Artykuły

M. Slawik: Czy edukacja w Azji Wschodniej faktycznie jest tak dobra jak wskazują ostatnie wyniki testów PISA?

asia_educationW minionych dwóch tygodniach pojawiło się sporo komentarzy do wyników ostatnich badań PISA uczniów szkół ponadpodstawowych, w których kraje azjatyckie wypadły najlepiej zarówno w wynikach testów matematycznych, jak i przyrodniczych (por. np. www.oecd.ohrg/education/focus-world-reaction-to-pisa.htm, edition.cnn.com/2013/12/03/world/asia/pisa-education-study/index.html?iref=allsearch) [1].

Z jednej strony przeczytać można sporo pochwał o edukacji w szybko bogacących się krajach azjatyckich. Z drugiej nie brak głosów krytycznych wskazujących, że za tak wysokimi wynikami stoi olbrzymia presja rodziców, nauczycieli i całego systemu, że dzieci osiągają świetne wyniki, ale poświęcają swoje dzieciństwo i dalekie są od zadowolenia i satysfakcji. „Azjatycki” system często przeciwstawia się tutaj „fińskiemu”, w którym co prawda dzieci radzą sobie nieco gorzej (12. miejsce w rankingu), ale z kolei są uśmiechnięte, zadowolone i aktywne.

Przez ostatnie dwa lata pobytu na Tajwanie obserwuję działanie systemu edukacji w jednej z tych prężnie rozwijających się azjatyckich gospodarek (choć i tu mówi się o kryzysie, co z perspektywy Europy jest dość zaskakujące) także od środka, pracując ze studentami i wśród studentów. Ponadto mam syna, który jest uczniem miejscowej szkoły średniej.

Nie sposób zaprzeczyć głównym wnioskom testów PISA, natomiast wydają się one nie opisywać całokształtu tego, co w edukacji przedmiotów przyrodniczych i matematyki ma znaczenie. Pomimo że test ten bada ponoć również nie tylko „odtwarzanie” wiedzy, ale także umiejętności jej wykorzystywania, to  bardzo rzuca się w oczy, że w Azji wiedza szkolna dla wielu uczniów nie ma zastosowania w codziennym życiu, czyli nie jest w tym aspekcie „praktyczna”. Kuriozalnym przykładem może być pomysł kolegów mojego syna na lekcji harcerstwa (sic!), że mokre liście palą się lepiej, bo jest dużo dymu… Jak to możliwe, że uczniowie (ponoć najlepszej szkoły w Hsinchu, 80 km od Tajpej) mogą mieć tak kuriozalne pomysły i jaki ma to związek z wynikami testów, w tym testu PISA?

Na Tajwanie, podobnie jak w innych krajach Azji Wschodniej, które prą do rozwoju i bogacenia się, olbrzymia presja spoczywa na dzieciach, które mają się uczyć, uzyskiwać dobre wyniki, zdobywać dyplomy, certyfikaty i najlepiej zostać inżynierem (80 proc. dyplomów uniwersyteckich na Tajwanie to dyplomy inżynierskie). Zjawiskiem niemal masowym są szkoły popołudniowe – po skończonych zajęciach szkolnych dzieci  są odprowadzane lub odwożone na zajęcia popołudniowe, przede wszystkim z języka angielskiego i matematyki, gdzie często spędzają czas do 21:00 lub nawet 22:00. Od skończenia szkoły podstawowej powszechną praktyką są szkolne (odpłatne) zajęcia przez cały okres wakacji. Szokujący jest widok dzieci idących rano w mundurkach szkolnych  pierwszego dnia wakacji! Również w przedszkolach dzieci od 3. roku życia siedzą w ławkach i uczą się, w przedszkolach nie ma żadnych zabawek, bo to miejsce pracy i nauki, a nie zabawy!

