BLOGOSFERA

„Marketing and more”: Oryginalne made in China

Tylko jeden na stu turystów wysiadających na stacji metra Shanghai Science and Technology Museum zamierza podziwiać muzealne zbiory

Made_in_chinaWiększość przyciąga bazar z podróbkami. Handlarze z szanghajskiego marketu twierdzą, że jeśli w swojej ofercie nie mają jakiejś marki, ta nie jest po prostu dobra albo nie istnieje.

Wszystko przez Celine Dion – twierdzi pan Wang, właściciel trzech boksów na targowisku przy stacji metra Shanghai Science and Technology Museum. Chińczyk handluje tu podróbkami zegarków luksusowych marek. – Tylko dobre kopie – prezentuje nowe modele Roleksów, Tag Heuerów i Longinesów. Wang jest jednym z ponad dwustu handlarzy, którzy przenieśli się z zamkniętego trzy lata temu targowiska Xian Yang na Shaanxi Road, w samym centrum Szanghaju. Sąsiadami Wanga z targowej alejki byli państwo Wu, kupieckie małżeństwo, które pechowo wpadło na transakcji z Celine Dion.

Piosenkarka przed koncertem w Szanghaju wybrała się (jak każdy turysta) na zakupy na Xian Yang i zakupiła u Wu pięćdziesiąt różnego rodzaju podrabianych dodatków: pasków, portfeli, torebek, głównie marki Louis Vuitton. Przyłapaną przez paparazzich artystkę wymiar sprawiedliwości oraz media potraktowały łagodnie. Za szemrany interes zapłacił pechowy handlarz i brać kupiecka – rezydenci z Shaanxi Road. Wytoczona Wu przez koncern Louis Vuitton sprawa kosztowała go cztery lata więzienia i karę pieniężną. Pokazowa rozprawa sądowa z niszczeniem kopii produktów i rozgonienie handlarzy było efekciarskim cyrkiem dla mediów, zorganizowanym przez tutejszy aparat policyjny.

Wykaz cen dla targujących się na szanghajskim Xin Yang Market
dobrej jakości DVD – 12 RMB*

okulary słoneczne Chanel – 50 RMB

dresy Puma – 60 RMB

pióro Mont Blanc – 40–50 RMB

krawat Hugo Boss – 20–25 RMB

torebka Gucci/Prada/Marc Jacobs – 50–240 RMB

komplet kijów do golfa Calfway – 350 RMB

pierścionek Tiffany’ego – 50 RMB

walizka podręczna Samsonite – 80 RMB

*RMB – renminbi, oficjalna nazwa chińskiej waluty (inaczej: juan, CNY); 1 RMB = 0,45 zł

Szanghaj długo pławił się w glorii pierwszego miasta w Chinach, które jednym cięciem zlikwidowało podróbkowy rynek: dotąd sankcje ograniczały się tylko do konfiskaty imitacji oraz kar pieniężnych dla handlarzy. Likwidacja Xian Yang była reakcją wobec kategorycznego weta koncernów, których produkty od lat są masowo podrabiane i sprzedawane w Chinach. Koncern Louis Vuitton Malletier oskarżył małżeństwo Wu o straty w wysokości miliona juanów (pół miliona złotych), podkreślając, iż między 2002 a 2004 rokiem na pozwanych nakładane były kary za handel kopiami produktów marki, ale przez lata nie zaprzestali procederu. Światowe media deliberowały, dlaczego megabrand zdecydował się sądzić z parą anonimowych sprzedawców, i doszły do wniosku, iż Wu z żoną mieli po prostu pecha. „Chrześcijanie dla lwów, a Wu dla Vuittona” – głosiły nagłówki artykułów prasowych.

Za Louis Vuittonem podążyło czterdzieści innych marek, m.in. zegarkowi potentaci Rolex i Omega, Włosi z Gucci, Armani Group i Versace oraz odzieżówka: Ermenegildo Zegna i North Face. Brandy te co roku przeznaczają połowę tzw. budżetu antypirackiego na walkę z podróbkami w Chinach. Detektywistyczne bojówki luksusowych brandów zdecydowanym ruchem wytoczyły walkę kradzieży własności intelektualnej, a Chiny, które w 2001 r. dołączyły do WTO (Światowej Organizacji Handlu), dostarczyły im oręża. W Pekinie Centralny Komitet do spraw Ochrony Jakości Marek nadzoruje grupa przedstawicieli 180 firm, które na walkę z producentami i handlarzami podróbek wyłożyły w 2008 r. 70 mld dol. Dane urzędu celnego z Szanghaju głoszą, iż w 2007 r. odbyło się w metropolii 479 spraw w sprawie naruszenia własności intelektualnej (54,5 proc. więcej niż w 2006 r.), a 40 mln podrabianych artykułów przeznaczonych na handel zostało zniszczonych. W imię kampanii antypodróbkowej celnicy na europejskich lotniskach skrupulatniej sprawdzają walizki turystów wracających z Azji. Kary za kontrabandę są wysokie: we Włoszech za posiadanie podrabianych towarów płaci się grzywnę w wysokości 10 tys. euro, we Francji kara jest jeszcze wyższa: 300 tys. euro i trzy lata więzienia. Lecz mimo to handel fałszywkami ma się dobrze.

– Pomimo intensywnych wysiłków chińskiego rządu i prób ukrócenia podróbkowego procederu Szanghaj kojarzony jest nadal jako światowe centrum sprzedaży imitacji dóbr luksusowych – twierdzi Chow How Ban, redaktor naczelny angielskojęzycznego tygodnika opinii „Shanghai Star”. – Turyści jednym tchem wymieniają tutejsze atrakcje: dzielnicę Pudong, promenadę Bund oraz podróbkowe królestwa: kiedyś Xian Yang Market, a teraz targowisko na Xin Yang. Nowy przybytek, wymieniany już w przewodnikach turystycznych, to tysiące metrów kwadratowych w podziemiach stacji metra Shanghai Science and Technology Museum. – Może jeden na sto turystów wysiada na tej stacji, aby podziwiać muzealne prezentacje multimedialne – snuje przypuszczenia Ban. Entuzjastów najnowszych cudów techniki jest zdecydowanie mniej niż fanów torebek od Marca Jacobsa czy jedwabnych apaszek Chanel. – Może powinno się do każdego sprzedanego biletu dołączać voucher na 100 juanów do wykorzystania w markecie. Frekwencja w muzeum wzrosłaby momentalnie – zastanawia się na serio dziennikarz, który kilka lat temu miałby spore kłopoty za wygłaszanie takich treści.

Podróbkowe markety funkcjonujące oficjalnie niczym centra handlowe to spory problem dla chińskiego rządu i dla szanghajskich urzędników, którzy chcą zdążyć z oczyszczeniem miasta z podróbek do wystawy Expo w lipcu 2010 r. Specjaliści twierdzą, że dotrzymanie obietnicy nie będzie łatwe. – To problem wielki jak całe Chiny – uważa prawnik Thomas Shoesmith, partner w kancelarii Thelen Reid & Priest, który twierdzi, że potrzeba kilku lat, by chińska gospodarka dojrzała do tego stopnia, że ochrona własności intelektualnej będzie wartością nadrzędną sterującą tutejszą ekonomią. – Poza tym ten biznes daje zatrudnienie setkom tysięcy ludzi, którzy na wszelkie sposoby będą się starać o utrzymanie swoich posad. Dlatego wojna z rynkiem podróbek w Chinach jest jak walka z komarami za pomocą armaty – podsumowuje Shoesmith.

Sprzedawczyni na stoisku z kopiami okularów i oprawek modnych marek zarabia trzy tysiące juanów, czyli około 1500 zł. Jej dzień pracy zaczyna się o dziewiątej rano, a kończy o ósmej wieczorem. Dziewczyna nie ma prowizji, ale wie, że entuzjazm przekłada się na wyniki. Jeśli będą dobre, właściciel stoiska nie wymieni jej na jedną z dziesiątek panienek chętnych do obcowania z markowymi kopiami. Ma prawo do jednego dnia wolnego w miesiącu oraz zniżkę na zakup sprzedawanych produktów. Lilly, sprzedawczyni z podróbkowego „optyka” na Shanghai Science and Technology Museum, nie korzysta jednak z upustu. Pytana dlaczego, powtarza znane w Polsce przysłowie, że masarz nie je swoich parówek. – Chińczycy nie kupują podrabianych produktów – zaznacza kategorycznie Chei Zhong z Shanghai Administration of Industry and Commerce (SAIC).

– Nabywają je obcokrajowcy, którzy rzadko ograniczają się do dwóch, trzech artykułów. Kupują całe tony fałszywek, nakręcając tym samym koniunkturę – prezentuje chińską linię obrony urzędnik. Poza tym wielu naszych obywateli może pozwolić sobie na oryginalne wyroby luksusowych europejskich marek – dodaje.

Stara prawda psychologiczna, że nabywając produkt markowy, awansujemy do lepszej grupy społecznej, sprawdza się doskonale w Szanghaju. – Oczywiście jest szerokie grono Chińczyków kupujących podróbki, ale ci, którzy po miesiącach oszczędzania mogą sobie pozwolić na zegarek Longines czy pasek Prady, nigdy się nie zdecydują na kupno falsyfikatu – mówi Yu Lei, modowa felietonistka z magazynu „Fashion”.

Na głównej uliczce szanghajskiego Xin Yang Market jest sklep oferujący biżuterię z perłami (do wyboru: hodowlane, prawdziwe i podrabiane koraliki). Jego reklama to ogromne tableau ze zdjęciami sław, które zrobiły tu zakupy. Jest Bill Clinton, premierostwo Blair, królowa Belgii Fabiola i małżonka premiera Putina. Imponująca galeria stanowi mocny argument, żeby nabyć tutejsze dobra. Pekińskim odpowiednikiem marketu na Shanghai Technology and Science Museum jest rynek na Silk Street w sąsiedztwie eleganckich rezydencji zagranicznych dyplomatów. W zeszłym roku przewinęło się tu 15 mln turystów z zagranicy, w tym 11 pierwszych dam. Szanghajski rynek podróbek to językowa wieża Babel. W odpowiedzi na pytanie: „Skąd jesteś”, rezolutne sprzedawczynie prezentują dowolną gamę fraz: zdrastwujtie, bonjour, good price, no profit for me, Krawatten für Sie.

Marketing z podróbkowego targu jest sztuczny jak tutejsze wyroby, ale działa bez zarzutu. Richard Hsu, zakupowy konsultant i stylista z Szanghaju, twierdzi, że ogrom tutejszej oferty podziała na najbardziej zatwardziałego przeciwnika fałszywek. – Kiedy dodamy do tego natarczywość sprzedawców i dreszczyk targowania się, to politycznie niepoprawne zakupy gotowe – uważa Hsu. – Jednak po dwóch godzinach magia przestaje działać, a zewsząd kłuje imitacyjna jakość: nierówne maszynowe szwy, nie ta klasa koloru oraz zapach sztucznej skóry. Początkowy naiwny zachwyt zastępuje irytacja. „I give you good price. What you want? Bags, watches Omega, Nike, new DVD”. Markety podróbkowe oferują szeroki wachlarz propozycji. Handlarze z szanghajskiego marketu twierdzą, że jeśli w swojej ofercie nie mają jakiejś marki, ta nie jest po prostu dobra albo nie istnieje. Barometr stylów i mód działa tu w swoim rytmie. Naganiacze prezentują zagranicznym turystom mieszczące się w dłoni minikatalogi. „It’s fake” – próbują nawracać nieliczni. „No, it’s original imitation” – pada szybka odpowiedź.

Kilka lat temu firma Converse All Star, której podrobione trampki masowo są sprzedawane w tutejszych marketach, wystosowała specjalną kampanię społeczną na chiński rynek. „Wybierz między marką a podróbką. Bądź prawdziwą All Star”. Każdy, kto przyszedł do firmowego sklepu ze starą parą conversów (nieważne, czy z oryginałem, czy z podróbką), w zamian dostawał parę nowych trampek. Guo Jianhui, marketing manager z Converse, zaznacza, że kampania nie trafiła w próżnię i odzew był pozytywny, ale kiedy skończyła się, imitacje conversów znowu stały się najchętniej kupowanym rodzajem obuwia w chińskich marketach. – Oczywiście nabywanie podróbek markowych produktów jest moralnie naganne i jest to forma kradzieży, ale od kupna imitacji adidasów czy podrabianych kijów do golfa się nie umiera. Co innego jeśli chodzi o podróbki leków, a czarny rynek farmaceutyczny w Chinach działa sprawnie. John Theriault z amerykańskiego giganta, firmy Pfizer, podkreśla, że masowo podrabiana na chińskim rynku Viagra, która trafia na rynek przez internetowe sklepy, to problem numer jeden. – Na tzw. marketach podróbek w Szanghaju, Pekinie i Guanghzu wystarczy spytać o niebieską tabletkę pierwszego sprzedawcę torebek czy pasków, a ten wyciągnie produkt spod lady albo pobiegnie po kolegę z sąsiedniego sklepu –Theriault zaznacza, że kontrolowany przez rząd chiński rynek farmaceutyczny jest ubogi w popularne na Zachodzie leki RXH.

– Ekspaci nawet w tutejszych amerykańskich klinikach nie dostaną np. popularnego leku przeciwbólowego Vicodin, Xanaksu czy leków na bazie kodeiny. Natomiast cztery razy tańsza Viagra sprzedawana w chińskich aptekach w 70 proc. przypadków nie jest naszym wyrobem, chociaż tabletki mają ten sam błękitny kolor. To taka sama sprawa jak z podrabianymi torebkami Chanel, tylko że zagraża życiu, a nie poczuciu smaku – powtarza Theriault. – Ale wszystko to kwestia wyboru oraz ceny.

Chow How Ban, dziennikarz z Szanghaju, jest bardziej radykalny w ocenach: – Kiedyś na Szanghaj mówiono „Paryż Wschodu i Dziwka Orientu”. To jest dziś aktualniejsze niż w czasach wojen opiumowych, co widać najbardziej na podróbkowych szanghajskich marketach. Paryskie wzory, a reszta jak z burdelu. Cieszy oczy przez pierwsze kilka chwil, a potem trzeba walczyć z uczuciem niesmaku. Chyba że to się akurat lubi…

Aleksandra Pielechaty

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Marketing and more”: Oryginalne made in China Reviewed by on 23 października 2009 .

Tylko jeden na stu turystów wysiadających na stacji metra Shanghai Science and Technology Museum zamierza podziwiać muzealne zbiory Większość przyciąga bazar z podróbkami. Handlarze z szanghajskiego marketu twierdzą, że jeśli w swojej ofercie nie mają jakiejś marki, ta nie jest po prostu dobra albo nie istnieje. Wszystko przez Celine Dion – twierdzi pan Wang, właściciel

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź