BLOGOSFERA,Chiny news

Migawki z podróży – „Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku”

Mam trzy ukochane chińskie prowincje:

• Guizhou – prowincja mego serca
• Yunnan – prowincja mych pejzaży
• Syczuan – prowincja mych gór

W tym roku jestem po raz piąty w Yunnanie. Odwiedzam kilka mi już znanych miejsc, których obserwacja przyda mi się do porównania ich rozwoju na przełomie ostatniego dziesięciolecia. Wszystko zapowiada się wspaniale. Do takiej wędrówki potrzeba mi było wiele informacji, które od ponad roku zbieram.

Od dzisiaj zaczyna się ciekawa wędrówka po Yunnanie.

Z nonszalanckim wręcz stoicyzmem pakuję manatki i spokojnie ruszam w drogę. Nie wiem co mi przyniosą nadchodzące dni, ale najważniejsze, że jadę. Celem ma być miasto Ruili graniczące z birmańskim miastem Muse położonym na północy dzisiejszej Mjanmy, w stanie Szan. Od 2005 roku marzyło mi się tam pojechać. Było to podczas mego pobytu w sąsiedniej Birmie, ale granica lądowa była (i jest do dzisiaj) niedostępna dla cudzoziemców. Zresztą nie marzy mi się jej przekroczenie, marzy mi się, żeby być w Ruili. Nie wiem nawet z jakich powodów, coś mi się ubzdurało i już…

Zapowiada się daleka droga. Bezpośrednie połączenie to 26 godzin sypialnym autobusem, dlatego wybieram opcję jazdy trzema dziennymi autobusami. Każdy z nich o dziwo jedzie po 8 godzin, dobra kalkulacja. Coś jak dzień pracy. Z tym, że w Chinach dzień pracy kierowców autobusów nie jest znormalizowany. Pracują często 7 dni w tygodniu i więcej niż 8 godzin dziennie.

Pierwszym etapem jest mało odwiedzane Lincang, jest tutaj niewiele zabytków, ale za to okolice są atrakcyjne. Region leży w tropikalnych strefach i jest obdarzony wielką różnorodnością roślin i zwierząt. Na dodatek w pobliżu przepływa Mekong, dumny ze swego wspaniałego krajobrazu, kolorowych kultur i obyczajów różnych narodów. Plantacje herbaty rozciągają się w nieskończoność. Tutejszy wilgotny klimat sprzyja temu, że jest to najważniejsze siedlisko dzikiego drzewa herbacianego. Herbaciane liście uwielbiają zamgloną aurę o wysokiej temperaturze.

herbaciane pola

Herbaciane pola

Jadąc autobusem, odkrywam urocze okolice, jestem pod wrażeniem harmonii i gościnności mniejszości narodowych spotykanych podczas postojów na trasie.

Miasto Lincang jest kolebką narodu Wa koabitującego bez problemu z mniejszością Dai mieszkającą na równinach.

domy narodu Wa

Domostwa narodu Wa

Jest już późne popołudnie, zaczyna się robić szaro. Po długiej podróży marzy mi się jak najszybszy odpoczynek. Na dworcu autobusowym podchodzi do mnie młoda dziewczyna i proponuje nocleg. Raczej nigdy nie korzystam z tego typu usług, wolę wybrać nocleg według moich wymogów. Na ogół chodzę od hoteliku do hoteliku samodzielnie wyszukanego i porównuję warunki oraz ceny. Dzisiaj nie mam ani siły, ani odwagi na taką zabawę, więc w ciemno idę bez wahania za dziewczyną. Pokoik na pierwszy rzut oka nienaganny, jest łazienka, ale nie ma ciepłej wody, jest tylko wtedy, gdy świeci słońce… a dzisiaj jest pochmurnie.

Wychodzę coś przekąsić, nie chcę się zbyt oddalać od mojego „noclegowiska”, gdyż szybko chcę do niego powrócić, zasnąć, odpocząć i nabrać sił przed dalszą drogą. Po drodze natrafiam na grupę młodzieży wychodzącą z supermarkietu z miseczkami ze styropianu wypełnionymi jedzeniem. Naśladuję ich, kupuję trochę ryżu z jarzynami i zasiadam wśród tej wesołej gromadki przy długim stole. Jedząc właściwie bez większego apetytu, zauważam chłopaka nędznie odzianego w niepewnej czystości ubranie. Patrzy na mnie szklistymi oczami. Widzę, że jest głodny, oddaję mu moja strawę, której nie mam ochoty jeść, biedaczyna w mgnieniu oka ją połyka. Chcę się dowiedzieć coś o nim i o dziwo odpowiada na moje pytania. Pochodzi z odległej wioski, przyjechał tutaj „za pracą”, ale jej nie znalazł, nie ma pieniędzy, żeby powrócić do rodziny. Pytam ile kosztuje bilet i bez wahania daję mu na ten bilet pieniądze. Nie wiem, czy mówi mi prawdę, ale szkoda mi jego, jest młody i bezdomny. Siedząca obok mnie pani informuje, że on i tak sobie biletu nie kupi i jutro znowu tutaj przyjdzie i odegra ten sam spektakl. No cóż, może to i prawda lub nie. Mam tylko świadomość, że chłopak zjadł, a co zrobi z pieniędzmi, to jego sprawa.

Wracam do mojego „noclegowiska” i bardziej klarownymi oczami badam mój pokój, otwieram szufladę w nocnej szafce i o zgrozo jestem intruzem legowiska karaluchów. Nie mam specyficznego środka na te bestie, jedyną moja obroną przed nimi jest wspaniały środek przeciwko komarom. Poświęcam więc prawie ½ buteleczki i zamykam całe towarzystwo w szufladzie. Rano po przebudzeniu znajduję gromadę karaluchowych nieboszczyków na podłodze.

O godzinie 7:40 wyruszam autobusem do drugiego etapu mej trasy wiodącej do Ruili – jadę do Baoshan.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Migawki z podróży – „Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku” Reviewed by on 21 listopada 2013 .

Mam trzy ukochane chińskie prowincje: • Guizhou – prowincja mego serca • Yunnan – prowincja mych pejzaży • Syczuan – prowincja mych gór W tym roku jestem po raz piąty w Yunnanie. Odwiedzam kilka mi już znanych miejsc, których obserwacja przyda mi się do porównania ich rozwoju na przełomie ostatniego dziesięciolecia. Wszystko zapowiada się wspaniale.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Zhongguo 中国

"中国" - jest sinologiem, propagatorem Chin i kultury chińskiej. Przyjaciel narodu chińskiego. Podróżując po Chinach zagląda w miejsca trudno dostępne dla turystów. Mawia: "CHINY - to pasja i powołanie. KRAJ, w którym jest najwięcej ludzi do polubienia"

Pozostaw odpowiedź