BLOGOSFERA

Miasto tolerancji

haerbin

Harbin został założony przez Polaków w roku 1898. Byli oni świadkami wielu burzliwych wydarzeń w dziejach Mandżurii. Przeżyli m.in. powstanie Bokserów, epidemię dżumy, obalenie chińskiej monarchii, rosyjską rewolucję, podbicie przez Japonię i wkroczenie Sowietów w 1945 roku. Harbin był głównym ośrodkiem Polonii na Dalekim Wschodzie.

Harbińska społeczność była międzynarodowa – mieszkali tu obok Polaków Chińczycy, Japończycy, Koreańczycy, Rosjanie i Niemcy. Te wszystkie tak odmienne kulturowo społeczności żyły ze sobą w niezwykłej symbiozie. Nie było etnicznych enklaw, nikt nikomu nie wytykał pochodzenia czy wiary. Kościół katolicki stał obok świątyni chińskiej, a synagoga obok prawosławnej cerkwi.

Dzisiaj przedstawię portret Polki urodzonej w Harbinie, jest nią pani Jadwiga Pomierska.

Pani Jadwiga

Jadwiga Pomierska do Szczecina, a potem do Słupska trafiła po drugiej wojnie światowej aż z dalekich Chin. Urodziła się w Harbinie, gdzie mieszkała przez 25 lat.
Wraz z tysiącami swych rodaków na Daleki Wschód trafił także ojciec pani Jadwigi – Władysław Pomierski. Pani Jadwiga wspomina:

„Tato przyjechał do Harbina do pracy. Na kolei potrzebowali wykształconych ludzi, a że wśród Rosjan ich brakowało, chętnie przyjmowali Polaków.
Ojciec skończył uniwersytet w Wilnie i dostał pracę w zarządzie kolei, a w tamtych czasach ktoś taki był bardzo ważną personą.

Mama w ogóle nie musiała pracować. Zajmowała się domem, ale mieliśmy też służbę. W Harbinie, tak jak wielu Polakom, żyło się nam bardzo dobrze. Na przykład mamę stać było na to, żeby jeździć z Harbina do sanatorium w Ciechocinku pociągiem.
I to nie byle jakim. Z Harbina do Ciechocinka kursowały ekskluzywne pociągi z luksusowymi wagonami Pullmana, których nie powstydziłby się nawet słynny Orient Ekspress. Zarząd kolei potrafił dbać o swoich pracowników.
– Nawet jak ojciec już nie pracował, to mnie do 18 roku życia wypłacali coś w rodzaju renty. A tato, jak odchodził z kolei, to dostał w dowód uznania medal z prawdziwego złota. Na jednej stronie był wizerunek Cara Mikołaja II, a na drugiej dwugłowy orzeł – wspomina słupszczanka.

Wspólnemu życiu towarzyszyło życzliwe wzajemne zainteresowanie. Wspólnie uczestniczono zarówno w świeckich, jak i kościelnych świętach.
Co roku mieliśmy bardzo piękne procesje na Boże Ciało.

procesja na Boże Ciało

Całe tłumy ludzi szły przystrojonymi ulicami, a Chińczycy specjalnie wstrzymywali ruch, żeby nic nie zakłócało procesji. I szli też razem z nami. Wielu z nich było katolikami. Inni wychodzili na ulice, żeby sobie obejrzeć całą ceremonię. Tak samo my przychodziliśmy popatrzeć na ich święta. Nasza bohaterka dodaje, że: ‘’Chińczycy zawsze byli mili, uprzejmi i niesłychanie życzliwi. Wielu z nich zajmowało się wszelkiego rodzaju usługami. Każdą dzielnicę co kilka dni odwiedzał pan „złota rączka”, który chodził od domu do domu i pytał, czy nie trzeba czegoś naprawić, naostrzyć noże, a może przyszyć guziki do ubrania. Wszystko potrafili zrobić. Przychodzili także handlarze oferujący różne towary.

Życie kulturalno-towarzyskie harbińskiej Polonii koncentrowało się wokół Gospody Polskiej. Tu organizowano spotkania, wieczorki, bale i przedstawienia teatralne.

Pani Jadwiga (pierwsza z lewej) na przedstawieniu amatorskiego teatru w Gospodzie Polskiej.

Dla młodzieży było bardzo dużo zajęć. Nie to, co dzisiaj. Graliśmy w madżangę, w siatkówkę, ping-ponga, w co kto chciał.

Była też biblioteka i duży zbiór płyt z Polski, których można było posłuchać. Chodziliśmy też do kina. Bilet kosztował tylko 10 kopiejek. Czasami oglądaliśmy jeden film za drugim. Różne wyświetlali – amerykańskie, niemieckie i polskie też. W Harbinie oglądałam nawet filmy z Janem Kiepurą.

