Artykuły,Publicystyka

Michał Mocarski: Miejsce obcokrajowców w K-popie

Miejsce obcokrajowców w K-popie

Koreańska pop-kultura jest w Azji wszechobecna. Spacerując po ulicach Hong Kongu na każdym kroku można usłyszeć ich muzykę, telewizja Wietnamska transmituje koreańskie seriale, a na bazarach Kuala Lumpur łatwo zauważyć koszulkę z logo koreańskiego show Running Man. Szczegóły z życia prywatnego koreańskich celebrytów są tam równie szeroko komentowane, co skandale hollywoodzkich gwiazd. Także poza Azją moda na koreańską kulturę przestaje być niszowa. Wystarczy spojrzeć na rozmach, z jakim organizowane są m.in. europejskie koncerty koreańskich gwiazd muzyki. Ten nagły wzrost popularności koreańskiej pop-kultury doczekał się nawet swojej nazwy. Został ochrzczony jako Hallyu, co oznacza „Koreańska Fala” zalewająca państwa Azji i całego świata.

Hallyu jest niewątpliwie jednym z najważniejszych czynników promujących Koreę Południową. To właśnie koreańskiej fali przypisuje się prawie dwukrotny wzrost w liczbie obcokrajowców uczących się języka koreańskiego. Na Hallyu zyskuje nie tylko koreański przemysł muzyczny, ale również reklamowane przez celebrytów linie kosmetyków i odzieży. Koreańskie biura podróży prześcigają się w ofertach zwiedzania miejsc ze znanych seriali, a ich docelową grupę odbiorców od dawna stanowią obcokrajowcy.

Koreańska pop-kultura jest więc produktem lokalnym i jednocześnie eksportowanym na skalę globalną. Z finansowego punktu widzenia ma to sens: koreański rynek muzyczny od dawna jest zbyt mały dla apetytu muzycznych i filmowych wytwórni. Przecież w samej Azji czeka na nich ponad miliard potencjalnych odbiorców. Rozwój hallyu stawia jednak wielkie wyzwanie. Wraz z popularnością koreańskiej kultury zwiększa się również liczba obcokrajowców chcących ją współtworzyć, a korzystanie z tego trendu raczej przypomina planowanie biznesu niż tworzenie sztuki.

Zjawisko to najlepiej widać na przykładzie koreańskiej muzyki pop, nazywanej w skrócie k-pop. Po pierwszym w historii debiucie boysbandu z chińskim wokalistą w składzie, wytwórnie muzyczne wypromowały dziesiątki zagranicznych talentów. Nie znaczy to jednak, że zajmują oni tą samą pozycję, co koreańscy artyści. Z wyjątkiem amerykanów koreańskiego pochodzenia, rola i miejsce obcokrajowców w k-popie jest zdecydowanie inna od pozycji krajowych twórców.

Najpierw należy jednak wspomnieć o obowiązkach gwiazd k-pop, które są bardzo różne od zadań stawianych przed celebrytami z innych krajów. Różnicę tę doskonale oddaje to fakt, że Koreańczycy rzadko kiedy nazywają artystów „piosenkarzami”. Słowo kasu (piosenkarz) jest używane w stosunku do piosenkarzy skupiających się wyłącznie na muzyce, natomiast gwiazdy k-popu są nazywane zapożyczonym z angielskiego słowem idol. W Korei pojęcie to oznacza osobę trenowaną latami przez wielką wytwórnię, aby później z hukiem zadebiutować na krajowej scenie. Jest to jedyna droga, żeby zaistnieć jako k-popowy muzyk. Przysłowiowy zespół garażowy nie ma więc szans, aby bez wsparcia muzycznego establishmentu stać się idolami.

Doskonały śpiew i taniec są jedynie ułamkiem wymagań stawianych idolom. Po debiucie taką osobę czeka napięty do granic możliwości terminarz koncertów, spotkań z fanami, i telewizyjnych talk-show. Wolnego czasu jest tak mało, że członkowie zespołów często mieszkają w jednym budynku, aby ułatwić transport. Jednocześnie idole muszą być perfekcyjni we wszystkich występach, ponieważ ich błędy zostają szybko wyłapywane i krytykowane. Idolami mogą więc zostać wyłącznie osoby muzycznie utalentowane, błyskotliwe, charyzmatyczne, i wytrwałe na tyle, by utrzymywać perfekcyjny image przy nieustannych występach. No i muszą być fizycznie atrakcyjne, co według złośliwych jest pierwszym warunkiem stania się koreańską gwiazdą.

Perfekcja jest więc słowem-kluczem dla zrozumienia całego przemysłu hallyu. Należy jednak wiedzieć, że pomimo ciągłego wzrostu publiczności globalnej, to krajowe standardy wyznaczają w k-popie artystyczne normy. Gwiazdy powinny wyglądać, zachowywać się, i występować zgodnie z gustami koreańskiej publiczności, które bardzo różnią się od wymogów stawianych przez zachodnie media. Europejskiego widza mogą zaskoczyć cechy takie jak kobiecy image koreańskich piosenkarzy czy wymuszana dziecinność piosenkarek. Paradoksalnie właśnie to podejście nadało k-popowi oryginalności i przyciągnęło tak wielu fanów z każdego zakątka świata.

