Birma news,Komentarz eksperta

M. Lubina: Wojna i pokój, czyli dwie Birmy

W północnej Birmie ruszyła właśnie ofensywa armii birmańskiej przeciwko oddziałom Kaczinowskiej Armii Niepodległościowej (KIA). Birmańczycy są o krok od wzięcia głównej bazy partyzantów, Laizy, a co za tym idzie – opanowania strategicznego regionu Lajayang na pograniczu z Chinami. W tym samym momencie w którym armia szykuje się do siłowego rozwiązania konfliktu z Kaczinami, w samej Birmie w najlepsze trwa odwilż. Dziś rząd Thein Seina ogłosił zezwolenie na wydawanie prywatnych dzienników, co jest kolejnym krokiem na drodze do wolności słowa. Obecną sytuację w kraju cechuje więc dualizm. Mamy wojnę i pokój, a tak naprawdę – dwie Birmy.

Poświąteczna ofensywa armii birmańskiej to nie żadne przypadkowe starcia z powstańcami na pograniczu. To planowe uderzenie, z użyciem samolotów i śmigłowców mające na celu zdobycie Laizy – kwatery głównej KIA.  W wigilię Bożego Narodzenia głównodowodzący Północnym Frontem armii birmańskiej Tun Tun Naung zrobił Kaczinom mało świąteczny prezent: nakazał im w ciągu dwóch dni opuścić Laizę na odległość 20 kilometrów. Nie posłuchali tego ultimatum. Armia dziś zaatakowała.

Według różnych źródeł zagrożonych jest od 10 do 70 tysięcy cywilnych uchodźców, chroniących się w okolicach Laizy przed armią. Kaczinowscy działacze na całym świecie biją na alarm – działania armii birmańskiej jawnie świadczą o tym, że nic się w jej polityce nie zmieniło. Trudno polemizować. Gdy przyjrzymy się obecnym działaniom armii, wyraźnie widać kontynuację: to jest wciąż ta sama polityka „birmanizacji” mniejszości, prześladowania i pogardy dla ich odmienności, w tym przede wszystkim – niebuddyjskich religii. Ultimatum w Święta i atak zaraz po nich jest tego najlepszym dowodem.

Armia świadomie wybrała ten moment. Gdyby uderzyli w Święta – byłby news. A tak generałowie liczą na to, że w te kilka dni, podczas których Obama negocjuje budżet, a świat szykuje się sylwestrową zabawę, uda im się zdobyć Laizę i rzucić na kolana KIA – ostatnie z ugrupowań walczących z rządem. Zresztą reakcji zagranicy też się zbytnio obawiać nie muszą. Birma pod koniec roku 2012 to już zupełnie inny kraj – kluczowy na geopolitycznej mapie nowej rywalizacji Stanów Zjednoczonych i Chin. Inwestującym tam Amerykanom znacznie trudniej będzie go oskarżyć o łamanie praw człowieka i prześladowanie mniejszości. A poza tym ostatnie porozumienie o współpracy wojskowej między Stanami Zjednoczonymi a Birmą rzuca na dzisiejszą ofensywę dodatkowe światło.

Czy więc żadnych marzeń, Kaczinowie? Politycznie – tak. Ale militarnie – niekoniecznie. Kaczinowie to dzielni wojownicy, nieprzypadkowo zwani „birmańskimi Gurkhami”. W historii nie raz nie dwa dawali znak swoich zdolności – przekonali się o tym m.in. Japończycy podczas II WŚ. Armia birmańska, mimo miażdżącej przewagi również dotąd nie potrafi sobie z nimi poradzić. Tym bardziej, że walczą na swoim terenie, który jest trudno dostępny i wręcz idealnie nadaje się dla działań partyzanckich. Więc nawet upadek Laizy nie musi przesądzić o klęsce KIA. Szykuje się więc eskalacja przemocy na której stracą głównie cywile.

Ta ofensywa odziera z jakichkolwiek złudzeń co do armii birmańskiej. Jej myślenie wciąż pozostało takie samo: mniejszości należy siłą doprowadzić do posłuszeństwa, a najlepiej to je zasymilować i nawrócić na buddyzm. Jakikolwiek zaś sprzeciw jest automatycznie uznany za bunt i groźbę rozpadu kraju. Do czego prowadzi ta polityka widać nie tylko Stanie Kaczin, lecz również w Arakanie. Potęguje konflikt centrum-peryferie, zamiast go rozwiązywać.

