami CSPA. Calkowicie zgadzam sie z tekstem N. Leviego, widac , ze to fachowiec w rzeczonym temacie i w Korei byl. Nie ma Pan racji Pani Zyggi, ze wystarczy poczytac, aby wiedziec sporo o danym kraju. Nic z tego. Przed moim wyjazdem do USA bardzo duzo czytalem o tym przecudnym kraju, jednak dopiero po roku pobytu w Stanach uswiadomilem sobie, ze przed przyjazdem tak na prawde niczego nie wiedzialem. Wiedza teoretyczna jest niczym na przeciwko wiedzy praktycznej. Jesli jestes w danym kraju przez dluzszy czas (nie na wycieczce), jesli zyjesz z miejscowymi, odzywiasz sie ich kuchnia, chloniesz ich zwyczaje, znasz ich jezyk, dopiero zaczynasz rozumiec o co chodzi. To nie moje zreszta, tak pisal Kapuscinski. Tylko podroze ksztalca na prawde, podroze w polaczeniu z wiedza ksiazkowa, nie zas teoria sama. I mysle, ze skoro Zyggiego tak bardzo zabolala moja krytyka, to trafilem w sedno. Wlasnie polactwo to takie wymadrzanie sie na kazdy temat, jak czyni to J.E. Zyggi w niemal kazdym artykule tego portalu. Ja sie nie wymadrzam, a pisze tylko to, co wiem, a ze o Azji nie wiem praktycznie nic, wiec czytam CSPA aby sie czegos nauczyc, pod katem handlowym oczywiscie. A co do moich bledow ortograficznych panie „Ciekawy”, to popelniam je i wiem o tym, poniewaz mam dyslekcje. A poniewaz pracuje 12 i wiecej godzin na dobe, nie mam czasu wszystkiego sprawdzac w slowniku ortgr. Jakkolwiek za bledy przepraszam. Dziekuje Panu Izydorczykowi za bardzo trafne spstrzezenia odnosnie pracodawcow i pracy w ogole. Do dzisiaj, drodzy Panstwo nie moge w Rzeszowie znalezc osoby z dobrym niemieckim, choc chce placic miesiecznie 3 tys. netto plus bonusy za podroze do Wiednia. I co Panowie – eksperci od Azji na to?

    • Skoro nie ma chętnych, to widocznie 3 tys. zł to za mało. Pozostaje Panu podwyższyć proponowane wynagrodzenie, lub nauczyć się niemieckiego i jeździć do Wiednia samemu.

    • Proszę Pana, polactwo to m.in. przypisywanie innym niskich intencji. Dla Pana to, co piszę to wymądrzanie się, a dla innych (o czym się przekonałem) to dzielenie się wiedzą. I tak to wygląda.

  • To oczywiste, że mentalność sporej części (rzecz jasna nie wszystkich) polskich czy w ogóle wschodnioeuropejskich biznesmenów różni się o lata świetlne od ich zachodnioeuropejskich odpowiedników. To mentalność człowieka, dla którego cel uświęca środki, a wszystko, łącznie z godnością osobistą, da się przeliczyć na szmal. Nie pojmuje, że pieniądze, jakkolwiek ważne, nie są najważniejsze. Nie rozumie takich ludzi jak Afgańczycy czy Czeczeni, dla których honor znaczy więcej niż kasa. Takie postawy to dla jego umysłu coś nie do pojęcia, jak dla krowy myśl o lataniu. Zapatrzony we własny pępek, zapomina., że przyjdzie czas, że nikt nie poda mu szklanki wody bez zapłacenia za tę „usługę”. Wtedy pojmie, co w życiu jest najważniejsze…

    • Zyggi woda to takie samo dobro jak każde inne .. i dzisiaj chcąc nie chcąc musisz za nie płacić !! Wodociągi nie dostarczają wody za darmo !!
      Oni też działają w oparciu o rachunek ekonomiczny .. oni też prowadzą księgowość.. oni też mają RZiS oraz PP etc.etc.

      Ty mówisz o czymś innym .. czyli o dobroci z serca a ta występuje wszędzie i w każdym ….. jeśli państwo przymusem każe ci pomagać to to nie jest pomoc to jest zwykły akt terroru monopolu na danym terenie !! Jeśli pomożesz sam z serca bez niczyjego zapytania to jest prawdziwa POMOC !!

      Po 3 manager w Europie Zach. niczym specjalnym nie różni się od tego w Azji czy też Europie Wschodniej szczególnie, że w każdym z tych 3 miejsc można znaleźć osoby, które będą prezentowały różne postawy … czy szef FOXCONN jest egoistom ?? kiedy dostarcza produkty konsumentom ? producenci szefowie i wszyscy ci, którzy pracują w tych firmach muszą sprostać oczekiwaniom konsumentów a o to bardzo trudno … Rynek jest zimny i wyrachowany jeden błąd może spowodować stratę a potem zamknięcie biznesu !!!
      Jeśli wszyscy ci ludzie stracą pracę ? to co ? będą bardziej szczęśliwi ? jeśli zmieni się struktura oczekiwań konsumentów ? czy ktoś będzie płakał, że zamyka się np. Polmosy ? :+)

      Wracajcie do tematu KRLD !! bo mamy kolejny offtop z moim udziałem :)

      • Avatar Nicolas Levi

        Takźe „offtop” z mojej strony. Uważam, że jeśli menedżer z zachodu i ze wschodu się różnią, to menedżer z zachodu jest bardziej „humanitarny” niż w Polsce. A dlaczego ? Wynika to z tego, że na zachodzie a m. in. we Francji (gdzie mieszkałem 20 lat) istnieją związki zawodowe, które twardo bronią interes pracownika. Oczywiście są też inne różnice (we Francji menedżerowie bardziej chwalą pracownika niż w Polsce). Jedno jest pewne. Dla menedżera z Lublina, lub z Paryża, cel służbowy to uzyskać maksymalny zysk z danego biznesu.

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Nicolas’ie te same związki zawodowe istnieją też w Polsce !! i przemocą zmuszają resztę społeczeństwa, aby coś im dać.
        Typu wcześniejsze emerytury, płace powyżej poziomu rynkowego etc.etc. dodatkowe gratisy typu wakacje dla rodziny etc.etc. ( z jakiej racji ja mam dopłacać do kogoś innego ? ) jak mam własną rodzinę na utrzymaniu ?

        „istnieją związki zawodowe, które twardo bronią interes pracownika”
        Jeśli niszczenie mienia publicznego i prywatnego nazywasz obroną interesów ? to ja już nie mam nic do powiedzenia :+)

    • Panie Nicolasie!
      Pan chyba kpi! Przecież pod tymi linkami nie ma nawet cienia dowodu na cokolwiek. Te Pana „dowody” to właśnie totalna kompromitacja. Ja też mogę wziąć zdjęcie satelitarne bezludnego kawałka USA i ponapisywać na nim: tu jest komora gazowa, w której dokonuje się ludobójstwa, tu są zbiorowe groby, a tu znowu są komórki, w których zamyka się niepokornych, by umarli tam śmiercią głodową. I wprawdzie tego wszystkiego na zdjęciu nie widać, ale wierzcie mi na słowo, że to tam jest, tylko Jankesi to dobrze zamaskowali.
      Jeśli w Seulu jakiś uciekinier z KRLD pajacuje za amerykańskie pieniądze i opowiada do kamery banialuki, że północnokoreański obóz jest otoczony fosą o szerokości 10 m, za którą jeszcze stoi wysokie na 4 metry ogrodzenie z drutu kolczastego pod napięciem 3000V to ja chcę na zdjęciu satelitarnym zobaczyć tę fosę szeroką na 10 m. Tego się nie da ukryć przed satelitą. Otoczenie obozu na 50 tys. więźniów fosą wymaga, by miała ona wiele kilometrów długości. Gdzie jest zdjęcie satelitarne tej fosy?! Gdzie jest zdjęcie ogrodzenia wysokiego na 4 metry?!

