Malezja,Polecane

Malezyjski cud gospodarczy

Malezyjski cud gospodarczy PROKURAT SERGIUSZ

Często naśladując Europę Zachodnią czy Stany Zjednoczone zapominamy, że kraje te gdy były na niższym poziomie rozwoju, prowadziły zupełnie inną politykę gospodarczą.Nie chcemy zauważać, że świat nie kończy się na tych dwóch kontynentach, więc traktujemy resztę świata z pobłażaniem, jakby przysługiwała im rola gospodarczych czeladników pobierających jedynie nauki od Zachodu. To błąd, którego trzeba unikać. Warto pamiętać zwłaszcza o Malezji, która jest wspaniałym przykładem na długotrwały i ogromny rozwój gospodarczy, osiągnięty w stosunkowo krótkim czasie.

Azja była ostatnich latach jest najdynamiczniej rozwijającym się regionem na świecie. Nie wszystko jest jednak produkowane w Chinach, jakby się niektórym mogło wydawać. W produkcji nowoczesnych technologii liderem w Azji są kraje ASEAN, czyli „azjatyckie tygrysy”. Najciekawszym z nich wydaje się Malezja. Jest to kraj cudu gospodarczego, wymieniony w znanej publikacji Banku Światowego z 1993 roku zatytułowanej: The East Asian miracle: The Economic growth and public policy. Poprzez użyte w tym opracowaniu określenie „azjatycki cud” można rozumieć wysoki wzrost gospodarczy i zdecydowane zmniejszenie nierówności dochodów wśród ludzi. Istotnie, na początku lat 90-tych cały świat zaczął spoglądać na „azjatyckie tygrysy” z podziwem oraz z zazdrością, obecnie jednak, w dobie kryzysu drapieżne tygrysy przemieniły się w udomowione koty, a te nikomu już nie wydają się już tak ciekawe. Malezja nie jest tematem popularnym w prasie polskiej, gdyż jest krajem islamskim, co już każe patrzeć na nią co najmniej podejrzliwie. Faktycznie, jest to kraj konserwatywny, w którym zakazane są praktyki typu homoseksualizm i stosunki oralne (karane na podstawie paragrafu o zakazie aktów seksualnych sprzecznych z naturą), a prawa kobiet znacząco się różnią w stosunku do zachodnich norm (m.in. kobiety nie mogą nosić spodni), tym niemniej islam w Malezji jest często zwany hadhari, czyli tolerancyjny. Nie jest to jedynie slogan. Paradoksalnie malezyjski islam jest zupełnie inny niż w krajach arabskich. Jest bardziej ukierunkowany na zasady etyczne, niż na bezwarunkową, fanatyczną wiarę. Jak wiadomo – wiara czyni cuda, także gospodarcze. Max Weber uważał, że za sukcesem kapitalizmu stoi etyka religijna. Obecnie naukowcy wciąż spierają się czy kapitalizm ma swoje źródło w protestanckiej etyce czy katolickiej wierze w wolną wolę, pomijając kwestie islamu. Sami Malajowie widzą islam hadhari jako znakomity przykład dla całego świata muzułmańskiego, pokazujący że islam może być religią progresywną. Trudno z tym się nie zgodzić, albowiem, podobnie jak w Europie, na ulicach można zobaczyć ludzi ubranych na czarno, słuchających black metalu i nikt za to nie straszy policją. Mimo, że jest to kraj zdefiniowany konstytucyjnie jako kraj muzułmański, to pozostałe religie są traktowane neutralnie i ich wyznawcy maja prawo do czynnego uczestnictwa w swoim życiu religijnym.

Stojąc na Placu Merdeka (Niepodległości) w Kuala Lumpur, stolicy Malezji i wpatrując się w konstrukcje, jakich nie uświadczymy w Polsce, nie można oprzeć się wrażeniu, że stolica Malezji jest znacznie bogatsza od Warszawy. Nowoczesne wielopasmowe drogi, rozbudowana infrastruktura transportowa czy też wieżowce takie jak słynny Petronas Twin Towers, gdzie nakręcono znany film sensacyjny „Osaczeni” z Seanem Connery i Catherine Zetą-Jones, robią wrażenie. Tak wygląda dzisiejsza perspektywa stolicy Malezji. Największe wrażenie robi jednak historia Malezji.

Cały kraj jest jednak niezwykle interesujący z tego względu, że jest to kraj azjatycki, którego poziom dochodu na początku lat 90 na jednego mieszkańca był zbliżony do naszego. Polska po przemianach gospodarczych w 1989 roku startowała z poziomu ok. 3200$ dochodu na jednego mieszkańca, Malezja zaś – 2300$. Po siedmiu latach dochód Malezji wyniósł 4300$ na osobę, Polski zaś – 4000$. Wartość dolara w 1997 roku była inna, lecz nie zmienia to faktu, że oba kraje w tym czasie przechodziły wielką transformację. Z tym, że nasze efekty w zestawieniu z wynikami Malezji prezentują się po prostu żałośnie. Jej sukcesy są jeszcze większe, jeżeli uwzględnimy wręcz ogromny przyrost naturalny (2,5%). W ciągu niespełna dekady przybyło prawie cztery miliony Malezyjczyków! Jeżeli sięgnąć głębiej, to szybko wyjdzie, że w 1957 roku w momencie osiągnięcia niepodległości, Malezja była jednym z najbiedniejszych krajów na świecie. Do połowy lat 70. gospodarka miała charakter typowo surowcowo- rolniczy. Kraj żył głównie z eksportu kauczuku, oleju palmowego, gazu ziemnego oraz cyny. U swych początków analfabetyzm kształtował się na podobnym poziomie jak dzisiejsze biedne kraje Afryki. Szacując PKB Malezji było porównywane z krajami takimi jak Ghana, Haiti czy Honduras. Obecnie średnie malezyjskie dochody są 7.8 większe od tych w Ghanie, ponad pięć razy większe niż w Hondurasie, a kraj ten jest jednym tchem wymawiany wraz z Tajwanem czy Koreą Południową, jako azjatycki tygrys gospodarczy. Nie jest to rzecz zwyczajną, zwłaszcza że w 1957 roku nikt nie przewidywał takiego obrotu sprawy. W czasie gdy Malezja proklamowała niepodległość, zdobywca nagrody Nobla, szwedzki ekonomista popierający interwencjonizm państwowy, Gunnar Myrdal, w swojej książce “Asian Drama” przewidywał zupełne załamanie się malezyjskiej gospodarki, a nawet rozpad państwa.

Powstaje pytanie jak to możliwe, że Malezja w 50 lat osiągnęła poziom, na który inne kraje pracowały wiekami? Odpowiedź nie jest wcale skomplikowana. Rządzący podglądali swoich azjatyckich sąsiadów i w przeciwieństwie do wielu krajów postkolonialnych, które odrzucając dziedzictwo europejskie zwracały się w kierunku komunizmu lub interwencjonizmu państwowego, Malezja postawiła na promocję prywatyzacji i inwestycję w edukację i technologię komputerową. W Malezji postawiono wniosek, że skoro rząd nie jest elementem rynku i zajmuje się interwencjami w nim, to należy to robić planowo, z głową, ale i sumiennie. Tak też powstały NEPy i NDPy, czyli pięcioletnie narodowe plany rozwoju realizowane przez rząd. Brak wolności politycznej sprawił, że nie wystąpiła znana sytuacja z krajów demokratycznych, iż pierwsze dwa lata rząd zastanawia się nad projektami reform, by przez ostatnie dwa lata nie podejmować żadnych decyzji, co mogłoby narazić partie rządzącą na spadek w sondażach. Tam postawiono na efektywność realizacji działań. Początkowo zajmowano się rolnictwem, podatkami, by dojść do obszarów bardziej skomplikowanych. Każdy 5-letni plan zakładał skupienie rozwoju i reformę pewnego obszaru gospodarki. Obecnie realizowany jest dziewiąty planu rozwoju gospodarczego. Przyjęty przez rząd plan na lata 2006-2010 wprowadził do strategii rozwoju gospodarczego nowe elementy: biotechnologia, optoelektronika, fotonika, farmaceutyka i nanotechnologia. Malezja jest obecnie w czołowej trójce producentów chipów komputerowych.