Dzieje się to w momencie w którym w Birmie „właściwej” w najlepsze trwa odwilż, a kraj zmienia się nie do poznania, gwałtownie rozwijając się i wychodząc z siermiężności. Dzisiejsze pozwolenie na wydawanie dzienników w połączeniu z zapowiedzią reformy głównych mediów to kolejne kroki na drodze do wolności słowa w tym kraju i jego przystawania do światowych standardów. To kolejne z wielkich osiągnięć „odwilży birmańskiej”.

Mamy więc sytuację w której w tym samym kraju znoszona jest cenzura, wypuszczani są więźniowie polityczni, a jednocześnie w najlepsze trwa prześladowanie mniejszości na pograniczu. Słowem: to wręcz dwa różne światy, dwie Birmy.

To nie novum, ale continuum. Jak udowodniła ongiś Mary Callahan w jej wnikliwym studium armii birmańskiej, pod względem realnego oddziaływania władzy na życie ludzi, zawsze istniały w tym kraju „dwie Birmy”. Na terenie Birmy właściwej armia rządziła nieudolnie i nieefektywnie, ale był pokój, no i była to własna władza. Na terenach mniejszości etnicznych trwała nieustanna wojna, a wojsko birmańskie było okupacyjną armią zabijającą cywilów, niszczącą zbiory i zmuszającą ludzi do emigracji. Rządy junty dla Birmańczyków były więc czasem biedy i szarości. Dla mniejszości było to życie w nieustannym strachu.

Obecna sytuacja jest po prostu do tego nawiązaniem. W wyniku zmian politycznych podział nie tylko nie maleje, ale wręcz zwiększa się. W Birmie właściwej sytuacja normalizuje się i ulepsza, na terenach mniejszości – wszystko pozostanie po staremu. Mamy więc dwie Birmy. W jednej pokój, w drugiej wojnę.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Lubina: Wojna i pokój, czyli dwie Birmy Reviewed by on 28 grudnia 2012 .

W północnej Birmie ruszyła właśnie ofensywa armii birmańskiej przeciwko oddziałom Kaczinowskiej Armii Niepodległościowej (KIA). Birmańczycy są o krok od wzięcia głównej bazy partyzantów, Laizy, a co za tym idzie – opanowania strategicznego regionu Lajayang na pograniczu z Chinami. W tym samym momencie w którym armia szykuje się do siłowego rozwiązania konfliktu z Kaczinami, w samej

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Michał Lubina

Doktor nauk społecznych UJ, pracownik w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, magister rosjoznawstwa oraz studiów dalekowschodnich UJ, absolwent Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich UJ. Kilkukrotny stypendysta Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (m.in. w latach 2009/2010 w Pekinie). Laureat grantu Narodowego Centrum Nauki na badanie współczesnych stosunków rosyjsko-chińskich. Oprócz tego w kręgu jego zainteresowań badawczych znajduje się przede wszystkim Azja Południowo-Wschodnia, w szczególności zaś Birma. Jest autorem czterech książek. Pierwszej w Polsce historii Birmy („Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”, Trio, Warszawa 2014) oraz monografii „Birma: centrum kontra peryferie. Kwestia etniczna we współczesnej Birmie 1948-2013″; (Kon-Tekst, Kraków 2014), pierwszego poświęconego temu zagadnieniu opracowaniu w języku polskim oraz – również pierwszej w Polsce – książki o współczesnych stosunkach rosyjsko-chińskich („Niedźwiedź wcieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014″, Akademicka, Kraków 2014), która stała się naukowym bestsellerem. Niedawno wydał „Panią Birmy. Biografię polityczną Aung San Suu Kyi” (Wyd. PWN, Warszawa 2015). Ponadto jest autorem dwóch przewodników turystycznych po Litwie i Rosji (współautorstwo) oraz internetowych przewodników po Chinach, Hongkongu, Laosie i Bangladeszu. Publikował artykuły m.in. w „Rzeczpospolitej”(Plus/Minus), „Tygodniku Powszechnym”, „Wprost”, „Do Rzeczy”, „Nowej Europie Wschodniej”, „Nowej Konfederacji” i "National Geographic Traveller". Znajomość języków: angielski, rosyjski, ukraiński, chiński(komunikatywnie). Mieszka w Krakowie. Ekspert CSPA: Birma, Chiny-Rosja.