  • Najbardziej wkurza mnie przemodrzaly i wszystkowiedzacy Zyggi – dyzurny komentator CSPA. Odpowiada na kazdy temat, o kazdym panstwie, kreujac sie na alfe i omege. Troche skromnosci Panie Zyggi. Co Pan moze wiedziec o Korei Polnocnej wiecej niz to, co Pan przeczyta na CSPA, ewentualnie w polskich gazetach, ktore przedrukowywuja cenzurowane teksty? Byl Pan w Korei Pl albo w poludniowej? Byl Pan w ogole w Azji? Przesta sie pan wymadrzac i zamilcz wasc, wstydu oszczec

    • Nie denerwuj się Pan tak bo Pan zawału dostaniesz, Panie Mądrzejszy! Masz Pan prawo uważać siebie za mądrego, a mnie za g***o wiedzącego zarozumialca. Może sobie Pan nawet dawać publicznie temu wyraz w typowym dla polactwa stylu skoro inne środki argumentacji się Panu wyczerpały. Pański wybór. Ja Panu nie zabraniam zabierać głosu, tak jak Pan to robi. Tylko zastanawiam się czy może urodził się Pan trochę za późno? Może w byłym urzędzie cenzury na Mysiej mógłby się Pan spełnić skoro lubi Pan innym zamykać usta? :-D
      Przyznaję publicznie: Nie byłem w żadnej z Korei. I cóż z tego? Gdybym nawet był w KRLD, to czy pozwolili by mi chodzić tam, gdzie chcę jak to jest w normalnych krajach? Otóż nie. Za to nasłuchałbym się i naoglądał wszelakiej propagandy. Był Pan w którejś z Korei? Gdy Pan wyląduje w Korei Płd. to też czeka na Pana opiekun i / lub zorganizowana wycieczka jak w Phenianie?! Czy trzeba tam wyjechać by to wiedzieć? Dla przykładu: Czy trzeba być w Japonii, żeby wiedzieć, że tam panuje cesarz, że mieszka tam jakieś 125 mln ludzi a shinkansen osiąga 300 km/h i mnóstwo innych rzeczy o tym kraju? Wielu ludzi było w Azji i nadal prawie nic nie wie o tamtych krajach. Przykładem są amerykańscy turyści. :-)

    • P.S. I jeszcze jedno, Pański bezceremonialny, osobisty atak na pana Michała Lubinę pokazał, ile sam ma Pan pokory, której wymaga Pan od innych! Wstyd!

    • @Jacek
      Zanim zaatakuje pan kogoś w ten sposób, radziłbym sięgnąć po słownik ortograficzny. Uniknąłby Pan w ten sposób skompromitowania się błędami na poziomie, powiedzmy podstawówki. Tym komentarzem udowodnił Pan płyciznę Pańskiego środowiska „biznesmenów”, a właściwie posiadaczy niewolników, bo w Polsce nie da się tego inaczej nazwać. Potwierdza to, pretensjonalny ton, kiedy pisał Pan na temat poszukiwania przedstawiciela handlowego w kontaktach z Austrią.
      Ignorancja i chamstwo – to wszystko co pokazał Pan do tej pory swoimi komentarzami.

      • Avatar Adam Izydorczyk

        @ciekawy
        Jakich niewolników ?! Czy ktoś zmusza cię, aby pracować ? Czy w Polsce istnieje przymus pracy tak jak za PRL ?
        Jest to dobrowolna wymiana i co ważniejsze warto sprawdzić ile pracodawca musi zapłacić za zatrudnienie jednego pracownika … sprawdź sobie własne netto i zapytaj swojego pracodawce jakie ma brutto + koszty pracodawcy .. a warto też wspomnieć, że przed reformą emerytalną za rządów AWS-UW to PRACODAWCA płacił całość składki na ZUS !!!
        W wielu miejscach jak czytam .. jak to PRACODAWCA ma dobrze a ludzie pracy mają tak źle .. jak jest tak dobrze to niech jeden z drugim zakłada własną firmę .. tylko potem jak będziesz miał kontrolę z UKS to nie płacz… bo już wiele firm zostało właśnie w takich sposób wykończonych, a w tym ludzi !!
        Polska to dziwny kraj … gdzie jeśli wśród swoich pracowników nie masz 6 % niepełnosprawnych a zatrudniasz 25 osób lub więcej to musisz płacić na PFRON ( zresztą wejdź na stronę PFRONu i sprawdź wpis o ich przychodach !! )
        Czy firma to instytucja charytatywna ?? Kogo w naszym państwie interesuje kalkulacja ekonomiczna i rachunek kosztów … jak w Sejmie same matoły typu lekarze nauczyciele historycy i tym podobni !! siedzą i oni mają decydować o losach gospodarczych POLSKI ???

      • Avatar Adam Izydorczyk

        „AWS-UW to PRACODAWCA płacił całość składki na ZUS !!!”
        chodzi oczywiście o składkę emerytalną !!

      • Avatar ciekawy

        @ Adam Izydorczyk
        Neoliberalizm to dogmat osób młodych, w sile wieku. Kiedy dotyka ich ciężka choroba uniemożliwiająca pracę czy bankructwo nagle porzucają ten dogmat, bo widzą, że dla osób starych czy schorowanych przewiduje on śmierć na ulicy. Nie podlega wątpliwości, że z punktu widzenia wzrostu gospodarczego jest to system najbardziej wydajny. Spycha on jednak na margines ludzi, którzy pracy podjąć nie mogą lub jej dla nich nie ma. Prowadzi to wzrostu nastrojów komunistycznych i ostatecznie biedota obala panujący ustrój. Niewielki zasiłek znacznie zmniejsza prawdopodobieństwo, że ktoś z powodu braku pieniędzy na alkohol czy narkotyki wbije mi nóż w plecy i wyjmie portfel. Neoliberalizm to taki sam system ideologiczny jak inne – oferuje łatwe rozwiązania, które się nie sprawdzają w rzeczywistości.

      • Avatar Adam Izydorczyk

        @ciekawy N/C …. Nie wiem czy nawet wiesz czym jest ten niby ” neoliberalizm” więc nie mam zamiaru wchodzić z tobą w dyskusję głębiej. Ty będziesz rzucać sloganami a ja będę mówić o teorii ekonomii .. więc darujmy sobie tę dysputę !!

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Najbardziej się boję tego, że wmówisz mi, że monetaryści to wolnorynkowcy …. a przypominam, że Panowie od Friedmana w latach ’30 byli uważani co najwyżej za centrum, ale z przesunięciem na lewo !!

  • Dyskusja nt. temat to strata czasu. Wystarczy porównać dane gospodarcze obu tych państw, które startowały z podobnego poziomu gospodarczego i wyciągnąć na tej podstawie odpowiednie wnioski.

    • Tak, ale nie do końca, gdyż Korea Północna startowała z wyższego poziomu gospodarczego. Miała u siebie około 80 % potencjału przemysłowego całego Półwyspu. Południe żyło niemal wyłącznie z rolnictwa i rybołówstwa. Dopiero w II połowie lat 70-tych Korea Płd. dogoniła Północ pod względem PKB per capita. A jak jest dziś – każdy widzi, nawet Kim Dzong Il i jego doradcy. :-)

  • Dlaczego do ch***ry komentarze znów nie przechodzą?

  • Owszem Korea Południowa jest też winna, ale nie dałbym przykład zamachu nad przywódcą Korei Płn., bo akurat uważam, że coś takiego jest niezbędne, żeby zakończyć z dramatem północnokoreańskim. Korea Południowa może być m.in. obwiniona, za to, że nie daje sobie rady z uchodźcami z Korei Północnej.

  • „Kolejny artykuł Pana Levi demonizujący DPRK i tytuł bezpośrednio sugerujący, że to ona jest tą “złą” stroną konfliktu”

    1) Demonizuję, i dalej będę to robił. Nienawidzę ścisły establiszment Korei Północnej, ale jestem z narodem północnokoreańskim.

    2) O którym konflikcie mówimy ?

    Czy Stany Zjednoczone są winni ? Owszem są, ale nie tyle co KRLD.

    • Szanowny Panie Nicolasie
      Dziękuję za szczerość. Od dłuższego czas odnosiłem wrażenie, że to, co Pan pisze na temat Korei Północnej, to demonizowanie jej władz i systemu, mające za przyczynę jakieś negatywne nastawienie. Bałem się jednak stawiać wprost taki zarzut. Dobrze się więc stało, że sam Pan oświadczył, iż rzeczywiście demonizuje Pan KRLD z nienawiści do jej ścisłego establiszmentu.
      Nie potępiam Pana za demonizowanie z nienawiści, bo to chyba nie jest prawnie zakazane, a przy tym może Pan mieć jakieś powody. Może ścisły establiszment KRLD jakoś Pana skrzywdził. Różnie w życiu bywa. Uczciwość nakazywała jednak, by wyjaśnił Pan, że Pana teksty i komentarze należy odczytywać w kontekście tego demonizowania z nienawiści. Zrobił Pan to i chwała Panu za to. Nie zrobił tego np. Andrzej Fidyk, robiący nieuczciwe propagandówki i np. pan Zyggi daje się na nie nabrać. Gdyby Fidyk, wzorem Pana, na wstępie swej „Defilady” ostrzegał wszystkich, że to tylko jego propaganda (a jest on bez wątpienia zdolnym propagandystą), to może widzowie inaczej odbieraliby to „dzieło”. A tak dają się nabierać.
      Moje wyrazy szacunku

      • Avatar Zyggi

        Panie Piotrze, Pan chyba jednak nie oglądał „Defilady”. Przecież cały tekst tego filmu to słowa wypowiadane przez północnych Koreańczyków! Chciałby Pan, by Fidyk na wstępie swego filmu ostrzegał, że słowa północnych Koreańczyków to tylko jego własna propaganda?! :-) Niechże się Pan nie ośmiesza, błagam…

  • P.S. Niech Pan, Panie Grzegorzu, porówna swobodę poruszania się obywateli USA czy Korei Płd. z tą, jaką mają obywatele KRLD.
    Pozdrawiam.