Potrzebny był jednak ktoś, kto by zadbał o jakość transformacji i przekuł ją w sukces gospodarczy. Taką osobą, politykiem cieszącym się zaufaniem społeczeństwa, był rządzący przez ponad 22lata dr Mahathir Mohamad. Był on jednym z tych oświeconych despotów o stalowej ręce i gołębim sercu, któremu zależało na dobrobycie w swoim kraju. W latach 40-tych młody Mahathir Mohamad jedyne co posiadał, to własną przenośna budkę z smażonymi bananami. Dzięki sprzedaży owoców swojej pracy mógł wykarmić rodzinę i nauczył się przy tym szanować prywatną inicjatywę. Mimo iż skończył studia medyczne, to zaraz po studiach został dziennikarzem, aby dopiero w połowie lat pięćdziesiątych otworzyć własną praktykę. Był na tyle dobry, że ludzie ściągali do niego z całej Malezji, więc szybko kupił sobie samochód marki Pontiac Catalina, co było symbolem jego dostatniego życia. To jednak nie wystarczyło ambitnemu doktorowi. Uwagę środowiska politycznego przyciągnęła jego książka „Dylemat malezyjski”, w której zarysowywał reformy gospodarcze w Malezji. Mimo że książka została uznana za niewygodną, rządy w latach siedemdziesiątych chętnie korzystały z jego planów. W wyniku osiągniętej popularności Mahathir zdobył polityczne uznanie i najpierw został ministrem edukacji, potem ministrem handlu, aby w 1981 roku zostać premierem. Był pierwszym w pełni świeckim premierem Malezji. Władzy nie oddawał przez 22 lata.

W tym czasie sprywatyzowano bardzo wiele własności państwowej. Od wody, elektryczności, poprzez szpitale i opiekę zdrowotną, do transportu i parkingów w miastach. Nawet drogi i autostrady sprzedano prywatnym podmiotom. Nie obyło się to oczywiście bez protestów przeciwników tych akcji, jak w przypadku Koalicji Przeciw Prywatyzacji Wody, która twierdziła, że nie ma sensu prywatyzować czegoś co przynosi Państwu zysk. Dr Mahathir odpowiadał, że państwo nie jest po to, aby prowadziło biznes, bo od tego są jego obywatele. Skutkiem prywatyzacji ma być większa efektywność oraz konkurencyjność podmiotów na rynku, a jednocześnie mniejsze koszty dla budżetu i możliwość wycofania się z ingerencji w rynek- taka była odpowiedź premiera. Stworzono ponad 200 specjalnych stref przemysłowych, wolnych od podatków, w których istnieją fabryki produkujące na eksport. Należy jednak też dodać, że w Malezji sporo produktów było i jest objętych państwowymi subsydiami: m.in. benzyna, ryż czy olej palmowy. Ustawowo promuje się też rodowitych Malajów (Bumiputera), kosztem napływowych Chińczyków czy Hindusów. Istnieją też bardzo restrykcyjne regulacje dotyczące rynku pracy, kupna ziemi, czy zakładania firmy.

Są jednak tacy co twierdzą, że najważniejszym sukcesem było ograniczenie biurokracji, urzędniczych papierków i probiznesowe podejście rządów malezyjskich do przedsiębiorców. Celem malezyjskiej gospodarki jest wejście do czołowej dziesiątki krajów, w których najłatwiej zrobić biznes, zgodnie z raportami Doing Bussiness Project. Obecnie Malezja jest w pierwszej 20-tce i wciąż poprawia swoją pozycję, podczas gdy Polska okupuje siódmą dziesiątkę listy i wciąż spada coraz niżej.

fot. Sergiusz Prokurat

fot. Sergiusz Prokurat

Wszystko te działania sprawiły, że Malezja rozwijała się w latach 1970-2000 w tempie niemal 10% rocznie, z jednym wyjątkiem. Wyjątkiem tym był ogólnoazjatycki kryzys 1997 roku, który dotknął także Malezję. W feralnym roku 1997 Malezja zanotowała ujemny wzrost w wysokości –7%, ale już w roku następnym jej gospodarka powróciła do 8% rozwoju.

Kryzys przywędrował z Tajlandii, w której nastąpiło załamanie waluty, z powodu błędnej polityki gospodarczej. Kryzys rozlał się na cały region i tak jak Polska waluta traciła, gdy nastąpiło załamanie na Węgrzech, tak dostało się Malezji. Spekulanci zarobili krocie, koniec końców wycofując kapitał z całej południowej Azji. W ciągu kilku miesięcy kurs malezyjskiego ringgita w stosunku do dolara spadł z 2.48 do 4.88. Międzynarodowy Fundusz Walutowy zaproponował pomoc całemu regionowi, w zamian za realizacje planów ratunkowych, w których zawierały się m.in. redukcja deficytów, podwyżki podatków, zatrzymanie inwestycji. W przypadku Malezji i Indonezji, przedstawiciele MFW zażądali, by powstrzymano realizację rozbudowy kilku poważnych projektów infrastrukturalnych w celu, jak wyjaśniono tym krajom, „spowolnienia przegrzanej gospodarki”. W rezultacie zatrzymano konstrukcję 14 elektrowni, mostu między obydwoma krajami, a także projekty telekomunikacyjne oraz rozbudowę kolei. Wartość tych projektów wynosiła w Malezji 6 mld dolarów, w Indonezji około 13 mld dolarów. Ze wszystkich krajów jedynie Malezja potrafiła powiedzieć „nie” MFW i zamiast realizować plan „rynków finansowych” naprawy gospodarki, Mahathir zdecydował się trwale zamrozić kurs waluty malezyjskiej na poziomie 3.80 w stosunku do dolara i zabronił wywozu kapitału, grając ewidentnie na przeczekanie kryzysu, co przyniosło zaskakująco dobre efekty. Gospodarka malezyjska najszybciej stanęła na nogi, bo po niecałym roku, w przeciwieństwo do reszty krajów, które kryzys toczył przez następne lata. W latach 1996-2000 Malezja osiągnęła rok rocznie 5% wzrostu, mimo tak wielkiej straty w roku 1997. Przy okazji analizy rozwoju gospodarczego postkolonialnej Malezji nie można pominąć aspektów demograficznych występujących w społeczeństwie malezyjskim. W latach 1970 – 2000 liczba ludności Malezji wzrosła z poziomu 10 milionów w roku 1970, do 22 milionów w roku 2000. To wszystko składa się na sukces malezyjskiego cudu gospodarczego. Przykład Malezji doskonale pokazuje, że czasem warto powiedzieć „nie” zachodnim ekspertom z UE czy USA, którzy nie mają monopolu na posiadanie racji.

Nie da się jednak ukryć, że Malezja ma wciąż zła prasę w krajach zachodnich, bo dr Mahathir w czasie oficjalnych przemówień nigdy nie owijał niczego w dyplomatyczna bawełnę, a ponieważ jest po stokroć bardziej elokwentny od Busha czy Sarkozego, Zachodowi ciężko się odnieść do jego argumentów. Polityk ten nieustannie od 30 lat krytykuje „Zachód” za arogancję, podwójne standardy i niewłaściwy system finansowy oparty na wirtualnym, podatnym na kryzysy pieniądzu. Celem krytyki byłego premiera Malezji nie jest istota liberalizmu i wolny rynek, jak się powszechnie uważa, ale globalny ład finansowy zaprowadzony przez „rynki finansowe”. 20 września 1997 na konferencji MFW i Banku Światowego Mahathir wypowiedział się tymi słowami: „Kiedy Malezja odzyskała niepodległość w 1957 r. dochód na głowę mieszkańca, 5 milionów ludzi, wynosił średnio 350 dolarów rocznie (7 razy mniej niż Polski w tym okresie). W czerwcu 1997 roku, po 40 długich latach ciężkiej pracy w pocie czoła, średni dochód 20-to milionowego społeczeństwa wynosił prawie 5 tys. dolarów na głowę mieszkańca. Co się stało w czerwcu, wszyscy wiedzą (z powodu dewaluacji waluty, dochód spadł do 3 600 dolarów)(…) Dotarły do nas informacje, że handel walutami jest 20 razy większy od wymiany handlowej dóbr i usług. Poza zyskami lub stratą ponoszoną przez ludzi zajmujących się handlem walutami, trudno dostrzec korzyści tego ogromnego procederu dla gospodarki światowej. Nie sprzyja on ani powstawaniu znacznej ilości nowych miejsc pracy, ani też produkcji dóbr czy usług dla przeciętnego obywatela. Handel walutami jest przy tym otoczony tajemnicą i dość podejrzany, gdyż obejmuje przelewanie z banku do banku ogromnych ilości pieniędzy. Nikt nie obraca prawdziwą gotówką, zmieniają się tylko cyfry. (…) W przypadku Malezji, nasza waluta straciła na wartości 20%. Oznacza to, że dochody nas wszystkich, również rządu, straciły 20% siły nabywczej. Ale ci, którzy obracają walutami, zrobili się bogaci, dzięki temu, że uczynili innych biednymi.” Na blogu tego polityka można dowiedzieć się, że m.in. obwinia Zachód za zjawisko kreacji pustego pieniądza, pożyczanego potem przez banki na procent. To właśnie brak stabilnej waluty popchnął dr Mahathira do znalezienia rozwiązania tego globalnego problemu. Miał on w 2003 roku plan islamskiej unii walutowej opartej na parytecie złota, i apelował do krajów arabskich o przyjęcie złotego dinara. Gdyby się udało spełniłyby się marzenia Fryderyka Augusta von Hayeka o powrocie do standardu złota. Niestety, przywódcy reszty państw islamskich nie poparli go w jego dążeniach. W tym samym roku zrezygnował przekazując władzę następcy, którym został Abdullah Ahmad Badawi.

