Birma,Polecane

Michał Lubina: Kala znaczy obcy. Indusi i Indie w Birmie

Marc Veraart/CCBY

Marc Veraart/CCBY

W ostatnich latach mieliśmy do czynienia z zasadniczą zmianą polityki Indii wobec Birmy. Jej podstawowym celem jest rzucenie wyzwania Chinom i stanie się przeciwwagą dla chińskiej dominacji w Myanmarze. Jednakże Indusi, inwestując w Birmie i robiąc interesy w tym kraju, muszą się borykać z niebagatelnym problemem: brzemieniem historycznym i kulturowym.  Może się ono stać zbyt ciężkie do udźwignięcia.

Związki Birmy z Indiami są stare jak sama Birma.  To stamtąd miał przybyć pochodzący z rodu Buddy Abhiraja pierwszy legendarny władca tych ziem[1]. Pozostałe podania birmańskie – założenie pagody Shwedagon, fundacja Mandalay, misjonarze cesarza Aśioki – też wiążą się z Indiami[2]. To wreszcie z Indii (via Sri Lanka, bądź też – wg innych źródeł — bezpośrednio z Indii Południowych) – przybył do Birmy buddyzm therawada[3]. Birma przejęła z Indii również system rządów, co wyrażało się m.in. w nazewnictwie, czego tytuł radża jest najlepszym przykładem[4].

Również kolonizacja brytyjska została pośrednio spowodowana interwencją w indyjskim królestwie Manipur, uznawanym przez Birmańczyków za własne[5]. To właśnie z czasami kolonialnymi wiąże się zasadnicza kwestia stosunku do Indusów w Birmie.  Tam leży klucz do zrozumienia, dlaczego dziś im się nie uda.

Jak wspomniano wyżej, związki Indii z Birmą są dużo starsze niż brytyjski kolonializm. Od wieków kupcy, handlarze, czy uczeni przemierzali wody Zatoki Bengalskiej, osiedlali się w Yangonie czy Mandalaj[6].  Jednakże na początku XX wieku migracja indyjska do Birmy zaczęło przypominać potop, na zawsze zmieniając strukturę etniczną Birmy[7]. Jak twierdzi najlepszy współczesny uczony piszący o Birmie po angielsku, Myint Thant U, „Birma była dla Indusów pierwszą Ameryką, zaś w szczytowym roku 1927, gdy imigracja wyniosła 480 tysięcy ludzi, Rangun prześcignął Nowy Jork jako największy imigracyjny port świata”[8]. Indusów ciągnęło do Birmy: „jak magnes przyciągał ich kraj, w którym ludzie nie cierpieli głodu, wioski zaś nie były tak przeludnione jak indyjskie. Wśród przybyszów większość stanowili robotnicy rolni, wielu z nich stawało się chłopo-robotnikami: podczas zbiorów ryżu pracowali na wsi, potem szli do miast, aby szukać okresowego zatrudnienia[9]. Drugą ważną grupą były warstwy wykształcone – lekarze, urzędnicy, nauczyciele i prawnicy, którzy stworzyli podstawową tkankę miejską[10].  Świetnym literackim opisem typowego losu Indusa w Birmie jest powieść „Szklany pałac” Amitava Gosha. Opowiada ona archetypiczną wręcz historię ubogiego Bengalczyka dochodzącego, w bardzo amerykańskim stylu, do milionów w Birmie (a następnie je tracącego i zmuszonego do „repatriacji”)[11].

