Komentarz eksperta,Korea Pn news

N. Levi: Co z tą Koreą Północną?

n.leviSytuacja w Korei Północnej jest obecnie najpoważniejsza od ubiegłego roku. Chińskie władze nie chcą pomóc Korei. W ostatnim czasie Kim Dzong Il próbował wyprosić w Pekinie dostawę myśliwców uzbrojonych w rakiety przeciwskrętowe, ale władze Chin odmówiły swojemu formalnemu sojusznikowi. Czy to oznacza, że poparcie chińskie dla systemu północnokoreańskiego ma swoje granicy? Nawet jeśli, to terror północnokoreański dalej nie zna granic.

Nie tylko społeczeństwo tego kraju jest pod kontrolą, ale także członkowie najwyższych kręgów partyjnych – terror nie dotyczy tylko zwykłych obywateli, ale i elit. To krwawe upojenie, które nie zna granic, bo elity północnokoreańskie niszczą się same. Członków władz partyjnych czy dowódców wojskowych poddaje się torturom i skazuje na publiczne egzekucje w celu wydobycia od nich przyznania się do winy, a także, w myśl zasady odpowiedzialności zbiorowej, zmuszenia do podania nazwisk wspólników. Trzeba jednak zauważyć, że terror złagodniał w ostatnich latach, gdyż coraz mniej zostawało osób kompetentnych, potrafiących zarządzać wewnętrznymi i zewnętrznymi sprawami Korei. W ciągu ostatnich kilku lat z życia publicznego zniknęli m. in.: Pak Nam Gi (odpowiedzialny za gospodarkę Korei Północnej), Kim Yong Sam (były minister kolei), Kim Hyun (urzędnik i brat Kim Dzong Ila), So Kwang Hui (odpowiedzialny za kwestie rolnicze), Choi Sung Czol (odpowiedzialny za stosunkach z Koreą Południową), Kim Tal Hyon (były wicepremier). Część z nich została zabita podczas publicznej egzekucji, część przebywa obecnie w obozach koncentracyjnych. Za terror odpowiedzialna jest przede wszystkim wewnętrzna służba bezpieczeństwa. Trzeba wiedzieć, że nakłady osobowe w Korei Północnej w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego, w przeliczeniu na liczbę ludności, są najwyższe na świecie.

Północnokoreańskie służby bezpieczeństwa funkcjonują pod parasolem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – trzeba tutaj podkreślić, że bezpieka ma jedynie na celu utrwalenie władzy. Radzieckie KGB jest wciąż wzorem, zwłaszcza w wielu aspektach organizacyjnych. Szacuje się, że w Korei Północnej zatrudnia się w tej służbie około 100 tysięcy etatowych pracowników, w ujęciu statystycznym na jednego funkcjonariusza bezpieki przypada 230 obywateli Korei Północnej. Pola działania to inwigilacja terytorialna, obszary zabezpieczeń i zwalczanie wroga. Od samego początku służby te ingerują w życie polityczne, gospodarcze i codzienną egzystencję Koreańczyków. Jedną z ważnych funkcji służby  jest „badanie opinii publicznej”, czyli dostarczanie przedstawicielom władzy, od najniższego do najwyższego szczebla, raportów na temat nastrojów politycznych i społecznych.  Będąc wszechobecna i dysponując różnorodnymi metodami, przygotowuje jak najbardziej aktualne i pomocne w podejmowaniu decyzji raporty.

Służba bezpieczeństwa nie jest niezależnym organem politycznym, zawsze wiernie wykonuje rozkazy i kierownictwa Partii Pracy Korei. Pełni funkcje tam, gdzie jest obecna PPK – czyli wszędzie, obejmując każdy najdrobniejszy element życia codziennego obywateli i obcokrajowców, którzy mieszkają na terytorium Korei Północnej.  Na tym też polega siła bezpieki: nie da się od niej uciec, bo przenika otoczenie zawodowe i społeczne każdego Koreańczyka.

