BLOGOSFERA,Indie news,News

Madraski niecodziennik: Tamilowie chcą, by sprawiedliwości stało się zadość

Kształt proponowanego państwa tamilskiego na Sri Lance, o którego utworzenie walczyły Tamilskie Tygrysy.

Kształt proponowanego państwa tamilskiego na Sri Lance, o którego utworzenie walczyły Tamilskie Tygrysy.

W centrum uwagi mieszkańców Tamilnadu jest obecnie nadchodzące głosowanie w Radzie Praw Człowieka ONZ, dotyczące postulowanej przez USA rezolucji wobec rządu Sri Lanki. Powodem są zbrodnie wojenne, jakich miał się on dopuścić przeciwko tamilskiej mniejszości etnicznej. Stany Zjednoczone domagają się przeprowadzenia śledztwa w sprawie sposobu, w jaki Sri Lanka ostatecznie wygasiła w maju 2009 roku trwającą ćwierć wieku wojnę domową. Rząd wyspiarskiego państwa z dumą odnosi się do tego jako do „udanej operacji wyzwolenia ludności cywilnej przetrzymywanej przez bezwzględnych terrorystów (LTTE, Tamilskie Tygrysy)”. Tymczasem indyjscy Tamilowie wychodzą na ulice protestując i żądając głowy prezydenta Rajapaksy, którego wprost oskarżają o ludobójstwo. Mieszkańcy tego południowego stanu, solidaryzując się z Tamilami na wyspie, apelują do rządu centralnego Indii, by w Genewie opowiedział się przeciwko Sri Lance. Od kilku dni rozmachu nabierają protesty studentów.

STREFA BEZ OGNIA

W ostatnich tygodniach na murach Ćennaju zaroiło się od plakatów ze zdjęciami dwunastoletniego chłopca, który stał się ikoną dla ruchu indyjskich Tamilów domagających się sprawiedliwości dla swoich lankijskich braci. Na pierwszym zdjęciu chłopiec siedzi spokojnie na ławce, jedząc słodycze. Druga fotografia przedstawia jego zwłoki z widocznymi ranami postrzałowymi. Zdaniem specjalisty, były to strzały oddane z niewielkiej odległości. Oba zdjęcia zostały wykonane tym samym aparatem. Ofiara to Balachandran Prabhakaran, syn przywódcy LTTE. Fotografie upublicznił Callum McRae, autor filmu dokumentalnego wyświetlonego także w Genewie na bieżących obradach Rady Praw Człowieka: „No Fire Zone. In the Killing Fields of Sri Lanka”. Zdjęcia mają dowodzić, że chłopiec zginął wskutek egzekucji wykonanej przez rządowe wojska, a nie, jak podano do informacji publicznej, przypadkowo podczas strzelaniny. Film brytyjskiego dokumentalisty (dostępny na stronie India Today) pokazuje wstrząsające obrazy z czasu „zaprowadzania pokoju” na północy wyspy i obwinia lankijski rząd o mordy na wielką skalę.

Studenci Uniwersytetu Madraskiego uczestniczą w strajku na kampusie głównym.

Studenci Uniwersytetu Madraskiego uczestniczą w strajku na kampusie głównym.

AKCJE I INTENCJE

Premier Tamilnadu, Jayalalitha, wzywa premiera rządu centralnego, Manmohana Singha, do zajęcia silnego stanowiska i wynotowuje sugestie, jak dodatkowo zaostrzyć proponowaną przez USA rezolucję przeciwko Sri Lance. Jej zdaniem niezbędne jest osądzenie odpowiedzialnych za zbrodnię ludobójstwa. Lider partii DMK, Karunanidhi, grozi opuszczeniem koalicji rządzącej UPA*, jeśli sprawiedliwości nie stanie się za dość. Młodzi w Ćennaju i wielu innych miastach Tamilnadu bacznie obserwują rozwój wydarzeń na wysokich szczeblach polityki i staraja się zwrócić maksymalną uwagę na sprawę. Od kilku dni studenci kolejnych uczelni przyłączają się do protestów. W Ćennaju zaczęło się od Loyola College. Strajkuje też między innymi  IIT-M i Amdedkar Law College. Od wczoraj w agitacji udział biorą także studenci Uniwersytetu Madraskiego. Z protestem solidaryzuje się środowisko filmowców. Niedawno większość sklepów, punktów usługowych i restauracji zamknęła swoje podwoje w ramach jednodniowego strajku.

