Chiny,[ ANALIZY ]

M. Lubina: Rosyjski Daleki Wschód a Chiny cz. 3

Prezentujemy trzecią część fragmentu rozprawy doktorskiej Michały Lubiny pt. „Rosnąca asymetria. Stosunki rosyjsko-chińskie 1991-2011” dofinansowanej w ramach grantu Narodowego Centrum Nauki i dotyczącą popularnego ostatnio zagadnienia relacji Chin z rosyjskim Regionem Dalekowschodnim („Rosyjskim Dalekim Wschodem”). W samej dysertacji temat ten został podzielony na dwa okresy: 1991-1999 oraz 2000-2011, ten artykuł obejmuje pierwszą część drugiego okresu (2000-2011). Pierwsza część dostępna TUTAJ, druga TUTAJ.

China_-_Russia_Railway

Pociąg jadący z rosyjskiego Zabajkalska do chińskiego Manzhouli; źródło: commons.wikimedia.org

Rosyjski Region Dalekowschodni (Daleki Wschód) w najbardziej bezpośrednim sensie zawiera w sobie ambiwalencje stosunków rosyjsko-chińskich. Tutaj, bardziej niż gdziekolwiek indziej, strategiczny niepokój i cywilizacyjna alienacja współistnieją z politycznym i gospodarczym zbliżeniem obu państw. Chociaż związki między Moskwą a Pekinem stały się bardziej rozwinięte w ostatnich latach, regionu to nie dotyczy. Mimo rozwiązania kwestii terytorialnej przyszłość regionu jest niepewna: może on stać się przykładem nowej jakości stosunków bilateralnych i wielostronnego zaangażowania w Azji Północno-Wschodniej albo „martwą strefą” podejrzliwości i przestępstwa[1].

Rosyjski Daleki Wschód jest zdaniem Dmitrija Trenina tym, co daje Rosji jej „azjatyckość”: bez niego byłaby ona wciąż bardziej Moskwą niż Rosją[2]. Jednakże Rosja może istnieć w Azji w sensie fizycznym, geograficznym, ale podstawy historyczne czy cywilizacyjne dla takiego twierdzenia są słabe: nieprzypadkowo powiedziano ongiś o Rosji, iż „jest w Azji, ale nie jest Azją”[3]. Nigdzie nie widać tego lepiej niż w Regionie Dalekowschodnim, a w szczególności w jego wschodniej części. Dla Rosji „wybrzeże Pacyfiku nie było i nie jest bramą do Azji, ale naturalną granicą ekspansji; pograniczem i barierą, która musi zostać przezwyciężona zarówno w sensie psychologicznym, gospodarczym, jak i politycznym”[4]. Rosyjski Daleki Wschód jest bowiem, jak podsumowuje Trenin, „bardziej przedłużeniem Europy w Azji niż częścią Azji”[5].

Pozostawienie regionu samemu sobie w latach 90-tych (obcięcie dopłat, upadek przemysłu, depopulacja) doprowadziło do tego, iż region stał się „zapomnianym miejscem” – do tego stopnia zapomnianym, iż zaczęto mówić o jego „odpadaniu” od Rosji. Region stał się symbolem negatywnych następstw i uczuć wobec transformacji. Pionierski duch, który stał u podstaw kolonizacji tych ziem, dawno ustąpił miejsca fatalizmowi i demoralizacji. Dominować zaczęła nostalgia za czasami ZSRR, a wobec Chińczyków ksenofobia i mentalność „oblężonej twierdzy”. Region Dalekowschodni stał się symbolem słabości Rosji w Azji, tym, co Rajan Menon nazwał „chorym człowiekiem Azji”, gdzie „bufoni, krętacze i ksenofobowie zajmowali pozycje u władzy z taką regularnością, by uczynić ze złego rządzenia normę”[6].

Gdy Władimir Putin obejmował urząd prezydenta, stawał przed szeregiem wyzwań. Rozpoczął energicznie: zwolnił gubernatora Nazdratienkę personifikującego ponure lata 90-te w regionie[7]. Następnie udał się w czerwcu na rosyjski Daleki Wschód, gdzie w Błagowieszczeńsku wygłosił ważną mowę, w której stwierdził, iż jeśli Rosja nie rozpocznie natychmiastowych inwestycji w regionie, utraci go, a jego mieszkańcami staną się wkrótce Chińczycy, Koreańczycy i Japończycy[8]. Współgrało to z ogólną wizją odbudowy pozycji Rosji na „poziomie wertykalnym” (czyli centralizacji). Udało mu się również rozwiązać kwestię granicy, co pozostaje jednym z jego największych sukcesów w ogóle. Jednakże znacznie trudniejsze były inne zadania: dysfunkcyjna struktura gospodarcza regionu (oparta na ciężkim przemyśle wydobywczym, mającym zasilać budżet centralny, nie regionalny) kompletnie nieprzygotowana do realiów rynkowych oraz dramatyczna depopulacja regionu. To ostatnie zadanie nie było kwestią gospodarczą, ile bardziej polityczną i bezpieczeństwa, gdyż powodowało strachy o „żółtą migrację” w regionie. To właśnie ta kwestia stała się dla Putina prawdziwym dylematem. Z jednej strony pragnął on rozwoju stosunków ze Pekinem, co oznaczało zwiększenie kontaktów handlowych i międzyludzkich, m.in. z przygranicznymi prowincjami chińskimi. Z drugiej strony nie mógł on ignorować gospodarczych i społecznych napięć wyrastających z antychińskich sentymentów. Do tego dochodził dylemat strategiczny: jak użyć zastrzyku chińskich inwestycji, by ożywić Region Dalekowschodni bez ryzykowania jego de facto utraty?[9].

a)      Ostateczne ustalenia linii granicy

Jednym z najważniejszych wydarzeń w nowej dekadzie stosunków rosyjsko-chińskich była pełna demarkacja wspólnej granicy. Wraz z podpisaniem Porozumienia uzupełniającego na temat wschodniego odcinka rosyjsko-chińskiej linii granicznej 14 października 2004 r.[10] oraz ustanowieniem słupów granicznych 14 października 2008 r. dobiegła końca jedna z najtrudniejszych kwestii w najnowszych stosunkach Rosji i Chin.

Chociaż inne trudne kwestie zostały rozstrzygnięte w poprzedniej dekadzie, to ta sprawa wciąż pozostawała niedokończoną, wciąż nierozwiązana pozostawała przynależność dwóch  wysp na Amurze i Ussuri: Wielkiej Ussuryjskiej (Bolszoj Ussuryjskij/Xeixiazi) oraz Tabarow (Yinlong). Droga do unormowania tej kwestii była następująca: we wrześniu 2001 r. ministrowie spraw zagranicznych „osiągnęli jednomyślność w rozumieniu zasad kierowania się przy ustanawianiu granicy”, w lutym 2003 r. podpisali memorandum, „osiągnąwszy zasadniczą zgodę” w kwestii rozgraniczenia na pozostających dwóch odcinkach granicy. W 2003 r. Hu Jintao podczas pobytu w Rosji potwierdził w rozmowie z Putinem osiągnięte porozumienie. 14 października ministrowie spraw zagranicznych podpisali w Pekinie „porozumienie uzupełniające”, zaś 14 października 2008 odsłonięto słupy przygraniczne.  Tym samym, jak nieco górnolotnie podkreślali chińscy komentatorzy, zakończył się „400 letni konflikt pograniczny” (na pewno zaś 40 lat trudnych negocjacji)[11].