Nie można zrozumieć tego kimirsenowskiego, czy obecnie kimdzongilowskiego, terroru bez kultury przemocy, z której wywodzą się wyżej wymienione postacie. Ich przemoc nie wynikała z konfucjanizmu lub z kultury azjatyckiej, ale narodziła się w ich głowach, gdyż nie potrafili oni wyobrazić sobie sprawowania władzy bez wyrządzania przemocy. A trzeba podkreślic, że całe elity północnokoreańskie to ludzie przemocy, wychowani w kontekście wojny koreańskiej i obecnego pseudo-konfliktu ze światem.

Jak radzą sobie zwykli obywateli Korei Północnej z terrorem? Wynik chińskich badań wskazują na to, że dowcipy i ironiczne aluzje zdarzają się jako element walki przeciw władzy. Narzekanie jest wszechobecne i dotyczy przede wszystkim braków w zaopatrzeniu. Nie boją się, mimo że obecność agentów aparatu bezpieczeństwa jest odczuwalna wszędzie i zawsze. Nie tylko społeczeństwo jest pod kontrolą, ale także członkowie najwyższych kręgach partyjnych. Mimo tego, co się mówi i piszę w zachodnich mediach, od początku istnienia reżim północnokoreański zmaga się z opozycją. Od czasu do czasu małe grupki ludzi demonstrują swój gniew (demonstracje w Yongdżunie i w Yongczonie, rewolty w jednostkach Koreańskiej Armii Ludowej), ale jest to kropla w morzu. Północnokoreańska milicja łatwo sobie daje radę z takimi demonstracjami.

Jeżeli reżim Kim Dzong Il by upadł, to mało prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym szybko zostaną przeprowadzone reformy demokratyczne. Inne przykłady (jak np. Afganistan i Irak) wybitnie pokazują, że w nowych demokracjach nie da się rządzić bez układów i kupowanie poparcia. Do tego, elity z dawnego systemu są wciąż na czele nowego demokratycznego państwa. Inaczej mówiąc, stare elity będą i tak kierować losami nowej Korei Północnej. Wydaje się mimo wszystko, że po śmierci Kim Dzong Ila, północnokoreańscy politycy zajmą się zmianą strategii politycznej i ekonomicznej, zwłaszcza w kwestii kultu jednostki. Może najbardziej znaczące będzie zwrócenie się do zewnętrznego świata o pomoc w modernizacji przemysłu, instytucji naukowych, rolnictwa. Kim Dzong Il póki żyje,  nie przyzwoli na takie zmiany, mino świadomości, że są niezbędne.

Kolejną kwestią, nad którą warto się zastanowić, jest pytanie, czy jeśli przeprowadzono by interwencję wojskową w Korei Północnej, budziłaby ona wśród światowej opinii publicznej kontrowersje i wątpliwości? Na razie świat przegląda się bezczynnie, jak Kim Dzong Il i jego klika wybija mieszkańców Korei Północnej mordując ich (m. in. w obozach pracy) lub porywając.

Interwencja w Korei Północnej powinna mieć miejsce. Ciekawym trafem, interwencje natowskie lub amerykańskie zdarzają się w tzw. „krajach naftowych”, Korea Północna powinna być więc następnym celem wojsk amerykańskich. A dlaczego? Bo złoża mineralne w tym kraju są uważane za jedne z największych na świecie. Ich wartość to około 7 mld. dolarów.