Jak w tak osobliwym środowisku k-popu odnajdują się zagraniczni artyści? Najbardziej rzuca się w oczy ich jednolite pochodzenie etniczne. Wszyscy podopieczni wielkich wytwórni pochodzą z krajów azjatyckich, najczęściej z Chin, Japonii i Tajlandii. Co więcej, trudno jest oprzeć się wrażeniu, że nawet spośród nich wybrano wyłącznie osoby jak najbardziej zbliżone wyglądem do Koreańczyków. Nie dzieje się to bez powodu. Zagraniczni piosenkarze muszą spełniać standardy koreańskiej urody, co zbliża ich do obrazy “perfekcyjnego idola.” Artyści spoza Azji są więc wykluczani już na starcie.

Nie oznacza to, że zachodni piosenkarze nie chcą tworzyć k-popu. Tylko w zeszłym roku w Stanach Zjednoczonych zadebiutowały Coco Avenue i Exp Edition, dwa zespoły w skład których nie wchodzi nawet jeden Azjata. Jednak, pomimo że obie grupy śpiewają wyłącznie po koreańsku, nie zagrały one żadnego koncertu w Korei, a ich istnienie zostało pominięte milczeniem przez koreańską prasę. Podczas gdy amerykański debiut zespołów wywołał gorące dyskusje wśród zachodnich fanów k-popu, tylko nieliczni koreańscy internauci zainteresowali się sprawą.

Nierówna walka o sławę jest również problemem zagranicznych artystów azjatyckiego pochodzenia. Mimo że większość z nich mówi płynnie w kilku językach, a zdolnościami muzycznymi często przewyższają koreańskie gwiazdy, nigdy nie zdarzyło się żeby którykolwiek z nich został liderem zespołu. Jeszcze mniejsze perspektywy mają solowi artyści. Spośród tysięcy z nich przesłuchanych w niezliczonych audycjach tylko Chince Zhang Li Yin udało się odnieść sukces śpiewając po koreańsku.

Sytuacja jest odwrotna w krajach pochodzenia piosenkarzy. Gwiazdy dostają tam wolną rękę w komunikacji z fanami, co błyskawicznie zwiększa popularność zespołu i przynosi wielkie zyski. Wczesną sławę zespołów EXO w Chinach czy Twice w Japonii można wytłumaczyć właśnie obecnością artystów z tych krajów. W Korei często stanowią oni tło dla koreańskich idoli, natomiast we własnych krajach są traktowani jak gwiazdy reprezentujące naród w globalnym świecie rozrywki.

Inwestowanie w trening zagranicznych talentów nie jest więc wyłącznie zachcianką wytwórni muzycznych. K-pop to wielka gra biznesowa, polegająca na balansowaniu pomiędzy wymaganiami publiczności koreańskiej i zagranicznej. Dominują w niej wymienione już strategie stawiania na azjatyckie talenty w celu promocji w krajach pochodzenia piosenkarzy. Jednocześnie muszą oni dopasować się do norm i standardów wyznaczanych przez koreańską publikę. Oczywiście stwierdzenie, że piosenkarze z Chin czy Japonii są wyłącznie narzędziami public relations jest daleko idące, jednak uważam że większość z nich zasługuje na więcej indywidualnego wsparcia ze strony wytwórni i koreańskich fanów.

Co z zachodnimi wykonawcami pragnącymi tworzyć k-pop? Na ich przeszkodzie na pewno stoi monopol magnatów muzycznych oraz podświadoma niechęć koreańskich fanów. Jednak warto zauważyć, że coraz więcej k-popowych utworów jest tworzonych i produkowanych w Stanach Zjednoczonych, gdzie bardzo szybko rośnie grono fanów gatunku. Możliwy jest nawet scenariusz w którym zaistnieją dwa odmienne odłamy k-popu: koreański i, bardziej otwarty, amerykański. Taki bieg wydarzeń z pewnością przedefiniowałby cały gatunek, otwierając drzwi nie tylko zachodnim artystom do tworzenia k-popu, ale również koreańskim piosenkarzom chcącym podbić Amerykę.

Michał Mocarski

Źródło zdjęcia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Korea_KPOP_World_Festival_13.jpg

Udostępnij:
  • 29
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    29
    Udostępnienia
Michał Mocarski: Miejsce obcokrajowców w K-popie Reviewed by on 22 sierpnia 2017 .

Miejsce obcokrajowców w K-popie Koreańska pop-kultura jest w Azji wszechobecna. Spacerując po ulicach Hong Kongu na każdym kroku można usłyszeć ich muzykę, telewizja Wietnamska transmituje koreańskie seriale, a na bazarach Kuala Lumpur łatwo zauważyć koszulkę z logo koreańskiego show Running Man. Szczegóły z życia prywatnego koreańskich celebrytów są tam równie szeroko komentowane, co skandale hollywoodzkich

Udostępnij:
  • 29
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    29
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź