Nepal

Maoiści tracą kontrolę

img_4839

Pod rządami Komunistycznej Partii Nepalu niemal codziennie wybucha jakiś protest, który dezorganizuje państwo. Nierozwiązane problemy ekonomiczne czy etniczne coraz częściej dają o sobie znać. Czy szykuje się kolejna zmiana władzy?

Strajk. To jedno z najczęściej słyszanych słów w Nepalu. Oznacza wszelkiego rodzaju protesty grup – od pracowniczych, poprzez etniczne, wyznaniowe do powstałych na tle społecznym, ekonomicznym czy politycznym. Na skutek ciągłych wybuchów niezadowolenia termin ten na dobre zadomowił się w języku nepali.

W połowie lat 90-tych maoiści siali terror za pomocą porwań, ataków bombowych i zamachów. Na ludności wymuszali strajki groźbami ataków, aich działania pochłonęły 13 tys. ofiar. Na czele stali Pushpa Kamal Dahal znany pod pseudonimem Prachanda i Dr. Baburam Bhattarai, obaj z pochodzenia bramini (najwyższa kasta kapłańska).

Nepalczykom demokracja kojarzy się przede wszystkim z karuzelą premierów, gdyż rzadko który gabinet był w stanie przetrwać dłużej niż 2 lata. W tej sytuacji jedynym gwarantem stabilności był król, wprawdzie od lat 90-tych pozbawiony realnej władzy, ale w chwilach załamania struktur państwowych, mógł przynajmniej mocą swego autorytetu wprowadzać zmiany w rządzie. Miało to z resztą już wielokrotnie miejsce w przeszłości. Jednak wydarzenia z 2001 r. okazały się przełomowe dla postrzegania osoby króla. Według oficjalnej wersji następca tronu, książę Dipendra zastrzelił ojca, króla Birendrę i 9 członków swojej rodziny, by następnie strzelić sobie w głowę. Pomimo licznych wątpliwości, tragedia ta do dziś nie została wyjaśniona. Będąc w stanie śpiączki został on zgodnie z prawem koronowany na króla Nepalu. Gdy zmarł, koronę przejął jego brat Gyanendra, uznawany za wyjątkowo nieudolnego władcę. 

img_4168

Chaos w państwie, niestabilność władz demokratycznych i upadek autorytetu królewskiego stały się podstawą do przemian ustrojowych tego himalajskiego państwa. Najmłodsza republika powstała w 2006 r., kiedy po wielomiesięcznych demonstracjach król Gyanendra abdykował. Władzę objęli maoiści, a Prachanda został premierem.

Coraz mniej Nepalczyków uważa króla za wcielenie boga Wisznu, tak przynajmniej deklaruje. Pomimo tego, jego posągi nadal zdobią ulice miast (na fali protestów kilka z nich ucierpiało, jednak obecnie przywrócono je do poprzedniego stanu), zaś portrety zdobią nie tylko mieszkania prywatne, ale i sklepy czy restauracje. W obiegu nadal funkcjonują rupie nepalskie z podobizną króla, ale dzieje się tak raczej za sprawą braku woli politycznej by wprowadzić zmiany w tej kwestii (głownie za sprawą kosztów). Nepal jest bowiem jednym z najbiedniejszych państw na świecie, z dochodem 1 200 USD per capita.

img_4787

Przez lata oddziały maoistów utrudniały funkcjonowanie państwa poprzez organizowanie antyrządowych protestów. Dziś, gdy są u władzy, muszą reagować na środki nacisku ze strony społeczeństwa. Na razie argument siłowy czyli użycie wojska nie jest nadużywany. Armia od czasów Gurków cieszy się w Nepalu dużym poważaniem. KPN ma w nim słabe poparcie, zaś armia samowolnymi akcjami pacyfikacyjnymi wyraźnie pokazuje, że jest poza kontrolą rządu, dlatego też maoiści dążą do jej osłabienia. Ostatnim ruchem była próba dyrektywy rządowej o zaprzestanie rekrutacji oraz zmuszenie do przejścia na emeryturę ośmiu wpływowych generałów. Zapadła też decyzja o restrukturyzacji policji, której pierwszym etapem stało się przejście na emeryturę pięciu komendantów.

Skoro KPN nie może być do końca pewna wojska i policji, z wybuchami niezadowolenia musi sobie radzić w inny sposób. A tych jest coraz więcej. W ciągu jednego tygodnia w Nepalu miało miejsce pięć dużych demonstracji i wiele mniejszych, w których udział wzięli muzułmanie, dziennikarze, Tybetańczycy i lud Taru, nie wspominając już o wiecach organizowanych przez partie opozycyjne.