Dodatkowo wydaje się, że siły zachodnie mogłyby wygrać z wojskiem Kim Dzong Ila. Gdyby NATO wysłało swoje siły i doprowadziło do schwytania Kim Dzong Ila, Dżang Song Thaeka i O Kuk Ryola, świat byłby bezpieczniejszy. Jak jednak wiadomo, świat jest bardziej skomplikowany, niż proste decyzje wojskowe. Za Koreę Północną stoją potężne Chiny, których odpowiedź może być do pewnego stopnia nieobliczalna. (Nie chodzi o atak chiński na Stanów Zjednoczonych, ale zamknięciu rynku chińskiego, Chiny będą chciały wypchnąć Amerykanów z Azji.) Nie musiałby wybuchnąć konflikt wojskowy, ale zaostrzyłby się bez wątpienia konflikt gospodarczy.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
N. Levi: Co z tą Koreą Północną? Reviewed by on 16 maja 2011 .

Sytuacja w Korei Północnej jest obecnie najpoważniejsza od ubiegłego roku. Chińskie władze nie chcą pomóc Korei. W ostatnim czasie Kim Dzong Il próbował wyprosić w Pekinie dostawę myśliwców uzbrojonych w rakiety przeciwskrętowe, ale władze Chin odmówiły swojemu formalnemu sojusznikowi. Czy to oznacza, że poparcie chińskie dla systemu północnokoreańskiego ma swoje granicy? Nawet jeśli, to terror

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 13

  • Witam,

    W kwestii przepisów, używam dokumenty południowokoreańskie i północnokoreańskie (nowe i historyczne), rozmawiam z uchodźcami z Korei Północnej. Używam też materiały zachodnie, korzystam z północnokoreańskich dokumentach propagandowych…

    Tak jak kiedyś wspominałem napisałem artykuł, który dotyczy odrębną modernizacje Korei Północnej (3w.foreignpolicyjournal.com/2010/12/01/can-north-korea-exist-without-unification-with-south-korea/) do którego zachęcam.

    Co do tematu, którego został poruszany przez Pana Bartosza, jest to dłuższa sprawa, dlatego napiszę odrębny tekst o kosztach interwencji w Korei Północnej.

    Pozdrawiam serdecznie

  • Pewnie najlepszym wariantem byłoby wspólne państwo z dwiema silnie autonomicznymi częściami z osobnymi gospodarkami, zamkniętą i silnie strzeżoną granicą między nimi, ale wspólną armią, polityką zagraniczną i aparatem sprawiedliwości. Albo, żeby te 3 aspekty państwa pozostawały w kompetencji Korei Południowej. Ale żeby się tak stało – Korea Południowa musiałaby chyba podbić północną, na co się nie zanosi.

    • Nicolas – o zrodla chodzi mi tak ogolnie. podajesz sporo informacji, a przypadku krld akurat zrodlo informacji ma znaczenie, zeby moc ocenic jej wartosc. od tego sa przypisy
      a moze po tajwanie przylaczyc krld do chin i bedzie jedno panstwo i juz nie wiem jak liczyc, ale ze 4 systemy? problem w tym, ze nawet wowczas czesc fachowcow moze ten pomysl – z jednym krajem i roznymi systemami – traktowac powaznie i pisac na ten temat maadre artykuly

  • W którymś z filmów o Korei Pn. reporterzy rozmawiali z młodymi Koreańczykami z Południa, co myślą o idei zjednoczenia obu Korei. Niemal wszyscy respondenci uważali to za niedorzeczność. Uważali, że na obecnym etapie obydwa kraje zbyt się różnią, by było to możliwe do realizacji. Ich zdaniem byłoby lepiej, gdyby Korea Pn. przez jakiś czas modernizowała się jako odrębne państwo, dopiero wtedy byłoby możliwe jej połączenie z Koreą Pd.

  • Nicolas, piszesz, że zasadniczo Libia jest już pokonana. Prawdopodobnie masz rację, nie zmienia to jednak tego, że walki w Libii mogą potrwać jeszcze bardzo długo (a to oznacza kolejne znaczące fundusze przeznaczone na wojnę przez NATO). Ewentualna interwencja w Korei trwała by jeszcze dłużej i byłaby jeszcze bardziej kosztowna. Na to natomiast wychodzące z kryzysu kraje zachodnie raczej nie pójdą.

