BLOGOSFERA

„Mojeopinie.pl”: Rywalizacja Chin i Indii na kontynencie afrykańskim

19461_NpAdvHover.jpg

Chiny i Indie, dwa wielkie wschodzące rynki w coraz większym stopniu przeobrażają obraz kontynentu afrykańskiego. Wszystko wskazuje, że skala wzajemnych powiązań będzie się w najbliższych latach dalej powiększać.

Chiny w Afryce

„Chiny dają mniej wykładów, za to więcej praktycznej pomocy”. Tymi słowami Jeffrey Sachs określił w 2006 r. specyfikę sino-afrykańskich relacji [1]. To jedna z przyczyn, dla których Pekin sukcesywnie spycha do defensywy resztę państw obecnych gospodarczo na Czarnym Lądzie. Nie zawsze tak było. Początek istnienia Chińskiej Republiki Ludowej to zaangażowanie w kosztowną wojnę koreańską oraz ukierunkowanie na sytuację wewnątrz państwa. Powołanie do życia ruchu państw niezaangażowanych w połowie lat 50-tych to niewątpliwy sukces dyplomatyczny Pekinu, ale zaprzepaszczony dalszą polityką Mao Zedonga, realizującego najpierw politykę „wielkiego skoku”, a później „rewolucję kulturalną”, obie zabójcze dla narodu chińskiego, choć w niejednakowym stopniu. W tym też okresie oferta ChRL dla Afryki ograniczała się niemal wyłącznie do wzniosłych haseł rewolucyjnych. Zmiana przyszła w roku 1978 r., gdy do władzy dochodzi Deng Xiaoping, który forsuje skutecznie program wielkich reform i otwarcia Chin na świat. Gospodarka rośnie w oczach a wraz z nią zapotrzebowanie na surowce energetyczne.

Recenzja: „Chiny i Indie. Supermocarstwa XXI wieku”

To sprawia, że chińskie oczy kierują się w stronę Czarnego Lądu, dość obficie wyposażonego w owe dobra. Dzieje się to jednak dopiero w latach 90-tych, gdyż wcześniejsza dekada upływa pod znakiem skoncentrowania na przemianach wewnętrznych [2]. Dziś w efekcie intensywnego zaangażowania wymiana handlowa Chin i Afryki wynosi 107 mld dolarów, a tempo jej wzrostu karze przypuszczać, że zdetronizowanie USA i Francji z pozycji największych partnerów kontynentu jest tylko kwestią czasu [3].

Obecnie do najważniejszych dostarczycieli ropy i gazu należą Angola, Nigeria i Sudan, także Algieria, Gwinea Równikowa, Gabon i Demokratyczna Republika Konga, choć w ostatnim okresie Pekin zaczął się koncentrować w większym stopniu na współpracy z państwami, które nie posiadają znaczących zasobów surowcowych. Mimo to, pojawia się często zarzut czy też ostrzeżenie, że chińska obecność na kontynencie ma charakter neokolonialny. Między sytuacją współczesną, a tą znaną z przeszłości istnieje jednak pewna zasadnicza różnica: jest to zakrojony na szeroką skalę rozwój infrastruktury. Dość wspomnieć, że w ostatnich latach Chiny uczestniczyły w 800 projektach infrastrukturalnych na terenie Afryki. Wciąż kontrowersyjną sytuację tworzą konsekwencje przyjęcia przez Chiny zasady nieingerencji w sprawy wewnętrzne, choć trzeba przyznać, że nie jest tak, iż strona pekińska pozostaje całkowicie impregnowana na krytykę Zachodu. Pod jej wpływem Chiny powołały specjalnego wysłannika do spraw Darfuru oraz doprowadziły do zaakceptowania przez Sudan poszerzenia misji wojskowej Unii Afrykańskiej o kontyngent ONZ [4].

Indie w Afryce

W okresie zimnej wojny osią relacji indyjsko-afrykańskich pozostawał antykolonializm. Indie, które zrzuciły jarzmo brytyjskiej dominacji w 1947 r. postrzegały swoją rolę na arenie międzynarodowej jako szermierza walki o polityczne wyzwolenie, również Afrykańczyków. Symbolicznym wyrazem tej idei była konferencja w Bandungu oraz zapoczątkowany przez nią ruch państw niezaangażowanych, w którym Indie odgrywały doniosłą rolę. Deklarowana solidarność afro-azjatycka i wynikające z niej strategiczne partnerstwo nie przekładało się jednak na wymierne wskaźniki, a konkretne zaangażowanie New Dehli na Czarnym Lądzie było raczej marginalne i wybiórcze. Do czasu zakończenia zimnej wojny, które w znaczący sposób przewartościowało globalną scenę polityczną, wpływając także na Indie. Co więcej, kres dwubiegunowej rywalizacji zbiegł się w czasie z początkiem strukturalnych przemian indyjskich i zerwaniem przez ten kraj z autarkicznym w dużej mierze modelem gospodarczym.

