Indie news,Wydarzenia i zapowiedzi

„Maharadża był dla nas jak ojciec” – relacja ze spotkania z wychowankami Maharadży

Dnia 9 listopada w Galerii Azjatyckiej przy ul. Freta 5 odbyło się spotkanie z „wychowankami maharadży” DigvijaySinh Ji – Andrzejem Janem Chendyńskim – prezesem Koła Polaków z Indii i Wiesławem Stypułą – członkiem Zarządu Koła.

Spotkanie rozpoczęła pani Karolina Krzywicka, która przedstawiła gości i wprowadziła obecnych na sali w temat spotkania. Nadmieniła, iż przybyli goście, stanowią  „skarbnicę wiedzy”, o pomocy indyjsko-polskiej z lat 1942-48, gdyż byli  naocznymi świadkami tych ważnych wydarzeń.

Następnie pani Ewa Dryjańska, reprezentantka Centrum Studiów Polska-Azja. Przedstawiła szczegóły trwającej od września b.r. akcji „Uhonorujmy Maharadżę!”. W kilku zdaniach scharakteryzowała działania i główne cele akcji, uświadamiając zebranym, iż wiedza na temat indyjskiego maharadży w naszym kraju jest śladowa. Dlatego też, tak ważne jest należyte jego odznaczenie.

Pierwszy zabrał głos pan Andrzej Chendyński – Prezes Koła Polaków z Indii. Rozpoczął od krótkiego opisu Koła. Organizacja ta skupia Polaków, którzy 60 lat temu przebywali na terenie Indii. Pierwszym osiedlem skupiającym polską ludność była Bhanghra, do której przybyły dzieci bezpośrednio z Rosji. Nieco później powstał pierwszy obóz stały Balachadi, który gromadził 600 dzieci. Największym polskim osiedlem w Indiach był Valivade/ k/Kolhapur zbudowanym dla 5 000 ludności.

Pan Chendyński mówił, o ciężkich czasach wojny, a także o tym, co działo się po jej zakończeniu. Ostatni  obóz został opuszczony w 1948 roku. Dzieci rozjechały się po całym świecie, z czego jedynie około 10% wróciło do Polski.

Koło Polaków z Indii od lat organizuje spotkania, na które przyjeżdżają dorosłe już „dzieci maharadży” z całego świata: Australii, Afryki Południowej, Anglii, Włoch, Kanady, Francji, USA i oczywiście z Polski. Niestety zjazdy tych ludzi są już coraz mniej liczne. Na ostatni przybyło ok. 80 uczestników.

Od lewej: Wiesław Stypuła, Andrzej Chendyński, Ewa Dryjańska

Od lewej: Wiesław Stypuła, Andrzej Chendyński, Ewa Dryjańska

Pan Andrzej Chendryński opowiadał o swoim dzieciństwie, o przymusowym opuszczeniu rodzinnego Lwowa z matką oraz  braćmi: Michałem i Józefem, a także o ciężkiej podróży do Kazachstanu.

Nawiązał do przypadającej w tym roku 70- tej  rocznicy deportacji Polaków na Sybir i do Kazachstanu. Z tej okazji napisał artykuł „Wyprawa nad Bajkał”, którego fragment przeczytał na spotkaniu: „Jadę latem nad Bajkał (a kiedyś, w latach czterdziestych XX wieku, w tamtym kierunku, Stalin zafundował mi taką podróż za darmo… )”. W artykule opisuje swoją niedawną, powtórną wyprawę w miejsca zesłania. Podróż nowoczesnym, wygodnym pociągiem przerywają mu koszmary z dzieciństwa. „Mijając” Katta- Kurgan, przerywa cytat. W Katta-Kurganie na „wieki wieków” została jego matka i starszy brat, o on z młodszym bratem dostał się tam do sierocińca. Z czasem został przewieziony do Aszchabadu, stamtąd do Teheranu, gdzie dowiedział się o śmierci drugiego brata, wreszcie  w 1943 roku trafia do Valivade. Pan Andrzej pokazuje na jedno z wyświetlających się rodzinnych zdjęć: „tylko ja, ten pierwszy, zostałem przy życiu”.

