„Mojeopinie.pl”: Japonia 100 dni po upadku konserwatystów

 ›  › „Mojeopinie.pl”: Japonia 100 dni po upadku konserwatystów

BLOGOSFERA

„Mojeopinie.pl”: Japonia 100 dni po upadku konserwatystów

400px-Newspapers_of_Japan_20090831W połowie września Japońska Partia Demokratyczna stworzyła rząd co było kulminacją największej zmiany politycznej w Japonii po 1945 roku. Sto dni to za mało by móc jednoznacznie oceniać nowy japoński gabinet. Sami poddani cesarza są jednak coraz bardziej rozczarowani premierem Hatoyamą.

Gdy Yukio Hatoyama 16 września tego roku obejmował urząd premiera wszyscy zgodnie mówili o rewolucji jaka się dokonała. Po ponad 50 latach rządów konserwatywnej Partii Liberalno-Demokratycznej (PLD) władza przechodziła w ręce kogoś innego. Wiązano z tym wiele nadziei, które jednak okazują się przegrywać z bezlitosną rzeczywistością.

W gospodarce bez zmian

Japonia jest drugą potęgą gospodarczą świata, jednak od początku lat 90-tych pozostaje ona w stagnacji. Rząd premiera Hatoyamy nie zdołał znaleźć nowego środka na rozruszanie japońskiej gospodarki. Gabinet pompuje w nią biliony jenów powiększając tylko zadłużenie państwa, które już dzisiaj wynosi 160 proc PKB.

Czytaj: Wróg nr 1 w Japonii – deflacja

Ósmego grudnia rząd ogłosił uruchomienie kolejnego pakietu stymulacyjnego, który wyniesie 7,2 bln jenów. Pieniądze pójdą między innymi na wsparcie lokalnych gospodarek, z czego cieszą się samorządy. Setki miliardów jenów mają zostać wydane na poprawę warunków na rynku pracy, a także promocję technologii i projektów przyjaznych środowisku naturalnemu. Dodatkowo władze lokalne mają dostać wsparcie w postaci ulg podatkowych w wysokości 3 bln jenów. Program jest więc ogromny. Rząd jednak zdaje się nie zauważać, że poprzednio też wpompowano w gospodarkę miliardy dolarów, ale to nie pomogło. Hatoyama nie ogląda się na doświadczenia Amerykanów, którzy też wpompowali w gospodarkę setki miliardów dolarów, ale z mizernym efektem.

Rząd przyjął 22 grudnia główne założenia reformy podatkowej, która ma być wprowadzona już w 2010 roku. Reforma zwiększy obciążenie podatników, aż o 980 bilionów jenów. Niezbyt podoba się to wyborcom. Wyższym podatkiem mają być obłożone między innymi papierosy.

Z drugiej strony Hatoyama spełni swoją zapowiedź wsparcia zasiłkami dla rodzin z małymi dziećmi. W przyszłym roku na ten cel zostanie przekazane dwa biliony jenów. To duże obciążenie dla budżetu. Władze chcą jednak zachęcić obywateli do rodzenia dzieci gdyż społeczeństwo się starzeje, a przyrost naturalny od wielu lat jest ujemny. Grozi to katastrofą dla systemu opieki społecznej. OECD zaleciło Cesarstwu by zamiast zasiłków skupiło się na rozwoju opieki przedszkolnej i opieki na dziećmi. OECD zwróciło uwagę na to, że kobiety częściej decydują się na dziecko, pozostając jednocześnie aktywnymi zawodowo, gdy mają dostęp do odpowiednich instytucji, które je wesprą.

Problemy w polityce zagranicznej

W polityce zagranicznej Tokio wciąż musi mieć oko na Koreę Północną w odniesieniu do, której kurs się nie zmienił. W relacjach z Chinami postawiono na współpracę gospodarczą. Mimo, że oba kraje wymieniają między sobą wiele serdeczności i zapewnień o przyjaznej współpracy to nikt nie ma wątpliwości, że uważnie patrzą sobie na ręce. Problemem okazały się zaś relacje ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki.

Czytaj: Japonia – polityka bezpieczeństwa i zbrojenia

Partia Demokratyczna w czasie kampanii wyborczej obiecała większą samodzielność od Waszyngtonu. Gdy prezydent Barack Obama odwiedził Japonię, Hatoyama poruszył tą kwestię. Problemem jest jednak pacyfistyczny artykuł dziewiąty konstytucji i dosyć izolacjonistyczne nastawienie społeczeństwa, a nie polityka Waszyngtonu. Amerykanie z radością przywitaliby większe zaangażowanie Tokio w dziedzinie bezpieczeństwa, które nieco by ich odciążyło. Z drugiej strony wobec rosnącej potęgi Chin i atomowego zagrożenia ze strony Phenianu USA są najlepszym gwarantem bezpieczeństwa.

Premier ma jednak nie lada orzech do zgryzienia. Politycy z koalicyjnej Partii Socjaldemokratycznej oraz niektórzy z partii rządzącej chcą by Amerykanie zlikwidowali swoją bazę na Okinawie. Socjaldemokraci grożą zerwaniem koalicji jeżeli baza pozostanie. Zgodnie z umową z 2006 roku ma ona być zmniejszona i przeniesiona w inny rejon wyspy, lecz nie wiadomo jeszcze gdzie dokładnie. Hatoyama próbował nakłonić Amerykanów do przeniesienia instalacji wojskowych poza Okinawę lecz ci uważają sprawę za zamkniętą i nie chcą renegocjować umowy. Waszyngton nalega by Japończycy wyznaczyli miejsce na „przeprowadzkę”. Tokio jednak zwleka i mimo nacisków ogłasza, że podejmie decyzję do maja przyszłego roku. Premier chce sobie po prostu dać czas by znaleźć w tej sprawie porozumienie z koalicjantami i politykami we własnej partii.

Kolejna kwestia to tajne porozumienia między Tokio a Waszyngtonem jeszcze z 1960 roku, dotyczące broni atomowej. Jego istnienie nie jest wciąż potwierdzone, ale śledztwo w tej sprawie trwa. Miało ono zezwalać na pozostawanie na terenie Cesarstwa okrętów lub samolotów z bronią atomową na pokładzie. Jest to rażąco niezgodne z zasadami nieposiadania, nieprodukowania i niedopuszczania obecności broni jądrowej na terytorium Cesarstwa, które są jednymi z głównych wyznaczników polityki Tokio. Rządy z ramienia PLD zdecydowanie zaprzeczały istnieniu takiego układu. W styczniu rząd Hatoyamy ma oficjalnie potwierdzić istnienie tajnego porozumienia. Waszyngton dyplomatycznie milczy, ale z pewnością nie będzie zadowolony z tych działań.

Koniec „miesiąca miodowego”

W oczy rzuca się dbałość premiera Hatoyamy o swój wizerunek. To pewne novum w japońskiej polityce. Dotychczas premier musiał sobie jedynie zapewnić poparcie „grubych ryb” wewnątrz własnej partii. Konserwatyści rządzili krajem przez ponad 50-lat wygrywając kolejne wybory. Patia Demokratyczna dopiero pierwszy raz sięgnęła po władzę. Hatoyama musi więc dbać o popularność swoją i swojej partii jeżeli nie chce by PLD szybko wróciła do władzy. Problem w tym, że efekty tej dbałości o wizerunek są dosyć marne.

Czytaj: Japonia skręca w lewo

Komentatorzy japońskich mediów są zgodni, że „miesiąc miodowy” Hatoyamy już się skończył. Jeszcze w listopadzie poparcie dla jego gabinetu wynosiło 62 proc., do Bożego Narodzenia spadło ono do 48 proc. Natomiast liczba osób, które deklarują się jako przeciwnicy rządu wzrosła z 21 proc. do 34 proc. Jako powód niezadowolenia respondenci najczęściej podawali brak zdolności przywódczych u Hatoyamy oraz jego niezdolność do forsowania swojej polityki. Gdy premier przeprosił, że nie może zrealizować wszystkich swoich obietnic wyborczych, odczytano to jako przejaw słabości.

Cesarstwo ma jeden z najbardziej restrykcyjnych systemów kontroli imigracji. Premier opowiedział się za jego złagodzeniem wskazując na starzenie się społeczeństwa stwierdził, że imigranci są potrzebni gospodarce. Szybko jednak podniosły się głosy sprzeciwu mówiące, że większa liczba obcokrajowców zwiększy poziom przestępczości i zagrozi płacom i przywilejom japońskich pracowników. Takie opinie szybko zdobyły posłuch wśród Japończyków.

Na spadek poparcia wpłynęły także rezygnacja rządu z bezpłatnych autostrad, spory w samym rządzie o zasiłki dla rodzin z małymi dziećmi czy protesty środowisk uniwersyteckich przeciw zmniejszeniu wydatków na naukę. Gabinetowi zaszkodziły też oskarżenia o próby manipulacji cesarzem. Trzeba pamiętać, że cesarz Akihito cieszy się ogromnym szacunkiem i czcią wśród poddanych. Tymczasem na początku grudnia Hakata Shingo, naczelnik Urzędu ds. Dworu Cesarskiego, oskarżył rząd o „manipulowanie cesarzem do celów politycznych” i zmuszenie urzędu do nagięcia cesarskiego protokołu tak by audiencję u władcy mógł uzyskać wiceprezydent Chin Xi Jiping. Sekretarz generalny Japońskiej Partii Demokratycznej, Ozawa Ichiro wszystkiemu zaprzeczył i wezwał Shingo do rezygnacji ze stanowiska. Zdawałoby się, że to błaha sprawa, doprowadziła jednak do sporego konfliktu politycznego.

Yukio Hatoyama najwyraźniej zdał sobie sprawę, że rządzenie krajem będzie dużo trudniejsze niż się spodziewał. Przed Krajem Kwitnącej Wiśni piętrzą się problemy, które zmuszą rząd do wycofania się z kolejnych obietnic wyborczych. Coraz wyraźniejsze staje się, że wyborcy głosowali na Demokratów nie dlatego, że zachwycili się ich programem, ale by pokazać swoje niezadowolenie z ostatnich lat rządów LPD. Jeżeli Demokraci nie znajdą sposobu jak wyciągnąć Japonię z kryzysu to konserwatyści mogą wrócić do władzy szybciej niż by ktokolwiek przypuszczał po ostatnich wyborach.

Źródła m.in.:
japantimes.co.jp, japantoday.com, asahi.com/english, asianewsnet.net, eastasiaforum.org reuters.com, polska-azja.pl

Artykuł ukazał się na portalu mojeopinie.pl. Jego autorem jest Bartłomiej Bartoszek

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Mojeopinie.pl”: Japonia 100 dni po upadku konserwatystów Reviewed by on 31 grudnia 2009 .

W połowie września Japońska Partia Demokratyczna stworzyła rząd co było kulminacją największej zmiany politycznej w Japonii po 1945 roku. Sto dni to za mało by móc jednoznacznie oceniać nowy japoński gabinet. Sami poddani cesarza są jednak coraz bardziej rozczarowani premierem Hatoyamą. Gdy Yukio Hatoyama 16 września tego roku obejmował urząd premiera wszyscy zgodnie mówili o

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Pozostaw odpowiedź