Artykuły,Publicystyka

M. M. Jastrzębski: Maczetą wyrąbię sobie pokój… Islamizm a usankcjonowanie przemocy  

Po lekturze artykułu Tomasza Burdzika traktującego o ataku domniemanego członka radykalnej organizacji terrorystycznej zwanej Islamskim Frontem Jihadu (Front Jihad Islam – FJI) dokonanym na katolikach biorących udział w mszy odprawianej w kościele św. Lidwina w Yogyakarcie, nietrudno skonstatować, że oto ujrzeliśmy jutrzenkę islamistycznej przemocy nad indonezyjskim horyzontem roku 2018. Powierzchowne spojrzenie na to wydarzenie nasuwa najprostsze wnioski “muzułmanie znowu rzezają potulnych chrześcijan”. Tymczasem należy spojrzeć w głąb islamu, będącego doktryną nierozdzielnie skalającą religię i prawo… islamu będącego podporządkowaniem siebie i innych skończonemu, doskonałemu prawu boskiemu – wyrazowi boskiej woli.

Szaria – droga do źródła

Badając relacje między przemocą islamistów stosowaną wobec innowierców oraz wobec bezprawnie ekskomunikowanych muzułmanów, należy pomnieć, że islamizm, jakkolwiek modernistyczny, zawsze będzie bezrefleksyjnym powrotem do źródeł Islamu, czyli Koranu i sunny Proroka stanowiącej przypowieści naocznych świadków o życiu Muhammada. Niezbędnym jest pamiętać również, że wyżej wymienione fundamenty religii są także podstawą prawa muzułmańskiego, a właściwie repozytorium interpretowalnych nakazów, zakazów i wskazówek prawniczych. Dla szczególnie interesującego nas tutaj prawa karnego, istotne są również zgodne opinie uczonych w prawie koranicznym oraz analogia – tak analogia iuris jak analogia legis.

Dlaczego kara? Klaruję. Kara uwzględnia wykorzystanie przemocy różnego typu i o zróżnicowanej intensywności usankcjonowanej prawnie, zwyczajowo lub normatywnie. Przemoc bez jej legitymizacji jest  bezprawna, bezzasadna, wywrotowa, innymi czasy irracjonalna bądź to stanowi przejaw, faktycznej lub rzekomej, choroby psychicznej. Zwolennicy teorii gier stwierdzą, że bezprawna przemoc stanowi złamanie zasad gry konkretnej społeczności. Czy mielibyśmy zatem uważać zamachowcę z Yogyakarty za pomyleńca? Wręcz przeciwnie!

Zamachu dokonał członek Front Jihad Islam, terrorystycznej organizacji islamistycznej uzasadniającej swe radykalne poczynania chęcią pełnego zaprowadzenia w Indonezji Szarii (zwanej w języku polskim Szariatem). Szarię przyjęto rozumieć jako “prawo”, niemniej znaczenie tego słowa pisanego po arabsku شريعة wykracza poza tak płytkie odczytanie. Otóż Szaria konotuje z określeniem “źródło wody” (Słownik internetowy Al-Maany, hasło: شريعة).  Istotnie, Szaria, czyli Koran i sunna Proroka, były jak prosta ścieżka wiodącą Arabów Półwyspu do wodopoju, do przetrwania w ekstremalnych warunkach pustynnego gorąca, chłodu nocy, nagłych powodzi wywoływanych w górach Al-Hidżazu okresowymi deszczami i niedoboru pożywienia. Szaria została stworzona dla wszystkich, którzy chcieliby z niej czerpać. Pijący wodę zbawienia mogli skuteczniej stawiać czoła zaturbanionej, bałwochwalczej śmierci. Ci, którzy zdecydowali się przyjąć islam, a więc podporządkować się boskiemu prawu przekazanemu przez Muhammada, aby przetrwać, muszą realizować jego literę, to jest zgadzać się na i egzekwować zawarte w nim kary, w tym: odcięcie rąk za kradzież, dekapitacja lub wybatożenie za cudzołóstwo, zabijanie innowierców nieskłonnych do przejścia na islam. Wszystko to, aby Szaria nie wyschła, aby umma (społeczność muzułmańska) nie tylko nie rozpadła się na setki zwaśnionych plemion, lecz także po to, by do owego wodopoju przyjąć jak największą liczbę ludzi, będących tak naprawdę nieświadomymi muzułmanami.