Przedmiot głównego sporu – przynależność obu wysp – został podzielony kompromisowo: wyspę Tabarow w całości oddano Chinom, z kolei wyspę Wielką Ussuryjską podzielono na pół, chociaż według wcześniejszych założeń (granica wzdłuż głównego farwateru) powinna ona w całości przypaść Chinom, gdyż znajduje się po ich stronie Amuru. Również z powodów historycznych wyspa ta powinna należeć w całości do Chin, gdyż została zajęta przez ZSRR dopiero w 1929 r. Tym niemniej jej położenie: naprzeciwko Chabarowska (koło lotniska), jednego z najważniejszych centrów na rosyjskim Dalekim Wschodzie, sprawiało, iż z przyczyn strategicznych Rosja nie chciała słyszeć o jej zwrocie. W zamian za ustępstwo w tej sprawie Pekin uzyskał zgodę na żeglugę swoich statków wojennych i pasażerskich po Amurze i Ussuri. Porozumienie miało symboliczny i kompromisowy charakter również dlatego, iż owe 50 % wyspy Wielkiej Ussuryjskiej to 350 m², tj. 500 razy tyle, co wyspa Damanskij (Zhenbao) o którą ZSRR walczył z ChRL w 1969 r. Ogółem Chiny uzyskały 3575 km². Oficjalna ceremonia przekazania wyspy odbyła się 14 października 2008 r. i celowo nadano jej niską rangę. Stronę chińską reprezentował urzędnik MSZ Zhao Xidi, zaś rosyjską – Władimir Małyszew, Dyrektor Pierwszego Departamentu MSZ FR[12].

Kompromis w sprawie wysp był obopólny, było to ustępstwo obu stron. Kreml był w stanie uciszyć dalekowschodnich krytyków porozumienia, którzy uniemożliwili jego osiągnięcie w poprzedniej dekadzie, z kolei Pekin uciszył nacjonalistyczne głosy domagające się zwrotu całości wyspy Wielkiej Ussuryjskiej (argumentując, iż „w tych okolicznościach nie dało się uzyskać nic więcej”); w sumie po obu stronach „zwyciężył zdrowy rozsądek” i po 400 latach obie strony uzyskały wzajemnie uznaną granicę.

b)     Chińska emigracja na rosyjskim Dalekim Wschodzie w XXI wieku

Jak ukazano w tej pracy w poprzednim rozdziale, mity o milionach emigrantów chińskich były wynikiem określonych działań politycznych miejscowych dygnitarzy i nie miały wiele wspólnego z rzeczywistością. Jednakże stały się częścią kultury: wiara w to, iż Chińczycy migrują „milionami” jest w Rosji dość powszechna i nowa dekada bynajmniej tego nie zmieniła. W społeczeństwie wciąż dominują twierdzenia typu: „jeśli codziennie przez granicę przejdzie milion Chińczyków, będą szli trzy i pół roku”[13]. Co więcej, do popularnych twierdzeń o milionach emigrantów przyłączają się nie tylko populiści, dziennikarze czy mający w tym interes miejscowi dygnitarze, lecz również poważni (zdawałoby się) urzędnicy. W „klimacie w którym prawda jest niejasna, sinofobia jest powszechna, a miejscowi i federalni politycy widzą korzyści w manipulowaniu opinii publicznej”, pojawiają się takie wypowiedzi, jak ta Dyrektora Federalnej Służby Imigracyjnej Olega Romanowskiego, który w marcu 2006 r. powiedział w Dumie, iż „na rosyjskim Dalekim Wschodzie znajduje się od 400 do 700 tysięcy nielegalnych emigrantów”, co świadczyło o tym, iż „Romanowski nie miał pojęcia o właściwej liczbie Chińczyków: czy ci ‘imigranci’ byli długoletnimi osadnikami, robotnikami sezonowymi, czy ‘mrówkami’; czy byli legalni, czy nie”[14]. Nie on jeden. Abstrahując od dziennikarzy czy publicystów, regularnie straszących rosyjskie społeczeństwo liczbą „milionów” Chińczyków, znacznie zawyżoną liczebność chińskiej migracji podają także naukowcy – i to zdawałoby się, solidni. Przykładowo w jednym z numerów dosyć dobrego czasopisma „Federacja Rosyjska dziś”(Rossijskaja Federacija segodnia) w artykule pod wymownym tytułem „Perspektywy sinizacji Rosji” dr hab. nauk ekonomicznych Jewgienij Giłbro z Akademii Dyplomatycznej Pokoju przy UNESCO oszacował liczbę Chińczyków w Rosji na 8 milionów (sic!), co jest dotychczasowym rekordem i bije nawet populistyczne szacunki polityków z lat 90-tych[15].

