Artykuły

M. Zdzieborska: ”Lalki w ogniu” – recenzja książki

Paulina Wilk w „Lalkach w ogniu” odziera Indie ze złudzeń. Wybija z bollywoodzkiego snu, w  którym najchętniej tkwiliby sami Hindusi oraz turyści, którzy zamiast fundować sobie szokującą podróż, poprzestaliby na obejrzeniu indyjskiej produkcji.

U progu XXI wieku o Indiach słyszy się wiele. Wzrost gospodarczy ma się tam lepiej niż w podupadającej ekonomicznie Europie. Rozrastający się sektor IT kusi zachodnie firmy. Indyjscy pracownicy call center, z nienaganną angielszczyzną, choć z rodzimym akcentem, godzinami odbierają telefony od wściekłych lub zdesperowanych Amerykanów i Anglików chcących zastrzec zagubioną kartę kredytowymi czy naprawić drukarkę. Rząd w New Delhi gimnastykuje się, by przyciągnąć jak najwięcej zagranicznych inwestycji, unowocześnia armię, pracuje nad rozbudową arsenału jądrowego. Stara się wyszykować Indiom miejsce w panteonie globalnych potęg. W tej walce o zrzucenie miana państwa Trzeciego Świata indyjskim politykom chyba umknął fakt, że aż 37 proc. Hindusów żyje poniżej linii ubóstwa,  a 26 proc. nigdy nie będzie w stanie przeczytać w gazecie informacji o sukcesach gospodarczych swojego kraju.

Autorka książki zamiast wnikliwej analizy wskaźników ekonomicznych, serwuje nam spacer po zapomnianych zaułkach miast, po bezdrożach wsi, gdzie codziennie toczy się walka o byt. Błagające o rupię oczy dopadną nas na każdym kroku. W autobusie, na ulicy, pociągu, przy świątyni, nigdy nie czujemy się sami i nigdzie nie ukryjemy się przed wszechogarniającą biedą i beznadzieją. Paulina Wilk dokonuje metodycznej klasyfikacji poszczególnym aspektów życia Hindusów, które zwykle wymykają się uwadze fascynatom i prognostykom, którzy wieszczą świetlaną przyszłość Indii.

W „Lalkach w ogniu” znajdziemy także kulturowy kod, dzięki któremu łatwiej będzie nam pojąć współczesne Indie. Relacje rodzinne, religia, tradycja, kastowość, czy bardziej prozaiczne –  ubiór, handel, zasady ruchu ulicznego (a raczej ich brak). Każda sfera, choć wydaje się chaotyczna, ma swój ukryty sens. Bycie Hindusem opiera się na lawirowaniu między sprzecznościami. To swego rodzaju akceptacja nierówności i paradoksów. Podczas lektury zajrzymy do domu bogaczy, oczami wyobraźni wylądujemy też na ulicy przy podkulonym bezdomnym. Poczujemy zapachy egzotycznej kuchni, po to by potem przeczytać o popełniających samobójstwo rolnikach, których zbiory przepadły w kolejnej nawiedzającej subkontynent suszy. Kult indywidualizmu wśród nowego pokolenia wykształconych Hindusów miesza się z konserwatyzmem biednych.. i bogatej diaspory mieszkającej za granicą. Nic w Indiach nie jest jednoznaczne. Jasne jest jednak to, jak pisze Wilk że: „młodzi ludzie nie chcą czekać, nie mówią o przyszłości, obchodzi ich teraźniejszość. Nie wystarczą im zapewnienia o potędze i potencjale Indii, muszą je poczuć na własnej skórze”. Czytelnik też ma prawo poczuć, co tak naprawdę dzieje się w drugim co do liczby ludności kraju na świecie.

 

 

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Zdzieborska: ”Lalki w ogniu” – recenzja książki Reviewed by on 22 listopada 2011 .

Paulina Wilk w „Lalkach w ogniu” odziera Indie ze złudzeń. Wybija z bollywoodzkiego snu, w  którym najchętniej tkwiliby sami Hindusi oraz turyści, którzy zamiast fundować sobie szokującą podróż, poprzestaliby na obejrzeniu indyjskiej produkcji. U progu XXI wieku o Indiach słyszy się wiele. Wzrost gospodarczy ma się tam lepiej niż w podupadającej ekonomicznie Europie. Rozrastający się

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 11

  • Dobrze ja nie byłem w żadnym kraju azjatyckim ale jest to moje marzenie, myślę (jeśli to będzie możliwe) o jakichś praktykach jestem tu po to by dowiedzieć się czegoś więcej o Azji. Zawsze pisanie w takim miejscu mobilizuje do poznawania nowych faktów. Więc niech Pani dec.34 się nie czepia nas. Nie każdy usi być ekspertem kto się wypowiada.