Obraz imigracji Indusów był jednakże przede wszystkim przysłonięty przez jedną grupę: Chettyar („czetjar”). Pochodzący z Południa Indii, nieopodal Madrasu, byli znani ze swojej przedsiębiorczości i talentów do operacji finansowych. Korzystając z kolonialnego parasola, rozprzestrzenili się po całej Azji Południowo-Wschodniej, w tym po Birmie. Szybko stali się wiejskimi bankierami, wypierając lokalną ludność, czyli thuhtay[12]. Jak pisze Monika Warneńska, „birmański wieśniak znalazł się nagle wobec nowych, całkowicie odmiennych konieczności życiowych narzuconych przez system rządów kolonialnych. Nie mając ani pieniędzy, ani pomocy kredytowej, najczęściej szukał ratunku u hinduskich lichwiarzy, którzy udzielali pożyczki pod zastaw ziemi, a w razie niewypłacalności dłużnika zagarniali jego pole”. (Przed wybuchem II WŚ 1/3 ziem była w posiadaniu dzierżawców.)[13] Jak świetnie podsumowuje rolę chettyarów Bogdan Góralczyk, „traktowano ich wszystkich jednoznacznie – jako krwiopijców i wyzyskiwaczy (w efekcie) pojawiła się nieufność i podejrzliwość wręcz wrogość dwóch światów – brytyjskich kolonizatorów i podległego im ludu”[14]. Indusi byli częścią świata kolonialnego, stali po innej stronie barykady niż Birmańczycy. Ich tragedia polegała na tym, że w oczach Anglików byli oni tymi samymi „ponurymi i dzikimi ludami” (by przywołać kiplingowskie porównanie[15]), jak miejscowi[16]. Antynomię tę i zarzewie rodzącego konfliktu najlepiej ukazał w swej debiutanckiej powieści „Birmańskie dni” George Orwell. Tam tragiczna historia indyjskiego doktora Veraswaniego jest wręcz syntezą losu Indusów w Birmie[17].

Kolonializm brytyjski doprowadził do sytuacji, jaką opisał najlepszy znawca ówczesnej Birmy, J.S. Furnivall (sam był wcześniej urzędnikiem kolonialnym): „Anglia otworzyła Birmę dla świata, ale nie otworzyła świata przed Birmą.  Birmańczyk został skazany na prowadzenie bardzo skromnego życia w wielkim mieście, jego religia i kultura uległa degradacji, a on sam nie mógł już spełniać funkcji społecznych, handlowych i przemysłowych, które niegdyś stały przed nim otworem”[18]. Świat bardzo skurczył się przed Birmańczykami, stanęli oni przed widmem bycia mniejszością w swoim własnym kraju – Anglicy odebrali im nie tylko państwo, królów, dygnitarzy czy żołnierzy. Teraz jeszcze na spółkę z Indusami zawłaszczali kolejne funkcje społeczne: komisarzy i sędziów, przedsiębiorców i bankierów, a nawet sklepikarzy czy robotników[19]. Nigdzie nie było to bardziej widoczne niż w Rangunie, o którym pisano w latach 30-tych: „To Birma bez Birmańczyków, którzy są w Rangunie bodajże najbardziej poszukiwanym towarem”[20].  Aż do lata 60-tych XX wieku Indusi stanowili w Rangunie większość[21]. Jak konstatuje Myint Thant U, „nowoczesna Birma była dla Birmańczyków obca”[22]. Bogdan Góralczyk z kolei przyrównuje kolonializm brytyjski do Lewiatana, pożerającego kolejne części Birmy[23]. Indusi byli nieodłączną częścią składową tego Lewiatana.

Wiedza na temat tego problemu ma niebagatelne znaczenie dla rozumienia dzisiejszej sytuacji, gdyż w przypadku dziejów Birmy mamy do czynienia ze swoistym łańcuchem przyczynowo-skutkowym. W opozycji do Brytyjczyków i porządków kolonialnych rodził się w Birmie ruch narodowy, birmańska armia, Bogyoke Aung San, Ne Win i cała spuścizna z nimi związana[24]. To zaś jest praprzyczyną dzisiejszych rządów junty – i stylu tychże rządów. Niechęć wobec Brytyjczyków i wszystkiego, co ze sobą przynieśli oznacza również, choć pośrednio, opozycję wobec Indusów. A oni w Birmie, jak konstatuje Bogdan Góralczyk, zawsze byli „kala” (to bardzo nieprzyjemne słowo, oznacza coś brzydkiego, bardzo negatywnego)[25]. To nie mogło się nie odbić na stosunku do nich.

Indusi o tym wiedzieli i wraz z japońską inwazją na Birmę w 1942 roku, rozpoczęli masowy exodus. Ponad sto tysięcy ludzi, w zdecydowanej większości cywilów, pozostawiło mienie swego życia i rozpoczęło dramatyczną ucieczkę przez pogranicze, pełne niedostępnych dżungli i gór, do kraju swoich przodków[26]. Uchodzili głównie pieszo (w najlepszym wypadku na zaprzęgach konnych), dziesiątkowani przez wyczerpanie, choroby i głód, marli setkami[27].  Do dzisiaj nie wiadomo ilu ludzi zginęło w dżunglach na pograniczu z Indiami[28]. Przebrnąć góry i dotrzeć do Indii udało się około 200 tysiącom uchodźców. Raz jeszcze warto tutaj przytoczyć „Szklany pałac” Amitava Gosha jako doskonałą literacką ilustrację tego dramatu.

Nie wszyscy jednak uciekli, spora część została i przeżyła wojnę. Mimo że w latach 50-tych Rangun był już w większości birmański, obecność indyjska wciąż pozostawała silna, a Indusi nadal stanowili sporą część miejskiej „inteligencji”. Za rządów U Nu relacje z Indiami i stosunek do indyjskiej mniejszości w Birmie był dość poprawny, a nawet dobry. Nehru i U Nu darzyli się wzajemną sympatią i wspólnie działali w Ruchu Państw Niezaangażowanych[29]. Co więcej – Indie wspierały Birmę gospodarczo, co, zdaniem R. Swaminathana, przedłużyło rządy U Nu[30] (opinia ta jest dość dyskusyjna, przytaczam ją tylko by pokazać pewien klimat polityczny na linii Birma – Indie za rządów U Nu).

Wszystko zmieniło się, gdy do władzy w 1962 roku w wyniku zamachu stanu (drugi raz) doszedł gen. Ne Win. Prowadził on zdecydowanie bardziej nacjonalistyczną politykę, znaną pod nazwą „birmańskiej drogi do socjalizmu”. Jej założenia ideologiczne dobrze streszcza niepozbawiony do niej nutki sympatii Tiziano Terzani: „Ne Win zamknął kraj, znacjonalizował handel i uwięził przeciwników, twierdząc, że tylko w ten sposób można chronić czysto birmańską cywilizację. W pewnym sensie miał rację, co do jakiegoś stopnia sankcjonowało jego dyktaturę”[31]. Sam Ne Win rozmawiając z jednym z dyplomatów tłumaczył swoje stanowisko tak: „dopóki pańscy rodacy pozostają w naszym kraju aby uczyć moich rodaków, naród nasz niczego się nie nauczy. Musimy uczyć się przede wszystkim od siebie – i dla siebie”[32]. Jednakże konsekwencje dla gospodarki były katastrofalne, gdyż w ramach tej polityki wydalono tę grupę Indusów, która się jeszcze w Birmie ostała. Czyli finansistów, handlowców i przedsiębiorców, którzy „od pokoleń zamieszkiwali ten kraj i stanowili siłę napędową jego gospodarki”[33]. Jak pisze Adam Jelonek, „rezultat był łatwy do przewidzenia, a gospodarka ze stanu permanentnego kryzysu popadła w ciągu dosłownie kilku miesięcy w stan zupełnej ruiny[34]. Takie były koszty „uczenia się samemu od siebie”.

Do tego dochodził jednak jeszcze drugi aspekt – ludzki. Od kwietnia 1963 r. do czerwca 1967 r. opuściło Birmę ok. 180 tys. Indusów[35]. Dla ludzi tych to Birma była ojczyzną, mieszkali tu od kilku pokoleń, nie znali innej rzeczywistości, wielu nie mówiło w innym języku niż birmański[36]. Był to drugi exodus Indusów w dziejach Birmy, tylko niewiele mniej złowrogi. Zostawili tutaj oszczędności całego życia, władze nie pozwoliły im zabrać ze sobą niczego poza odzieniem. Nie wypłacono im również żadnych rekompensat za mienie gromadzone od pokoleń[37]. Ne Win ich po prostu wyrzucił. To pokazuje skalę birmańskiej niechęci gromadzonej od lat.