Malezja jest krajem o tyle wyjątkowym, że nie istnieje tam zjawisko bezrobocia. W tym kraju nie pracują tylko ci, którzy nie chcą, bądź nie potrzebują pracować. A to wszystko przy zupełnym braku płacy minimalnej, powszechnej w Europie. Malezyjscy ekonomiści tłumaczą, że jeżeli państwo nie wypycha ludzi poza rynek pracy najróżniejszymi regulacjami, to pracy nigdy nie może zabraknąć, a ludzkie potrzeby są nieograniczone, co stanowi najlepszą motywację do zarabiania pieniędzy. Przez pięćdziesiąt lat od niepodległości w Malezji powstało 8 milionów miejsc pracy, co można przyrównać do stworzenia 105 milionów tychże w USA. W ciągu krótkiej historii tego niepodległego państwa zanotowano 261% wzrost miejsc pracy, a sprawnie działająca gospodarka wciąż domaga się jeszcze większej liczby pracowników. Z braku Malezyjczyków sprowadza się i zatrudnia Indonezyjczyków lub Hindusów. System jest prosty – tłumaczył mi Malezyjczyk Jay Jong Yap – nic nie umiesz i możesz wykorzystać tylko siłę własnych rąk, otrzymasz miesięcznie 500 ringgitów (równowartość 500złotych) niezależnie z jakiego kraju pochodzisz. Jeżeli jednak potrafisz coś, na co jest zapotrzebowanie na rynku, możesz już liczyć na dobrą pensję. Z jednej strony nie muszą więc Malezyjczycy obawiać się zalewu taniej siły roboczej, z drugiej strony, to w Kuala Lumpur pracę łatwiej znaleźć niż w Warszawie, a na absolwentów studiów wyższych czekają bardzo dobre pensje.

Zawsze jest wybór przy podejmowaniu politycznych działań, co potwierdzają słowa Mahathira Mahamada: “Fakt że globalizacja i wszystkie jej pozytywne i negatywne właściwości przychodzą do nas nie znaczy, że mamy siedzieć i czekać, aż wszelakie drapieżniki zjedzą nas”. Te mocne słowa oddają ducha także naszych czasów. Po tym jak Malezja doświadczyła kryzysu walutowego, tylko dobre decyzje dr Mahathira zapobiegły wystąpieniu wieloletniego kryzysu i zubożeniu państwa, co stało się udziałem Indonezji i Tajlandii, które ślepo podążały za radami Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Malezja ma swoją misję. Chce pokazać światu, że jest możliwy „islamski kalwinizm”. To co próbują zaproponować swoim obywatelom malezyjscy politycy to konserwatywny liberalizm, z islamskim zabarwieniem. W istocie można poetycko określić, że Malezja to kobieta, która wciąż czeka na to, aż ktoś wysłucha jej historii. A ma dużo do przekazania – jak stworzyć stabilny i trwały wzrost gospodarczy i jak poradzić sobie z wielorasowym, wieloetnicznym społeczeństwem.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Malezyjski cud gospodarczy Reviewed by on 17 listopada 2009 .

Malezyjski cud gospodarczy PROKURAT SERGIUSZ Często naśladując Europę Zachodnią czy Stany Zjednoczone zapominamy, że kraje te gdy były na niższym poziomie rozwoju, prowadziły zupełnie inną politykę gospodarczą.Nie chcemy zauważać, że świat nie kończy się na tych dwóch kontynentach, więc traktujemy resztę świata z pobłażaniem, jakby przysługiwała im rola gospodarczych czeladników pobierających jedynie nauki od Zachodu.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 27

  • Witam,
    Fajny artykul. Ja tez mieszkam w Malezji, w KL ale dopiero 4 miesiace. W kazdym badz razie widzialam duzo muzulmanek, ktore nasza chusty i jednoczesnie SPODNIE. :))
    Pozdrawiam,
    Aga

  • Jest Pan agentem Air Asia, a takze agentem Korei Pln i Mohatira. Skad Pan bierze pieniadze? Prosze odpowiedziec.
    :)))))))))

    To byl oczywiscie zarcik

    • A swoją drogą, to by była niezłe zajęcie – odpłatnie naganiać klientów Air Asia. :-P Docelowo może by z tego powstało 1-sze w historii bezpośrednie połączenie lotnicze Polski z Malezją. Parę reklam na TVN: „Malaysia, Truly Asia” czy coś w tym stylu i myślę, że przynajmniej jeden samolot w tygodniu by się zapełnił. W końcu nie wszyscy Polacy pracują w markecie za 1 euro/Stunde. Inna sprawa, że gros Polaków woli wydać kilka tys. zł rocznie na używki niż na turystykę. No, ale to na co kto wydaje, to już każdego prywatna sprawa.

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Jest takich wielu cwaniaków … reporterka zadaje pytanie : Ile Pan zarabia ? Koleś opowiada : 1400 PLN ledwo na fajki i piwo starcza :+)
        zresztą Zyggi wybierz się na forum chińczyków żyjących w Polsce .. zobaczysz jakie mają o nas zdanie :+)

  • Fascynujący artykuł o mało znanym u nas kraju. Dlatego wracam do tego artykułu od czasu do czasu.
    Ostatnio odkryłem, że do Malezji tanie połączenia oferują malezyjskie tanie linie lotnicze Air Asia. Z podlondyńskiego Stansted do Kuala Lumpur już od ok. 400 GBP w obie strony! Nie jestem agentem Air Asia, ale pomyślałem, że warto by jak najwięcej potencjalnych turystów wiedziało. Bo po co dawać ciężko zarobione pieniądze drogim przewoźnikom? Co do Air Asia, to taki odpowiednik Ryanair w regionie ASEAN. Latają tanio do Dżakarty, Bangkoku, Manili, Singapuru itd.

  • People opine that the free term papers writing supposes the really time wasting process. Nevertheless, we rely on the classification essay writing service help every time when that’s required.

  • Dziękuję Wam Panowie za ciekawy artykuł i pouczającą dyskusję. Chętnie przyznałbym rację obu Panom po trochu, ale jako laik i obserwator „Malesian reality” tylko zza miedzy (Kalimantan – Indonezja) przez dziurę w płocie nie będę się wypowiadał. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam.

  • Eh, łezka się kręci: gdybyż to u nas był taki dr Mahathir Mohammad ;-)
    Świetny artykuł o fasynującym kraju. Pozdrawiam!

  • – w punkcie pierwszym Pańskiej odpowiedzi, odniósł się Pan komentarzem o rolnikach demolujących miast do mojego punktu 1 (wolności religijnej). Nie do końca rozumiem Pańskie intencje w tej sytuacji. Ja chciałem pokazać, że tolerancja religijna w Malezji jest mrzonką i mimo wielkich haseł głoszonych przez rząd, pozostaje tylko w sterze retoryki.