System ten jest zamknięty, skończony i, w rozumieniu muzułmanów, doskonały, a więc nie tylko niewarty zmiany, lecz przede wszystkim nie mogący być zmienionym czy zaktualizowanym, gdyż jedyną kompetentną ku temu osobą był Prorok Muhammad; on jednak… nie żyje. Jedyne co współczesnym znawcom prawa pozostaje, to interpretować Koran wraz z sunną w odniesieniu do manifestujących się, coraz to nowszych i bezprecedensowych zajść natury społecznej. To na decyzjach (fatwach) i komentarzach do Koranu absolwentów i wykładowców szkół i uniwersytetów koranicznych zwykły muzułmanin opiera swoją rozwagę tego, co “spodoba się Bogu” i tego “co będzie mu wstrętnym”.

Skoro mamy tyle dowodów brutalności islamu, tyle w jego tekstach krwi i przemocy, to jak to się dzieje, że muzułmanie nie powybijali ani siebie nawzajem, ani nie podbili Europy? Po pierwsze, doktryna muzułmańska jest praktyczna i nie przyjmuje rozlewu krwi jako domyślnego sposobu jej szerzenia czy warunku przetrwania. Po wtóre, większość muzułmanów nie jest czynnie zaangażowana w szerzenie swej doktryny. Zazwyczaj swą muzułmańskość ograniczają do życia zgodnie z Szarią (lub jej elementami przeplatanymi zwyczajami ludowymi) w wymiarze domowym, codziennym, a więc w najlepszym przypadku mogą biernie, bezrefleksyjnie utrzymywać ją przy życiu. Po trzecie, większość znawców Szarii zdaje sobie sprawę tak z tego, że przemoc rodzi przemoc, jak i z faktu, że jest ona obosiecznym mieczem. Choćby znaleźli się samozwańczy lub niepełnoprawni imamowie tacy jak Anwar al-Awlaki czy Sayyid Qutb twierdzący, że raj skryty jest w cieniu mieczy, kuszących młodych ludzi obietnicami zbliżenia się do Boga poprzez rzekomo czyste i prawdziwe realizowanie jego prawa, to zwykły Ahmed żyjący w Mohandisin w Kairze będzie raczej słuchać imamów głoszących afirmację życia, bo wszak i takie treści znajdziemy w Koranie. I wreszcie, Szaria jest zazwyczaj realizowana tylko w zakresie obyczajowości, natomiast systemy prawne państw muzułmańskich znajdujące się pod niegdysiejszą władzą państw niemuzułmańskich stanowią wypadkową prawa koranicznego i prawa zewnętrznego. Ostatecznie, rodzajowi ludzkiemu zależy pierwej na kooperacji, dopiero w drugiej kolejności na walce i siłowym rozwiązaniu.

Pytanie: z kim chcemy kooperować i czy mamy na to cierpliwość? Młodzi zazwyczaj jej nie mają, a widząc, że ugodowość i współpraca z coraz bardziej globalizującym się światem podważa ich poczucie sensu, skłonni są do oddania wielkiego skoku w przód… czyli w tył, ku źródłom, ku fundamentom.