    • Avatar Jaroslaw Grzegorzek

      Panie Zyggi, my tutaj nie rozmawiamy o swobodach poruszania się obywateli poszczególnych krajów. Komentarz dotyczył propozycji rozmów obu Korei. Czy ktoś tutaj broni jakiegokolwiek „reżimu”?

      Ja propagandy obu krajów (każdy kraj ją stosuje, również Polska) nie porównywałem tylko odniosłem się do tego jak ta amerykańska ukształtowała świadomość ludzi na zachodzie w stosunku do DPRK. W imię niesienia pokoju i wprowadzania demokracji rząd USA dostaje mandat na prowadzenie działań militarnych. Po wypowiedziach Pana Tomka widać, że nawet Polacy mieszkający w Korei dalej uważają, że USA są dobrym wujkiem niosącym bezinteresowną pomoc.

      Proszę pisać na temat.

      PS. W czym złego golnięcie sety z niedomytym żulem, który również może mieć coś wartościowego do powiedzenia?

      • Avatar Tomek

        Pierwsze zdanie jest dla mnie niezrozumiale, prosze wyjasnic.

        Znow atak na argumenty ktorych nie uzylem. Jakim ‚dorym wujkiem’? Nigdy sie Wan nie znudzi?

        Do do zdania, ze propaganda amerykanska uksztaltowala moja swiadomosc (czyli min wiedze) na temat Polnocy, nawet nie wiem jak sie odniesc. Jest obsolutnie absurdalne. Czy my obaj zyjemy na tej samej planecie?

        Zyggi jak najbardziej napisal na temat, to Pan nie odniosl sie w zaden sposob do Jego argumentow, poza jednym jedynym z post scriptum.

        Co zlego w wypiciu sety z zulem, prawdopodobnie nic, nikt – prawdopodobnie – z tego powodu nie ucierpi. Jezeli chodzi o polityke wobec KRLD to tu na szali jest zycie, zdrowie i los milionow, kazde dzialania powinny byc gruntownie przemyslane – i trzeba pamietac, ze brak dzialania, to tez dzialanie.

      • Avatar Zyggi

        Panie Jarosławie, kraj który rozpoczął w 1950 r. morderczą 3-letnią wojnę i który wielokrotnie dopuszczał się aktów terroru, uważa Pan za ofiarę amerykańskiej propagandy? Jeżeli jest on ofiarą, to własnej propagandy, Himalajów kłamstwa, zbrodni i bałwochwalczego kultu dynastii Kimów. Proszę, niech Pan obejrzy uważnie „Defiladę”. Tam nie ma ŻADNEGO komentarza, wszystko to ICH WŁASNE teksty. Co wartościowego się Pan dowie z tych banialuk? Że mieszkańcy KRLD żyją w raju i są szczęśliwi? :-)
        Nie uważam USA za dobrego wujka niosącego pomoc, za takiego nie uważa go też gros południowych Koreańczyków. USA nieraz dowiodły swojego cynicznego kultu siły. Ale do licha, zachowujmy jakieś proporcje! Czy w USA są łagry? Czy Clinton, Bush albo Obama każe sobie stawiać pomniki? Czy Amerykanom ktoś zabrania jechać choćby do Iranu albo Wenezueli?

      • Avatar Joanna

        ‚Ja propagandy obu krajów (każdy kraj ją stosuje, również Polska) nie porównywałem tylko odniosłem się do tego jak ta amerykańska ukształtowała świadomość ludzi na zachodzie w stosunku do DPRK. W imię niesienia pokoju i wprowadzania demokracji rząd USA dostaje mandat na prowadzenie działań militarnych.”
        Zgadzam się Panie Jarosławie. Problem, który opisuje autor artykułu jest o wiele bardziej skomplikowany niż go przedstawiono. Nie bronię Korei Północnej ale uważam że opisując ten problem warto opisać wpływ USA, a może i nawet wrócić do roku 1949 i opisać wpływ Rosji…
        Wojska amerykańskie miały opuścić Koreę Południową do 2012, po zatonięciu południowo-koreańskiego okrętu w marcu oczywiście zmieniono te plany. Jest kwestią dyskusyjną w jaki sposób okręt ten został zatopiony. W konflikt na półwyspie Koreańskich wplecione są interesy różnych aktorów i dlatego analizując ten konflikt i zagrożenie jakie on może spowodować warto by unikać biało-czarnych uproszczeń.

        Nie zauważyłam, aby Pan Jarosław bronił gdziekolwiek ustroju Korei Północnej.

        Odnosząc się do zamachu na Chun Du Hwan-a to Korea Południowa też w pewnym okresie planowała zamach na północno-koreańskiego przywódcę (film Silmido ). Nie jest więc tak , że jedna strona jest demoniczna , a druga krystalicznie czysta.

        Na koniec, zaznaczę wyraźnie, że nie jestem zwolenniczką ustroju Korei Północnej ( vide nie trzeba mi przytaczać przykładów o łagrach z tamtejszych stron), lecz popieram analizowanie problemów z wielu różnych perspektyw.

    • Szanowna Pani Joanno
      Ucieszył mnie Pani komentarz. W sprawach Korei Północnej rzadko trafia się na wyważone wypowiedzi. W Pani komentarzu są jednak elementy, które skłaniają mnie do pytań. Ja nie jestem znawcą problematyki koreańskiej, a odnoszę wrażenie, że Pani ma jakąś wiedzę w tym zakresie. Czy mogłaby Pani podzielić się tą wiedzą?
      1) Napisała Pani: „Nie trzeba mi przytaczać przykładów o łagrach z tamtejszych stron”. Nie wiem, jak mam to rozumieć. Ja chętnie bym usłyszał coś o łagrach KRLD, bo podobno są tam takie, ale nigdy nie udało mi się znaleźć żadnej wiarygodnej informacji. Relacje uciekinierów robią wrażenie kłamstw, czasem tak prymitywnych, że trzeba naprawdę dużo dobrej woli, by w nie uwierzyć. Często słyszę, że obecnie satelity pozwalają pokazać tak dokładny obraz, iż można na nim przeczytać tytuły artykułów w trzymanej przez kogoś gazecie. Wielokrotnie już przeczesywałem za pomocą Google Earth terytorium Korei Północnej, a szczególnie miejsca rzekomych obozów, ale nic podpadającego nie zauważyłem. A przecież należało udostępnić światu dokładny obraz satelitarny domniemanych obozów. W sieci krążą wprawdzie zdjęcia satelitarne obozów, ale są tak mało dokładne, że nic z nich nie wynika i i tylko dołączony do zdjęć tekst (niestety mało wiarygodny) ma przekonać, że na zdjęciu jest „straszny obóz”. Jeśli ma Pani jakąkolwiek pewną informację o tych obozach, to warto, by się nią Pani podzieliła.
      2) Napisała Pani: „Odnosząc się do zamachu na Chun Du Hwan-a to Korea Południowa też w pewnym okresie planowała zamach na północno-koreańskiego przywódcę”. Ze słowa „też” wnioskuję, że uważa Pani, iż zamach na Chun Du Hwana to dzieło KRLD. Czy są jakieś dowody w tej sprawie?
      Jeśli pamięć mnie nie zawodzi, to Chun Du Chwan dostał (1996) wyrok śmierci, wydany przez sąd Korei Południowej. W trybie łaski zamieniono mu go na dożywocie. Odpowiadał za wiele rzeczy, ze zdradą państwa włącznie. Odpowiadał też za masakrę w Kwangju (1980). Mieszkańcom Kwangju ubzdurało się, że w kraju mogłaby być demokracja. Chun Du Hwan kazał wybić im to z głowy. Trudnej do ustalenia liczbie mieszkańców Kwangju (władze Korei Południowej do dziś ukrywają liczbę ofiar śmiertelnych, ale szacuje się, że było ich ok. 2 tys.) wybito demokrację z głowy w sposób ostateczny. Myślę że po masakrze w Kwangju było wielu chętnych na uśmiercenie Chun Du Hwana, a jeśli można by to było zapisać na konto KRLD, to byłyby dwie pieczenie na jednym ogniu. Dlatego bardzo mnie interesuje, czy są jakieś dowody, że za zamachem na Chun Du Hwana stała KRLD.
      Na zakończenie powiem Pani, że wydaje mi się, iż władze KRLD, nie są zwolennikami panującej tam sytuacji. Wedle mojej oceny czują się one do niej zmuszone. Uważają, że istnieje ciągłe zewnętrzne zagrożenie i toczona jest przeciw nim nieprzerwana wojna gospodarcza. W warunkach zagrożenia każde państwo wprowadza różne stany nadzwyczajne i reaguje brutalnie na naruszanie dyscypliny. Można by co najwyżej wskazywać, że obawy KRLD są nieuzasadnione, bo USA są im nadzwyczaj życzliwe i nigdy by nie przyszło im do głowy, by zaatakować KRLD. Gdybyż jeszcze w KRLD chcieli w tę bezbrzeżną życzliwość USA uwierzyć.
      Pozdrowienia

      • Avatar Zyggi

        Szanowny Panie Piotrze, znów pozwolę sobie wtrącic moje 3 grosze.
        A propos pktu 2) Seul oficjalnie przyznał się do przygotowania zamachu na Kim Ir Sena w latach 60. Czy wyobraża Pan sobie, aby Phenian przyznał się do podobnych planów wobec Czon Du Hwana, a tym bardziej do prawdopodobnego udziału w zamachu na prezydenta Park Chung Hee? Prędzej kaktus mi na ręce wyrośnie niż ten reżim przyzna się do jakiejkolwiek niegodziwości, czy nawet do tego, że Kim Dzong Il i jego ojciec nie są geniuszami we wszystkim, czego się tkną. :-)
        Powiada Pan, ” Gdybyż jeszcze w KRLD chcieli w tę bezbrzeżną życzliwość USA uwierzyć.” To nie kwestia wiary lub niewiary. W Korei Płd. Kim Dzong Ila i jego pomagierów czekałby stryczek albo pluton egzekucyjny, to więcej niż prawdopodobne. Dlatego Kim i jego otoczenie po 1) NIGDY nie dopuści do zjednoczenia na warunkach innych niż północnokoreańskie, i po 2) sztuczne podgrzewanie atmosfery na Płw. Koreańskim to stary jak świat sposób na odwrócenie uwagi społeczeństwa od problemów wewnętrznych i zapobieżenie ewentualnym wybuchom niezadowolenia. Tak samo jak na Kubie: „Kryzysowi są winne imperialistyczne sankcje” i wszystko w temacie.
        W tym kontekście uważam, że KRLD padła ofiarą własnej ideologii dżucze. Zamiast jak ChRL i Wietnam postawic dawno temu na reformy wolnorynkowe, Korea Płn. kontynuowała politykę autarkii i absolutnego prymatu sektora państwowego, toteż dziś jedyne atuty jakie mu pozostały, to rakiety i artyleria wymierzone w Seul oraz siermiężna propaganda w stalinowskim stylu. Zresztą cóż KRLD ma do zaoferowania mieszkańcom Republiki Korei?!…

      • Avatar Zyggi

        P.S. Sam Pan pisze, że Czon Du Hwan został skazany przez sąd w Korei Płd. Stało się tak dlatego, że Korea Płd. to kraj demokratyczny, gdzie jest możliwe postawienie pod sądem lidera państwa. Zresztą sam Czon Du Hwan i jego następca Roh Tae Woo umożliwili przejście Korei Płd. do normalności. A czy ktoś skazał Kim Ir Sena za spowodowanie w 1950 r. wojny, która kosztowała miliony ofiar i za doprowadzenie do ruiny gospodarki narodowej? Nie, on był bogiem, panem życia i śmierci poddanych mu niewolników. Tak samo jego syn – wynoszony pod niebiosa przygłup.
        To, że np. zakłada Pan zła wolę władz Korei Płd. np. w sprawie masakry w Kwangju (cyt. „władze Korei Południowej do dziś ukrywają liczbę ofiar śmiertelnych, ale szacuje się, że było ich ok. 2 tys.”) to Pańska sprawa. Tylko dlaczego sugeruje Pan, że Północ ma czystsze intencje?

      • Avatar Joanna

        Szanowny Panie Piotrze,

        niestety ale moja wiedza o wiedza o zamachu na Chun Du Hwana czy też wiedza na temat „łagrów” w Korei Północnej nie jest tak duża, aby udzielić wyczerpującej odpowiedzi na Pana pytania. Przykro mi.

        Dużo bardziej znam i interesuję się Koreą Południową, gdzie jeszcze nie tak dawno temu studiowałam i pracowałam. Napisałam też pracę magisterską gdzie opisałam tzw. koreańskie miejsce pracy ( praca u Koreańczyków, w Korei). Doświadczenie nauki, pracy , a także i przyjaźni z Koreańczykami pozwala mi widzieć na Koreę Południową z wielu perspektyw. Można przykładowo patrzeć na Koreę poprzez pryzmat PKB per capita ( jak zasugerował ciekawy) i wtedy mamy „success story” wybicie się z poziomu Ghany do poziomu 11stej gospodarki w skali globalnej ( obecnie chyba 14stej). Można wejść trochę głębiej i zobaczyć w jaki sposób ten sukces osiągnięto: prawie 4 dekady rządów autorytarnych, kontrola banków , mediów, pomoc USA, wysyłanie rodaków do pracy w kopalniach w Niemczech i na wojnę w Wietnamie ( i przesyłanie zarobków do kraju i dla dobra kraju), nie wpuszczenie firm zagranicznych na własne podwórko, orientacja na eksport, mądre i niemądre decyzje polityków i menedżerów …. itp itd. Przepraszam ,że rzucam tylko hasła. Chcę tylko pokazać , że historia „sukcesu” Korei jest wielowątkowa i można w niej znaleźć również zdarzenia tj np. masakra w Kwangju. Kiedy nie patrzy się tylko na liczby (PKB) ale na całą historię , to wtedy można moim zdaniem lepiej zrozumieć mentalność Koreańczyków , oraz głębiej przeanalizować cały model rozwoju ekonomicznego, politycznego i społecznego, co może w praktyce (kontaktach biznesowych , przyjacielskich, czy naukowych) być bardzo pomocne. Korea Południowa ma „wiele twarzy”, warto pisać o dobrych i tych mniej dobrych stronach. Nie jest dobrym podejściem w mojej opinii, aby przedstawiać Koreę Południową jako „aniołka” , a Koreę Północną jako „diabła wcielonego”. Ja jestem za szerzeniem wiedzy o Korei Południowej , która jest pierwszym azjatyckim krajem z , którym UE podpisała umowę o wolnym handlu. Obecnie UE „pompuję” wręcz pieniądze do Korei , żeby przygotować obie strony do rozszerzenia współpracy ekonomicznej, kulturowej i politycznej. Przykładowo, w tym roku UE przeznaczyła 1.4 miliona Euro na utworzenie 2 centrów naukowych w Korei szerzących wiedzę o UE. Dodatkowo UE dotuje mocno programy wymiany studentów (europejskich i koreańskich)- przykładowo: program w którym uczestniczy UW oferuję studentom kierunków biznesowych ( a nie np. koreanistyki) spędzenie w Korei od 4 do 10 miesięcy, miesięczne stypendium to 700Euro + 1000Euro na podróż. Podobnych programów jest więcej i myślę, że można już wyjść poza zakres ogólnych wiadomości dotyczących ekonomicznego spojrzenia na Koreę Południową. Dobrze jest pisać o masakrze w Kwangju, trudnościach z jakimi zmagało się społeczeństwo Koreańskie. Można też pisać o specyfice koreańskich mediów-, które w dużej mierze zachowują się jakby były cenzurowane przez rząd. Dla „dobra kraju” wiele osób dosłownie poświęciło ogromną część swojego życia.

        I po co to wszystko wiedzieć? Ano po to, że jak się później spotyka Koreańczyk i np Polak w pracy to Polak nie może zrozumieć dlaczego Koreańczyk (pracujący dla Czeabola) siedzi w pracy 12-13 godzin, często przychodzi też w Soboty, no i raz w tygodniu ma obowiązkowe spotkanie z kolegami z pracy poza godzinami pracy. (oficjalne statystyki podają, że wśród krajów OECD Koreańczycy pracują najdłużej). Takie podejście do pracy – motyw poświęcania się można właśnie wytłumaczyć historią z ostatnich 30-40 lat.

        Warto wejść głębiej i nie bać się pisać o mniej przyjemnej stronie ekonomicznego sukcesu, bo moim zdaniem tylko wtedy można się czegoś nauczyć i ewentualnie zaimplementować jakieś rozwiązanie później w kraju.

        Przepraszam za odejście od tematu, czasem człowieka poniesie…

        Pozdrawiam

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Pani Joanna dokładnie, ale dobrobyt powstaje z pracy a nie z opier…… !! Koreańczycy pracują najdłużej biorąc dzisiejszy dzień, ale wystarczy cofnąć się w czasie, gdzie ilość kapitału zakumulowanego była o wiele mniejsza niż dzisiaj !!
        Przypominam, że jeszcze 100 lat temu średnio ludzie pracowali po 12-14 godzin (nawet dzieci w wieku 8 lat) i nikogo to nie dziwiło !!