    JA NATOMIAST CHCIALEM POKAZAC ZE PRAWO W POLSCE CZESTO JEST MRZONKA. ZAPEWNIAM PANA ZE ISTNIEJE TOLERANCJA RELIGIJNA, ALE TO ZAWSZE ZALEZALO OD LUDZI. SA TACY CO SA TOLERANCYJNI I TACY CO NIE SA.

    – Kremacja nie wymaga zgody od kościoła katolickiego. Ktoś źle Pana poinformował. Mogę to powiedzieć z doświadczenia własnego. Jakiś rok temu, zmarła mi ciotka. Została skremowana bez żadnych pozwoleń.

    ZALOZENIE FIRMY KTORA BEDZIE SIE ZAJMOWAC KREMACJA WYMAGA ZGODY A NIE SKREMOWANIE. TO ROZNICA

    – Co do kościoła katolickiego (małe litery są zamierzone – tak samo jak w słowach muzułmanin, islam, murzyn, katolik – etc. ) – wiem że nie jest bez wad. Zostałem wychowany w rodzinie katolickiej więc doceniam fakt bycia dorosłym i możliwość samo stanowienia o sobie. Jak wspomniałem – nie jestem wyznawcą żadnej religii ale zauważam wyższość pewnych rozwiązań dostępnych dla wiernych kościoła katolickiego. Po pierwsze – APOSTAZJA – można się zrzec przynależności do kościoła bez zrzekania się wiary. W islamie APOSTAZJA nie istnieje – nie możesz się w Malezji zrzec przynależności do kościoła islamu. Co więcej – takiej opcji nie ma w prawie i po prostu – nie jest to wykonalne.
    Tak więc – nawet jeżeli zignorujesz wszelkie przykazania koranu, naukę Mahometa, zaczniesz jeść wieprzowinę i pić alkohol – kościół islamu nie pozwoli ci się zrzec wiary i będzie zmuszał cię do przynależności. Taka hipokryzja jest przejawem wielkiego zacofania, braku szacunku dla wyborów człowieka i ignorowanie wolnej woli.

    POZWOLE SOBIE POZOSTAC PRZY SWOIM ZDANIU. TO NIE CHODZI O TO CZY MI SIE TO PODOBA CZY NIE (NIE JESTEM MUZULMANEM) TYLKO TO SA „ZASADY” – POWSTALY POZA EUROPA I POZA EUROPEJSKIM SYSTEMEM MYSLENIA. ZASADY ZASADAMI, CO JUZ PISALEM A ZYCIE ZYCIEM. MOZNA ODEJSC OD ISLAMU. MAM ZNAJOMEGO INDONEZYJCZYKA CO ZMIENIA WIARE CO 6 MIESIECY (WIAZE SIE TO ZE ZMIANA DOKUMENTOW – GDZIE JEST WBITA WIARA) DLA PROTESTU PRZECIW TAKIEMU SYSTEMOWI.

    – Yoga ma dla mnie taką samą wartość jak religie – wiem że jest, wiem że pomaga ludziom poczuć się lepiej, wiem że niesie jakiś przekaz. Nie ma to dla mnie znaczenia gdyż w moim przypadku, dużo lepsze wyniki daje szklaneczka whisky i chwila relaksu przy dobrej muzyce. Przytaczając przykład Yogi – chciałem pokazać zacofanie i strach przed poznaniem jaki pokazują środowiska islamskie w Malezji.

    TAK JEST. WSZEDZIE SA LUDZIE BOJACY SIE NOWOCZESNOSCI. KONSERWATYSCI MOCNO RELIGIJNI SA NAJJASKRAWSZYM PRZYKLADEM

    nikt nie widzi jak wiele musza zapłacić obywatele którzy są odzierani z podstawowych praw (Malezja – wolność słowa, wolność kultu) i zmuszani do życia w warunkach które są im sztucznie narzucone.

    MYSLE ZE WCALE NIE ZYJA W WARUNKACH SZTUCZNIE NARZUCONYCH. POZA TYM NIE WIEDZA JAK JEST W EUROPIE CZY USA. CO DO WOLNOSCI SLOWA – TO BEZPROBLEMOWO ISTNIEJE – NIKOGO NIE WSADZA SIE DO WIEZIENIA ZA TO CO POWIE. JEST UMIARKOWANA CENZURA, GLOWNIE RELIGIJNA ALE WOLNOSC KULTU – TEZ, JEST TROCHE OGRANICZONA, ALE ISTNIEJE.

    Wszystko co napisałem, nawet jeżeli mogło być uznane za tendencyjne (tak jak w Pańskim przypadku) jest faktem, a Malezja tak jak inne kraje – ma wady i zalety.

    DZIEKUJE ZA LIST. FAJNIE ZE PAN NAPISAL. ZAPRASZAMY NA STRONE CZESCIEJ :) POZDROWIENIA

  • Witam,

    Z przyjemnoscia mialem okazje przeczytac Pana odpowiedz. Dobrze ze ja Pan napisal, bo nie ma nic zlego w krytycyzmie. Od razu odpowiadam – nie pracuje dla Malezyjskiego Ministerstwa Turystyki i WSZYSTKO CO NAPISALEM TO PRAWDA – PROSZE PAMIETAC ZE JA PISALEM O ROZWOJU EKONOMICZNYM A NIE O KULTURZE.

    Tym niemniej zawsze dobrze poznac rodaka ktory mieszka w Malezji.
    Znam malajski, mam znajomych Malajow i wiem jakie sa skutki rozwoju godpodarczego – glownie pozytywne.
    Wzroce kulturowe sa jednakze inne niz w Europie. Wolalbym uniknac wartosciowania – lepsze czy gorsze, poprostu inne. Porownujac z innymi krajami islamskimi ten jest jednym z najbardziej tolerancyjnych i progresywnych.
    Nie zaprzeczam tez faktom, ktore Pan przedstawil. Sadze jednak ze sa dobrane mocno tendencyjnie.
    Jeszcze mala uwaga przed lektura – uzywam pojec „katolicyzm”, „islam” jedynie dla porownan i nie wartosciuje ich. Prosze tez pomyslec jak moze czuc muzulmanin ktory przyjezdza do Polski, kraju katolickiego. Sa dwie strony medalu.