Indyjscy Tamilowie deklarują solidarność z bratnim ludem z wyspy i obrzucają błotem rząd centralny Indii za nieudzielanie mu należytej pomocy. „Delhi nas ignoruje, separuje. Nawet nasze miejscowe władze tylko mydlą nam oczy przemówieniami, nie podejmują żadnych działań” – powiedział mi pracownik Loyola College, wspierający strajkujących. Zdaniem studentów Indie powinny wspomóc dążenia do utworzenia samodzielnego państwa lankijskich Tamilów na północy wyspy. Przy okazji snują teorie o powodach, dla których USA wystąpiła przeciwko Sri Lance. Ich zdaniem w grę wchodzi nie tylko troska o prawa człowieka. „Stany Zjednoczone mają na oku ważną strategicznie bazę wojskową w Trinkomalai (Tirukonamalai, ang. trs.Trincolamalee). Jeśli dojdzie do utworzenia nowego państwa, baza będzie na jego terenie. Póki sytuacja się nie zmieni, na dostęp do tej bazy  mogą liczyć Chiny, z którymi Sri Lanka utrzymuje dobre stosunki.” – tłumaczył mi 23-letni Inigo.

DSCN3716Jak dotąd protesty nie przybierały dramatycznego obrotu i nie zaburzają w dużym stopniu funkcjonowania miasta. Niewielki w sumie procent aktywnie zaangażowanych studentów wywołał chaos w życiu studenckiego ogółu. Odwołano zajęcia na uczelniach, zarazem jednak zamknięto akademiki, co spowodowało wielkie „pospolite ruszenie”. Dostawcy usług transportowych nie byli przygotowani na tę nadwyżkę pasażerów, więc część wygonionych z akademików musiała nocować na dworcach kolejowych i autobusowych. Na tę sytuację najbardziej narzekają  studentki. „Koledzy mogą spędzić jedną noc gdziekolwiek, co ja mam zrobić?” – pytała dziennikarzy The Hindu jedna z dziewcząt, której nie udało się dostać biletu powrotnego do rodzinnej miejscowości.

W Ćennaju doszło do kilku incydentów przemocy, której ofiarami padli lankijscy mnisi buddyjscy. Obrażenia żadnego z trójki zaatakowanych nie były na tyle poważne, by kwalifikowały się do hospitalizacji. Ataki odbiły się za to echem na wyspie i wywołały zrozumiałe protesty.

Podczas ostatnich dni w Tamilnadu rodziły się propozycje zaostrzenia amerykańskiej rezolucji. Dziś wieczorem media doniosły o zmianach, jakie USA wprowadziły do swojego projektu. Są to zmiany wprost przeciwne do oczekiwań. Teraz Stany Zjednoczone nie mówią już o konieczności międzynarodowego niezależnego śledztwa, ale o potrzebie wewnętrznego dochodzenia przeprowadzonego przez władze Sri Lanki. Zmienił się język tekstu, pojawiły się pochwały za dotychczasowe kroki przedsięwzięte przez Sri Lankę na rzecz poprawienia sytuacji Tamilów na wyspie.

Głosowanie ma się odbyć 21.marca. Czy pierwszy dzień wiosny okaże się przełomowy dla lankijskich Tamilów?

Zob. też: U.N. Rights Council to Vote on Resolution on Sri Lanka 

Źródła zdjęć: zdjęcia własne autorki, mapa: wikipedia.com

Tekst równowcześnie opublikowany na blogu: www.rakszasica.blogspot.com

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Madraski niecodziennik: Tamilowie chcą, by sprawiedliwości stało się zadość Reviewed by on 19 marca 2013 .

W centrum uwagi mieszkańców Tamilnadu jest obecnie nadchodzące głosowanie w Radzie Praw Człowieka ONZ, dotyczące postulowanej przez USA rezolucji wobec rządu Sri Lanki. Powodem są zbrodnie wojenne, jakich miał się on dopuścić przeciwko tamilskiej mniejszości etnicznej. Stany Zjednoczone domagają się przeprowadzenia śledztwa w sprawie sposobu, w jaki Sri Lanka ostatecznie wygasiła w maju 2009 roku

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 6

  • Avatar Wlodzimierz Madziar

    Problem tamilski na Sri Lance spedza chyba sen z oczu wszystkim rzadzacym w Delhi ekipom. To troche kwadratura kola. Jak utrzytmac dobre stosunki z rzadem Sri Lanki, co jest dla Indii bardzo wazne, a jak z drugiej strony bronic interesow mniejszosci tamilskiej na wyspie, ktora jest do tego rzadu nastawiona najlagodniej mowiac sceptycznie.
    Ponadto Tamil Nadu to wazny stan na indyjskiej mapie politycznej, to duzy potencjal wyborczy i w zasadze nie mozna przejsc do porzadku dziennego nad stanowiskiem partii reprezentujacych Tamilow (zaden rzad dotad tak komfortowej wiekszosci nie mial, nie ma tez obecny). Kazda partia lokalna, tamilska, bedzie domagala sie zdecydowanej akcji na rzecz mniejszosci tamilskiej na Sri lance.

  • A Agnieszce gratulujemy notki:) Może chciałabyś napisać coś więcej na ten temat?
    Bo to rzeczywiście teraz najgorętszy temat polityczni w Indiach i to ważny tak międzynarodowo jak i krajowo i regionalnie. Przecież nie dość, że puścili tę rezolucję, to DMK opuściło koalicję UPA…

  • Polityczne zaangażowanie studentów to chyba specyfika indyjska. Zaangażowanie polityczne studentów polskich jest nieporównywalnie mniejsze, o ile można mówić o jakimkolwiek zaangażowaniu kiedy niewielkie jest zainteresowanie.
    Czy to dobrze ? Myślę, że w przypadku uczelni technicznych i uniwersyteckich kierunków nauk przyrodniczych – tak, w przypadku kierunków tzw. humanistycznych nie, bo elementem humanistycznego wykształcenia powinna być umiejętność wykreowania własnej opinii, a nie jedynie powielania obcych.

    • To jest właśnie fascynujący dla mnie temat – zaangażowanie indyjskich studentów w politykę. O tym można napisać doktorat z politologii – a może z socjologii?
      Przecież dla wielu partii, w każdym razie wiodących, organizacje studenckie to jedne z najważniejszych struktur partii – tak jest z Youth Congress dla Kongresu i Akhil Bharatiya Vidyarthi Parishad dla BJP. Przecież sam Narendra Modi zaczynał przygodę z indyjską polityką jako członek ABVP, uczestnicząc w latach 70. w ruchu studenckim przeciw rządowi Kongresu w Gudźaracie.
      Jak w Delhi (i pewnie gdzie indziej też) są wybory do studenckich samorządów, to w mieście wiszą billboardy reklamujące przywódców poszczególnych politycznych organizacji studenckich – innymi słowy, kampania do samorządów studenckich wygląda jak regularna kampania wyborcza.
      Ale odpowiadając sobie na pytanie dlaczego tak jest, pamiętajmy, że studenci ogólnie rzecz biorąc wszędzie są dość aktywnie polityczną grupą. Z jednej strony student już ma prawa wyborcze, już też skończył szkołę, więc czuje się doroślejszy i mądrzejszy, czuje się też mniej młodzieżą, a bardziej obywatelem, który winien być mocniej zaangażowany w działanie jego państwa. Ma czas i energię, ochotę, żeby działać. Jest dalej pełen idei, wierzy, że świat można zmienić na lepsze. Na dodatek, na początku nie ma jeszcze pracy i dzieci – człowiek odpowiedzialny za rodzinę mniej chętnie rzuca kamieniem w uzbrojoną policję…
      I akurat studenci byli w forpoczcie zmian politycznych w wielu krajach, często też stanowią znaczny procent protestujących. No i też widzieliśmy, jak w wielu krajach jak władza chciała uniknąć rewolucji to zaczynała od wprowadzenia czołgów na uczelnie.
      Ale to dalej nie odpowiada na pytanie, dlaczego studenci indyjscy są akurat W TAKI SPOSÓB zaangażowani politycznie. Bo, owszem, często protestują, ale wielu z nich protestuje, bo jest związanymi z pewną partią. Czyli nie jest to antysystemowa warstwa, która wylega tłumnie na ulice i chce dokonać rewolucji.
      Myślę, że powód jest po części taki, że jak są bliżej końca studiów, często dostrzegają, że brak dla nich pracy, są coraz bardziej sfrustrowani. I wtedy przychodzi do nich organizacja X i mówi: dołączcie do nas i głosujcie na naszą partię X, a każdy będzie miał pracy po uszy.
      To też jest typowa cecha indyjskiego systemu. Ludzie zakładają, że jeśli jako pewna grupa społeczna wejdą w sojusz z partią polityczną, to obie strony skorzystają – my wam dajemy głosy, wy nam dacie przywileje po dojściu do władzy. Tak samo jest przecież z wieloma kastami.
      W pewnym sensie to może być jeden z powodów żywotności indyjskiej demokracji: ludzie wierzą w system. To jest nieważne w szerszej perspektywie, czy wierzą w tę czy inną partię. Ważne, że nie są antysystemowi. Bo przecież równie dobrze mogliby swoją frustrację wyrazić nie dołączaniem do partii X czy Y, ale rewolucją. Tej frustracji jest w Indiach tyle, że wystarczyłoby na Indyjską Wiosnę, ale do takiej, jak widać, wcale nie doszło.
      Czy zaangażowanie jest dobre dla studentów to oczywiście bardziej kwestia indywidualnego przypadku. Dla partii to na pewno dobrze. Nie wszyscy uwierzą partyjnej agitacji, ale ten czy tamten przystąpi do organizacji X czy Y a biorąc pod uwagę masy ludzi tam, to daje partiom znaczny elektorat i przyszłe kadry.

    • Na pewno jest dobre dla partii, ale jeśli chodzi o studentów to ich głównym obowiązkiem powinna być jednak nauka, a nie działalność polityczna, agitacyjna :) U nas za wyjątkiem nielicznych jednak (w stosunku do ogółu) sympatyków Korwina-Mikke mało kto afiszuje się z poglądami, a polityka wśród tematów rozmów znajduje się bardzo daleko. Ja uważam, że to dobrze. Jak widać w Indiach jest inaczej, jakże inaczej pod tym względem niż u sąsiada zza Himalajów.

Pozostaw odpowiedź