To kwestia ludzka. Z polityczną było trochę inaczej. Ne Win dobrze rozumiał się z Indią Gandhi – co, zważywszy na osobowość obojga przywódców – nie może zbytnio dziwić[38]. Ne Win nawet odwiedził Bodhgayę[39], skąd przywiózł gałązkę z drzewa pod którym Budda osiągnął oświecenie[40]. Te poprawne stosunki wynikały jednakże przede wszystkim z tego, że oba kraje nie miały ze sobą wielu interesów – bo nie mogły ich mieć! Birma zgodnie z założeniami „birmańskiej drogi do socjalizmu” wycofała się z normalnej międzynarodowej dyplomacji, całkowicie zamknęła się na świat[41].

To zaczęło się zmieniać po 1988 roku. Jednakże nowy skład junty był z kolei nie do zaakceptowania dla Indii. W przypadku Republiki Indyjskiej „największej demokracji świata” kwestia poszanowania zasad tego ustroju, a także innych zbieżnych wartości, takich jak prawa człowieka czy wolność wyboru, była od początku (przynajmniej deklaratywnie) bardzo istotna. Czynnik moralny w polityce Indii sięgał czasów Gandhiego i Nehru – i był bardzo silny[42]. To było dziedzictwo jakiego Indie nie mogły i nie chciały odrzucić. To nie był kraj który mógł sobie pozwolić na Realpolitik.

W efekcie po wydarzeniach roku 1988, uwięzieniu Aung San Suu Kyi i anulowaniu wyniku wyborów, Indie stanęły w jednym szeregu z krytykującymi juntę państwami zachodnimi[43]. To było zrozumiałe również z innego powodu: ASSK jest często porównywana do Gandhiego – i słusznie. Jako 15 latka znalazła się z matką (ówczesną ambasador Birmy) w Indiach, gdzie premier Nehru traktował ich jak przyjaciół rodziny. Pod jego wpływem zapoznała się z filozofią satyagrahy, która ją urzekła i której wierna pozostała po dziś dzień[44]. Takiej osoby Indie nie mogły nie popierać.

Do czasu. Czynnikiem, który sprawił, że Indie zmieniły politykę wobec Birmy była kwestia chińska. ChRL nie jest państwem demokratycznym (i być nie zamierza). Wprowadzenie przez Zachód sankcji wobec Birmy było dla Chin sytuacją wprost wymarzoną[45]. Chiny „kierując się zasadą, że będą utrzymywały stosunki z tymi, którzy zagwarantują pokój na tych terenach, zaproponowały ‘strategiczne partnerstwo’, oczywiście z wielką radością przyjęte przez izolowane przez innych władze w Rangunie”[46]. Z podobnych założeń wyszły państwa ASEAN (kierując się filozofią pancha sila, a w tym konkretnym przypadku jej trzecią zasadą – nie angażowania się w sprawy wewnętrzne innych państw). Birma (wtedy już Związek Myanmar) stał się członkiem tej organizacji w 1997 roku. Jej dwaj ważni członkowie: Singapur i Tajlandia zaczęły od tej pory robić z juntą doskonałe interesy. Tajlandia importuje ponad połowę birmańskiego eksportu, natomiast Singapur jest widocznym inwestorem[47]. Na izolację niechętnym okiem patrzyła również Japonia, od dawna zaangażowana w ten kraj[48]. Najważniejszym czynnikiem pozostawały jednakże Chiny. Jak konkluduje Bogdan Góralczyk, „im dłużej trwał ostracyzm ze strony Zachodu, tym bardziej Związek Myanmar zaczynał przypominać chiński protektorat”[49]. Jak mówił w rozmowie ze mną Prof. Góralczyk: „Birma jest izolowana, a Chińczycy mają wszystko, czego Birmańczycy potrzebują. Każdy towar niższej jakości, nawet prawdziwy chłam idzie do Birmy. Przypomnę sytuację stolicy stanu Shan: Taunggyi: najpiękniej położonego i chyba najbrzydszego miasta Birmy. Otacza je masa zasieków i wojska, miasto przypomina wielkie koszary birmańskiej armii, a w środku siedzą Chińczycy”[50]. To czynnik chiński zmusił Indie do zmiany polityki.