    Pozwole sie odniesc do punktow ktore Pan zaznaczyl:
    1.W Polsce rolnicy demoluja miasto na demonstracjach- czy to nie swiadczy o braku prawa, poszanowania wlasnosci itdTo czego byc moze nie zaobserwowal Pan to ze mentalnosc religijna Azjatow jest inna. Owszem islam jest uprzywilejowany w Malezji – podobnie jak katolicyzm w Polsce. Co w tym dziwnego?
    Radze aby zainteresowal sie Pan relacjami muzulmanow i murzynow (czesto to tez muzulmanie) z Polski, to dla porowania zobaczymy czy u nas jest ta „idealna tolerancja” ktorej Pan oczekuje. A moze w Francji? Albo czy ona w ogole istnieje?
    2. Oficjalnie prawda. Ale… Podobnie jak fakt ze w Polsce ludzie placa po 100.000 PLN za sciecie drzewa, a w wiezieniach na terenie UE siedza osoby negujace holocaust (obojetnie czy uznamy ze to sluszne czy nie to kara chlosty elementem systemu i dotyczy jedynie niewielkiej liczby pechowcow ktorzy z jakiegos powodu „naruszyli” wazne zasady systemu). Co to wiary to ja Panu powiem ze ludzie wierza w co chca a nie w to co jest napisane. Malajowie takze. 99% w Polsce to katolicy. Niedawno sie pytalem co trzeba zrobic aby kremowac zwloki. Trzeba miec pozwolenie od Kosciola katolickiego. Prosze zrozumiec ze nie krytykuje wiary tylko szukam przykladow pokazujacych ze jest Pan stronniczy. Podkreslam ze pisalem o ekonomii a nie o zasadach religijnych.
    3. A wie Pan dlaczego Yoga jest taka popularna w Indonezji i Malezji? Bo ma przekaz spirytualny, pozwala zrelaksowac umysl i zdaniem wielu jest do pogodzenia religia.
    Trudno mi sie odniesc do Pana tekstu w stylu „Chwalenie Malezji za rozwój to trochę jak chwalenie Korei Północnej za program nuklearny. Niby rozwój dla dobra ludzi – ale niestety – wszystko ich kosztem – bardzo wysokim kosztem.”
    Zakladam ze nie jest Pan rasista, bo kazdy kraj i jego ludzie zasluguja na rozwoj ekonomiczny, przy zalozeniu ciezkiej pracy. Jezeli jednak podtrzymuje Pan zdanie ze celem 3 swiata jest bieda (bo tak zrozumialem – ze nie powinni sie rozwijac, bo sa wysokie koszty) to dobrze aby Pan pomyslal ze wiele lat temu i my bylismy w sytuacji w ktorej Polacy byli koszmarnie biedni.
    Bez pracy nie ma rozwoju. Co do wysokiego kosztu rozwoju – hmmm…. a co Pan powie jezeli napisze ze gdyby rozwoj byl 1% przez te 50lat w Malezji, to zasady kulturowe i religijne pozostalyby te same, a nawet byc moze zaostrzylyby sie
    Pisze Pan ze mieszka w Kuala Lumpur. Na litosc boska, niech Pan wyjdzie na ulice i zapyta Malaja, Hindusa czy Chinczyka czy zle im w Malezji i czy zaluja ze kraj ten sie rozwinal. Ja pytalem i obraz jaki mam przed soba jest taki a nie inny. Przedklada Pan swoje poglady nad jakiekolwiek argumenty.
    Zapraszam do Kambodzy czy Laosu, gdzie nie ma wysokich kosztow rozwoju, bo nie ma rozwoju. Podsumowywujac jest to inny swiat, rozwijajacy sie znacznie bardziej dynamicznie gospodarczo niz nasz. Rowniez majacy biedne regiony i swoje problemy (nie wszystko jest tak prezne jak Kuala Lumpur itd). Porownywanie Polski i Malezji jest bardzo trudne, ale warto podjac temat, bo krytykowac kazdy potrafi (co widac w komentarzu – ale wyciagnac konstruktywna esencje niekoniecznie). Jeszcze jedno – nie twierdze ze UE jest czyms zlym i promujacym stagnacje. Poprostu nie zawsze ma racje – tyle.

    Co do Pana odpowiedzi:
    1. Wolnosc religijna. No dobra, to co Pan napisal to prawda, ale czy to takie straszne zasady? Po pierwsze to tylko zasady. Mi Malezyjczycy mowili co innego i nie bali sie tego. W Polsce jest cala masa zasad np jazda 50km/h po Warszawie, czego nie przestrzega 99,9% ludzi. Niech Pan wezmie pod uwage realna rzeczywistosc a nie zasady, bo ta jest taka ze moze Pan kupic ksiazke w ksiegarni o buddyzmie bedac muzulm.
    Po drugie w Polsce wisza w szkolach, budynkach panstwowych i wielu miejscach krzyze – tylko co z tego.
    Nie twierdze ze Malezja to Europa, ale po 2 latach zycia w Malezji niech Pan nie przesadza, bo pomysle ze siedzi Pan w biurze non-stop i nie rozmawia z tubylcami.
    2. Dyskryminacja rasowa – tu zgoda. Temat rzeka, ale w przeciwienstwie do bylej np.Jugoslawii czy Sri Lanki, w Malezji udalo sie stworzyc spoleczenstwo wielorasowe. Owszem, Malajowie sa pozytywnie dyskryminowani, ale w Polsce Polacy tez maja lepiej niz Bulgarzy czy Ukraincy – co w tym dziwnego? Prosze jednak cofnac sie w czasie i przemyslec ze po ogloszeniu niepodleglosci byly duze roznice spoleczne, a Malajowie byli najbiedniejsi. Chcac aby kraj rozwijal sie rownomiernie i aby kazdy mial szanse rzady zdecydowaly sie pozytywnie dyskryminowac Bumiputera.
    Poza tym aby wjechac do Tajlandii rowniez trzeba wypelnic wniosek i wpisac rase. Chyba nie zauwazyl Pan ze Azja to Europa i nie mozna przenosic europejskich zasad i nazewnictwa do Azji. To troche inny swiat.
    Pana argumentacja jakoby rodowici Malajowie zawsze koczyli studia jest nieprawdziwa, bo w przeciwienstwie do Polski tam nie kazdy w wieku 25 lat ma skonczone studia.
    3. „Wolny rynek” to nie tylko otwieranie firmy to zespol czynnikow powiazanych ze soba. Nigdzie nie jest idealnie, ale Malezja jest jednym z najdynamiczniej rozwiajacych sie krajow na swiecie. Od lat jest przykladem na rynkowy sukces. Pewne jest ze kazdy kraj ma co reformowac – inne problemy ma Malezja inne Polska. Chce Pan udowodnic ze w Polsce (z ZUSem, KRUSem, NFZem itd) jest system lepszy niz w Malezji. Szczescia zycze. Chociaz zapomnialem, ze zapewne nie musi Pan utrzymywac naszego systemu bo z wyjechal Pan z kraju. Moze chcialby Pan wrocic i sprobowac dzialac w Polsce? Chyba jednak latwiej jest w Malezji.
    4. Bezrobocie. W Kuala Lumpur jest popyt na pracownikow. Brakuje ludzi do pracy. Jezeli Pan nie ufa temu co napisalem to prosze isc do Centrow Handlowych i zobaczyc na ilu sklepach wisi ogloszenie, ze poszukuja pracownika.
    Pana argument: „W Malezji jak ustawia się portiera przy drzwiach to w praktyce ustawia się dwóch – jeden otwiera drzwi – drugi je zamyka. To prowadzi do całkowitego braku potrzeby rozwoju u tych ludzi i pogłębia ich ograniczoną wiedzę i doświadczenie.” jest zupelnie absurdalny.
    Mi nie przeszkadzaja portierzy. Niskie zarobki sprawiaja ze moze ich byc tyle, jezeli dajmy na to hotel stawia na wysoka jakosc obslugi. W Polsce w Ministerstwie Gospodarki pracuje az 4 przy wejsciu (sa mili inaczej), a w kazdym holetu w USA min.1 i z przyjemnoscia otwieraja drzwi bo otrzymuja za to pensje. Jak ktos chce sie rozwijac to sie rozwija. Dodam ze w Malezji jest znacznie lepiej niz w Polsce jezeli chodzi o rozwoj, czego Pan doswiadcza zapewne.
    Jestem ekonomista wiec nie bede sie scigal na wrazliwosc spoleczna.
    5. Co do Hitech, to zapraszamy do Polski – tutaj jest bardzo duzo osrodkow badawczych, tylko brakuje fabryk. Patentow i tak nie rejstrujemy, bo lata swietlne sa przed nami kraje Zachodnie. Mysle ze ma Pan za duze wymagania w stosunku do tego co moze Panu zaproponowac Malezja. Niedaleko jest Singapur, tam jest jeszcze lepiej, ale tez noca widac ludzi co pchaja wozki i niedojadaja.
    6. Mysle ze najzwyczjniej „czepia sie” Pan szczegolow. Nie mam zamiaru sie klocic czy nierownosci spoleczne sa dobre czy zle (w Korei Pn wszyscy sa rowni – rowno martwii z glodu) tak jak nie bede polemizowal w kwestii korupcji, bo ta istnieje wszedzie, tyle ze w jednych krajach bardziej w innych mniej.
    Artykul powstal jakis czas temu i byl w prasie kiedy 1PLN=1Ringgit.

    Jak Pan pieknie zauwazyl moja puenta byla celowa i kazdy kto wie ze w Europie jest wieksza rownosc plci, domysli sie ze swiat mimo powszechnego rownouprawnienia nie poslucha Malezji – kobiety. Ciesze sie ze Pan odkryl zakamuflowany przekaz.

    Dziekuje slicznie jeszcze raz za uwagi. Jezeli kiedys napisze Pan artykul na temat Malezji, ale bez uprzedzen, z dobrze dobrana logika argumentujaca Pana zdanie – niech Pan mi wysle. Z przyjemnoscia przeczytam. Pozdrawiam serdecznie.

    • Witam ponownie !