Oczywiście słuchaliśmy też, jak śpiewał. Do Polski przywiozłam 12 płyt z piosenkami Kiepury i jego żony Marty Eggerth. W Harbinie był wielki sklep, w którym pojawiały się wszystkie nowości. Sprzedawcy wiedzieli, że szaleję za Kiepurą i specjalnie odkładali dla mnie jego płyty.

Życie towarzyskie toczyło się także nad brzegami rzeki Sungarii. Latem miejskie kąpielisko zamieniało się w kompleks rozrywkowo-wypoczynkowy z prawdziwego zdarzenia. Anglicy prowadzili jacht-club, a nad samą rzeką była restauracja.

Zimą natomiast rzeka zamarzała i zamieniała się w wielkie lodowisko. Chińczycy robili też wielką sztuczną górę, a na niej tor saneczkowy, z którego korzystaliśmy i my. Lód z rzeki wykorzystywano też w inny sposób. Dawniej nie było w domach lodówek, więc do chłodzenia potrzebne były specjalne pomieszczenia. Niektórzy mieli takie miejsce w piwnicy, ale my akurat w osobnym budynku. Zimą zamawiało się lód u Chińczyka, a on wyrąbywał z rzeki olbrzymie bryły i przywoził je do takiej chłodni. Starczało aż do lata Ale Sungari pamięta też dramatyczne chwile. – Gdy przyszli Kozacy, kazali Chińczykom wchodzić do wody i płynąć do drugiego brzegu. A Sungari jest tak wielka, że drugi brzeg ledwie widać. Wielu ludzi straciło wtedy życie. W naszym domu był pewien Chińczyk, który pomagał nam w różnych pracach. Jemu też kazali wtedy płynąć. I jemu się udało. Z całej rodziny tylko jemu, reszta się utopiła – wspomina pani Jadwiga.

W 1932 roku w Harbinie pojawili się Japończycy. Gdy wprowadzili swoje rządy, oznaczyli mieszkańców miasta okrągłymi różnokolorowymi znaczkami, które trzeba było mieć przypięte do ubrania w widocznym miejscu. Kolory znaczka zależały od narodowości. – Polakom dawali żółte, Rosjanom białe. Chyba chodziło im o to, żeby wiedzieli, z kim mają do czynienia.

Bo Japończycy bardzo różnie ludzi traktowali. Polaków szanowali i dawali im spokój, ale Rosjan nie cierpieli – wspomina pani Janina. Chińczyków traktowali gorzej niż zwierzęta. Pamiętam, jak zaczęli szykować się do wojny z Ameryką. W skałach drążyli ogromne tunele, w których coś magazynowali. Nie wiem, czy była to broń czy żywność. W tych tunelach kazali pracować Chińczykom, ale kto tam poszedł, już nie wracał do domu.

Za rządów japońskich wprowadzono talony na zakup różnych towarów, na produkty, materiały, wszystko było na talony. Ale kiedy Japończycy zaatakowali Pearl Harbor, to mieli wielkie święto i wszystkim dawali dodatkowe bony na piękne jedwabne materiały. Dawali też papierosy, ale w mojej rodzinie nikt nie palił, więc wymieniliśmy je u Chińczyków na cukier i mąkę.

Z Chińczykami wszystkim dało się handlować – opowiada starsza pani. Jeden Japończyk mieszkał w naszym domu, bo mama wynajmowała ludziom mieszkania. Był to oficer, który służył w misji wojennej w Harbinie. Bardzo kulturalny i inteligentny człowiek. Gdy Japończycy przegrali wojnę, popełnił rytualne samobójstwo – harakiri.

Ruskie idą!

Zarośnięte twarze, karabiny na sznurkach, strzępy mundurów, w których trudno było rozpoznać regularne wojsko – w takim opłakanym stanie rosyjska armia wkroczyła do Harbina.

Nie wszyscy tak wyglądali, ale większość przedstawiała żałosny widok. Nie to, co japońscy żołnierze. Zawsze czyści, w eleganckich mundurach. Ruscy mieli na nogach strzępy butów, więc zabierali je Japończykom w zamian dając swoje. Ale dumny Japończyk wolał pójść w samych skarpetkach niż je założyć – przypomina sobie pani Jadwiga.
Razem z przyjściem Rosjan zaczęły się grabieże i gwałty. – Po prostu dzicz. Zachowywali się, jakby nigdy kobiet nie widzieli. Ja sama przez trzy miesiące nie mieszkałam w domu, bo jakiś ruski oficer się do mnie przyczepił. Taki wysoki i rudy… Przychodził do mamy i mówił jej, że zabierze mnie do Kijowa. A mama mu na to, że jej córka to nie walizka i nigdzie jej zabierał nie będzie. Przez ten czas ukrywałam się u koleżanki.