  • @wute
    Skoro Pan podrozowal tak wiele, to przepraszam i wyrazam szacunek. Tamten komentarz o Polakach siedzacych przed monitorami, byl nawiazaniem do zdanie Ryska o Zyggim i Ciekawym.
    Osobiscie uwazam, ze doswiadczenie+literatura, daja czlowiekowi mozliwosc najpelniejszego poznania swiata.
    Niestety mysli sie Pan, co do Karola Maya
    „May po raz pierwszy odwiedził USA dopiero w 1908 roku, już po napisaniu swoich dzieł dziejących się na Dzikim Zachodzie. „.
    Tak wiec byl w Ameryce, zas Pan napisal: „(…)ktory nigdy nie byl w Ameryce”.
    (zobacz: „Filmowe adaptacje utworów Karola Maya”, „Norbert Honsza, Wojciech Kunicki Karol May – anatomia sukcesu”.)
    Tak sie sklada, ze jestem fanem May’a, podobnie jak Zyggi jest fanem Komunistycznych Chin :)
    pozdrawiam Panie wute

    • @ dec.34
      Przyznaję Panu rację. Rzeczywiście May był w USA. Powinienem sprawdzić
      to przed napisaniem, bo zazwyczaj tak robię, ale ponieważ od dziecka miałem zakodowane, że „nie był” to nie sprawdziłem.
      Zgadzam się też, że doświadczenie plus literatura to optymalne rozwiązanie.

    • @ dec.34

      „Tamten komentarz o Polakach siedzacych przed monitorami, byl nawiazaniem do zdanie Ryska o Zyggim i Ciekawym”

      Zgadza się, Pański zarzut dot. mnie jest słuszny, natomiast w przyszłym roku wyjeżdżam do Indii na miesiąc co już wielokrotnie deklarowałem, więc zarzut ten przestanie być zasadny. Na pewno nie będzie to ostatni wyjazd, ja swoją przygodę z Azją zaczynam, inni są już na zaawansowanym etapie wcale nie oznacza, że opinie osób będących na początku tej przygody są nic nie warte.
      Zgadzam się, że doświadczenie i własne obserwacje są najważniejsze, natomiast warto zauważyć, że więcej warte są obserwacje po zasięgnięciu wiedzy teoretycznej niż bez tej wiedzy.
      Czasem wprawny obserwator może wyciągnąć więcej trafnych wniosków po miesiącu, niż ignorant po roku.
      Pozdrawiam.

      • Avatar wute

        @ p.ciekawy
        Słusznie. Ja jadąc pierwszy raz do jakiegoś kraju zawsze starałem się zebrać wiedzę teoretyczną. Pamiętam jak z
        przyjaciółmi jechaliśmy do Bułgarii pod namiot w czasach
        późnego Gierka, to przeczytałem historię tego kraju i ich
        epopeję narodową „Pod Jarzmem” Wazowa, czemu moje
        otoczenie się dziwiło..

      • Avatar Roland

        @wute

        I bardzo dobrze. To się chwali. Podobnie ja jechałem np. na Alaskę w całą masą papierów na jej temat a z jednego pensjonatu podkradłem nawet książkę o gorączce złota. Ciekawe gdzie ją teraz mam, chętnie bym sobie ją przypomniał.

      • Panie ciekawy życzę udanego pobytu w Indiach ,spodziewam się ciekawego raportu z podróży i interesujących refleksji na temat tego kraju też jestem przyjacielem Indii.Słuszne spostrzeżenia.

    • @ Dec.34.
      Cyt. „Tak sie sklada, ze jestem fanem May’a, podobnie jak Zyggi jest fanem Komunistycznych Chin.”
      Wychodzi więc na to, że albo 1) nie jest Pan fanem Karola May’a albo 2) niezbyt uważnie czyta Pan moje posty, tak jak słabo Pan czytał posty Wute, skoro uznał Pan, że ich autor nie był w Azji. :-) Nie to, żebym się obrażał albo czepiał, ale zanim wyrazi się opinię o czyichś poglądach, warto się z nimi bliżej zapoznać.

  • „Czytelnik też ma prawo poczuć, co tak naprawdę dzieje się w drugim co do liczby ludności kraju na świecie” – bzdura do kwadratu!
    aby to poczuc potrzeba tam mieszkac. Pani Zdzieborska powinna poczytac teksty (znakomite) na CSPA Pana Adama Szymanskiego, ktory tam nie tylko byl, ale mieszkal przez rok i pracowal. Aby cos poczuc potrzeba obecnosci i doswiadczenia. Z ksiazki mozna sie najwyzej cos niecos dowiedziec, dowiedziec czegos, co przezyli inny. Czytelnik ksiazki siedzacy non stop nad Wisla (vide zyggi, ciekawy, wute) nie doswiadcza, ale teorytecznie sie dowiaduje, po czym zreszta szybko zapomina, wszak pamiec ulotna jest…
    Tak wiec jesli Pani pisze o poczucie niech pani zwazy na kontekst pojecia.
    Ksiazka jak najbardziej potrzebna, ale zainteresowanych Indiami odsylam do wyjazdy i pracy w Indiach, w przeciwnym razie zalecam milczenie, ktore jest pokora…

    • Dla Pana informacji – nie jestem czytelnikiem siedzącym non stop nad Wisłą.
      Przez 20 lat regularnie (w tym przez kilkanaście lat bardzo intensywnie) jeżdziłem po świecie od Portugalii po Daleki Wschód. Wielokrotnie bywałem
      w Afryce i w Azji.
      Poza tym zgadzam się z Panem, że obecność i doświadczenie jest ważniejsze niż tzw. wiedza książkowa, ale tej ostatniej bym nie lekceważył.
      Przykładem niech będzie Karol May, który nigdy nie był w Ameryce, ale jego
      książkami o Dzikim Zachodzie zaczytywały się całe pokolenia młodzieży.

    • Panie dec.34 nie sposób wszędzie być ale warto czytać i interesować się spostrzeżeniami innych ludzi mądrych i rozsądnych ale nie stronniczych.Z pokorą czytelnik.

Pozostaw odpowiedź