      Dziękuję za ciekawą odpowiedź – odniosę się w dalszej części teksu. Zawsze chętnie dyskutuję z ludźmi, którzy mają punkt widzenia poparty własnym doświadczeniem. Niestety (małe „niestety”) w Kuala Lumpur mam najwięcej kontaktu (na poziomie prywatnym) z innymi expatami, którzy w znakomitej większości podzielają moje opinie. Ciekawym jest fakt „polepszania się opinii o kraju z czasem, od momentu jego opuszczenia” – tak jak moja wyprawa do Indii – w Indiach chciałem spalić ten kraj, po pół roku w Polsce – tęskniłem za Indiami. Może to ten sam efekt.

      Teraz do rzeczy:
      – Wiem, że nie pracuje Pan w Malezyjskim Ministerstwie Kultury – tam trzeba mieć kontakty i być Malajem (szczególnie wyższe stanowiska).;) Nie czepiam się tego w żaden sposób – w Polsce jest tak samo. Nepotyzm jest głęboko zakorzeniony w ludzkiej naturze.
      – Tendencyjność moich wniosków jest nieco zamierzona – miały być przeciwwagą dla Pańskich więc musiały „wywodzić się z drugiej strony”. Nie zmienia to faktu że, wszystko co napisałem ma swoje potwierdzenie w rzeczywistości.
      – Wartościowanie religii – dla mnie, każda religia ma taką samą wartość. Sam jestem niewierzący i nie uznaje żadnej z religii za lepszą ani gorszą. Ja wartościuję wyznawców religii, a ci niezależnie od wyznania – mogą być lepsi lub gorsi. Co innego gdy system państwowy danego kraju – definiuje lepszych i gorszych ze względu na religię. Jak sam Pan przyznał – jest to w Malezji standardem.
      – w punkcie pierwszym Pańskiej odpowiedzi, odniósł się Pan komentarzem o rolnikach demolujących miast do mojego punktu 1 (wolności religijnej). Nie do końca rozumiem Pańskie intencje w tej sytuacji. Ja chciałem pokazać, że tolerancja religijna w Malezji jest mrzonką i mimo wielkich haseł głoszonych przez rząd, pozostaje tylko w sterze retoryki. Problemem jest hipokryzja – rząd mówi „jesteśmy społeczeństwem rozwiniętym i szanujemy wolność wyznania”, a następnie umocowuje prawnie rozwiązania dyskryminujące inne religie. Co do relacji muzułmanów i „murzynów” z Polski – wiem, że mogą nie świadczyć za dobrze obywatelach naszego kraju ale nie zdarzają się przynajmniej sytuacje, w których rząd popiera łamiących prawo. W Polsce – publiczna akceptacja dla takiego zachowania jest bardzo niska – w Malezji nie trzeba tego usprawiedliwiać ponieważ nietolerancja jest ZGODNA Z PRAWEM.
      – Na szczęście, ten smutny obraz powoli się zmienia. Nowy rząd (pierwszy rząd od długiego czasu, który musiał stworzyć koalicję z opozycją, na skutek niskich wyników w wyborach), przygotował program „1 Malaysia”, którego celem jest niwelowanie różnic rasowych , religijnych i integracja społeczeństwa. Obcokrajowcy, znający Malezję, śmieją się z po cichu – znając obecna sytuacje w Malezji. Tak czy owak – kierunek słuszny.
      – Ja sam poparł bym karę chłosty w niektórych przypadkach – uważam że, ma dużo większą skuteczność niż trzymanie np. kieszonkowców, w więzieniach. Tak czy owak – jest to kara uznawana z większość cywilizowanego świata, za „niecywilizowaną” i złą. Dodatkowy aspekt wymierzenia takiej kary ze względów religijnych – tylko pogrubia zasłonce hipokryzji okalającą Malezję. Jeżeli mówimy o rozwoju – nie możemy chwalić wyników jednego działu bez zwracania uwagi na zacofanie w innych działach. To tak jak bycie magistrem bez kultury osobistej – niby mądry, niby utytułowany – ale CHAM ! Czy ktoś uzna taką osobę za rozwiniętą?
      – Kremacja nie wymaga zgody od kościoła katolickiego. Ktoś źle Pana poinformował. Mogę to powiedzieć z doświadczenia własnego. Jakiś rok temu, zmarła mi ciotka. Została skremowana bez żadnych pozwoleń.
      – Co do kościoła katolickiego (małe litery są zamierzone – tak samo jak w słowach muzułmanin, islam, murzyn, katolik – etc. ) – wiem że nie jest bez wad. Zostałem wychowany w rodzinie katolickiej więc doceniam fakt bycia dorosłym i możliwość samo stanowienia o sobie. Jak wspomniałem – nie jestem wyznawcą żadnej religii ale zauważam wyższość pewnych rozwiązań dostępnych dla wiernych kościoła katolickiego. Po pierwsze – APOSTAZJA – można się zrzec przynależności do kościoła bez zrzekania się wiary. W islamie APOSTAZJA nie istnieje – nie możesz się w Malezji zrzec przynależności do kościoła islamu. Co więcej – takiej opcji nie ma w prawie i po prostu – nie jest to wykonalne.
      Tak więc – nawet jeżeli zignorujesz wszelkie przykazania koranu, naukę Mahometa, zaczniesz jeść wieprzowinę i pić alkohol – kościół islamu nie pozwoli ci się zrzec wiary i będzie zmuszał cię do przynależności. Taka hipokryzja jest przejawem wielkiego zacofania, braku szacunku dla wyborów człowieka i ignorowanie wolnej woli.
      – Yoga ma dla mnie taką samą wartość jak religie – wiem że jest, wiem że pomaga ludziom poczuć się lepiej, wiem że niesie jakiś przekaz. Nie ma to dla mnie znaczenia gdyż w moim przypadku, dużo lepsze wyniki daje szklaneczka whisky i chwila relaksu przy dobrej muzyce. Przytaczając przykład Yogi – chciałem pokazać zacofanie i strach przed poznaniem jaki pokazują środowiska islamskie w Malezji. Ludzie którzy okładają klątwą (fatwa) Yoge, są wyższymi w hierarchii rady islamu – ci sami ludzie zasiadają też w rządzie (dosyć rzadko) albo są „szanowanymi” mówcami i doradcami polityków. Znowu – zacofanie i niezrozumienie wychodzi na wierzch i odbija się na ludziach, których zwyczaje/przekonania – są ignorowane lub nawet dyskryminowane.
      – użyłem porównania z Koreą Północną (może nieco zbyt drastyczne) po to by pokazać, że rozwój konkretnego sektora bez rozwoju innych, może być dla całego świata ważny i zauważany (Malezja – rozwój gospodarczy, KP – rozwój programu rakietowego) ale nikt nie widzi jak wiele musza zapłacić obywatele którzy są odzierani z podstawowych praw (Malezja – wolność słowa, wolność kultu) i zmuszani do życia w warunkach które są im sztucznie narzucone.
      – Tak mieszkam w Kuala Lumpur. Pan sugeruje, że ja nie wiem jak to wszystko widzą ludzie. Twierdzi Pan że to są moje poglądy a nie Malezyjczyków. Otóż nie jest to prawda. Obcokrajowcy mieszkający w Malezji nie dowiedzą się z telewizji, radia czy pracy NICZEGO. W telewisji jest ostry filtr „złych wiadomości”. Prasa jest dużo bardziej „wolna” ale niestety – tylko ta lokalna – czyli wydawana w lokalnych językach (Bahasa, Tamil, Kantoński). Niestety – bardzo niewielu obcokrajowców (europejczyków) umie to odczytać. Bahasę – może trochę ale nie ma szansy z tamilskimi „frędzlami” i kantońskimi „krzakami”. Cały mój obraz społeczeństwa pochodzi z rozmów – głównie ze straganiarzami i taksówkarzami. Nie uwierzyłby Pan jak różnych ludzi można stracić w taksówce: Chińczycy, Hindusi, Malajowie, starzy, młodzi, ludzie jeżdżący taksówką dla pieniędzy i jeżdżący dla zabicia czasu, ludzie z przeszłością i ludzie bez przyszłości. Myślę że taksówkarze prezentują dobry przekrój społeczeństwa. Niestety – obraz Malezji, który opisałem, pochodzi w większości z moich odczuć, silnie uformowanych przez opinie tych ludzi.

