M. Mocarski: Przekroczyć Rzekę: Sytuacja Uciekinierów z Korei Północnej. Część Druga

 ›  ›  › M. Mocarski: Przekroczyć Rzekę: Sytuacja Uciekinierów z Korei Północnej. Część Druga

Artykuły,Publicystyka

M. Mocarski: Przekroczyć Rzekę: Sytuacja Uciekinierów z Korei Północnej. Część Druga

Mżawka za oknem przerodziła się w rzęsisty deszcz, zmieniając samochody na ulicach Seulu w niewyraźne kształty. Kawiarnia, w której siedzieliśmy w krótkim czasie przepełniła się przechodniami szukającymi schronienia przed ulewą. Przeniosłem wzrok na partnerkę mojej rozmowy. Wyglądem niewiele różniła się od innych bywalców lokalu, i tylko uważny obserwator byłby w stanie zauważyć skąd naprawdę pochodzi.

 -Przekraczając granicę z Chinami tracisz wszelkie prawa, nawet te najbardziej podstawowe. – Rozpoczęła spokojnie dziewczyna – Nie możesz iść do szpitala, ani zadzwonić na policję. Twoja wolność i bezpieczeństwo zależą tylko od ciebie. Prosząc brokera o pomoc, zawierzasz tę wolność w cudze ręce. Domyślasz się, czym to może grozić?

***

Kiedyś natknąłem się na opinię, że do upadku północnokoreańskiego reżimu wystarczy, aby Chiny zezwoliły na przejście przez swoje terytorium uchodźcom z tego kraju. Wieść o tej zmianie rozeszłaby się po Korei Północnej bardzo szybko, i strach przed odesłaniem z powrotem do kraju nie stałby już na przeszkodzie w niczyjej ucieczce.

Rzeczywistość jest niestety zupełnie inna. Chiny zobowiązały się aktywnie wyszukiwać wszystkich “nielegalnych imigrantów” i odsyłać ich z powrotem do Korei Północnej, gdzie czeka na nich i na ich rodziny zesłanie do obozów pracy. Przebywający w Chinach uchodźcy z KRLD muszą więc za wszelką cenę unikać jakichkolwiek kontaktów z lokalnym aparatem prawa, ponieważ nawet jeśli staną się ofiarą poważnych przestępstw, zgłoszenie ich będzie skutkować wyłącznie deportacją. Uciekinierzy nie mogą nawet liczyć na wsparcie szarych obywateli, ponieważ wszelkie przypadki pomocy lub ukrywania obywateli Korei Północnej są w Chinach surowo karane.

Sytuacja ta jest czynnie wykorzystywana przez handlarzy ludźmi i zorganizowane grupy przestępcze. Działają one w najróżniejsze sposoby: od klasycznych porwań i zatrzymań na ulicach, po podszywanie się pod organizacje charytatywne i wabienie w ten sposób uchodźców. Istnieją nawet gangi działające jeszcze na terytorium KRLD, które obiecując bezpieczny transport do Korei Południowej, przewożą swoje ofiary bezpośrednio do domów publicznych i zakładów pracy na terenach Chin i innych krajów azjatyckich. Przestępcy zmuszają uchodźców do niewolniczej pracy, grożąc odesłaniem do Korei Północnej w razie jakiegokolwiek sprzeciwu.

Prawdopodobnie najpowszechniejszą praktyką niewolnictwa, której ofiarą padają uciekinierzy z KRLD są wymuszone małżeństwa. Polityka jednego dziecka w Chinach doprowadziła do znacznego zmniejszenia liczby kobiet, zwłaszcza na obszarach wiejskich w północnej części kraju. Niezdolni do małżeństwa mężczyźni, często będący niepełnosprawni fizycznie lub umysłowo, dostają tam oferty zakupu małżonki z Korei Północnej. Według Database Center for North Korean Human Rights cena za zakup północnokoreańskiej kobiety mieści się w granicach od 400 do 1500 dolarów. Szanse na poprawę losu ofiary po zawarciu małżeństwa są niewielkie. Wiele uciekinierek doświadcza przemocy domowej i wykorzystywania do pracy ze strony męża i jego rodziny. Eunsun Kim, autorka wspomnienia “Tysiąc Mil Do Wolności” wspomina że w dzieciństwie jej matka została zakupiona przez chińską rodzinę, zaś ona sama była zmuszana do pracy na roli pomimo młodego wieku.

– Przez sześć lat pracowałam za pół-darmo w restauracji na północy Chin – uchodźczyni z jakiegoś powodu wydawała się unikać mojego wzroku – Właścicielka powtarzała, że jestem jak jej druga córka, i że nikomu nie pozwoli mnie odebrać. Mocno sprzeciwiała się mojej decyzji o próbie przedostania się do Korei Południowej – dziewczyna nabrała głębszy wdech i spojrzała mi w oczy – Teraz wiem, że trzymała mnie tam tylko dla własnego zysku. Nie żałuję odejścia od niej.

W 2002 roku świat obiegły zdjęcia rodziny uchodźców z Korei Północnej przepychającej się z policjantami przy wejściu do ambasady Japonii w Pekinie. Kilkuletnia dziewczynka płakała zza bramy ambasady patrząc na matkę przygniataną do ziemi przez dwóch mundurowych. Incydent wywołał kryzys dyplomatyczny pomiędzy Japonią i Chinami, jednak ostatecznie władze chińskie ugięły się pod presją ze strony międzynarodowej społeczności i pozwoliły rodzinie na przelot do Korei Południowej. Od tego czasu poważnie zaostrzono ochronę ambasad i konsulatów na terenie całego kraju, zagradzając uchodźcom drogę do uzyskania bezpośredniego azylu. Zdobycie fałszywego paszportu i przelot do Seulu jest również bardzo kosztowną i ryzykowną opcją, na którą niewielu uchodźców może sobie pozwolić. Zdecydowana większość dociera do ostatecznego celu przez kraje trzecie.

Najpopularniejsze szlaki ucieczki z Chin wiodą przez kraje Azji Południowo-Wschodniej. Samo przedostanie się na południe kraju jest już wielkim wyzwaniem ze względu na częste kontrole policji chińskiej, ze względu na brak paszportu uciekinierzy zmuszeni są nielegalnie przekroczyć dżunglę na granicy Chin, Wietnamu i Laosu.  Samotna osoba nie ma szans powodzenia w takiej wyprawie, konieczne jest więc albo zapłacenie brokerom za transport sprawdzonym kanałem przerzutowym, albo poszukiwanie pomocy wśród organizacji pozarządowych.

Fundacje wspomagające uciekinierów z KRLD na terytorium Chin są dla wielu jedyną szansą na opuszczenie Państwa Środka, jednak również one zmagają się z nalotami ze strony chińskiego aparatu bezpieki. Głośnym echem wśród społeczności NGO obijają się incydenty takie jak zabójstwo pastora Kim Chang-wana przy użyciu zatrutej igły. Co więcej, koszty transportu uchodźców rosną z roku na rok: organizacja Liberty in North Korea ocenia koszt transportu jednej osoby na trzy tysiące dolarów. Do tej pory organizacja ta zorganizowała ponad 600 ucieczek z Chin i Korei Północnej i wraz z Helping Hands Korea oraz Crossing Borders należy do największych grup wspierających uchodźców z Korei Północnej. Równie dużą rolę we wspomaganiu uciekinierów grają niewielkie misje chrześcijańskie. Uchodźca Joesph Kim we wspomnieniu “Pod Tym Samym Niebem” przetacza, że jeszcze będąc w Korei Północnej słyszał że aby uzyskać pomoc przebywając w Chinach powinien szukać budynku ze znakiem krzyża. Chińskie władze są tego świadome: według raportu The Christian Post tylko w tym roku 32 południowokoreańskich pastorów zostało wydalonych z Chin, a sześciu innych jest przetrzymywanych w chińskich aresztach.

Przedarcie się do trzeciego państwa jest wyczerpującym wyzwaniem, które w nieodpowiednich okolicznościach może trwać nawet tygodniami. Najpierw uchodźcy są transportowani do jednego z tajnych ośrodków w południowych prowincjach Chin. Szlaki ucieczki w dżungli są dokładnie monitorowane, dzień i droga przerzutu również muszą być precyzyjnie wytyczone przez przewodników. Następnie, pod osłoną nocy, cała grupa nielegalnie przekracza granicę wzdłuż niepilnowanego szlaku, na którym rozstawieni pomocnicy informują się nawzajem o rozwoju sytuacji.

Po udanym przekroczeniu granicy innego państwa nareszcie znika widmo ryzyka odesłania do Korei Północnej (chociaż zdarzały się takie przypadki zarówno w Wietnamie jak i w Laosie.) Droga do wolności od tego momentu jest zdecydowanie prostsza, jednak w wielu przypadkach zależy od sytuacji geopolitycznej, oraz dobrej woli funkcjonariuszy państw trzecich. Hyeonso Lee w swoim wspomnieniu opisuje jak jej matka była więziona w Laosie, a urzędnicy wymagali setek dolarów w łapówkach żeby pozwolić jej opuścić areszt. W większości przypadków uciekinierzy z Korei Północnej dostają jednak pozwolenie na transport na teren ambasady Korei Południowej, gdzie otrzymują pomoc humanitarną i czekają na swoją kolej do przelotu na lotnisko w Incheon.

-Niektórzy protestują i szukają azylu w ambasadach USA i Kanady – wtrąciła niespodziewanie moja rozmówczyni, spoglądając na mnie wymownie.

-Dlaczego? Przecież w Korei Południowej możecie mówić po koreańsku, poza tym dostajecie wsparcie socjalne, no i w końcu jesteście u siebie…

-To nie takie proste.

Ciąg dalszy w części trzeciej.

Michał Mocarski – absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Kyung Hee w Seulu, aktualnie realizuje studia II stopnia na kierunku Asia-Pacific Studies uniwersytetu Waseda w Tokio.  Podczas wieloletniego pobytu w Korei Południowej pracował dla takich organizacji jak UN Academic Impact Aspire, Korean Radio Broadcast, czy Asiana Arlines. Interesuje się ochroną praw człowieka oraz współpracą regionalną pomiędzy Unią Europejską a krajami Azji Wschodniej.

fot. wikimedia.commons.org

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Mocarski: Przekroczyć Rzekę: Sytuacja Uciekinierów z Korei Północnej. Część Druga Reviewed by on 16 lipca 2017 .

Mżawka za oknem przerodziła się w rzęsisty deszcz, zmieniając samochody na ulicach Seulu w niewyraźne kształty. Kawiarnia, w której siedzieliśmy w krótkim czasie przepełniła się przechodniami szukającymi schronienia przed ulewą. Przeniosłem wzrok na partnerkę mojej rozmowy. Wyglądem niewiele różniła się od innych bywalców lokalu, i tylko uważny obserwator byłby w stanie zauważyć skąd naprawdę pochodzi.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Pozostaw odpowiedź