Każdy ruch islamistyczny chce zmieniać rzeczywistość społeczną poprzez nawracanie do fundamentów islamu. Różnica między islamistami polega na stopniu powrotu do owych fundamentów oraz radykalności organizacyjnej agendy (przypomnijmy, że radykalizm pochodzi od łacińskiego słowa radixkorzeń). Tak więc działanie zamachowcy z Yogyakarty było, w rozumieniu powrotu do podstaw prawa muzułmańskiego, uzasadnione o tyle, że przyjęło formę zbrojnego dżihadu przeciwko zamieszkującym jego kraj niewiernym. Warto zauważyć, że muzułmanie stanowią około 87% obywateli Indonezji (174 miliony osób), a oficjalną religią państwową jest islam. Co innego, że brutalny akt zamachowcy nie został poparty żadnym autorytetem znawcy prawa muzułmańskiego, a przynajmniej o takowym poparciu nic nie wiadomo. Jak to już zakomunikował Tomasz Burdzik w swoim artykule “Atak został potępiony przez sułtana Yogyakarty, Hamengku Buwono X, jak również prezydenta Indonezji, Joko Widodo.”, a więc przedstawicieli pełnoprawnych, oficjalnych władz państwowych. Dysonans, prawda? Z jednej strony mamy rząd zaakceptowany przez około 170 milionów wyznawców (obywateli?) islamu, z drugiej zaś dostrzec możemy radykalne grupy islamistyczne starające się oczyścić system poprzez wdrażanie pozornie i samozwańczo najczystszej formy prawa muzułmańskiego. Grupy takie dążą do modernizacji, ale usłana trupami droga, na którą wstępują, wiedzie nie ku reformie prawa muzułmańskiego, a ku powrotowi do wyśnionej, idealistycznej przeszłości islamu, do legendarnego źródła kipiącego mocą bohaterskich czynów Muhammada i jego towarzyszy. W ujęciu indywidualnym, taki sprint do przeszłości ma pozwolić na oczyszczanie z frustracji, ma nadać cel życia danej osobie… co ciekawe częściej będącej umysłem ścisłym niż humanistycznym.

Istnieje jeszcze jeden powód każący twierdzić, że słupek przemocy na tle religijno-etnicznym sięgnie wysokich poziomów. Chińczycy… Różnej rzetelności dane wskazują, że dzięki swej pracowitości i przedsiębiorczości Chińczycy weszli w posiadanie 80% prywatnej własności w Indonezji. Bardziej realne  dane wskazują na to, że chińscy przedsiębiorcy (tzw. cukong) posiadają 70% działalności gospodarczej w sektorze prywatnym, inne zaś wykazują na około 73% indonezyjskich akcji giełdowych, 68% z 300 czołowych konglomeratów oraz 9 spośród 10 najpotężniejszych grup sektora prywatnego. Smykałka do interesów Chińczyków dała o sobie znać już w latach 50 zeszłego wieku. Nic dziwnego też, że to ta grupa stała się kozłem ofiarnym w roku 1965, kiedy generał Suharto ironicznie utopił Komunistyczną Partię Indonezji w czerwieni krwi jej członków. Pośród wymordowanych blisko 500 tysięcy ludzi znalazło się wielu Chińczyków, wśród nich prócz komunistów także katolicy . Okres rzezi – musim potong, jak nazywają go Indonezyjczycy,  to w każdej chwili mogący się odrodzić mroczny feniks, który zawiśnie nad 17 508 wyspami Archipelagu Malajskiego.

Tu prawo jeszcze stanowi legitymizowana szkoła koraniczna. Tu jeszcze ma znaczenie zdanie przywódców narodowych. Jednak fakt, że działalność radykalnych islamistów kontestująca prawomocność i autorytet wspomnianych instytucji i person nabiera na intensywności, świadczy, iż coraz bardziej wątpi się w ich lojalność wobec litery prawa. Wraz z wątpieniem ogółu wzrasta ochota islamistów do samowolnego egzekwowania Szarii. A jeżeli oficjalna władza ogranicza się li tylko do potępienia bezprawnie wykonanej kary, bo wszak atak w Yogyakarcie był karą wymierzoną przeciw innowiercom, i nie podejmuje bardziej wyrazistych kroków, to tym samym oddaje pole działania innym aktorom, gotowym stanowić własne zasady i zaprowadzić je rękoma młodych ludzi nieosadzonych we własnej kulturze, rodzinie, miłości.

Refleksja

Indonezja jest państwem zbyt rozproszonym geograficznie, abyśmy mogli kiedykolwiek ujrzeć flagi jakiegokolwiek islamistycznego kalifatu powiewające nad jej wyspami. Wydarzenie z Yogyakarty posłużyło w tym artykule raczej jako przyczynek do rozważań nad prawem muzułmańskim jako obiektem uzurpacji aktorów pragnących egzekwować je podług własnej woli i tych, którzy posiadają legitymację odbytych studiów prawniczych uprawniających ich do interpretacji tekstów prawa koranicznego.