      Na koniec, chciałbym podziękować jeszcze raz za ciekawy list i trochę „rozluźnić” atmosferę.
      Przyjechałem do Malezji szukając przygód. Miałem oferty pracy w Malezji, USA i kilku innych miejscach – wybrałem Malezję bo chciałem ja poznać gdyż wydawała mi się najbardziej „odległa” fizycznie i obyczajowo. Nie żałuję tego – NIE JESTEM ZMUSZONY TU ŻYĆ. Mogę się spakować i pojechać gdzie chcę. Jestem tu bo chcę tu być i wierzę, że Malezja będzie stawała się lepszym krajem jak tylko ludzie zrozumieją że rząd jest dla nich a nie oni dla rządu.
      Wszystko co napisałem, nawet jeżeli mogło być uznane za tendencyjne (tak jak w Pańskim przypadku) jest faktem, a Malezja tak jak inne kraje – ma wady i zalety.

      Wierzę nasza dyskusja da czytającym pełniejszy obraz Malezyjskiej rzeczywistości

      Pozdrawiam
      Tomasz.

  • swietny artykul,

    pozdrawiam ;)

  • Witam,

    Tak z ciekawości się zapytam – czy miał Pan okazję spędzić trochę więcej czasu w Malezji?

    Pański artykuł wygląda jak przepisany z ulotek rozdawanych przez Malezyjskie ministerstwo turystki. Z punktu widzenia ekonomicznego – artykuł jest zgodny z historyczną rzeczywistością. Niestety – całkowicie zapomniał Pan o skutkach jakieś przyniosły zmiany w Malezji i kosztach jakie ponieśli obywatele.

    Nazywanie Malezji krajem muzułmańskim z „umiarkowanym podejściem do islamu” jest niezbyt precyzyjne w świetle ostatnich wydarzeń:

    1. Marsz przeciw budowie hinduskiej świątyni – uczestniczy (muzułmanie) nieśli odciętą głowę krowy (święte zwierze w religii hindi) chcąc ewidentnie urazić uczucia religijne.
    http://www.thaindian.com/newsportal/world-news/tension-in-malaysia-over-cow-head-to-protest-hindu-shrine-relocation_100240388.html

    Rząd zareagował twierdząc że „mieli prawo na demonstrowanie swoich poglądów”. W podobnej sytuacji, kiedy hindusi protestowali przeciw budowie meczetu w rejonie całkowicie zamieszkanym przez hindusów, niedaleko jednej z największych świątyń hinduskich – policja rozpędziła protestujących pałkami i armatkami wodnymi

    2. Sprawa byłej modelki Kartiki – obywatelki Malezji i Singapuru którą skazano na chłostę po tym jak ktoś doniósł, że piła piwo w Singapurze (jest to tam całkowicie dozwolone). W Malezji – sąd szariacki skazał ją na chłostę bo muzułmanie pić alkoholu nie mogą. Niestety – w Malezji nie możesz się zrzec islamu. Możesz się przekonwertować na Islam ale juz nie możesz na inną religię.
    http://www.guardian.co.uk/world/2009/aug/20/malaysia-model-alcohol-cane

    3. W Malezji – rada muzułmańska zakazała (obłożyła klątwą) uprawianie Yogi – twierdząc że to odciąga muzułmanów od wiary http://www.msnbc.msn.com/id/27857578/

    Chwalenie Malezji za rozwój to trochę jak chwalenie Korei Północnej za program nuklearny. Niby rozwój dla dobra ludzi – ale niestety – wszystko ich kosztem – bardzo wysokim kosztem.

    Teraz kilka sprostowań/komentarzy do samej treści.

    1. Wolność religijna – to taki „slogan”, który wszyscy powtarzają, a nikt nie tego nie doświadcza (poza muzułmanami).
    Oczywiście masz prawo wierzyć w każdego boga ale:
    – nie masz prawa mówić źle o islamie – o innych religiach możesz
    – nie masz prawa budować miejsc kultu w okolicy meczetów – meczety i surau (domy modlitwy) możesz budować gdzie chcesz – nawet na terenach świętych dla innych religii.
    – gazety nie prowadzone przez muzułmańskich redaktorów nie mogą pisać źle o islamie – pod groźbą zabrania licencji na publikacje. Te same gazety nie mają prawa używać kilku słów np. allach, solat etc. w artykułach na pierwszej stronie. Te same słowa nie mogą być używane w artykułach opisujących inne religie niż islam.
    – Nie masz prawa sprzedawać książek i czasopism o tematyce religijnej (innej niż religia Islamu) muzułmanom .

    2. Dyskryminacja rasowa – temat rzeka w Malezji:
    Zacznijmy od pewnej definicji – ważne żeby rozróżnić „Malaja” i „Malezyjczyka” . Malezyjczyk to obywatel Malezji – niezależnie od rasy/religii, „Malaj” to przedstawiciel rasy „Malajskiej”. Jest jeszcze jedno określenie ma Malaja muzułmanina – „Bumiputera” – w tłumaczeniu „Książę ziemi” i w Malezji znaczy „Równiejszy niż równi”. (Zamierzam opublikować moją dopowiedź na Wykop.pl jako przeciwwagę dla pańskiego artykułu więc opisuję klasyfikację mieszkańców Malezji jeszcze raz).
    – Dostęp do szkół/uczelni ograniczony tylko dla Malajów. Poziom takich szkół zazwyczaj szybko spada ponieważ kryteria oceniania są zaniżane – przecież nie mogą pozwolić żeby Malaj/Bumiputera nie ukończył studiów !!.
    – Dostęp do usług bankowych i finansowych – niektóre produkty (kredyty/lokaty) oferowane na lepszych warunkach – dostępne są tylko dla Malajów/Bumiputera/Muzułmanów.

    3. Wolny rynek:
    – Reglamentacja cen jest dowolnie używana przez państwo – szczególnie jeżeli chodzi o dobra niezbędne muzułmanom (mięso halal, elementy kultu religijnego…)
    – Przedsiębiorstwa państwowe/z dużym udziałem państwa (szczególnie duże) – nie robią interesów z firmami, które nie zatrudniają wystarczającej liczby Malajów. Żeby zarejestrować się jako dostawca dla dużej rządowej firmy – przedsiębiorca musi zatrudnić określoną liczbę „Malajów – słupów” – tylko po to żeby mógł dostarczać towary/usługi dla rządowego molocha.
    – ograniczenie biurokracji jest mitem. Może i jest mniej „papierów” do załatwienia ale ich załatwienie zajmuje dużo więcej czasu z powodu braku kompetencji urzędników. Myślę, że w Polsce – firmę da się otworzyć szybciej i sprawniej niż w Malezji.

    4. Bezrobocie – wspomniał Pan o „praktycznym braku bezrobocia” – nie wspomniał Pan o metodach jakimi rząd się posługuje żeby wymusić zatrudnianie bezużytecznego personelu:
    – Jak wspomniałem – „Malajowie – Słupy” – zatrudniani tylko po to żeby firma mogła zarejestrować się jako dostawca w dużej państwowej firmie.
    – Rozdrabnianie zadań po to aby sztucznie zwiększyć ilość etatów. W Malezji jak ustawia się portiera przy drzwiach to w praktyce ustawia się dwóch – jeden otwiera drzwi – drugi je zamyka. To prowadzi do całkowitego braku potrzeby rozwoju u tych ludzi i pogłębia ich ograniczoną wiedzę i doświadczenie.
    – Minimalna płaca – niby fajnie – nie ma jej. Niestety – ten sam rząd narzeka na szarą strefę. Osoba która pracuje za głodową pensję – po to tylko żeby wypełnić sztuczny etat i zmniejszyć wskaźnik bezrobocia – po pracy udaje się do swojej „budki/wózka z jedzeniem” i sprzedaje posiłki przy drogach nie płacąc podatków. Jest to bardzo popularne w Malezji (chyba nie muszę wspominać o standardach higienicznych takiej „budki/wózka z jedzeniem). Tak więc – chodząc po Kuala Lumpur wieczorem –(po 22-giej) możemy obejrzeć setki poukrywanych budek, straganów i wózków – sprzedających smażony ryż, mie noodle i inne – po najniższych cenach, w niskich standardach sanitarnych, nie płacąc podatków – ludziom którzy zarabiają takie same głodowe pensje.
    – Prawo pracy i zwalnianie pracowników – kolejny temat rzeka. Faktycznie, nie musisz dużo płacić pracownikowi – ale zwolnienie go jest bardzo problematyczne i zazwyczaj musisz płacić ogromne odprawy „Słupom” których musiałeś zatrudnić.

    5. Rozwój technologiczny (hi tech) – tu, Pański artykuł brzmi jak przepisana ulotka ministerstwa rozwoju Malezji:
    – Nie ma w Malezji praktycznie żadnych centrów badawczych – są tylko fabryki otwierane przez zagraniczne firmy, które mają dostęp do taniej siły roboczej i chłonnych rynków zbytu. Wszystkie nowoczesne technologie stosowane w urządzeniach produkowanych w Malezji zostały zaimplementowane w Malezji przez zagraniczne firmy tylko dlatego że można je tu tanio produkować. Produkcja urządzeń zaawansowanych technicznie wcale nie oznacza rozwoju technologicznego kraju.
    – Dostęp do usług teleinformatycznych – totalna porażka. Znalezienie niezawodnego dostępu do Internetu graniczy z cudem. Doświadczenie i edukacja ludzi zatrudnionych w usługach teleinformatycznych jest żenująca. Rynek jest zdominowany przez „narodowy” telkom TMnet – który, praktycznie nie mając konkurencji, oferuje żenujący poziom usług teleinformatycznych dyktując zawyżone ceny. Co z tego, że jest kilku „niezależnych operatorów” skoro korzystają z linii TMnet-u a rząd nie wprowadził żadnych regulacji prawnych chroniących konkurencję.
    – Zakaz instalowania anten satelitarnych do odbiorów programów z innego satelity niż ASTRO (lokalny nadawca który oferuje usługi o archaicznym standardzie i jakości)
    – Problem z wykształconą (prawdziwie wykształconą) kadrą IT. Wielu ludzi ma wiedzę i doświadczenia tylko na papierze.

    6. No i na koniec – kilka różnych:
    – Korupcja policji i całkowity brak pomocy ze strony policji.
    – Rozwarstwienie społeczne – dochód na głowę jest wysoki – ale bardzo skupiony w sferach rządowych i biznesowych związanych z rządem.
    – Cenzura !!
    – Przyrost naturalny jest największy w najbiedniejszych stanach Mazleji wśród najsłabiej wykształconych. (Szczególnie Terrenganu).
    – 500 Rynggitów to równowartość 500 Złotych – no chyba raczej 400 zł. Polecam obejrzeć tabelę kursów http://www.oanda.com/convert/fxhistory

    Myślę że nie będę sie bardziej rozpisywał. Mieszkam w Malezji od dwóch lat i trochę już trochę się o tym kraju dowiedziałem. Ba ! Widziałem to wszystko na własne oczy !

    Tak jak Mahatir oskarżał zachód o „podwójne standardy” tak Malezja jest żywym przykładem najwyższej hipokryzji i wielostandardowości.

    Na koniec – Pańska puenta „Malezja to kobieta, która wciąż czeka na to, aż ktoś wysłucha jej historii” – rozbawiła mnie do łez swoją nietrafnością ;). Kobiet nikt w Malezji nie słucha !!! Muzułmanie kobiet nie słuchają i świat też Malezji nie posłucha.

    Dziękuję za Pański artykuł – w końcu umotywował mnie do napisania czegoś od siebie na temat kraju w którym mieszkam, pracuję i żyję.

    Pozdrawiam.
    Tomasz

    • Tomasz,

      jestem zainteresowany wymianą doświadczeń n.t. pracy w Malezji – czy mogę prosić o kontakt? Mój email [email protected]

      pozdrawiam
      Piotr

  • u nas na to nie ma szans, bo u nas nikt nie myśli długofalowo, bo u nas każdy chce odtrąbić własny sukces niemal natychmiast. Bo tak jest u nas.

  • W Polsce taki postęp gospodarczy się nie uda. Mamy nie sprawną administrację i sądownictwo, oraz złe prawo, a nasi politycy za bardzo podlizują się dla MFW, Banku Światowego i UE w zamian za osobiste kożyści. Ordynacja wyborcza i mas media tylko utrzymują tylko ten stan rzeczy w Polsce. Kiedyś czytałem artykół o Malezji, który opisywał migrację zarobkową obywateli, którzy swoje zarobione w ten sposób pieniądze inwestowali u siebie w kraju. Ale w Polsce taki model ekonomiczny nie przejdzie-normy europejskie wręcz blokują powstawanie nowych miejsc pracy w przedwórstwie żywności, podnosząc nadmiernie koszta rozpoczęcia tego typu działalności.

  • A poza tym to bardzo ciekawie napisany artykul.

  • Sergiuszu, napisales w ostatnim zdaniu, ze Malezja ma do przekazania, jak poradzic sobie z wielorasowym spoleczenstwem. Wczesniej w tekscie wspomniales jednak o dykryminacji rasowej, ktora tam wystepuje (rodowici Malajowie maja wieksze uprawnienia gospodarcze niz obywatele Malezji chinskiego pochodzenia). Owszem, Malezja swietnie sobie radzi z gospodarka, jaka caloscia, z tego tez co sam doswiadczylem jest krajem tolerancyjnym i otwartym, zwlaszcza jak na kraj islamski, ale nadal – dzieli sie wlasnych obywateli (bo nie dotyczy to tylko pracownikow zagranicznych) ze wzgledu na rase. Nie jest to chyba jednak najlepszy przyklad, jak radzic sobie z wieloetnicznym spoleczenstwem, tak jak napisales, nie zgodzisz sie?

    Pozdrawiam

  • Nie dali się okraść MFW jak inne kraje azjatyckie więc osiągnęli sukces

  • @Jerz
    Dzieki
    @Polityk.net
    Znalem jednego Malaja ktory prowadzil w Polsce interesy, mial firme z salonem w Warszawie w Galerii Domoteka, jednak jak zrozumial o co chodzi z ZUSem, podatkami i kontrolami to go wiecej nie widzialem
    @Nikosis
    Oryginalnie raczej wolna wola jest katolicka, protestancki jest determinizm, ale teraz juz sie pomieszalo, wiec masz duzo racji.
    @Tomasz Kowalczyk
    Nastepnym razem napisze swoje nazwisko wspak, mam nadzieje ze tez przypadnie Panu do gustu :)

    Pozdrawiam wszystkich

  • Rewelacja ! Bede tutaj stale zagladal

  • „nie można opszeć się wrażeniu” – popraw to, prosze…

  • Znakomity artykuł!

  • Bardzo ciekawy artykuł, poza kilkoma reklamami promującymi kraj jako taki (w zachodnich stacjach na satelicie) to w Polsce nie zauważyłem żeby mówiło się w ogóle o Malezji. Jedyną pogadankę na ten temat miałem z właścicielką azjatyckiej knajpy (taki lokal bardziej dla biznesmenów a nie budka z „kurciakiem”), Malezyjką, która dobrze sobie radziła w naszej polskiej rzeczywistości z robieniem biznesu. Raczej w Polsce nie wskazuje się nigdy na wschód jako na przykład tego jak się powinno coś dobrze robić, nasz rząd przykładowo „zawiesił” się tylko w porównaniach naszej gospodarki do gospodarki Irlandii, jak by to był jedyny cel.

  • Świetny artykuł. Nie miałem pojęcia o malezyjskim cudzie gospodarczym, ale od teraz będę śledził poczynania polityczno-biznesowe tego kraju.

  • „Wolna wola” również jest protestancka. Nie jest to jakiś copyright reserved by Kościół Katolicki.

  • Avatar Tomasz Kowalczyk

    „Ekonomista i historyk – absolwent dwóch kierunków na Uniwersytecie Warszawskim. Aktualnie pisze doktorat z ekonomii. Stypendysta Uniwersytetu Udayana w 2009 roku. ”

    A mimo to nie wie jak napisać własne nazwisko. To się nazywa zmarnowana edukacja. W języku polskim imię powinno być pierwsze, panie doktorze in spe.

Pozostaw odpowiedź