Z drugiej strony znakomita większość kolegów i koleżanek mojego syna nigdy nie była na drugim wybrzeżu wyspy (w końcu tak małej jak Tajwan), sporadycznie opuszczają miasto. Cała ich wiedza jest niemal wyłącznie wiedzą podręcznikową. Kultura lokalna jest kulturą dyscypliny i pracy. Nie dziwi mnie fakt, że dzieci również z Tajpej osiągają wysokie wyniki, także w zadaniach mierzących umiejętność wykorzystywania wiedzy (ciągle jednak wykorzystywania do rozwiązywania zadań testowych), ale nie ma ona dla nich często zastosowania poza obszarem szkoły i testów.

Szokujące było dla mnie doświadczenie z zebrania rodziców w szkole mojego syna (które nota bene odbywało się w sobotę w godzinach 8:00-14:00 z przerwą na lunch), gdzie było wiele dyskusji o ocenach, dyplomach, natomiast nie padło w ogóle pytanie, czego uczą się nasze dzieci. Zdecydowanie większe znaczenie ma dyplom, wynik testu, który pozwala pójść do lepszej szkoły lub na uniwersytet, niż to czego się w zasadzie uczą. Podobnie zachowują się studenci, którzy przedkładają to, co jest napisane na dyplomie, nad faktyczną wiedzę. Interesuje ich to, jaki dyplom będzie dobrze widziany przez pracodawcę.

Niezwykłe jest również to, że azjatyckie dzieci podejmują próby rozwiązywania trudniejszych zadań, kiedy europejscy i amerykańscy rówieśnicy znacznie częściej rezygnują. Natomiast te same dzieci w obliczu trudności nie będą zadawać pytań, zgłaszać wątpliwości czy szukać rozwiązań „out-of-box” – zamiast tego raczej uparcie będą poszukiwały rozwiązań w obszarze poznanej wiedzy i jej wyuczonych zastosowań. Byłbym szczęśliwy, gdyby mój syn nie rezygnował z próby rozwiązania trudnych zadań, z drugiej jednak strony jest gotowy zadawać pytania, protestować i wskazywać bezsensowność niektórych zadań (nie chodzi o to, czy ma rację, czy nie, ale o samą gotowość „testowania” rzeczywistości) . Wydaje się więc, że azjatyckiej edukacji najbardziej brakuje chyba kreatywności (tego nie można nie zauważyć), otwartości na nieznane, zgody na błędy jako drogi do lepszych rozwiązań. Kreatywność i tworzenie nowych technologii jest nadal wyzwaniem przekraczającym umiejętności i przyzwyczajenia większości tutejszych uczniów. Znacznie lepiej radzą sobie z pracą nad istniejącymi pomysłami (które często pochodzą z zewnątrz).

Niezbędna jest jeszcze jedna uwaga – to, co napisałem, nie jest tylko refleksją nad systemem edukacji, ale także kulturą, która promuje grupowe/kolektywne postawy i zachowania prospołeczne, a nie indywidualizm, niezależność (także myślenia) i kreatywność. Rozważając różne modele edukacji, wydaje się, że nie można pomijać również tych aspektów w systemie azjatyckim, które może nie są bardzo widoczne w wynikach testów, ale mają, moim zdaniem, olbrzymie znaczenie dla przyszłości świata i ekonomii. I w końcu naszych dzieci.



[1] Przy okazji warto nadmienić, że klasyfikacja „Chinese Taipei” jest „nieszczęśliwa” w kontekście skomplikowanych relacji pomiędzy Chińską Republiką Ludową a Republiką Chińską, czyli Tajwanem.

Michał Slawik – doktor nauk chemicznych, magister psychologii. Od dwóch lat pracuje w Instytucie Chemii Stosowanej Państwowego Uniwersytetu Chiao Tung w Hsinchu na Tajwanie. Prowadzi badania z zakresu chemii kwantowej (kwantowo-chemiczne obliczenia dla słabo oddziaływających molekuł (kompleksy Van der Waals), modelowanie własności fizycznych małych molekuł w matrycach ze stałego para-wodoru).

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Slawik: Czy edukacja w Azji Wschodniej faktycznie jest tak dobra jak wskazują ostatnie wyniki testów PISA? Reviewed by on 15 grudnia 2013 .