        Więc rodacy do pracy :)

      • Avatar Adam Izydorczyk

        „nie wpuszczenie firm zagranicznych na własne podwórko”

        Wystarczy, że władze Korei Południowej wykupywały patenty firm zachodnich .. dla przykładu :Daewoo Nexia a tak naprawdę Opel Kadet
        Swego czasu czytałem bardzo dobry artykuł właśnie o wykupie patentów .. i tak od lat ’70 tak biedny kraj jak KP potrafiła przeznaczyć nawet „ówczesnych” 3 mld $ rocznie na wykup patentów i transfer technologii !!!
        Też swego czasu z Panem Kołodko rozmawiałem właśnie o sprawach interwencji w KP i o KORANDO czyli „Korean Can Do ” :+) ” a raczej przekrzykiwałem się :P

      • Avatar Piotr Badura

        Szanowna Pani Joanno
        Szkoda, że nie mogła Pani przedstawić tu dowodów na istnienie „łagrów” w KRLD i na udział KRLD w zamachu na Chun Du Hwana. Szczerze mówiąc przestaję już wierzyć, że ktokolwiek ma takie dowody. „Łagru” na dziesiątki tysięcy ludzi absolutnie nie da się ukryć przed satelitami, więc brak dowodów na nie muszę uznać za podstawę do podejrzeń, że te „łagry” to tylko propagandowa bujda. Podobnie zresztą jest z udziałem KRLD w zamachu na Chun Du Hwana. Ten zbir doszedł do władzy poprzez zamach stanu, a skończył karierę z wyrokiem śmierci. Jest niemal obowiązkiem przyjęcie, że jedną z możliwości było, iż za zamachem stali południowokoreańscy politycy-bandyci z konkurencyjnego gangu.
        Mimo że nie udało się Pani przedstawić dowodów, na które liczyłem, to i tak jestem wdzięczny, za kolejny wyważony komentarz. W ramach tej wdzięczności, specjalnie dla Pani, poruszę pewien temat. Może się to Pani przyda.
        Pojawiały się na tej stronie odniesienia do wojny koreańskiej lat 1950-1953. Nie mogę nic pewnego o niej powiedzieć, ale mam jakieś niejasne odczucia. Rodzi się oczywiście pytanie, czy można przywiązywać wagę do „odczuć”, czy też raczej polegać na „mędrca szkiełku i oku”. Osobiście sądzę, że posługiwać trzeba się jednym i drugim.
        Kłamstwo ma krótkie nogi. Żmudna analiza wielu danych pozwala w końcu dojść do tego, które z nich są fałszywe. Czasem jednak nie ma dość danych i wtedy polegać trzeba na „odczuciu”. Problemem jest, że wielu odrzuca zarówno „mędrca szkiełko i oko” jak i „odczucia”. Uważają, że jedynym godnym uwagi źródłem wiedzy o świecie jest propaganda.
        W sprawie wojny koreańskiej nie ma zbyt wielu pewnych danych, więc muszę wspomagać się „odczuciami”. Niedawno trafił do sieci tekst Tomasza Leszkowicza, poświęcony wojnie koreańskiej. Znajdzie go Pani pod adresem 3w.histmag.org/?id=4631 (oczywiście zamiast „3w” trzeba napisać trzy razy literę „w”; stosuję tę formę, by nie łapał mego komentarza filtr antyspamowy ;-), bo wtedy będę długo czekał na weryfikację).
        W swym tekście Tomasz Leszkowicz napisał m.in.: „w początkach 1950 roku sekretarz stanu Dean Acheson stwierdził, że Korea Południowa nie znajduje się w amerykańskiej „strefie obrony”. Komuniści uważali, że Li Syngman nie ma poparcia USA, a Korea Południowa stoi na skraju rewolucji. Administracja Trumana mogła więc nie bronić reżimu południowokoreańskiego”.
        Nie znajdzie Pani tego w artykule Tomasza Leszkowicza, ale dodam, że w maju 1950 senator Tom Connally z Teksasu udzielił wywiadu pismu „US News and World Report”, w którym poinformował, że „opuszczenie Korei Południowej jest poważnie rozważane”. Senator Connally to nie jakiś pierwszy lepszy senator, ale ówczesny przewodniczący senackiej komisji spraw zagranicznych (pełnił tę funkcję w latach 1941-1953 z dwuletnią przerwą).
        W krótkim więc czasie dwóch bardzo ważnych w sprawach zagranicznych polityków USA ogłosiło publicznie, że USA raczej nie podejmą działań w sprawie Korei Południowej, gdyby coś miało się tam wydarzyć. Dlaczego USA słały do KRLD sygnały, że może ona jednoczyć kraj, bo USA nie planują bronić reżimu Li Syng Mana? Moje „odczucie” mówi mi, że USA chciały, aby KRLD wkroczyła na teren Korei Południowej.
        Warto tu zwrócić uwagę na postać Li Syng Mana, prezydenta Korei Południowej w latach 1948-1960. USA przywiozły go w 1945 do Korei „w teczce” wraz z innymi politykami. Nie można wykluczyć, że zarówno Li Syng Man, jak i reszta przywiezionych z USA polityków, byli agentami służb specjalnych USA. W przypadku Li Syng Mana mógłby na to wskazywać fakt, że gdy nienawiść Koreańczyków do niego osiągnęła w 1960 krytyczny poziom, to właśnie CIA ewakuowała go z Korei (żył później na Hawajach).
        Li Syng Man zaraz po przywiezieniu go przez USA do Korei zajął się przygotowaniami do „wolnych wyborów”. Przygotowania polegały w znacznej mierze na masowym mordowaniu wszystkich potencjalnych przeciwników i ich elektoratów. Wśród wielu rzezi szczególnie ponura była rzeź mieszkańców wyspy Jeju, podczas której zamordowano 30-80 tys. ludzi a kilkadziesiąt tysięcy uratowało się ucieczką do Japonii. Po takim „przygotowaniu” wybory 1948 wygrały „właściwe” partie i a Zgromadzenie Narodowe wybrało Li Syng Mana na prezydenta. Za uczciwość tych wyborów nie dałbym złamanego grosza.
        We wspomnianym już tekście Tomasz Leszkowicz napisał, że Kim Ir Sen przekonywał Stalina, by zaatakować Koreę Południową, ale Stalin zabraniał i dopiero w styczniu 1950 wyraził zgodę, a nawet więcej, obiecał „pomoc materialną i merytoryczną (w planowaniu ataku na Koreę Południową brali udział radzieccy doradcy)”. Brzmi to jakoś mało wiarygodnie. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że inicjatywa wyszła od Stalina.
        29 sierpnia 1949 w pobliżu Semipałatyńska dokonano pierwszej eksplozji radzieckiej bomby atomowej. Czy nie jest naiwnością niedostrzeganie związku tego faktu z decyzją o rozpoczęciu działań na Półwyspie Koreańskim? Czy nie jest naiwnością nie dostrzeganie wpływu proklamowania 1 października 1949 Chińskiej Republiki Ludowej? Bez wątpienia naiwnością jest uważanie za przypadkowy zbieg okoliczności jednoczesne podjęcie przez Moskwę w styczniu 1950 decyzji o rozpoczęciu przygotowań wkroczenia wojsk KRLD na terytorium Korei Południowej oraz o rozpoczęciu przez przedstawiciela ZSRR (Jakub Malik) bojkotu posiedzeń Rady Bezpieczeństwa ONZ (rzekomo w proteście przeciw nie uznaniu ChRL przez ONZ). Moskwa doskonale wiedziała, że po wkroczeniu wojsk KRLD do Korei Południowej sprawa trafi natychmiast na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa i nieobecność tam przedstawiciela ZSRR umożliwi wojskom USA wkroczenie na Półwysep Koreański pod flagą ONZ.
        Zaryzykowałbym hipotezę, że w 1950 wszystkie liczące się siły w USA chciały wojny w Korei. Były jednak dwa obozy. Jeden obóz chciał małej wojny, tzn. chciał, by KRLD wkroczyła, a wojska USA pospieszyłyby z pomocą, wypierając KRLD poza 38 równoleżnik. Potem zostałyby już w Korei Południowej na stałe.
        Obóz wielkiej wojny traktował wojnę na półwyspie jako wstęp do wojny z Chinami. Z obozem wielkiej wojny związany był zapewne generał MacArthur. Moskwa była po stronie obozu wielkiej wojny, bo traktowała ChRL jako pewne zagrożenie swych azjatyckich interesów. Uwikłanie ChRL w wojnę z USA, wojnę długą i wyniszczającą obie strony, Moskwa postrzegała zapewne jako swój interes. Niewykluczone, że swój interes widziała też w tej wojnie Wielka Brytania, licząca na to, że osłabienie USA automatycznie wzmocni jej pozycję w świecie. Pewne fakty mogłyby to sugerować. Decydująca bitwa wojny koreańskiej miała tak naprawdę miejsce w USA. To tam obóz wielkiej wojny przegrał z obozem małej wojny. Oznaczało to jednocześnie przegraną Moskwy.
        W 1950 Kim Ir Sen miał 38 lat. Czy rozumiał, że mocarstwa traktują jego ojczyznę jako igraszkę? Że tak naprawdę nic ich nie obchodzi los Korei i Koreańczyków, bo prowadzą grę w skali światowej i w tej grze zagłada Korei nic nie znaczy? Podejrzewam, że Kim Ir Sen był zdolnym politykiem i domyślał się prawdy. Czuł że Moskwa wciągnęła go w swą grę patrząc egoistycznie tylko na swój interes i nie dbając o los Koreańczyków. Czuł że Chiny są dogadane z amerykańskim obozem małej wojny i mają porozumienie, że USA nie dotkną Chin, a Chiny zatrzymają swe wojska na 38 równoleżniku. Myślę że idea dżucze wyrosła z tego bolesnego doświadczenia.
        Wszystko to oczywiście tylko moja hipoteza.
        Pozdrawiam serdecznie

      • Avatar Joanna

        Szanowny Panie Adamie,
        Ad1)
        „Pani Joanna dokładnie, ale dobrobyt powstaje z pracy a nie z opier…… !! Koreańczycy pracują najdłużej biorąc dzisiejszy dzień, ” … a gdzie ja napisałam , że pracować długo to źle? Nie rozumiem tego komentarza.
        Ma Pan oczywiście racje , że Koreańczycy pracują długo. Według danych OECD (http://stats.oecd.org/Index.aspx) Koreańczycy pracują najdłużej , przeciętnie 2256 godzin w 2008 ( w 1998 pracowali 2496 -co roku coraz mniej ;) ). Zaraz za Koreańczykami mamy Grecję 2120 (i skąd ten kryzys u tak „pracowitego”narodu), za Grecją jest Chile(2095) , Czechy (1992), Węgry (1988), no i na 6 miejscu mamy Polskę 1969 godzin ;). Dla porównania: Niemcy 1430, Holandia 1389.

        Myślę, że powyższa statystyka pokazują , że nie zawsze liczba przepracowanych godzin idzie w parze z wyższym PKB. Przez ostatnie 100 lat wymyślono wiele rozwiązań technicznych umożliwiających skrócenie czasu pracy… ;)
        Myślę, że gdybym podała przykład: Kiedy niemiecki menedżer ( a nie polski) spotyka się z Koreańczykiem w pracy oraz powyższą statystykę … to może bardziej byłby widoczny problem w interakcji międzykulturowej ( o co mi chodziło).

        Ad 2)

        Odnoście „nie wpuszczania na własne podwórko” pisałam, że rzucam tylko hasłami. Oczywiście ma Pan rację , że wykupowanie patentów i licencji odegrało dużą rolę, po prostu czynników ,które przyczyniły się do sukcesu gospodarczego w Korei Południowej jest wiele. Polecam :
        Kim, L., (1997) Imitation to innovation : the dynamics of Korea’s technological learning ., Harvard
        Business School Press, Boston oraz Ungson Gerardo R., Steers Richard M., Park Seung-Ho, (1997), Korean Enterprise. The Quest for
        Globalization. , Harvard Business School Press , 164-190

        Pozdrawiam ;)

      • Avatar Joanna

        Szanowny Panie Piotrze,

        przepraszam za zwłokę w odpowiedzi, jakoś umknął mi Pana komentarz na czas dłuższy.
        Dziękuje również za kolejny komentarz „specjalnie dla mnie” ;), a w szczególności za link do ciekawego artykułu.

        Clark (Clark D., N., (2000 :18), Culture and Customs of Korea., Greenwood Press, London) opisuję historię w ten sposób:
        Otóż po zakończeniu japońskiej okupacji USA i Sowieci dzielą Koreę na dwie części. W Korei Południowej władze obejmuję Syngman Rhee , co jest możliwe przy „pomocy” USA, które jak najbardziej popierają człowieka wykształconego w tymże kraju. W Korei Północnej Sowieci „pomagają” Kim Ir-senowi, który spędził pewien okres w radzieckiej armii , a jako Koreańczyk zasłużył się walcząc z Japończykami jako guerilla (wojna partyzancka). Ponieważ Rhee (Li) jest antykomunistą, a Kim komunistą nie mogą się oni wzajemnie zaakceptować. – i tu moim zdaniem jest źródło konfliktu, który został w dużej części „zewnętrznie wykreowany”. Dlatego też skłonna jestem zgodzić się z Pana hipotezą.

        Specjalnie dla Pana ;) polecam film Taegukgi ,The Brotherhood of War, który w dramatyczny sposób (kiedy dwaj bracia spotykają się na froncie po przeciwnych stronach) pokazuję irracjonalność tego konfliktu, który w ogromnej części został „stworzony przez nazwijmy to siły zewnętrzne”.

        Oczywiście w późniejszym okresie konflikt zaczął już żyć własnym życiem i nie można usprawiedliwiać wszystkich czynów przywódców Korei Północnej wpływami USA czy też Sowietów lecz warto o tych wpływach pamiętać i co więcej brać je pod uwagę (obecnie szczególnie wpływy amerykańskie ) jeżeli analizujemy bieżące wydarzenia dotyczące tego konfliktu np: zatonięcie południowo koreańskiego okrętu w ubiegłym roku.
        Odnoszę wrażenie , że ostatnimi czasy USA próbowało wywrzeć nacisk na Chiny wykorzystując ten konflikt, myślę też że w interesie amerykańskich korporacji jest upadek reżimu i co po tym miałoby nastąpić – szybkie wejście na tamtejszy rynek (oczywiście aby „pomóc w odbudowie zniszczonej Korei”). Z drugiej USA ten konflikt jest potrzebny bo zapewnia miejsce w Azji gdzie mogą oni ulokować oddziały militarne…

        Myślę, że Północni Koreańczycy są normalnymi ludźmi (tj zdolnymi do czynienie dobra i zła tj np Niemcy, Rosjanie czy Polacy), którzy żyją w systemie społeczno -polityczno-gospodarczym , który nie jest dla nich korzystny. Struktura tego systemu wpływa na zachowanie jednostek w nim się znajdujących, przez co zachowanie to staje się niekorzystne dla samych Koreańczyków jak i może stanowić zagrożenie dla innych krajów.

        Myślę, że i ja i Pan Panie Piotrze (napisał Pan „że wydaje mi się, iż władze KRLD, nie są zwolennikami panującej tam sytuacji. Wedle mojej oceny czują się one do niej zmuszone. „) i Pan Nicolas , który napisał „Demonizuję, i dalej będę to robił. Nienawidzę ścisły establiszment Korei Północnej, ale jestem z narodem północnokoreańskim” zgadzamy się ,że obecny to „system” jest zły , a nie naród północno koreański.

        Problem polega chyba na tym, że nikt nie ma dobrego pomysłu na to w jaki sposób (jak najbardziej korzystny dla Północnych Koreańczyków) ten system można by zmienić. Co więcej , od porządnej dyskusji nad tym zagadnieniem odwraca się uwagę poprzez opisywanie Korei Północnej tylko w kontekście wroga bezpieczeństwa globalnego, co jest w interesie „sił zewnętrznych”. Przykładowa dyskusja na temat Korei Północnej to w gruncie rzeczy powtarzanie po sto razy jaka to ona jest „zła” … i na tym się kończy.

        Starałam się trochę sprostować informacje i pokazać wpływy zewnętrzne na konflikt na półwyspie koreańskim tylko po to aby pokazać w miarę moich możliwości obiektywną genezę konfliktu i powstania „systemu”północno koreańskiego. Bo jeżeli zależy nam na zmianie tego systemu, to chyba trzeba uwzględnić wszystkie czynniki np. można sobie zadać pytanie czy może są aktorzy na globalnej scenie politycznej , którzy wbrew powszechnemu potępieniu tego systemu (i w ten sposób odwracaniu uwagi od skupienia się na znajdowaniu rozwiązania), tak naprawdę robią wszystko aby podtrzymać ten system…?

        Każda zmiana rodzi opór. Przy ewentualnej zmianie tego „północno-koreańskiego systemu” trzeba będzie moim zdaniem pokonać opór wewnętrzny ( w samej Korei) jak i opór zewnętrzny.

        Pozdrawiam :)

      • Avatar Joanna

        Szanowny Panie Adamie,
        Ad1)
        “Pani Joanna dokładnie, ale dobrobyt powstaje z pracy a nie z opier…… !! Koreańczycy pracują najdłużej biorąc dzisiejszy dzień, ” … a gdzie ja napisałam , że pracować długo to źle? Nie rozumiem tego komentarza.
        Ma Pan oczywiście racje , że Koreańczycy pracują długo. Według danych OECD ( http: //stats.oecd.org/Index.aspx) Koreańczycy pracują najdłużej , przeciętnie 2256 godzin w 2008 ( w 1998 pracowali 2496 -co roku coraz mniej ;) ). Zaraz za Koreańczykami mamy Grecję 2120 (i skąd ten kryzys u tak “pracowitego”narodu), za Grecją jest Chile(2095) , Czechy (1992), Węgry (1988), no i na 6 miejscu mamy Polskę 1969 godzin ;) . Dla porównania: Niemcy 1430, Holandia 1389.