W 1945 roku Polacy zaczęli opuszczać Harbin. Gdy coraz więcej z nich pakowało walizki, z Polski przyjechał specjalny delegat, który pomagał rodakom m.in. w sprzedaży domów i załatwianiu repatriacyjnych formalności. Swoją drogą niezły kombinator. Musiał dobrze zarobić na tych wszystkich transakcjach. Zanim wrócił do Polski, pojechał do Pekinu i nakupił tam całą masę różnych towarów – śmieje się pani Jadwiga.

Po powrocie do kraju wielu Harbińczyków zamieszkało w Szczecinie. W tym samym budynku co pani Jadwiga mieszkał m.in. Bernard Hanaoka, dziś znany projektant mody. Przyjechali razem z nami i mieszkali piętro wyżej. Pamiętam, jak Bernard, taki malutki, biegał po podwórku. Jego matka była moją nauczycielką rysunku w Harbinie. Potrafiła naprawdę pięknie rysować – mówi Słupszczanka.

Polakom wracającym z Mandżurii ciężko było przyzwyczaić się do nowych realiów. – To było jak uderzenie obuchem w głowę. W Harbinie było bajecznie kolorowo, a w zniszczonej wojną Polsce szaro i brudno, wszędzie gruzy i ruiny. Brakowało nam tamtych barw, smaków, zapachów, tamtej serdeczności” – wspomina pani Jadwiga.

Pani Jadwiga w Szczecinie mieszkała trzy lata. Do Słupska przyjechała w 1952 roku. Tu pracował jej narzeczony. Młode małżeństwo wprowadziło się do kamienicy przy Armii Krajowej. Pani Jadwiga mieszka tam do dziś.

Za zgodą blogera DRY pozwalam sobie przytoczyć fragment opowieści o Jego Babci, która mieszkała w Harbinie.

„Babcia Stanisława urodziła się w 1912 r. w Harbinie. W Chinach myślicie? Teraz tak, jednak wtedy była to Rosja Carska. Moja babcia urodziła się jako jedna z trzech córek w rodzinie urzędnika banku Carskiej Rosji.

Moi prapradziadkowie ze strony mamy zostali zesłanymi w te strony po Powstaniu Styczniowym. Zachowali religię katolicką i zwyczaje wyniesione z kraju przodków. W owych czasach przebywała w tych okolicach spora grupa mniejszości polskiej. Budowano wtedy tu Kolej Wschodniochińską z Chabarowska do Port Arthur, a nasz słynny inżynier Kierbedź postawił tam wtedy jeden z pierwszych mostów, stojący po dziś dzień. Polacy oprócz różnych prac prowadzili też różne interesy, byli właścicielami firm przewozowych, tartaków, browaru.
Polacy mieli tam swoją szkołę kościoły i nawet cmentarz. Niestety cmentarz ten uległ zniszczeniu kilka lat temu, napotkałem na ten temat nawet notatkę. Kościół katolicki w Harbinie oczywiście był pod wezwaniem św. Stanisława…

Babcia mówiła z takim charakterystycznym, śpiewnym akcentem i wymawiała takie cudne „ł”. Babcia wspominała, że w szkole przyjaźniła się z późniejszym pisarzem Teodorem Parnickim. Moi pradziadkowie powrócili do Polski w 1920 roku i zamieszkali na Nowym Świecie. Mieszkali tam do Powstania Warszawskiego.”

Piękne są te wspomnienia, tak bardzo odległe w czasie. Dobrze się dowiedzieć o życiu Polaków w Chinach.

W latach 40. XX wieku część pozostałych w mieście Polaków wywieziono do radzieckich łagrów. W 1949 roku z Harbinu wyjechało 807 Polaków – reszta, około 450 osób, opuściła Chiny w latach 50. i 60.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Miasto tolerancji Reviewed by on 17 marca 2014 .

Harbin został założony przez Polaków w roku 1898. Byli oni świadkami wielu burzliwych wydarzeń w dziejach Mandżurii. Przeżyli m.in. powstanie Bokserów, epidemię dżumy, obalenie chińskiej monarchii, rosyjską rewolucję, podbicie przez Japonię i wkroczenie Sowietów w 1945 roku. Harbin był głównym ośrodkiem Polonii na Dalekim Wschodzie. Harbińska społeczność była międzynarodowa – mieszkali tu obok Polaków Chińczycy,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Zhongguo 中国

"中国" - jest sinologiem, propagatorem Chin i kultury chińskiej. Przyjaciel narodu chińskiego. Podróżując po Chinach zagląda w miejsca trudno dostępne dla turystów. Mawia: "CHINY - to pasja i powołanie. KRAJ, w którym jest najwięcej ludzi do polubienia"

Pozostaw odpowiedź