  • Witam

    Jeśli chodzi o źródłach informacji, to o źródłach których informacji ? Jeśli chodzi o postacie wymienione Kim Tal Hyon, Kim Hyun i inne, to wszelkie informacje są dostępne m. in. w dokumentach południowokoreańskiej agencji prasowej lub w serwisach południowokoreańskich. Np. o Kim Hyunie: 3w.dailynk.com/english/read.php?cataId=nk00400&num=5270.
    Wracając do cytatu „To jest państwo militarne i pokonanie takiego państwa na własnym terenie nie byłoby prosta sprawa”. Owszem nie byłoby to proste, tak jak w przypadku Libii i Kaddafi, ale patrzmy realistycznie. Kaddafi jest już „out”, już nie jest numerem jeden w Libii i stracił (co ważniejsze) wiarygodność polityczną na scenie międzynarodowej. Uważam też, że Libia zostanie uwolniona. Stąd uważam, że taka interwencja mogłaby się udać w Korei Północnej. Pytanie jest inne: Czy w ogóle jest sens przeprowadzić interwencje w Korei Północnej ? Są dwa powody, aby to zrobić: z jednej strony zostaną uratowani osoby przebywające w obozach (osobiście uważam, że cała Korea Północna jest w swoim rodzaju obozem pracy), z drugiej strony, któryś z krajów mógłby skorzystać ze złóż mineralnych. Chiny już to robią, ale nie jest im potrzebna interwencja wojskowa.

  • Prawdopodobnym skutkiem wojny na półwyspie koreańskim byłby grzyb atomowy na Seoulem. Korea Północna ma przecież i broń jądrową i środki do jej przenoszenia (choć nie wiadomo na ile zawodne). Na wojnę jest już za późno.

    Pytanie do innych komentatorów:
    a) o ile bardziej prawdopodobna jest wojna na terenie Korei Południowej niż wojna na terenie Polski
    b) ile razy więcej na armię (jako % PKB) wydaje Korea Południowa w stosunku do Polski.

    Na pierwsze pytanie ja bym odpowiedział: przynajmniej 100 razy biorąc pod uwagę, że nikt nie kwestionuje granic Polski i nikomu nie opłacałoby się jej najechać.
    Na drugie pytanie łatwo znaleźć odpowiedź na stronie http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_military_expenditures
    2.9% wobec 1.8%
    Skąd ta dysproporcja?

  • Podpisuje sie pod prosba ryska o podanie (przynajmniej czesciowe) zrodel informacji.

    Dalej pisze Pan o interwencji wojskowej, ale nei do konca wiem jak Pan sobie taka interwencje wyobraza. Atak na Polnoc, bylby moim zdaniem czyms w rodzaju walk podczas Wojny Koreanskiej, setki tysiecy ofiar i zero rezultatu. Nie przecze ze Amerykanie maja bardziej nowoczesna armie, ale chyba nie chodziloby tu o spuszczenie kilku bomb na Pyeongyang, a raczej w ladowym ataku i odbiciu Pyeongyang. Niestety na taka ewentualnosc Pyeongyang przygotowojue sie od lat. To jest panstwo militarne i pokonanie takiego panstwa na wlasnym terenie nie byloby prosta sprawa.
    Pisze Pan, ze przeciwko takiej interwencji opowiedzialyby sie Chiny. Ja jednak dodalabym, ze ani Japonia ani Korea Poludniowa, tez nei bylyby zachwycone z takiej sytuacji. Nie zapominajmy ze Seoul to zaledwie 1.5h drogi od DMZ. Nie sadze ze jakikolwiek amerykanski atak bylby przeprowadzony na tyle szybko, ze Korea Polnocna nie zdazylaby zareagowac, a bedac postawionym w de facto sytuacji bez wyjscia, Kim stalby sie jeszcze bardziej nieobliczalny.
    Sytuacja jest jak na razie patowa. Wydaje mi sie ze jedyna droga do oswobodzenia Korei Polnocnej z tego dynastycznego piekla, bylaby jeszcze ostrzejsza reakcja Chin. Ale na to chyba bedziemy musieli jeszcze troche poczekac…