Indyjskie bazy w Afryce Indie i Chiny, rywalizacja ruszyła

Dynamiczny wzrost jaki potem nastąpił, choć nie tak imponujący jak w przypadku Chin, wywołał popyt na surowce energetyczne, proporcjonalny do skali kraju i jego rozwoju. Światowe media poświęcają co prawda więcej uwagi chińskim wpływom w Afryce, ale również dla Hindusów jest jasne, że Czarny Ląd to dogodne źródło surowców oraz potencjalny rynek zbytu. W związku z tym Indie od początku lat 90-tych zmieniają swój język dyplomatyczny i gdy mówią o relacjach z Afryką zaczynają podkreślać przede wszystkim więzy gospodarcze, kosztem historycznych i kulturowych. W ślad za politycznymi zapewnieniami podążają ekonomiczne wskaźniki, stopniowo pnąc się w górę. W 1991 r. indyjsko-afrykański bilans handlowy zamknął się w kwocie 965 milionów dolarów, podczas gdy w 2008 r. wynosił już 35 mld [5]. Władze w New Dehli przewidują, że w ciągu następnych pięciu lat wzajemna wymiana potroi się do kwoty 100 mld dolarów [6]. Największe inwestycje energetyczne indyjskich koncernów, w tym państwowego ONGC, dotyczą Nigerii i Sudanu, w mniejszym stopniu także Wybrzeża Kości Słoniowej, Libii, Egiptu i Gabonu. Warto zwrócić uwagę, że interesy obu azjatyckich mocarstw zderzają się w szczególności na obszarze Nigerii i Sudanu, a także Angoli, o czym później. Widać więc wyraźnie, że podstawowym czynnikiem konfliktogennym staje się ropa naftowa.

W ostatnich latach rząd indyjski poczynił jednak pewne kroki na rzecz dywersyfikacji wymiany z Afryką. Z inicjatywy władz realizowano w okresie 2002-2007 program Focus Africa, którego celem było pogłębienie relacji handlowych z afrykańskim kontynentem i zwiększenie obecności indyjskich produktów na tamtejszym rynku. Ponadto indyjski Eksport-Import Bank, ten sam który odpowiada za Focus Africa, rozszerzył linie kredytowe służące ostatecznie podmiotom zainteresowanym zakupem indyjskich produktów eksportowanych na Czarny Ląd. Ciekawym pomysłem jest realizowana przez rząd indyjski wespół z Unią Afrykańską idea tworzenia panafrykańskiej e-sieci, która oferuje elektroniczny dostęp do lekarza lub edukacji [7].

Podobieństwa i różnice

Co zatem różni, a co czyni obecność Chin i Indii na kontynencie afrykańskim podobnymi? Oba mocarstwa priorytetowo traktują kwestię dostępu do surowców energetycznych, oba też szukają nowych rynków zbytu dla swych towarów, oba wreszcie zainteresowane są zacieśnianiem współpracy prowadzącej do strategicznego partnerstwa z Afryką [8]. Są to zbieżności natury zasadniczej, choć sposób ich realizacji w praktyce jest po wielokroć zniuansowany. W obrębie różnic w chwili obecnej na pierwszy plan wysuwa się aspekt ilościowy. Mianowicie chiński bilans handlowy z Afryką jest większy od indyjskiego blisko trzykrotnie. Co więcej ostatnia dekada była okresem, w którym Chiny odskoczyły wyraźnie od Indii, zarówno w dziedzinie eksportu jak i importu afrykańskich towarów.

Sinoafryka to już fakt: Chiny na Czarnym Lądzie. Sinoafryka zastąpi Chimerykę?

Dlatego w szeregach indyjskich elit politycznych pojawiło się pytanie czy przypadkiem New Dehli nie przegrywa z Pekinem walki o wpływy na Czarnym Lądzie? Mówienie o klęsce jest zapewne grubą przesadą, ale faktem jest, że większa skuteczność chińskich działań na Czarnym Lądzie ma obiektywne przyczyny. Zwraca uwagę rozmach dyplomatycznej aktywności ze strony Pekinu; wielość systematycznych wizyt, a także utworzenie Forum Chińsko-Afrykańskiej Współpracy. Indie co prawda próbują tworzyć analogiczną strukturę, ale ich aktywność na tym polu jest względem Chin opóźniona. Kolejna przewaga Państwa Środka to głębsza kieszeń, która pozwala mu skuteczniej rywalizować o uzyskiwanie intratnych kontraktów. Przykładem niech będzie casus Angoli z 2004 r. Indyjski ONGC był już bliski porozumienia z Shellem, zgodnie z którym do Indii miało połynąć 5 mln ropy dziennie w latach 2008-2009. Do umowy jednak nie doszło, gdyż w ostatniej chwili zablokowali ją Chińczycy. Ze swej strony zaoferowali Angoli 2 mld dolarów na różne projekty, podczas gdy indyjska propozycja ograniczała się do skromnych 200 mln na rozwój infrastruktury kolejowej.