Od 1993 roku pragmatyzm zaczął być znakiem rozpoznawczym polityki indyjskiej[51]. Wtedy nawiązano nieoficjalne kontakty z juntą. Podpisano szereg porozumień dotyczących koordynacji zwalczania terroryzmu i narkotyków, jak również umowy o rozwijaniu kontaktów handlowych na pograniczu birmańsko – indyjskim[52]. Przełomem były rządy Narasimha Rao, za których „Indie zorientowały się, że przywiązywanie nadmiernej wagi do praw człowieka i demokracji w Myanmarze ponad względami strategicznymi nie leży w ich interesie[53]. Do rangi symbolu urosła wizyta prezydenta Indii Abdula Kalama w Birmie w 1996 roku, podczas której nie spotkał się on z Aung San Suu Kyi[54]. Z jednej strony nie sposób się nie zgodzić ze sformułowaniem, że Indie zostały do współpracy z juntą zmuszone[55]. Z drugiej – trudno nie smucić się na myśl, że głowa państwa które po dzień dzisiejszy uważa M.K. Gandhiego za wzór, nie spotyka się z jego duchową uczennicą w imię interesów. Mahatma w grobie by się przewracał (gdyby go miał) na widok tego, co robią jego Indie.

A interesy idą dobrze[56], choć nie idealnie. Potrzebujące surowców do coraz dynamiczniej rozwijającej się gospodarki Indie miałyby ochotę przede wszystkim na pozyskanie rezerw myanmarskiego gazu. Chciałyby również by władze w Naypyidaw ukróciły antyindyjskie siły na wspólnym pograniczu[57]. Jednakże zdaniem Rajiva Sikri, Indie nie angażują się wystarczająco mocno w Birmę, gdyż dla New Delhi jest ona zdecydowanie mniej istotna niż np. Afganistan. Twierdzi on, że gdyby Indie chociaż połowę uwagi poświęcanej Afganistanowi czy Sri Lance zogniskowały na Birmę, ich pozycja w tym kraju byłaby zdecydowanie silniejsza[58].

Nie wydaje się, iż jest to sedno problemu. Moim zdaniem Birmie dobre relacje z Indiami służą przede wszystkim zbalansowaniu polityki wobec Chin i ASEAN. Chociaż junta pała cieplejszymi uczuciami wobec Pekinu niż New Delhi, to jednakże protektoratem stać się nie chce. Uzależniać się od Tajów – historycznych arcywrógów – tym bardziej nie. Dzięki temu, iż wszyscy sąsiedzi chcą prowadzić z Naypyidaw interesy, generałowie mają wiele kart w ręku. A przede wszystkim – wybór.

Mając wybór zaś – i to jest najważniejsza konkluzja tego opracowania – z przyczyn kulturowych nie wybiorą Indii.  Birmańczycy nie pozwolą Indusom na zbyt wielkie zaangażowanie, bo resentymenty wobec Indii wcale w Birmie nie zniknęły. To, co indyjskie nigdy nie cieszyło się popularnością wśród kół rządzących Birmą. Jak stwierdził Grzegorz Torzecki porażka polityczna Aung San Suu Kyi również wiązała się z tym, że wybrała ona metody walki automatycznie kojarzące się z Indiami (satyagraha), a tym samym – dla junty nie do przyjęcia[59].

Indusi nadal pozostają w Birmie „kala”, a stosunek do nich najlepiej spointował Bogdan Góralczyk, mówiąc, że „niechęć do Hindusów jest wręcz atawistyczna, traktowani są oni nadal w Birmie jako ‘zło wcielone’”[60]. Jako konsekwencję tego badacz wymienia fakt, że „chociaż rośnie wymiana handlowa, to nie ma większych inwestycji indyjskich w Birmie”[61]. Birmańczycy mogą z „kala” robić interesy, używać ich jako karty w regionalnej rozgrywce z Chinami i ASEAN, ale nic więcej. Drugi raz ich do Birmy nie wpuszczą.

Były minister spraw zagranicznych Indii, Krishnan Srinivasan stwierdził, że „racjonalizacja polityki przyjaźni z Birmą pomimo złego traktowania przez reżim ludzi o pochodzeniu indyjskim podobnie jak własnych obywateli, jest zrozumiała, ale brak korzystnych rezultatów płynących z nowej orientacji jest trudniejszy do zrozumienia”[62]. Znając historię Indusów w Birmie i stosunku Birmańczyków do nich, zrozumieć to łatwiej.

Autor: Michał Lubina


[1] Myin Thant U, The River of Lost Footsteps. A Personal History of Burma, Farrar, Straus and Giroux, New York 2006, s. 44.

[2] Ibidem, s. 44.

[3] Por. Robert. C. Lester, Theravada Buddhism in Southeast Asia, The University of Michigan Press, Ann Arbor 1988; Milord E. Spiro, Buddhism and Society: A great Tradition and Its Burmese Vicissitudes, University of California Press, Berkeley-Los Angeles 1982; Milford E. Spiro, Buddhism Supernaturalism, Printice Hall, Englewood Clifs 1967; Niharranjan Ray, An Introduction to the Study of Theravada Buddhism in Burma, Orchid Press, Bangkok 2002.

[4] Grzegorz Torzecki, Birma. Królowie i Generałowie, Albatros, Warszawa 2009, s. 68.

[5] Kazimierz Dziewanowski, Brzemię białego człowieka. Jak zbudowano Imperium Brytyjskie, Oficyna Wydawnicza Rytm Warszawa 1996, s. 338.

[6] Myin Thant U… op. cit., s. 185.

[7] N.R. Chakravati, The Indian Minority in Burma, Oxford University Press, London 1971, s. 185.

[8] Myin Thant U… op. cit., s. 185.

[9] Monika Warneńska, Kraj tysięcy pagód, Książka i Wiedza, Warszawa 1979, s. 158.

[10] Myin Thant U… op. cit., s. 185.

[11] Amitav Gosh, The Glass Palace, Harper-Collins Publishers, London 2001, (wydanie polskie: Amitav Gosh, Szklany Pałac, Zysk i s-ka, Warszawa 2004).

[12] Bogdan Góralczyk, Złota ziemia roni łzy. Esej birmański, Rambler books, Warszawa 2010, s. 136.

[13] Monika Warneńska, op. cit., s. 161.

[14] Bogdan Góralczyk, Złota ziemia… op. cit., s. 137.

[15] Por. Wiersz Rudyarda Kiplinga, Brzemię białego człowieka(The White Man’s Burden), napisany w 1899 roku.

[16] Por. „Miejscowi to tylko miejscowi. Fascynujący – niewątpliwie. Ale ostatecznie to tylko poddani – ludzie o czarnych twarzach z piekła rodem” [w]: George Orwell, Burmuse Days, Penguin Books, London 1989, s. 87.

[17] George Orwell, Burmuse Days, Penguin Books, London 1989 (wydanie polskie: George Orwell, Birmańskie dni, Rachocki i s-ka, Warszawa 2004).

[18] John S. Furnival, Colonial Policy and Practise, New York University Press, New York 1956, s. 143.

[19] Myin Thant U… op. cit., s. 187.

[20] Bogdan Góralczyk, Złota ziemia… op. cit., s. 134.

[21] Ibidem.

[22] Myin Thant U… op. cit., s. 187.

[23] Bogdan Góralczyk, Złota ziemia… op. cit., ss. 99-129.

[24] Najlepiej ukazuje tę zależność Myint Thant U w swoich pozycjach, a z polskich badaczy – Bogdan Góralczyk. Por. Thant Myint U, The Making of Modern Burma, Cambridge University Press, Cambridge 2001, Thant Myint U, The River of Lost Footsteps. A Personal History of Burma, Farrar, Straus and Giroux, New York 2006, Bogdan Góralczyk, Złota ziemia roni łzy. Esej birmański, Rambler books, Warszawa 2010.