  • Cyt. „Jeżeli reżim Kim Dzong Il by upadł, to mało prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym szybko zostaną przeprowadzone reformy demokratyczne. Inne przykłady (jak np. Afganistan i Irak) wybitnie pokazują, że w nowych demokracjach nie da się rządzić bez układów i kupowanie poparcia.”
    Właśnie. Niektórzy sugerują się przykładem demokratyzacji Japonii po II wojnie. Tyle tylko, że w Japonii istniały fundamenty demokracji w zachodnim rozumieniu, w postaci systemu parlamentarno-gabinetowego. Cały problem wynikał tam ze słabości tego systemu. Ta słabość umożliwiła przejęcie władzy przez militarystów. Tak więc w Japonii po wojnie chodziło o przywrócenie i wzmocnienie poprzedniego systemu. Jedyna drakońską zmianą było tam zaprzeczenie boskości cesarza, zresztą w dość zawoalowanych słowach.
    Obecna sytuacja Korei Pn. przypomina mi położenie Albanii w czasach Enwera Hodży. Izolacja, paranoja stalinowskiego reżimu (przecież to paranoja Hodży kazała wybudować ponad pół miliona bunkrów w 3-milionowym kraju!), kult wodza, autarkiczna, niewydolna gospodarka. Pocieszające jest to, że jeśli kiedyś reżim KRLD upadnie (a kiedyś to z takich czy innych przyczyn nastąpi), chyba nie będą temu towarzyszyły takie konwulsje jak w Kraju Orłów (Albanii). Nie spodziewam się gwałtownych rozruchów, tłumów szturmujących arsenały lub uprowadzających zakotwiczone statki, żeby te popłynęły z nimi do jakiegoś „raju” – jakim w oczach Albańczyków były Włochy. Koreańczycy to nie albańscy górale z ich kodeksem honorowym, prawem zemsty i dystansem do władzy centralnej.

  • „Gdyby NATO wysłało swoje siły i doprowadziło do schwytania Kim Dzong Ila, Dżang Song Thaeka i O Kuk Ryola, świat byłby bezpieczniejszy.”

    Litosci. Czy DPRK zaatakowala kogos jako pierwsza?

    Panie Levi, w Gazecie Wyborczej szukaja takich jak Pan!

    • @ jg
      Oczywiście, w 1950 r. Korea Pd. sama siebie napadła! Gdzież by tam kochający dzieci Kim Ir Sen miał kogoś napadać. Przecież on czerpał nauki od samego Chorążego Pokoju, Josifa Wissarionowicza Stalina! A tow. Stalin też nikogo nie napadł, on tylko wyzwalał. Np. miliony ludzi wyzwolił od życia.
      Mówiąc poważnie, KRLD to twór osadzony w ideologii i praktyce stalinowskiej. Od ponad 60 lat władzę sprawuje tam jedna rodzinka i skupiona wokół niej sitwa, która głodzi i zamyka na świat własny naród, żeby czasem nie zobaczył za dużo. Dlaczego, do ch***ry nikt nie ucieka z Korei Pd. na Północ, za to tysiące ludzi próbuje uciec z raju grubego Kima?

  • bylbym wdzieczny za ogolne podanie zrodel informacji. zawsze jestem ciekaw skad tyle wiadomo o Korei Polnocnej. pozdrawaim Nicolasie

  • Zgadzam się ze wszystkim co Pan napisał. Pozostaje jednak wątpliwość, czy pojechałby Pan tam jako żołnierz? Albo wysłał bliskiego członka rodziny? To zawsze warto mieć na uwadze, gdy się żąda wojny od innych

Pozostaw odpowiedź