        Myślę, że powyższa statystyka pokazują , że nie zawsze liczba przepracowanych godzin idzie w parze z wyższym PKB. Przez ostatnie 100 lat wymyślono wiele rozwiązań technicznych umożliwiających skrócenie czasu pracy… ;)
        Myślę, że gdybym podała przykład: Kiedy niemiecki menedżer ( a nie polski) spotyka się z Koreańczykiem w pracy oraz powyższą statystykę … to może bardziej byłby widoczny problem w interakcji międzykulturowej ( o co mi chodziło).

        Ad 2)

        Odnoście “nie wpuszczania na własne podwórko” pisałam, że rzucam tylko hasłami. Oczywiście ma Pan rację , że wykupowanie patentów i licencji odegrało dużą rolę, po prostu czynników ,które przyczyniły się do sukcesu gospodarczego w Korei Południowej jest wiele. Polecam :
        Kim, L., (1997) Imitation to innovation : the dynamics of Korea’s technological learning ., Harvard
        Business School Press, Boston oraz Ungson Gerardo R., Steers Richard M., Park Seung-Ho, (1997), Korean Enterprise. The Quest for
        Globalization. , Harvard Business School Press , 164-190

        Pozdrawiam ;)

      • Avatar Piotr Badura

        Szanowna Pani Joanno
        Pisząc specjalnie z myślą o Pani komentarz z moją hipotezą na temat korzeni wojny koreańskiej nie oczekiwałem Pani odpowiedzi. Raczej traktowałem to jako moje pożegnanie z tą dyskusją. Tym bardziej cieszę się więc z Pani odpowiedzi.
        Z tej dyskusji chyba się jednak definitywnie wycofam, bo tu jest już zbyt wiele komentarzy (część w dodatku nie na temat), a pan Nicolas Levi napisał w międzyczasie kolejny tekst o KRLD (Obecne dylematy Kim Jong Ila) i tam jest jeszcze sporo przestrzeni do zagospodarowania ;-) Tu jednak mała uwaga do Pani komentarza.
        Przedstawiła Pani (za Clarkiem) sytuację w Korei 1948 tak, jakby tam była pewna symetria: Kim Ir Sen i Li Syng Man są przeciwnikami. Jeden ma wsparcie ZSRR drugi USA. Obawiam się, że Clark zaprowadził Panią na manowce.
        O tym, czy w Korei 1948 naprawdę była symetria między sytuacją Kim Ir Sena a sytuacją Li Syng Mana, decydują poglądy Koreańczyków. Jeśli oni byliby pół na pół, to moglibyśmy mówić o symetrii. Czy oni byli pół na pół? Nie sądzę.
        Wydaje mi się, że gdyby w 1948 w całej Korei odbyły się naprawdę wolne wybory, w których zmierzyliby się Kim Ir Sen ze swym programem i Li Syng Man ze swym programem, to bezdyskusyjnie wygrałby Kim Ir Sen. A zatem sytuacja nie była symetryczna. Wyborcze „zwycięstwo” Li Syng Mana wymagało uprzedniego terroru, tj. wymordowania dziesiątków tysięcy jego przeciwników i zamknięciu w więzieniach dalszych dziesiątków tysięcy. Kim Ir Sen nie musiał mordować swych przeciwników. To jednak była istotna różnica.
        Pozdrawiam serdecznie i polecam Pani uwadze dyskusję (ewentualną) nad wspomnianym drugim artykułem pana Nicolasa Leviego.

  • Za akt oskarżenia reżimu DPRK mogą posłużyc ich własne, publikowane materiały propagandowe. Takich ilości kłamstw, inwektyw pod adresem USA i Korei Płd., bałwochwalczego kultu przywódcy i zakłamywania rzeczywistości nigdzie indziej na świecie nie ma! W „Defiladzie” Fidyka wystarczy popatrzec na północnokoreańskich politruków, jak bajdurzą, że mieszkańcy Korei Płd. są „zmuszani do jedzenia amerykańskich potraw” i „mówienia po amerykańsku”. Jak to „marionetkowy reżim” w Seulu pobudował mur, żeby robotnicy z Korei Płd. nie mogli uciekac do „naszego socjalistycznego raju”… I o czym tu jeszcze mówic? Porównywanie propagandy USA z propagandą Korei Płd. przypomina porówywanie kogoś kto raz na jakiś czas „golnie” dwie-trzy „sety”, z notorycznie pijanym, niedomytym menelem.

  • Avatar Jaroslaw Grzegorzek

    Panie Tomku, gdybym napisał, że „Polnocnokoreanski rezim to jedno z najbardziej wypaczonych i niemoralnych rzadow jaki kiedykolwiek istnial” wtedy widziałbym go czarno-białym, tak jak postrzega go prawie cały zachodni świat ukształtowany przez zręczną propagandę amerykańskich mediów, które mają ogromny wpływ na media europejskiej i południowokoreańskie, o czym kiedyś pisałem. Brzmi to niewiarygodnie, ale nie wszystko co pokazują Panu „zachodnie” czy nawet koreańskie media ma jakikolwiek związek z rzeczywistością. Pan mieszkając w Korei powinien się orientować dlaczego Amerykanie utrzymują aż tyle wojska w Azji i jak duży wpływ mają USA na Koreę. Uważa Pan żeby bronić „niewinny ” zachodni świat przed „okrutną” DPRK? Sam kiedyś nie mogłem się nadziwić, że Koreańczycy tak kochają baseball.

    Nie żywię żadnej nienawiści do Amerykanów czy jakiejkolwiek narodowości. Przytoczyłem fakt o broni nuklearnej, która jako pierwsza w historii była w posiadaniu Amerykanów i przedstawiłem ogólny obraz tego jaką politykę prowadzą w Azji. Sami Amerykanie nie kryją się z taką polityką, a Obama powołuje nowych doradców na Azję, którzy wolą używać broni niż dialogu. Mainstreamowe media w Polsce czy Europe ten wątek pomijają koncentrując się tylko na tym, że DPRK jest totalitarna. I to Pan dopowiedział, że jestem „zaślepiony nienawiścią”.:)

    Akurat tak się złożyło, że mam amerykański dyplom, miałem i mam możliwość porównania poglądów kilku stron, zarówno ze „wschodniej” jak i „zachodniej” perspektywy.
    Pozdrawiam z Pekinu.

    • Rozumiem, ze ‚amerykanskie sily’ manipuluja BBC, telewizjami z Holandii czy Danii, Czerwonym Krzyzem, dziesiatkami protestanckich pastorow z Poludnia i Ameryki (liczac tylko tych co byli w Chinach na granicy z DPRK czy chocby pomagaja uciekinierom z Polnocy tu na miejscu), wielu buddystom, Unia Europejska i w koncu rzadem z Poludnia? Do tego pod szyldem wielu telewizji i prywatnych osob na swiecie produkuja co roku dziesiatki dokumentow, ksiazek, stron internetowych, artykulow i badan naukowych potwierdzajacych teze, ze rzad z Polnocy to esencja zla? Czy placa aktorom podszywajacym sie za koreanczykow z Polnocy czy moze instruja prawdziwych jak klamac o ich bylym rzadzie?

      Czy to jest esencja tego co Pan powiedzial? Prosze sprecyzowac. Bo czuje sie jakby w tej dyskusji rzeczywistosc odsuwala mi sie z pola widzenia.

      I na koniec czy Ameryka dazy do kolejnej wojny, tym razem w Azji? Wojny, ktora – przy odrobinie szczescia – skonczy sie tak spektakularnym sukcesem – finansowym, politycznym i medialnym – jak dwie poprzednie?

      Czy uwaza Pan, ze ponizsze to znane i popularne amerykanskie przyslowie?
      We bang our heads against the wall because it feels so good to stop.
      I nic nigdy tego nie zmieni?
      pTomek

  • Powinien Pan napisać, że to Phenian jest ofiarą w konflikcie Koreańskim z powodu prowokacji Korei Południowej i Japonii, które prowadzą mocarstwowe interesy USA, a nie, że to DPRK, słabsza militarnie chce kogoś zaatakować.

    O ila zgadzam sie z wieksza czescia pierwszego akapitu to cala reszta,, z zacytowanym w szczegolnosci to jakies karkolomne bzdury. Polnocnokoreanski rezim to jedno z najbardziej wypaczonych i niemoralnych rzadow jaki kiedykolwiek istnial… mozna go tylko porownywac z najgorszymi okresami w ZSRR czy panst pod wladaniem najbardziej szalonych i zwyrodnialych sredniowiecznych krolow.

    Panie Jaroslawie, Pana opinia w najlepszym wypadku brzmi jak wypowiedz kogos kto nie ma pojecia o sytuacji… jednak cytaty takie jak „bo Południowcy dzwonili do Waszyngtonu po pozwolenie do rozpoczęcia rozmów i go nie dostali!” zdaja sie przekonywac, ze pisze to raczej ktos zaslepionych nienawiscia do Stanow Zjednoczonych i widzacy swiat bardzo plasko i czarno bialo.

