BLOGOSFERA,Indie news

W. Madziar: Migawka z wyborów w Delhi

4 grudnia, czyli dzień wyborów w Delhi, najpierw usłyszałem. Choć była to środa, na ulicach był dziwnie mały ruch. Nie usłyszałem zwyczajowych hałasów, trąbienia szkolnych autobusów dojeżdżających do znajdującej się niedaleko nas bardzo drogiej szkoły Goenka International School (kierowcy wożący dzieci bogatych rodziców uważają się za panów delhijskich dróg, stąd jeżdżą bardzo agresywnie i trąbią jak opętani).

Kilka słów o specyfice indyjskiej „techniki” wyborczej. Dzień wyborów jest dniem wolnym w szkołach, urzędach i innych instytucjach państwowych.  Pracownicy mojego znajomego, który ma fabrykę nieopodal Delhi z reguły proszą go wtedy o dzień wolny. Ale nie każdy ma tak dobrze. Masa ludzi mieszkających w Delhi pracuje w Gurgaonie (stan Hariana) czy Noidzie (stan Uttar Pradesh) nie może liczyć na dzień wolny. Podobnie w handlu i prywatnym biznesie, choć z reguły daje się pracownikom możliwość zagłosowania.

P1210173

Rejestracja wyborców

Aby głosować, trzeba mieć tzw. Voter Identity Card.  Jest ona „przywiązana” do danego okręgu. Jeżeli chce się głosować w innym, trzeba ją „przenieść”, czyli zgłosić się do odpowiedniego urzędu i przedstawić dowód zamieszkania potwierdzający mieszkanie w danym okręgu. Takim dowodem może być umowa najmu, rachunek za prąd itp. Nie jest to jakaś wielka trudność, ale samo się nie zrobi. Problem, gdy ktoś mieszka u znajomych lub kilka osób wynajmuje jedno mieszkanie i nie wszyscy figurują w umowie najmu. Nie wiem, jak jest w wypadku mieszkań służbowych, firmowych itd. Na pewno jednak jakąś liczbę osób to eliminuje.

P1210176

Sprawdzanie list wyborców.

Wydaje się, że w Delhi nie ma większych problemów z zapewnieniem spokoju, ale dzień przed wyborami w Dwarce widziałem spory kontyngent policjantów przy komisariacie policji, ale potem nie rzucali się w oczy. Sam punkt wyborczy w Dwarce mieścił się w szkole – zamknięto przebiegającą obok niego drogę serwisową, co nieszczególnie spodobało się okolicznym mieszkańcom. Przed bramą stał namiot, w którym sprawdzano wyborców. Trzeba było pokazać Voter ID Card, a obsługa znajdowała nazwisko w zeszycie, przy którym widniał odnośnik do jednego ze skoroszytów, gdzie były dane z fotografią, które wycinano. Następnie przekazywano je wyborcy, który mógł swobodnie przejść przez bramę i udać się do punktu wyborczego. Kolejka oczekujących była długa – mówiono, że na 1,5 godziny czekania. Nie wiem, ilu z nas by się chciało. Jest grudzień, więc można było jakoś przeżyć, ale w lecie byłoby ciężko.

P1210171

Brama do punktu wyborczego w Dwarce

Czy wybory są uczciwe? W prasie pisze się czasem o jakichś problemach, ale raczej bardziej wygląda to na „niedoróbki” niż „przekręty”.  Ponoć praktyką jest kupowanie głosów.  Ale to znam z opowieści, aczkolwiek ludzi raczej znających temat. Koleżanka mówiła mi, że kiedyś rozmawiała ze służącą przy okazji innych wyborów i ktoś jej zaproponował 200 INR, więc zagłosowała „jak trzeba”. Nie jest to jednak sprawdzalne, nie wiadomo, czy taka „inwestycja” będzie opłacalna.  Słyszałem, ze taka praktyka jest popularna na prowincji, gdzie po prostu ubogim płaci się kilka dniówek, aby głosowali na określonego kandydata. Ponoć w niektórych rejonach North Eastu wybory przypominają nieco nasze sejmiki szlacheckie, to znaczy trzeba mieć przychylność miejscowego „undergroundu”, aby w ogóle dali zorganizować wiec. Nie miałem okazji być naocznym świadkiem takich procederów, ale nie deprecjonuję  miejscowego kolorytu i chyba raczej jako taki powinniśmy to traktować.

P1210179

W kolejce do urny.

Kolejną cechą Delhi jest ogromne zmieszanie wszelkich kategorii ludzi. W Nowym Delhi czy Południowym Delhi, uchodzącym za bardzo szykowny, ponad połowa to ludzie biedni. W dzielnicy Vasant Vihar obok bardzo drogich domów są slumsy, to samo w Chanakyapuri. Ocenia się, że na 120 tys. wyborców w Nowym Delhi 60 tys. to ludzie biedni.

Słyszałem też głosy, że ludzie bogaci często nie głosują. Dlaczego? „Mamy swoje dochody, nie interesują nas politycy”. Ludziom oglądającym swój kraj zza szyb drogich samochodów prowadzonych przez kierowców, chodzącym do centrów handlowych czy drogich restauracji zwyczajnie nie chce się stać dwie godziny w kolejce. W lokalu wyborczym wejścia bez kolejki się nie załatwi.

Następne wybory w Delhi  odbędą się w lecie. Nie wiem, jak będzie, ale na pewno będzie gorąco.

Włodzimierz Madziar
Autor mieszka od 10 lat w Delhi. Nie głosował, bo nie ma takiego prawa.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Madziar: Migawka z wyborów w Delhi Reviewed by on 11 grudnia 2013 .

4 grudnia, czyli dzień wyborów w Delhi, najpierw usłyszałem. Choć była to środa, na ulicach był dziwnie mały ruch. Nie usłyszałem zwyczajowych hałasów, trąbienia szkolnych autobusów dojeżdżających do znajdującej się niedaleko nas bardzo drogiej szkoły Goenka International School (kierowcy wożący dzieci bogatych rodziców uważają się za panów delhijskich dróg, stąd jeżdżą bardzo agresywnie i trąbią

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Włodzimierz Madziar

Autor niniejszego artykułu od 12 lat mieszka w New Delhi, gdzie wraz z żoną prowadzą własną firmę Oriental Adventure Pvt. Ltd. http://indianadventure.eu Główne obszary działania to: - konsulting głównie dla polskich przedsiębiorstw planujących działania w Indiach - turystyka (organizacja indywidualnych wypraw i wyjazdów biznesowych do Indii - eksport i import Żona autora pochodzi z Manipuru, stąd szczególnie bliskie są mu problemy North-Eastu.

Pozostaw odpowiedź