W minionych dwóch tygodniach pojawiło się sporo komentarzy do wyników ostatnich badań PISA uczniów szkół ponadpodstawowych, w których kraje azjatyckie wypadły najlepiej zarówno w wynikach testów matematycznych, jak i przyrodniczych (por. np. www.oecd.ohrg/education/focus-world-reaction-to-pisa.htm, edition.cnn.com/2013/12/03/world/asia/pisa-education-study/index.html?iref=allsearch) [1]. Z jednej strony przeczytać można sporo pochwał o edukacji w szybko bogacących się krajach azjatyckich. Z drugiej nie brak głosów

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Doktor nauk chemicznych, magister psychologii. Od dwóch lat pracuje w Instytucie Chemii Stosowanej Państwowego Uniwersytetu Chiao Tung w Hsinchu na Tajwanie. Prowadzi badania z zakresu chemii kwantowej. Jako psycholog prowadzi porady psychologiczne, jest trenerem umiejętności manadżerskich, coachem. Jego zainteresowania dotyczą zagadnień z szeroko rozumianą kulturą, religią, edukacją i zarządzaniem, wszystkim co dotyczy relacji interpersonalnych.

komentarzy 7

  • To samo widziałem w Indiach. Istnieją szkoły przygotowujące do określonych egzaminów.To co mnie przeraza, to „pchanie” dwuteltnich dzieci do szkoły (nie ma nawet nazwy przedszkole, tylko klasy nazywają się preschool i nursery), kiedy matki nie pracuja, ale czteroletniego dziecka mogą nie chcieć przyjać do szkoły, bo jest nieprzygotowany, itd.
    Czego można uczyć trzylatka? Te dzieci nawet nie rozumieją, że mają egzaminy (egzaminy są nieco w starszych klasach, ale nawet wtedy trudno to zrozumieć).
    Natomiast co musze przyznać. W niedzielę w Delhi na Dajaganj jest rynek uzywanych podręczników. Przeważa IT, księgowiość. Humanki praktycznie nie ma. Prosze zobaczyć, co jest u nas w księgarniach uniwersyteckich.
    Ale zapału odmówić nie można, bogatym, czy biednym.
    Co ciekawe w Indiach egzaminy w XII klasie są wydażeniem narodowym, najlepszych uczniów się ceni,, a jak jeszcze pochodzi z biednej rodziny, czy niskiej kasty, to zaraz piszą o nim prasie, dziennikarze jadą do jego wioski, itp.
    Przepraszam, że znów gorzkie wspomienie, ale to u nas „nieważne coś Pan skończył, co pan umiesz, ważne, jak się pan umiesz sprzedać”.

  • MG
    nie wiem czy o to chodzilo, ale polecam dwa komentarze
    world.time.com/2013/12/04/china-is-cheating-the-world-student-rankings-system/
    brookings.edu/blogs/brown-center-chalkboard/posts/2013/12/11-shanghai-pisa-scores-wrong-loveless

  • nie da sie ukryc, tutejszy model i rynek edukacyjny sprzyja do refleksji
    polska-azja.pl/2013/09/04/wariant-zalskiego-dziecinstwo-po-azjatycku/

    1. „w przedszkolach nie ma żadnych zabawek” ja widzialem cale place zabaw i na podworkach i z piwnicach przedszkoli i szkol

    2. „większość kolegów i koleżanek mojego syna nigdy nie była na drugim wybrzeżu wyspy ” – znaczna czesc dzieci, ktore ja znam, albo byly w japonii, albo w stanach, nie mowiac o odwiedzaniu rodziny na wyspie, w koncu tajpei to po czesci ludnosc naplywowa z innych czesci kraju

    3. „Wydaje się więc, że azjatyckiej edukacji najbardziej brakuje chyba kreatywności (tego nie można nie zauważyć)” – tu akurat jest trudno wywazyc, ale cudzoziemcom, ktorzy pomawiaja tajwanczykow w brak kreatywnosci polecam
    rozejrzenie sie po kraju i porownanie np polskiego przemyslu IT i tutejszego
    przemyslu muzycznego, ktory (choc juz nie w tej mierze, co dekade temu) zdominowal np chiny i mial wowczas znacznie szerszy oddzwiek w calej azji
    polskich i tutejszych uslug – sklepy, restauracje, sluzby publiczne – metro, coraz lepsze biurokracja

    • Krótko, może w przyszło nieco więcej…
      Ad. 1. W przedszkolach na prawdę nie ma zabawek (to miejsce pracy). Są place zabaw, na osiedlach są i owszem, Natomiast przedszkola prowadza zajęcia do godz. 18.00-19.00 (dla 3 letnich dzieci również, bo rodzice pracują), zatem te place są wykorzystywane głównie w weekendy…
      Ad. 2. To też duży temat, Tajwańczycy odwiedzają rodzinny, jadą do Japonii, czy Stanów, natomiast jednocześnie nie podróżują by eksplorować, poznawać (to oczywiście uogólnienie, nie wszyscy, ale jest to powszechne). Np. o strefach klimatycznych dzieci uczą się z książek, kiedy na Tajwanie można zobaczyć typową roślinność aż dla 3 różnych w jeden dzień (lub 2 dni). Nie znam dokładnych statystyk, ale tutaj przykłada się wagę przede wszystkim do nauki rozumianej jako studiowanie wiedzy z podręczników.
      Ad. 3. Przemysł IT to specjalność Tajwanu, przepraszam ale przemysł muzyczny to nie jest dobry przykład… Ocena usług i biurokracji jest nieco bardziej skomplikowana. Tajwańczycy zrobią wszystko by było przyjemnie i miło,załatwienie czegoś spoza „standardu” to gehenna…
      My również wiele możemy uczyć się od Tajwańczyków i wziąć przykład z Tajwanu .. akurat edukacja, moim zdaniem, nie jest tą dziedziną….
      PS. Nie wiem jak było 2002 roku, wiem jak jest teraz :)

  • Jako że jest Pan naukowcem, wszelkie uwagi (oraz analizy porównawcze) będą przeze mnie mile widziane.
    Temat akademicki i naukowy jest na CSPA dość rzadko poruszany, a szkoda.

    Co do samego artykułu to w interpretacji wyników PISA zbyt duży nacisk kładzie się na rozwiązania systemowe, a zbyt mały na kwestie kulturowo-społeczne.
    Nie bez znaczenia jest demografia, mniej dzieci to większy nacisk na edukację i w ogóle większa troska i uwaga poświęcona jedynemu najczęściej dziecku (jak jest w Azji Wschodnie, ale i … w Polsce).
    Być może ów sukces w PISA, którym tak chwalił się premier, nie wynika z poprawy jakości systemu, jego lepszego (lub nie) dofinansowania, czy zdolności do wprowadzania nowinek, ale kwestii kulturowo-społecznych.
    Największy odsetek jedynaków, powszechność korepetycji, wysokie edukacyjne aspiracje rodziców (podobnie jak w pozostałych byłych krajach komunistycznych) ma przypuszczalnie większe znaczenie niż jakiekolwiek reformy, ilość komputerów w szkołach, czy nawet liczba uczniów w klasie.
    Matematyki nadal można uczyć dysponując kredą i tablicą, w fizyce podobnie, a eksperymenty mają bardziej funkcję popularyzatorską niż dydaktyczną.
    W bogatych krajach Zachodu, gdzie nowinki techniczne przebojem weszły do arsenału belfrów, wyniki są w stosunku do nakładów słabe.
    Tak więc liczą się przede wszystkim chęci, a tych (jak widać) na Tajwanie (wciąż) nie brakuje.

    • Tak, liczą się przede wszystkim chęci. Chęci nauczycieli, by zainteresować przedmiotem i wzbogacić swoje umiejętności uczenia. Nie tylko odbębnić swoje godziny i uciec od tych „matołów” co uczyć się nie chcą…
      Dzięki internetowi wspomaganie dydaktyczne, jest w tej chwili dostępne w skali dotychczas niespotykanej. Trzeba tylko chcieć z niego korzystać i wspomóc / zachęcić uczniów, do szukania wiedzy.

Pozostaw odpowiedź