Osiedle Valivada było dobrze zorganizowane. Wszystko było przygotowane, tak, aby przypominało Polskę m.in. szkoły,  sklepy,  kino , teatr, bazar…

Zaznaczył, że wraz z innymi dziećmi był świadkiem doniosłego wydarzenia – odzyskania niepodległości przez Indie 15 sierpnia 1947 r.

Przez wszystkie lata swojego życia (do chwili obecnej) interesował się losami swoich współtowarzyszy. Zaznaczył, że każdy z nich jest „kimś” w swoim dorosłym życiu dzięki ogromnej sile, jaką dały im  bolesne doświadczenia. Są to osoby wykształcone, pełniące prestiżowe funkcje społeczne: inżynierowie, artyści, pisarze, ekonomiści itp.

Wiesław Stypuła przeszedł do przybliżenia zebranym postaci jama saheba. Uzupełnił wypowiedź pana Andrzeja Chendyńskiego, przedstawiając tło historyczne tych wydarzeń.

W 1941 roku po układzie Sikorski – Majski, polscy zesłańcy zostali objęci amnestią. Zwolnione spod sowieckiej władzy dzieci, w związku z wciąż trwająca wojną, nie miały gdzie się podziać. Jako pierwszy pomocy udzielił im maharadża Digvijaysinh.

Maharadża był przewodniczącym Rady Książąt Indyjskich oraz członkiem Rady Wojennej, która mimo angielskiego nadzoru nad indyjskim rządem, posiadała częściową niezależność. Słysząc o losach polskich dzieci, zgłosił swoją gotowość do pomocy.

Pan Stypuła podkreślił, że zainteresowanie Polską  indyjskiego władcy nie było przypadkowe. W latach dwudziestych, wraz ze swoim stryjem, przebywał w Szwajcarii. Nawiązali wówczas znajomość z Ignacym Paderewskim. Toczyły się między nimi rozmowy, dzięki którym maharadża dowiedział się o Polsce. Po śmierci stryja, jam saheb przejął władzę. Gdy po latach usłyszał o problemach polskich dzieci, niemalże od razu zaprosił je na swój teren i objął opieką. Pomoc maharadży przejawiała się w wielu kwestiach. Przeznaczył pieniądze na budowę osiedli, co było ogromnym wysiłkiem finansowym dla Indii, gdyż kraj ten był wówczas bardzo biedny i obciążony śmiertelnymi chorobami. Mimo wielu problemów kraj ten okazał się dla dzieci „oazą ciepła i wielkiej serdeczności”, którego wcieleniem był dobroduszny maharadża. Jam saheb dawał swoją postawą przykład i zachęcał do niesienia pomocy. Utworzył tzw. fundusz społeczny, składający się z wpływowych ludzi, biznesmenów, przedsiębiorców, którzy zobowiązali się utrzymywać finansowo 500 dzieci do końca wojny. Było to ogromne wsparcie.

Pan Wiesław Stypuła nazywa jama saheba  „namiastką naszych utraconych ojców”. Był on „człowiekiem silnym, postawnym, pięknie ubranym, a do tego niezwykle kulturalnym i sympatycznym(…)”. Przyjeżdżał na każde uroczystości i święta, oglądał jasełka, chodził na zawody sportowe, dopingując polskim zespołom nawet bardziej niż swoim rodzimym. Dzieci śpiewały hymn na jego przyjazd.  Odwiedzał ich wraz z rodziną raz, bądź dwa razy w ciągu miesiąca. Po każdym przyjeździe zostawiał 1001 rupii (ta jedna rupia stanowiła zadatek na następny przyjazd). Pieniądze te ofiarowywał  na działalność kulturalną, podczas gdy angielskie wsparcie finansowe przeznaczone było na utrzymanie, wyżywienie i edukację.

Pan Wiesław Stypuła pokazał wiele pamiątkowych zdjęć z wielu uroczystości i z codziennych zajęć. Wspomina również innych hinduskich opiekunów, których wraz z innymi dziećmi darzył wielka sympatią: lekarze, nauczyciele od muzyki, jeden z nauczycieli znał nawet język polski. Za to maharadża czytał „Chłopów”, których uważał za jedną z lepszych czytanych przez siebie lektur.

Pan Wiesław Stypuła wypowiadał się o maharadży z wielkim uznaniem i szacunkiem podkreślając, jego niezwykłość i dobrodziejstwo dla dzieci. W obliczu zła, wojny,  opiekował się nimi wpływowy człowiek, przy którym czuli się bezpiecznie. Jednak gdy zakończyła się wojna, pojawił się kolejny dramat. Komunistyczne władze Polski zażądały powrotu dzieci do kraju. Myśl o powrocie do systemu, który wyrządził im tak wielką krzywdę była bardzo traumatyczna, szczególnie dla starszej młodzieży.

Tu po raz kolejny jam saheb okazał swoje dobre serce. Wraz ze komendantami osiedla i  adiutantami wystąpił sądownie o zbiorową adopcję dzieci, które nie miały rodziców ani opiekunów. To zapobiegło przymusowemu powrotowi wielu z nich do Polski. Pozytywne rozpatrzenie sporawy przez sąd uczyniło maharadżę prawnym rodzicem między innymi Wiesława Stypuły, który dziś żartuje w swojej książce, że jest „sukcesorem pałacu maharadży”.

Po powrocie do Polski obaj panowie, wraz z innymi „dziećmi maharadży”, robili wszystko, aby należycie uhonorować Jama Saheba. W latach osiemdziesiątych zorganizowali wyprawę do Indii w miejsce, które przed laty było ich „ zastępczą ojczyzną” i umieścili tam tablice pieczętując swoją wdzięczność. Są bardzo dumni z tej tablicy i do dziś mają nadzieję, że również w Polsce „Dobrodziej Dzieci Polskich” zostanie należycie uhonorowany.

Spotkanie z Andrzejem Janem Chendyńskim i Wiesławem Stypułą było bardzo ciekawe i przejmujące. Niewątpliwie wzbogaciło wiedzę zebranych o osobie Jama Saheba Digvijaysinh Ji, ale również  o spojrzenie na Indie z wdzięcznością.

Katarzyna Kotarska

Zapraszamy do udziału w akcji “Uhonorujmy Maharadżę!” Akcja ma na celu skłonienie władz Polski do uhonorowania jama saheba Digvijaysinh, który podczas II wojny światowej uratował blisko 1000 polskich sierot.

Zachęcamy wszystkich do podpisania petycji o odznaczenie monarchy oraz do dołączenia do  strony Maharadży  na Facebooku. Jednocześnie zwracamy się z prośbą do innych instytucji i osób prywatnych o rozpropagowanie naszej inicjatywy.

CSPA

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Maharadża był dla nas jak ojciec” – relacja ze spotkania z wychowankami Maharadży Reviewed by on 16 listopada 2010 .

Dnia 9 listopada w Galerii Azjatyckiej przy ul. Freta 5 odbyło się spotkanie z „wychowankami maharadży” DigvijaySinh Ji – Andrzejem Janem Chendyńskim – prezesem Koła Polaków z Indii i Wiesławem Stypułą – członkiem Zarządu Koła. Spotkanie rozpoczęła pani Karolina Krzywicka, która przedstawiła gości i wprowadziła obecnych na sali w temat spotkania. Nadmieniła, iż przybyli goście,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • „1001 rubli (ta jedna rupia stanowiła zadatek na następny przyjazd)”
    powinno być 1001 rupii jak podejrzewam, bo wątpię aby zostawiał im ruble
    Pozdrawiam.

Pozostaw odpowiedź