Chiński prymat przejawia się także w stałym członkostwie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, co sprawia, że Pekin ma w rękach konkretny instrument ochrony przed międzynarodowymi sankcjami państw, które nie przestrzegają praw człowieka. Indie, dopiero aspirujące do podobnego statusu w ramach ONZ, nie są pod tym względem atrakcyjnym partnerem, patrząc z perspektywy niektórych państw afrykańskich. Ponadto implikacje wynikające z różnego statusu Chin i Indii w ONZ korespondują z chińską koncepcją nieingerencji w sprawy wewnętrzne i indyjskimi odniesieniami do demokracji i praw człowieka z drugiej strony. Pewne znaczenie ma także struktura własnościowa podmiotów inwestujących na Czarnym Lądzie. W przypadku Chin są to w większości firmy państwowe, cieszące się politycznym parasolem ochronnym, a więc bardziej skłonne do podejmowania ryzykownych przedsięwzięć. Indie natomiast w większym stopniu niż Chiny polegają na prywatnym kapitale. Z perspektywy Afrykańczyków jedna kwestia przemawia jednak na korzyść Indii. Otóż inwestycje indyjskie są nieco bardziej niż chińskie zdywersyfikowane, obejmując m.in. rolnictwo, zdrowie, telekomunikację i co ważne przyczyniają się do tworzenia nowych miejsc pracy dla miejscowej ludności i transferu umiejętności. Chińczycy natomiast mają tendencję do sprowadzania własnych pracowników, zwłaszcza przy inwestycjach dotyczących przemysłu wydobywczego [9].

Ogromna dynamika wzrostu chińskiej wymiany z kontynentem afrykańskim w niedługim czasie wyprowadzi zapewne Chiny na pozycję pierwszoplanowego partnera handlowego. Potencjał indyjski jest mniejszy, ale plany potrojenia bilansu w ciągu najbliższych 5 lat należy uznać za ambitne na miarę możliwości. Natomiast jeżeli ktoś powoli, ale systematycznie przegrywa Afrykę to jest to świat Zachodu.

[1] S. K. Singh, India and west Africa: A Burgeoning Relationship, http://www.chathamhouse.org.uk/publications/papers/view/-/id/467/
[2] B. Góralczyk, Pozycja Chin w Afryce: czerwona książeczka czekowa, http://www.psz.pl/tekst-24721/Bogdan-Goralczyk-Pozycja-Chin-w-Afryce-Czerwona-ksiazeczka-czekowa,
[3] J. Czerep, Chiny w Afryce. Nowa kolonizacja czy obustronnie korzystna współpraca?, http://www.psz.pl/Jedrzej-Czerep-Chiny-w-Afryce-Nowa-kolonizacja-czy-obustronnie-korzystna-wspolpraca,
[4] B. Góralczyk, Pozycja…; J. Czerep, Chiny…,
[5] R. Modi, S. Shekhawat, Emerging powers in Africa Watch, www.pambazuka.org; S. Naidu, India’s African Relations: Playing Catch up with the Dragon, http://www.international.ucla.edu/media/files/84.pdf,
[6] India plans to triple trade with Africa, deepen ties, www.reuters.com,
[7] R. Modi, S. Shekhawat, Emerging…; S. Naidu, India’s…,
[8] S. Naidu, India’s…,
[9] S. K. Singh, India…, R. Modi, S. Shekhawat, Emerging…,

Artykuł ukazał się na portalu mojeopinie.pl. Jego autorem jest Anna Kotfis

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Mojeopinie.pl”: Rywalizacja Chin i Indii na kontynencie afrykańskim Reviewed by on 31 grudnia 2009 .

Chiny i Indie, dwa wielkie wschodzące rynki w coraz większym stopniu przeobrażają obraz kontynentu afrykańskiego. Wszystko wskazuje, że skala wzajemnych powiązań będzie się w najbliższych latach dalej powiększać. Chiny w Afryce „Chiny dają mniej wykładów, za to więcej praktycznej pomocy”. Tymi słowami Jeffrey Sachs określił w 2006 r. specyfikę sino-afrykańskich relacji [1]. To jedna z

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź