Artykuły

Mariusz Bobuła: Zamieszki w Tajlandii – korespondencja z Bangkoku

ThailandMariusz Bobuła z Bangkoku przygląda się trwającym od połowy marca demonstracjom, w których zginęło już 26 osób, a blisko tysiąc zostało rannych (wielu poszkodowanych doznało poważnego uszczerbku na zdrowiu). Czy sytuacja zmierza do pokojowego uregulowania konfliktu politycznego „czerwonych” i „żółtych”? Co myślą o tej sytuacji tamtejsi politycy i zwykli Tajowie?

W poniedziałek w nocy premier Tajlandii, Abhisit Vejjajiva ogłosił tak zwany pięciopunktowy plan, zgodnie z którym wybory parlamentarne miałyby się odbyć 14 listopada bieżącego roku, jednakże jego propozycja już spotkała się z niezadowoleniem liderów tzw. czerwonych koszul — czyli demokratycznego zjednoczenia przeciwko dyktaturze (w skrócie DAAD), jak formalnie nazywają się „czerwoni”, zwolennicy byłego premiera Thaksina Shinawatry.

Liderzy „czerwonych koszul” zaakceptują projekt Abhisita, jeśli obecny rząd spełni ich warunki, które właśnie postawili. Najważniejszy z nich brzmi: rząd musi ustalić konkretną datę rozwiązania parlamentu, a nie ogłaszać datę wyborów. To bowiem leży w wyłącznej kompetencji Komisji Wyborczej, nie premiera.

W związku z tym manifestacja „czerwonych koszul” w stolicy Tajlandii będzie trwała do dnia, w którym urzędujący premier ogłosi datę rozwiązania parlamentu.

Kolejnym argumentem „czerwonych”, warunkującym pokojowe rozwiązanie konfliktu, jest zaprzestanie przez rząd stosowania gróźb pod adresem protestujących. Zdaniem liderów „czerwonych” rząd musi bezwzględnie zaprzestać wciągania w konflikt autorytetu monarchii. Ma także przeprowadzić gruntowne śledztwo i wskazać winnych śmierci podczas zamieszek.

To jednak nie wszystko. Jatuporn Promphan, lider „czerwonych” chce oskarżyć „żółte koszule” o zablokowanie lotniska Suvarnabhum w Bangkoku w grudniu 2008 roku, w efekcie czego sparaliżowali oni ruch turystyczny, doprowadzając kraj do dużych strat finansowych (turystyka to jeden z najbardziej dochodowych sektorów tajskiej gospodarki).

Niezależnie od wszystkiego, udostępnienie „czerwonym”, zablokowanych przed paroma tygodniami dla nich mediów, byłoby zdaniem Promphana swoistym sprawdzianem z demokracji dla urzędującego premiera.

Na poniedziałkowy, pięciopunktowy plan premiera Abhisita, natychmiast zareagował Thaksin, który przebywa na emigracji. W rozmowie z partyjnymi liderami „czerwonych” Thaksin przyznał, iż akceptacja planu urzędującego premiera dotycząca daty wyborów określonych na 14 listopada zależy wyłącznie od „czerwonych koszul”. Stwierdził także, iż on sam niewiele już znaczy w tym potężnym politycznym zamieszaniu.

Pomimo pogłosek o jego rzekomej śmierci (w Tajlandii mówi się, iż choruje na raka) Thaksin zapewnił, że czuje się dobrze, a stan jego zdrowia jest stabilny:

„No cóż, po prostu starzeję się, ale ważę wciąż tyle samo i jeszcze nie wypadają mi włosy”.

Z kolei lider Zjednoczenia na Rzecz Demokracji (w skrócie PAD), wyraził zaniepokojenie, iż ogłoszone przez premiera Abhisita stanowisko, jakkolwiek rozsądne i logiczne, jest jednak przedwczesne. Suriyasai Katasila, koordynator partii PAD stwierdził: „Plan Pana Premiera to dobry pomysł, który popiera wielu ludzi, jednakże na jego realizację jest jeszcze za wcześnie” – zaznaczył Katasila, dodając, iż rząd powinien skupić się obecnie raczej na prawnym rozwiązaniu konfliktu niż negocjować z „czerwonymi”.

W opinii zwykłych Tajów polityczna zawierucha przede wszystkim destabilizuje ekonomicznie kraj oraz wpływa negatywnie na jego międzynarodowy wizerunek. Jakkolwiek podczas jednego z wywiadów premier Abhisit wyraził opinię, iż manifestacje zdarzają się w każdym demokratycznym kraju, a próby obalenia rządu w krajach wysokorozwiniętych to coś absolutnie normalnego.

Jednakże manifestacje w Bangkoku, okupowanie przez „czerwonych” centrów biznesowych stolicy, faktycznie ma bardzo negatywny wpływ na gospodarkę i wizerunek Tajlandii. Nie mówiąc już o ofiarach, takich jak młody żołnierz, zamordowany podczas zamieszek 28 kwietnia. Ponadto Tajowie uważają, że jeśli nawet „czerwoni” dojdą w tym roku do władzy, to i tak zaraz potem, „żółte koszule” rozpoczną swoje manifestacje przeciwko „czerwonym”. A do czego zdolni są „żółci” świat mógł się przekonać właśnie we wspomnianym grudniu 2008 roku. Wówczas to demonstracje „żółtych” były równie masowe i gwałtowne jak obecne, choć nie było tyle ofiar.

Paradoksalnie z rozmów ze zwolennikami tak jednych, jak i drugich wyłaniają się takie same opinie: wszyscy zgodnie pragną jak najszybszego zakończenia manifestacji, nowych wyborów, a przede wszystkim spokoju i stabilności państwa. Szczególnie Tajlandia — otwarta na cudzoziemców, absolutnie słusznie ciesząca się opinią państwa przyjaznego, „kraju uśmiechów”, turystycznego i niedrogiego raju — musi dbać o stabilność i spokój, by tę opinię utrzymać.

Uspokojenie społecznych nastrojów może przynieść ogłoszenie daty rozwiązania parlamentu. Zwolennicy demokratycznych i pokojowych metod rozwiązywania konfliktów (w obu stronnictwach) mają nadzieje, że sytuacja polityczna w Tajlandii szybko ulegnie poprawie. I tą nadzieją żyją obecnie także zwykli Tajowie.

 

Mariusz Bobuła

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Mariusz Bobuła: Zamieszki w Tajlandii – korespondencja z Bangkoku Reviewed by on 6 maja 2010 .

Mariusz Bobuła z Bangkoku przygląda się trwającym od połowy marca demonstracjom, w których zginęło już 26 osób, a blisko tysiąc zostało rannych (wielu poszkodowanych doznało poważnego uszczerbku na zdrowiu). Czy sytuacja zmierza do pokojowego uregulowania konfliktu politycznego „czerwonych” i „żółtych”? Co myślą o tej sytuacji tamtejsi politycy i zwykli Tajowie? W poniedziałek w nocy premier Tajlandii, Abhisit Vejjajiva ogłosił tak

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź