M. Mocarski: Przekroczyć Rzekę: Sytuacja Uciekinierów z Korei Północnej. Część pierwsza

 ›  ›  › M. Mocarski: Przekroczyć Rzekę: Sytuacja Uciekinierów z Korei Północnej. Część pierwsza

Artykuły,Publicystyka

M. Mocarski: Przekroczyć Rzekę: Sytuacja Uciekinierów z Korei Północnej. Część pierwsza

Źródło: commons.wikimedia.org

– Nie lubię, kiedy ludzie pytają mnie o politykę. Nie interesuje mnie to. To, że jestem z północy nie znaczy, że znam się na tego typu rzeczach, prawda?

W Korei Południowej żyje obecnie 30 tysięcy uchodźców z Korei Północnej. Ocenia się, że na świecie jest ich nawet pół miliona. Pół miliona osób, które w pewnym momencie swojego życia zaryzykowały wszystko i nielegalnie przekroczyły rzeki Yalu i Tumen. Teraz jedna z tych osób siedziała naprzeciwko mnie, sącząc mrożoną kawę w niewielkiej kawiarence na uboczu modnej dzielnicy Seulu. Nie doczekawszy odpowiedzi, spojrzała w okno i kontynuowała, trochę brzmiący na wyuczony, monolog.

-Kiedy ludzie dowiedzą się skąd jesteśmy, pytają nas o najróżniejsze rzeczy. Kolegę zapytano, czy próbował kiedyś ludzkiego mięsa. – poczekała chwilę obserwując moją reakcję – Oczywiście że nie! Przecież to odrażające! Już lepiej głodować…

***

O zjawisku uchodźctwa z Korei Północnej dowiedziałem się czytając wspomnienie „Dziewczyna o Siedmiu Imionach” napisany przez Hyeonseo Lee, uchodźczynię, która w wieku siedemnastu lat uciekła do Chin, przez co musiała już na zawsze zostawić swoją rodzinę, przyjaciół, i ojczyznę w tyle. Jej przepełniona heroizmem historia szybko trafiła na listę bestsellerów New York Times, zwracając uwagę światowych czytelników na losy uchodźców z Korei Północnej, i wprowadzając nowy ton w dyskusji nad dyktaturą dynastii Kim.

Wbrew obrazowi ukazywanemu w mediach, Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna nie jest miejscem zupełnie odizolowanym od reszty świata. W roku 1994 wieloletnia klęska głodu doprowadziła do kryzysu systemu centralnej dystrybucji żywności. Ludność, wcześniej zależna od racji otrzymywanych z państwowych spichlerzy, po raz pierwszy była zmuszona polegać wyłącznie na własnym wysiłku. Sytuacja ta wspierała rozwój dzikiego handlu, przez co szybko uformował się niewielki rynek przemytniczy na granicy z Chinami. Po raz pierwszy od podziału Korei, drzwi do “Pustelniczego Królestwa” zostały uchylone samodzielnie przez lud koreański. Wstępnie wymieniano głównie surowce na żywność i leki, jednak interes szybko kwitł i nawet po ustąpieniu klęski głodu przemyt nie ustał.  Wbrew wysiłkom Partii Pracy Korei, czarny rynek do dziś utrzymuje wiele rodzin w północnych prowincjach kraju.

-Niektórzy dziwią się, że nie mam północnokoreańskiego akcentu. – Powiedziała moja rozmówczyni wpatrując się w okno – To chyba dlatego, że jeszcze przed ucieczką na południe przez długi czas oglądałam w ukryciu południowokoreańskie filmy i seriale, jak zresztą wiele z przyszłych uchodźców. Prawie każdy mieszkający przy granicy z Chinami ma w domu skrytkę ze sprzętem i filmami przemycanymi z zagranicy, musi być tylko ostrożny żeby nie wpaść.

Poprzez sieci przemytnicze do Korei Północnej zaczęły również docierać informacje o świecie zewnętrznym, w tym o dobrobycie na przeciwnej połowie Półwyspu Koreańskiego. Na czarnym rynku można było znaleźć zagraniczne książki i magazyny, a lata później odtwarzacze mp3 i dyski USB z filmami i muzyką południowokoreańską. Co więcej, mieszkańcy przygranicznych miejscowości już od wielu lat są w stanie sekretnie korzystać z chińskich sieci telefonii komórkowej. Rozwój handlu jest oczywistym zagrożeniem dla pozycji Partii Pracy Korei, przecież według ich propagandy Korea Południowa jest niewolniczym krajem pogrążonym w niedostatku. Władze KRLD wydały wojnę zarówno przemytnikom, jak i odbiorcom „wrogich treści.” Po dziś dzień organizowane są naloty na całe osiedla, a schwytani zostają poddani wtrącani do więzień, a nawet poddawani publicznym egzekucjom. Jednakże nawet to nie powstrzymuje ciekawości mieszkańców KRLD na temat świata zewnętrznego, co nieuchronnie prowadzi do porównywania własnego życia z życiem rodaków na południu.

Nagły wzrost liczby uchodźców był więc konsekwencją zarówno klęski głodu, jak i powstania ułamka wolnego rynku. Wieść o tym, że Korea Południowa akceptuje uciekinierów jak swoich obywateli, a nawet płaci im zasiłek na życie (o czym szczegółowo opowiem w kolejnych częściach tej serii) szybko rozeszła się wśród handlarzy i przemytników, i docierając do zwykłych mieszkańców zachęcaja kolejne osoby do ucieczki. Według Ministerstwa Unifikacji Korei w Seulu, liczba uchodźców z Północy którzy dotarli do Korei Południowej w roku 1998 wynosiła 71 osób. W 2001 roku ta liczba wzrosła do 1142 osób i wzrastała aż do roku 2011, w którym do Korei Południowej dotarło aż 2706 osób. Wzrost ten został znacznie ograniczony poprzez wzmocnienie zabezpieczeń na granicy chińsko-koreańskiej po objęciu władzy przez Kim Dzong Una, jednak na ucieczkę na południową część półwyspu koreańskiego wciąż corocznie decyduje się około 1500 osób.

Za każdym razem kiedy widzę te statystyki, przypominam sobie wszystkie historie o przekroczeniu rzeki na granicy z Chinami usłyszane bezpośrednio od znajomych uciekinierów. Ci, którzy mieli wystarczająco dużo pieniędzy płacili strażnikom wysokie łapówki, natomiast zdecydowana większość ryzykowała utonięciem, postrzeleniem, lub pochwyceniem i torturami w politycznym więzieniu. Niektórzy na własne oczy widzieli zastrzelone ciała pobratymców dryfujące na falach rzeki Yalu. Co więcej, nawet udane przekroczenie rzeki nie gwarantowało bezpieczeństwa, ponieważ władze Chińskie były zobowiązane odsyłać zatrzymanych uciekinierów z powrotem do Korei Północnej. Osobiście poznałem uchodźcę, który został w ten sposób odesłany dwukrotnie i wydostał się z kraju wyłącznie dzięki nabytym wcześniej znajomościom na wyższych szczeblach władzy. Do tej pory jego ciało skrywa blizny po torturach, na które skazała go jego własna ojczyzna. Okropności czekające potencjalnych “zdrajców narodu” są powszechne znane i potrafią skutecznie od ucieczki na drugi brzeg.

Decyzja o ucieczce z Korei Północnej jest również z innych powodów. Profesor Jeong Ju-shin w swoim badaniu dotyczącym uchodźców z Korei Północnej zaznacza, że każda ucieczka wiąże się z niebezpieczeństwem dla członków rodziny pozostałych w kraju. KRLD jest znana z egzekwowania zbiorowej odpowiedzialności, i jeśli „dezercja” wyjdzie na jaw, to cała rodzina bywa zsyłana do obozów pracy. Dlatego uciekinierzy zawsze trzymają swoje plany w ścisłej tajemnicy, a czasem nawet opuszczają dom bez pożegnania w tajemnicy przed własną rodziną, żeby lepiej upozorować zaginięcie i nie narażać najbliższych.

Podniosłem wzrok na spotkaną uciekinierkę, wpatrzoną teraz w krople deszczu spływające po oknie. Jeszcze przed spotkaniem ustaliliśmy, że nie będę pytał o losy jej rodziny na północy. Mogłem zaledwie podejrzewać, że i ona stara się chronić najbliższych, którzy pozostali w KRLD. Istniała nawet możliwość, że poprzez siatkę brokerów wciąż przesyłała rodzinie fundusze niezbędne do przetrwania.

Kolejnym efektem ewolucji czarnego rynku w Korei Północnej było zwiększenie roli kobiety w utrzymywaniu rodziny. Podczas gdy mężczyźni musieli spędzać większość dnia w zakładzie pracy, wiele kobiet zajęło się handlem na czarnym rynku. Wraz z rozwojem sieci przemytniczej, coraz więcej z nich decydowało się na uczestnictwo w bezpośrednich przerzutach, a nawet na podjęcie tymczasowej pracy w Chinach i regularne przesyłanie pieniędzy rodzinie pozostałej w Korei. W ten sposób przez długie lata kształtowała się profesja wyćwiczonych przemytników zwanych brokerami. Brokerzy specjalizują się w transporcie rzeczy i ludzi z i do Korei Północnej przez Chiny, państwa Azji Południowo-Wschodniej, aż po Koreę Południową i Stany Zjednoczone. „Jeśli zapłacisz im wystarczająco to znajdą twoją rodzinę nawet w zagubionej wiosce gdzieś w odległych górach Korei Północnej” wspominała w południowokoreańskiej telewizji jedna z uciekinierek.

Współcześnie korzystanie z usług brokerskich jest stosunkowo bezpiecznym, lecz najbardziej kosztownym sposobem na przedostanie się z Korei Północnej do Korei Południowej. Portal Business Insider wylicza, że koszty takiego transportu mogą osiągnąć nawet 8000 dolarów, który w większości przypadków jest spłacany z pieniędzy otrzymanych przez uciekiniera w formie zapomogi od rządu Korei Południowej. Jednak od przejęcia władzy przez Kim Dzong Una i mocnego zaostrzenia środków bezpieczeństwa na granicy koreańsko-chińskiej, zarówno koszty takiego transportu, jak i ilość ucieczek z Korei Północnej zdecydowanie spadła.

***

Geneza i powody ucieczki z Korei Północnej wydawały się mi jasne. Wystarczyła odrobina perspektywy na świat zewnętrzny, zmieszana z niedostępną wcześniej możliwością dotarcia do tego świata. Niebezpieczeństwo postrzelenia przy przechodzeniu granicy jest wielkie, ale wiedziałem, że niebezpieczeństwo nie kończy się na przejściu granicy.

-Ty też korzystałaś z usług brokera próbując tutaj dotrzeć, prawda?

-Tak, i miałam wielkie szczęście, że trafiłam na prawdziwego! – Koreanka wydawała się być przygotowana i na to pytanie. – Będąc w Chinach trzeba bardzo uważać, komu się przekazuje własną wolność.

-Co masz na myśli?

Ciąg dalszy w części drugiej.

Michał Mocarski

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Mocarski: Przekroczyć Rzekę: Sytuacja Uciekinierów z Korei Północnej. Część pierwsza Reviewed by on 15 lipca 2017 .

– Nie lubię, kiedy ludzie pytają mnie o politykę. Nie interesuje mnie to. To, że jestem z północy nie znaczy, że znam się na tego typu rzeczach, prawda? W Korei Południowej żyje obecnie 30 tysięcy uchodźców z Korei Północnej. Ocenia się, że na świecie jest ich nawet pół miliona. Pół miliona osób, które w pewnym

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Pozostaw odpowiedź