[25] www.polska-azja.pl/…/wywiad-z-prof-bogdanem-goralczykiem-o-jego-ksiazce-„zlota-ziemia-roni-lzy-esej-birmanski”

[26] Don Moser, II Wojna Światowa. Chiny-Birma-Indie, Amber, Wrszawa 2000, s. 45.

[27] Ibidem, s.45.

[28] Myin Thant U… op. cit., s. 226.

[29] http://www.southasiaanalysis.org/%5Cpapers35%5Cpaper3480.html (23.01.2011).

[30] Ibidem.

[31] Tiziano Terzani, Powiedział mi wróżbita. Lądowe podróże po Dalekim Wschodzie, Zysk i s-ka, Warszawa 2008, s. 58.

[32] Monika Warneńska, op. cit., s. 268.

[33] Adam W. Jelonek, W stronę nieliberalnej demokracji. Szkice z antropologii politycznej Azji Południowo-Wschodniej, Wydawnictwo naukowe Scholar, Warszawa 2002, s. 70.

[34] Ibidem, s. 70.

[35] Monika Warneńska, op. cit., s. 268.

[36] Myin Thant U… op. cit., s. 296.

[37] Ibidem, s. 296.

[38] http://www.southasiaanalysis.org/%5Cpapers35%5Cpaper3480.html (23.01.2011).

[39] Ibidem.

[40] Co było o tyle osobliwe, że gałązka owa była „przeszczepem przeszczepu”. Z drzewa pod którym Budda miał doznać oświecenia w Bodhgayi, córka cesarza Aśioki: Sangamitta miała zabrać w IV p.n.e. gałązkę na Sri Lankę, gdzie w Anuradhpurze ją posadziła i wyrósł klon. Gdy oryginalne drzewo w Bodhgayi uschło w XIX wieku, społeczność buddyjska, na wniosek Birmańczyków, pojechała do Anuradhpury i zerwała z tamtego drzewa gałązkę, którą posadzono w Bodhgayi, gdzie wyrosła na drzewo, które można podziwiać po dzisiejszy dzień. To właśnie z niego urwał gałąź Ne Win, która to czynność weszła, jak widać, do dyplomatycznej tradycji hinajanistycznych krajów.

[41] Adam W. Jelonek, op. cit., s. 70.

[42] Robyn Meredith, Chiny i Indie. Supermocarstwa XXI wieku, Media Lazar, Warszawa 2009, s. 276.

[43] http://www.southasiaanalysis.org/%5Cpapers35%5Cpaper3480.html (23.01.2011).

[44] Bogdan Góralczyk, Aung San Suu Kyi – ciężar moralnego sprzeciwu, [w]: Azja – Pacyfik 11/2008, s. 260.

[45] Ponoć Chińczycy nawet klaskali: Por. www.polska-azja.pl/…/wywiad-z-prof-bogdanem-goralczykiem-o-jego-ksiazce-„zlota-ziemia-roni-lzy-esej-birmanski”(23.01.2011)

[46] Bogdan Góralczyk, Złota ziemia… op. cit., s. 249.

[47] Bogdan Góralczyk, Generałowie, czy cywile, czyli Birma znowu zmieniła nazwę, [w]: Komentarz Międzynarodowy Pułaskiego 11/2010, s. 4.

[48] Bogdan Góralczyk, Złota ziemia… op. cit., s. 248.

[49] Ibidem, s. 249.

[50] www.polska-azja.pl/…/wywiad-z-prof-bogdanem-goralczykiem-o-jego-ksiazce-„zlota-ziemia-roni-lzy-esej-birmanski” (23.01.2011).

[51] http://www.southasiaanalysis.org/%5Cpapers35%5Cpaper3480.html (23.01.2011).

[52] Ibidem.

[53] Ibidem.

[54] Robyn Meredith, op. cit., s. 276.

[55] Bogdan Góralczyk, Generałowie… op. cit., s. 4.

[56] Bardzo szczegółowy i dokładny opis wzajemnych ekonomicznych relacji, a także wyszczególnienie indyjskich inwestycji w Myanmarze znajduje się w opracowaniu  R. Swaminathana, India-Myanmar Relation. A Review, na stronie indyjskiego think tanku South Asia Analysis Group, http://www.southasiaanalysis.org/default.asp

[57] http://www.southasiaanalysis.org/%5Cpapers35%5Cpaper3480.html (23.01.2011).

[58] Ibidem.

[59] Rozmowa z Grzegorzem Torzeckim, Warszawa, 12.01.2011.

[60] Spotkanie z Bogdanem Góralczykiem w Krakowie, 20.01.2011.

[61] Ibidem.

[62] http://www.southasiaanalysis.org/%5Cpapers35%5Cpaper3480.html (23.01.2011).

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Michał Lubina: Kala znaczy obcy. Indusi i Indie w Birmie Reviewed by on 15 lutego 2011 .

W ostatnich latach mieliśmy do czynienia z zasadniczą zmianą polityki Indii wobec Birmy. Jej podstawowym celem jest rzucenie wyzwania Chinom i stanie się przeciwwagą dla chińskiej dominacji w Myanmarze. Jednakże Indusi, inwestując w Birmie i robiąc interesy w tym kraju, muszą się borykać z niebagatelnym problemem: brzemieniem historycznym i kulturowym.  Może się ono stać zbyt

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Michał Lubina

Doktor nauk społecznych UJ, pracownik w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, magister rosjoznawstwa oraz studiów dalekowschodnich UJ, absolwent Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich UJ. Kilkukrotny stypendysta Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (m.in. w latach 2009/2010 w Pekinie). Laureat grantu Narodowego Centrum Nauki na badanie współczesnych stosunków rosyjsko-chińskich. Oprócz tego w kręgu jego zainteresowań badawczych znajduje się przede wszystkim Azja Południowo-Wschodnia, w szczególności zaś Birma. Jest autorem czterech książek. Pierwszej w Polsce historii Birmy („Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”, Trio, Warszawa 2014) oraz monografii „Birma: centrum kontra peryferie. Kwestia etniczna we współczesnej Birmie 1948-2013″; (Kon-Tekst, Kraków 2014), pierwszego poświęconego temu zagadnieniu opracowaniu w języku polskim oraz – również pierwszej w Polsce – książki o współczesnych stosunkach rosyjsko-chińskich („Niedźwiedź wcieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014″, Akademicka, Kraków 2014), która stała się naukowym bestsellerem. Niedawno wydał „Panią Birmy. Biografię polityczną Aung San Suu Kyi” (Wyd. PWN, Warszawa 2015). Ponadto jest autorem dwóch przewodników turystycznych po Litwie i Rosji (współautorstwo) oraz internetowych przewodników po Chinach, Hongkongu, Laosie i Bangladeszu. Publikował artykuły m.in. w „Rzeczpospolitej”(Plus/Minus), „Tygodniku Powszechnym”, „Wprost”, „Do Rzeczy”, „Nowej Europie Wschodniej”, „Nowej Konfederacji” i "National Geographic Traveller". Znajomość języków: angielski, rosyjski, ukraiński, chiński(komunikatywnie). Mieszka w Krakowie. Ekspert CSPA: Birma, Chiny-Rosja.

KOMENTARZE: 1

  • Warto dodać że w 1942 kiedy Japończycy najechali Birmę a administracja brytyjska się rozpierzchła, Birmańczycy zaczęli mordować Hindusów. doszło do wielu masakr, Birmanczycy atakowali także oddziały brytyjskie. Plemiona górskie (Karenowie, Kachinowie) poparły aliantów a Birmańczycy Japończyków.
    W ten oto sposób japońska inwazja rozapoczęła wojnę domową w Birmie.
    Zaraz po inwazji rozpoczęły sie walki pomiędzy plemionami górskimi a Birmańczykami. Były tak zażarte że w 1943 Armia Japonska musiała interweniować.

Pozostaw odpowiedź