    Sytuacja polityczna na swiecie to nie bajka dla trzylatkow. Przytocze tylko jeden szczegol, o ktorym Pan zapomnial, w Korei Poludniowej, nie tak dawno odbyly sie wybory, wygral je prezydent o zdecydowanie innych pogladach niz poprzednik. To on jest kreatorem nowej polityki w kierunku KRLD, podobnie jak w stosunku do USA – i prosze pamietac – nawet o tym jednym szczegoliku calej sytuacji moznaby poswiecic kilka godzin dyskusji.

    Mam nadzieje, ze moja odpowiedz nie byla zbyt mocna, prosze pamietac o tyn, ze byla szczera.

    Nie jest tez waznym czy KRLD chce zaatakowac, jej przywodca wie, ze w bezposrednim starciu przegra doslownie w kilka dni (jezeli nie w kilka godzin), jednak – po pierwsze – polnoc nie jest az tak stabilnym i spojnym wewnetrznie monolitem, jakim wydaje sie z zewnatrz, po drugie calosc kryzysu to starannie wyprocowana polityka ukochanego wodza… karta przetargowa w jakze skomplikowanej polityce zebrania o dostawy ryzu (tu male uproszczenie z mojej strony, ale – szczerze – zeby miec jakis sensowny poglad na cala ta sytuacjie nie wystarczy kilka tygodni studiow, a podejzewam, ze nawet tego Panu Jarkowi brakuje).

    Pozdrawiam z Bucheonu.
    Tomek

    • Szanowny Panie Tomku
      Napisał Pan: „Mam nadzieję, że moja odpowiedź nie była zbyt mocna, proszę pamiętać o tym, że była szczera”.
      Lubię komentatorów „mocnych szczerością”, co to nie obrażają się o byle co i można im też szczerze odpowiedzieć.
      Panie Tomku
      Pewien Jurek, który przez całą szkołę nie był w stanie opanować nawet minimum rachunków, wybrał się kiedyś do uniwersyteckiego instytutu matematyki. Wytłumaczył, że będzie tam przychodzić codziennie i siedzieć w holu minimum godzinę. Pytany, dlaczego to robi, wyjaśnił, że ktoś, kto tyle czasu spędza w uniwersyteckim instytucie matematyki musi przecież mieć jakieś pojęcie o matematyce. Obawiam się, że Pan rozumuje podobnie. Uważa Pan, że przebywając w Korei (Bucheon), musi Pan mieć jakieś pojęcie o Korei. To błąd. Nie ma Pan chyba zielonego pojęcia o Korei.
      Napisał Pan: „Całość kryzysu to starannie wypracowana polityka ukochanego wodza… karta przetargowa w jakże skomplikowanej polityce żebrania o dostawy ryżu”. Jest to pogląd kuriozalny, żeby nie powiedzieć skrajnie idiotyczny. Wiem jednak, że zdarzają się rzeczy, o których nie śniło się filozofom, więc dopuszczam możliwość, że bywa tak, iż np. Kuba zatopi USA jakiś statek, a USA dla pokoju udzielą im w rewanżu pomocy w postaci np. dostaw sprzętu AGD. Albo np. Białoruś zbombarduje nam jakąś przygraniczną wioskę a my natychmiast poślemy im np. transport nowiuteńkich samochodów, byle tylko nie bombardowali nam kolejnych wsi. Ja wprawdzie nie znam ani jednego takiego przypadku, ale nie sądzę, by Pan głosił tu swój trącący absurdem pogląd, nie mając potwierdzających go przykładów. Proszę zatem o jakieś przykłady. Najlepiej z Korei. Np. że KRLD wyrządziła Korei Południowej jakąś szkodę, a Korea Południowa zrewanżowała się pomocą. Proszę o konkret: data i rodzaj szkody oraz data, rodzaj i skala udzielonej w odpowiedzi pomocy.
      Pozdrawiam serdecznie
      PS. „Mam nadzieję, że moja odpowiedź nie była zbyt mocna, proszę pamiętać o tym, że była szczera”

      • Avatar Tomek

        Pana przyklady sa moze i calkiem smieszne, niestety nie jest to reductio ad absurdum co bylo zapewne Pana zamierzeniem. W oczywisty sposob atakuje Pan sofizmat rozszerzenia, nie opinie ktora przytoczylem. Bardzo ladnie to wyglada, do momentu, gdy ktos sie z tym nie rozprawi jak ja tutaj:

        Tutaj mamy przyklad innej opinii – zwiazanej z rozwijem techniki jadrowej – ktora to – jak wszyscy wiemy – byla przyczyna wielu (mniej lub bardziej wyrezyserowanych) kryzysow. Jest to przyklad z powazanej strony, majacej doskonale korzenie w bezposrednich zrodlach, badaniach i polegajacej na ekspertyzach osob majacych doskonale rozeznanie: http://dailynk.com/english/read.php?cataId=nk01100&num=1702 (drugi akapit)

        Jezeli nadal bedzie sie Pan domagal bezposredniego przykladu (nie kolejnej opinii [nie Tomka z forum ale Sung-Yoon Lee, Professor of Harvard University]) to owszem poszukam, ale bedzie musial Pan przyznac, ze nie szanuje mojego czasu.

        Skromnie pozdrawiam z korytarza (gdzie siedze zaczytany w specjalistycznej literaturze) – racja, miesjce, w ktorym sie czlowiek edukuje, nie jest az tak wazne.
        Tomek

      • Avatar Piotr Badura

        Panie Tomku
        Domagałem się przykładu a nie opinii. Opinii jest pełno. Na stronie CSPA tę samą opinię, co Pańska, wyraził już pan Nicolas Levi, ale też nie miał przykładu. Od pana Nicolasa niczego się jednak nie domagam, bo wyjaśnił on, że demonizuje kierownictwo KRLD z nienawiści do niego. Jeśli Pan zrobi podobną deklarację, to też przestanę wymagać od Pana czegokolwiek. Na razie jednak domagam się przykładu, czyli faktów a nie opinii.
        Powodzenia w ich szukaniu

      • Avatar Piotr Badura

        Szanowny Panie Tomku
        Obiecał Pan podać jakiś konkretny przykład, że Korea Północna zaatakowała Południową, by wymusić pomoc i w odpowiedzi na ów atak pomoc otrzymała. Od czasu, gdy potwierdziłem, że oczekuję takiej informacji, minęły dwa tygodnie. I nic. Nie ma przykładu.
        Wychodzi na to, Panie Tomku, że plótł Pan propagandowe trele-morele jak, nie przymierzając, pan Nicolas Levi. Pan Nicolas usprawiedliwił się jednak, wskazując na określoną motywację. Jeśli Pan też poda podobną motywację, to nie będę nalegał na konkrety.
        Pozdrawiam serdecznie i wciąż czekam na przykład

  • Avatar Jaroslaw Grzegorzek

    Zgadzam się z Tomkiem. Liczby dotyczące wyposażenia armii to jakieś nieporozumienie. Japonia i Korea Południowa dysponują nieporównywalnie większą siłą bojową, zasobami i wyposażeniem do wzbogacania uranu niż DPRK. Do tego dochodzi największa ilość broni nuklearnej na świecie w posiadaniu USA, sojusznika Korei Południowej i Japonii.

    Kolejny artykuł Pana Levi demonizujący DPRK i tytuł bezpośrednio sugerujący, że to ona jest tą „złą” stroną konfliktu. Zapomniał Pan tylko wspomnieć o znaczeniu USA w konflikcie koreańskim, które powinno być przytaczane w pierwszej kolejności. Korea Południowa odrzuciła propozycję DPRK w sprawie propozycji negocjacji bo Południowcy dzwonili do Waszyngtonu po pozwolenie do rozpoczęcia rozmów i go nie dostali! W przypadku połączenia obu Korei, USA musiałyby wycofać swoją armię z tego rejonu. USA w tej sytuacji przeniosłaby się w okolice Tajwanu, a łatwiej jest mieszać się w sprawy koreańskie mając po swojej stronie Koreę Południową i Japonię niż po raz kolejny, po sprzedaży broni Tajwanowi, drażnić militarnie Chiny.

    Do tego wszystkiego na drugi dzień po wizycie Gatesa w Azji USA wyszły z propozycją sprzedaży Japonii F-22 w technologii stealth.

    Powinien Pan napisać, że to Phenian jest ofiarą w konflikcie Koreańskim z powodu prowokacji Korei Południowej i Japonii, które prowadzą mocarstwowe interesy USA, a nie, że to DPRK, słabsza militarnie chce kogoś zaatakować.

    Proszę posłuchać uważnie, że słowa „nieszczera oferta” wychodzą zawsze z ust amerykańskich polityków jako pierwsze.

  • Porownanie iloscie samolotow czy jakiegokolwiek sprzetu to jakis zart.

    Prosze zapoznac sie z przebiegiem pierwszej i drugij wojny w Iraku, zeby przekonac sie jaki sens ma porownywanie technologii wojskowych z lat 1950-70 do 1990-2000+

    Jedyna sila polnocnokoreanskiej armii jest altyleria o czym nie przeczytamy w tym artukule.

Pozostaw odpowiedź