Jeszcze słów kilka refleksji końcowej; paradoks otaczający członkostwo i działalność w organizacjach islamistycznych jest taki, że zaangażowane w nie jednostki chcą wyrąbać sobie pokój wewnętrzny w chaotycznym gąszczu nieidealnej rzeczywistości. Okazuje się jednak, że pozornie idealna i skończona, a po prawdzie bardzo zero-jedynkowa i patriarchalna, doktryna islamu nie jest w stanie im tego pokoju zapewnić. Frustracja narasta, człowiek chce być jeszcze czystszy, jeszcze bliższy dawno zatraconemu ideałowi. I nie może, i nie może, i móc nie będzie.

 

Maciej Maria Jastrzębski

 

Bibliografia

Bury, J.; Kasprzak, J. (2007) Prawo karne islamu. Wyd. Difin, Warszawa, s. 96-98.

Storm, M. (2015) Agent Storm: we wnętrzu Al-Kaidy i CIA. Wyd. Black Publishing, Wołowiec

Packer, G.; (28.03.2017) Exporting Jihad, New York Time

Kucharczyk G. Pod mieczem Allaha. Wyd. Dębogóra, s. 110-112

Bonczol, Ł. (2012) Zrozumieć Indonezję: Nowy Ład generała Suharto. Wyd. Dialog, Warszawa, s. 215.

East Asia Analytical Unit (1995), Overseas Chinese Business Networks in Asia, Canberra: Department of Foreign Affairs and Trade, ISBN 978-0-642-22960-1.

 

źródło zdjęcia: https://pixabay.com/pl/cypr-larnaca-hala-sultan-tekke-3041482/

Udostępnij:
  • 23
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    23
    Udostępnienia
M. M. Jastrzębski: Maczetą wyrąbię sobie pokój… Islamizm a usankcjonowanie przemocy   Reviewed by on 17 lutego 2018 .

Po lekturze artykułu Tomasza Burdzika traktującego o ataku domniemanego członka radykalnej organizacji terrorystycznej zwanej Islamskim Frontem Jihadu (Front Jihad Islam – FJI) dokonanym na katolikach biorących udział w mszy odprawianej w kościele św. Lidwina w Yogyakarcie, nietrudno skonstatować, że oto ujrzeliśmy jutrzenkę islamistycznej przemocy nad indonezyjskim horyzontem roku 2018. Powierzchowne spojrzenie na to wydarzenie nasuwa

Udostępnij:
  • 23
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    23
    Udostępnienia

O AUTORZE /

komentarze 2

  • Poważny portal, a taka wpadka: „Warto zauważyć, że muzułmanie stanowią około 87% obywateli Indonezji (174 miliony osób), a oficjalną religią państwową jest islam”- Panie Macieju, Indonezja nie ma oficjalnej religii państwowej! Proszę sobie przeczytać/zapytać się kogoś obytego w temacie.

    • Szanowny Panie Dariuszu,

      oczywiście, że ma oficjalną religię państwową i to nie jedną. Islam jest jedną spośród sześciu oficjalnych religii zaraz obok protestantyzmu, katolicyzmu, hinduizmu, buddyzmu i konfucjanizmu. Prawdą jest, że konstytucja gwarantuje wolność wyznania, niemniej rzeczywistość jest zupełnie inna, gdyż to stopień siły konkretnych doktryn religijny decyduje o tym czy na istnienie innych wyznań się pozwala i w jakim stopniu. Istotne jest również to, jak rzeczywistość lokalną postrzegają mieszkańcy. Jeżeli 87% obywateli Indonezji to muzułmanie, to większość obywateli będzie żyło w przekonaniu, że ich religia jest tą oficjalną.

      Dziękuję za komentarz, bo wszak dzięki niemu kwestia została doprecyzowana.

Pozostaw odpowiedź