Nepal zamieszkuje największa, 30 tysięczna diaspora która opuściła Tybet. O ile w Indiach Tybetańczycy nie mogli liczyć nawet na status uchodźcy (aby nie psuć relacji z Chinami), to jeszcze 3 lata temu w Nepalu mieli zagwarantowane podstawowe prawa. Po zmianie władzy jednak stali się kłopotliwym balastem. Przy wielkiej stupie w Boudanath- dzielnicy zamieszkanej w dużej części przez Tybetańczyków- można dostrzec kilkunastu żołnierzy obserwujących okolice. Co jakiś czas uchodźcy dają o sobie znać. 10 marca, w 50 rocznicę postania w Lhasie, Tybetańczycy urządzili antychińską demonstrację. Dzień wcześniej aresztowania dotknęły 140 mnichów. Tym razem udało się uniknąć powtórki z ubiegłorocznych wydarzeń, kiedy doszło do zamieszek i pacyfikacji demonstrantów przez wojsko. Były to wcielone w słowa zapowiedzi rządu, że tego typu incydenty nie będą tolerowane. Chodzi przede wszystkim o dobrosąsiedzkie stosunki z Chinami, ale także szerszy problem protestów, które wymykają się władzom centralnym spod kontroli. Komitet Walki Narodowej Zjednoczonych Muzułmanów (UMNSC) wystąpił z żądaniami powołania Narodowego Kongresu Muzułmańskiego, ustalenia ich statusu oraz liczby. Oficjalnie stanowią oni 3% społeczeństwa, jednak, podobnie jak w przypadku buddystów, ich liczba mogła zostać zaniżona z przyczyn politycznych. jednak okazuje się jednak wystarczająca do zorganizowania serii protestów, które blokują Dolinę Kathmandu. Co więcej, Komitet nawiązał współpracę z ludem Taru i innymi protestującymi społecznościami. Muzułmanom udało się porozumieć z rządem, w przeciwnym razie połączony protest mógł sparaliżować cały kraj.

W tym czasie trwał protest ludu Taru, którzy zbuntowali się po umieszczeniu ich w formalnym spisie grup etnicznych w jednej rubryce z przybyszami z Indii. Pomimo pokrewieństwa, Taru różnią się wyraźnie wyglądem i kulturą, a także tym, że uchodzą za rdzenną ludność Teraju. Jeśli minie się korki, na pierwszy rzut oka blokady nie wyglądają imponująco, a raczej groteskowo. Na szosie blokada z riksz, zaś we wsi życie toczy się wolnym rytmem. Większość ludzi nie uczestniczy w protestach- siedzi przy swoich domostwach a kobiety w pracują w polu. Jednak sielankowy nastrój nie trwał cały czas. Rząd konsekwentnie odrzucał postulaty Taru, w rezultacie czego doszło do zamieszek, w których 3 osoby straciły życie akilkadziesiąt odniosło rany.

Park Narodowy Chitwan i wioski Taru, słynnych z odporności na malarię, są chętnie odwiedzane przez turystów. Protesty psują interesy właścicielom hoteli, gdyż turyści rzadko chcą ryzykować spotkanie z „lokalną Samoobroną”. Tym bardziej, że działania licznych społeczności Taru nie mają jednego przywództwa i nie są w jakikolwiek sposób skoordynowane. Lokalni hotelarze wykorzystują swoje znajomości z „komitetami strajkowymi” i niekiedy grupom turystycznym udaje się przejechać. W przeciwnym wypadku, muszą liczyć na ochronę wojska lub czekać do zmierzchu. Wtedy bowiem strajkujący wracają do domów na spoczynek, aby o świcie znów ustawić blokadę.

img_4295

Protest Taru, oprócz zasięgu, ma jeszcze jedną dotkliwą właściwość. W czasie jego trwania następuje blokada dróg łączących z Indiami. Pozbawiony przemysłu Nepal musi importować prawie wszystko, nawet żywność, od południowego sąsiada. Pomoc chińska ograniczona jest przez pasmo Himalajów. Dlatego każdy protest w tym regionie odcina kraj od najbardziej podstawowych dostaw. Obecnie każdy powód jest dobry, aby zablokować którąś z „autostrad”. Gdy samochód ciężarowy na „autostradzie” Pokhara-Kathmadu zabił dziecko i ranił czwórkę kolejnych, mieszkańcy wsi skąd pochodziły ofiary w żądaniu odszkodowań zablokowali drogę łączącą dwa najważniejsze miasta Nepalu. Zanim na miejsce przybyło wojsko i policja, do zakończenia negocjacji przez kilka godzin cały ruch był sparaliżowany. To mniej więcej tak, jakby stanęła trasa Kraków-Warszawa, tyle, że bez alternatywy w postaci pociągu i jednym objazdem zajmującym około11 godzin.

Jeszcze nie przebrzmiały echa protestu Taru w okręgu Nawalparasi, a kolejne 5 grup etnicznych upomniało się o kolejne prawa. W Kathmandu zaś odbyły się strajki pracowników. Pierwszy zorganizowało Centrum Edukacji Materiałowej Janak (JEMC) w związku z samobójstwem asystentki dyrektora, która zażyła truciznę w gabinecie przełożonego. Chodziło o wymuszenie na policji śledztwa. W drugim dziennikarze protestowali przeciwko ograniczaniu wolności słowa w związku z aresztowaniem jednego z nich. Dołączyli do nich politycy. Partie opozycyjne z Kongresem Nepalskim na czele formułują zarzuty, że rządy KPN zmierzają w kierunku totalitaryzmu. Jak stwierdził przewodniczący KN, Arjun Narsing: „Maoiści wykazują tendencję do upolityczniania przestępstw i kryminalizowania polityki”. Zaś pochodzący z dynastii niegdysiejszych premierów Pashupati Rana, lider Partii Rastriya Prajatantra, poszedł jeszcze dalej ze stwierdzeniem, że „dni maoistów są policzone”. Podobne stwierdzenia padały z ust innych czołowych polityków. Wydaje się jednak, że ten bezwład może utrzymać się długo.

Turystyka pozostaje najważniejszym źródłem dochodu. Sektor rozwija się dynamicznie pomimo niestabilności politycznej. Ma on jednak ciemniejszą stronę. Pośród przybyszy z Zachodu, poza zwolennikami trekkingiem i pielgrzymami, istnieje duża grupa amatorów narkotyków, którzy wzorem hinduistycznego boga Śiwy raczą się łatwo dostępnym haszyszem. Szczególnie złą sławę pod tym względem wśród miejscowych zyskali sobie Amerykanie i Izraelczycy. Zaś do niedawna kraj ten licznie odwiedzali seks-turyści z Indii. Maoiści ograniczyli ten proceder wprowadzając liczne ograniczenia dla funkcjonowania klubów nocnych. Wszelkie lokale, restauracje czy dyskoteki muszą być zamykane przed 23.00. Energicznie wprowadzone liczne regulacje nie zlikwidowały przyczyn niezadowoleniaa wręcz je wzmogły, gdyż ograniczyły dochody legalnych i pół-legalnych przedsiębiorców. Niechęć budzi też ograniczenie działalności Kumari – żywej bogini hinduistycznej. Coraz trudniej uzyskać u niej audiencję, za co wini się rządzących.

Nepalczycy nie odczuli jeszcze skutków globalnego kryzysu gospodarczego, ale i bez tego sytuacja w kraju jest zła. Do tego stopnia, że przy recesji rząd maoistów może jej nie przetrwać. Władze najmłodszej republiki utrzymują się dzięki poparciu ze strony Chin, ale największą siłą okazuje się być słabość opozycji. Społeczeństwo zmęczone jest ciągłym brakiem stabilizacji, lecz na horyzoncie nie widać żadnej siły, która mogłaby zaprowadzić porządek. Fale niezadowolenia społecznego mogą obalić każdą władzę, ale jej miejsce może zająć ktoś równie nieudolny. Tak stałoby się z maoistami, choć ich może uratować poparcie Chin, na które Nepalczycy patrzą z nadzieją jako na przeciwwagę agresywnych i zaborczych Indii.

Nepal nigdy nie był kolonią. Nawet w okresie silnych wpływów brytyjskich formalnie uznawał zwierzchnictwo cesarza chińskiego. Po przejęciu władzy przez maoistów zamknięto kilka konsulatów państw zachodnich, tym samym Zachód wycofał się z gry o Nepal. Dziś liczącymi graczami znów są Chiny, Indie oraz Japonia. To one w dużej mierze zdecydują o przyszłości tego kraju.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Maoiści tracą kontrolę Reviewed by on 26 czerwca 2009 .

Pod rządami Komunistycznej Partii Nepalu niemal codziennie wybucha jakiś protest, który dezorganizuje państwo. Nierozwiązane problemy ekonomiczne czy etniczne coraz częściej dają o sobie znać. Czy szykuje się kolejna zmiana władzy? Strajk. To jedno z najczęściej słyszanych słów w Nepalu. Oznacza wszelkiego rodzaju protesty grup – od pracowniczych, poprzez etniczne, wyznaniowe do powstałych na tle społecznym,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 5

  • Wlasnie czegos takiego szukalam, super!

  • Interesujace sprawy, dziekuje bardzo za artykul!

  • To tam sa maoisci?

    • Tak jest, są. Mało tego, króla-boga już tam nie ma abdykował. :-o

    • Tak jest, są. Mało tego, króla-boga już tam nie ma bo abdykował. :-o

Pozostaw odpowiedź