Jak udowodnił, na podstawie swoich i wspólnych z innymi ekspertami badań, Aleksander Łarin, jeden z najważniejszych rosyjskich badaczy zajmujący się kwestią Chińczyków w Rosji, „za najbardziej wiarygodną liczbę Chińczyków w Rosji można uznać 200-400 tysięcy (podkreślenie moje – M.L.), maksimum 500 tysięcy, zaś na rosyjskim Dalekim Wschodzie – około 200 tysięcy”[16]. Oczywiście dane różnych badaczy się różnią: sam Łarin podaje wyniki badań S.J. Prichod’ko i K. Wnukowa mówiące o 150-200 tysiącach, szacunki Spisu Powszechnego FR, wg którego jest ich… 35 tysięcy (liczba ewidentnie zaniżona) czy dane służb migracyjnych[17], oceniające liczbę Chińczyków na 205,9 tysięcy; podaje również, iż w owej liczbie 200-400-500 tysięcy imigrantów są już wliczeni nielegalni immigranci (których liczba z roku na rok maleje, choć wciąż stanowią ok. połowę wszystkich)[18]. Ilość wjazdów Chińczyków do FR ilustruje następująca tabela.

Tabela 1. Podział Chińczyków wg celów wjazdu do Rosji w latach 1999-2008, w tysiącach ludzi

tabela

Źródło: A.G. Łarin, Kitajskije migranty w Rossii. Istorija i sowriemiennost’, Moskwa 2009, na podstawie statystyki Państwowego Urzędu ds. Statystyki FR i Federalnej Służby Statystki FR.

Inne najważniejsze badania, dotyczące chińskiej migracji, pochodzą od Anatolija Wiszniewskiego, Michaiła Aleksiejewa i Wilii Gelbrasa. Wiszniewski, jeden z najważniejszych rosyjskich badaczy zajmujących się kwestiami demograficznymi (wprowadził m.in. termin „demograficzna rewolucja”) w swoich pracach twierdzi, iż Chińczyków w Rosji jest „między 400 a 600 tysięcy” (dane na 2009 r.)[19]. Michaił Aleksiejew zauważył, iż dla Chińczyków „rosyjski Daleki Wschód był po prostu jednym z peryferyjnych celów”, a liczbę „osiedlonych” migrantów w regionie uznali oni za „statystycznie nieznaczącą”. Większość tak zwanych migrantów stanowili ludzie przebywający krótkotrwale: turyści, handlowcy („mrówki”), przedsiębiorcy, pracownicy, kłusownicy, przemytnicy i studenci. W porównaniu do chińskich diaspor na świecie, „Chińczycy są marginalnym etnicznym wycinkiem Kraju Nadmorskiego szczegółowo oraz Rosyjskiego Dalekiego Wschodu generalnie”. Praca kończy się konkluzją, iż „przewidywania setek tysięcy, jeśli nie milionów chińskich robotników osiedlających się na rosyjskim Dalekim Wschodzie w celu przejęcia jego surowców naturalnych na razie pozostaje w obszarze fantazji”[20].

Badania Wilii Gelbrasa z kolei koncentrowały się na samym Regionie Dalekowschodnim. Gelbras zauważył co prawda wzrost liczby przybywających Chińczyków, ale stwierdził, iż „większość z chińskich migrantów przybywa do Rosji legalnie”, a „skala tej legalnej migracji nie jest na tyle duża, by wywołać panikę, a już tym bardziej by mówić o chińskiej demograficznej ekspansji”. Ponadto „chińska migracja nie jest żadnym poszukiwaniem ziemi obiecanej. Po prostu wynikła jako konsekwencja przepływu dóbr”. Dane Gelbrasa z Władywostoku i Chabarowska świadczą o tym, iż liczba migrantów mieszkających z rodzinami w Regionie Dalekowschodnim zatrzymała się, a Chińczycy widzą rosyjski Daleki Wschód jako miejsce, w którym można się szybko wzbogacić, ale nie jako obszar, gdzie chcieliby żyć”[21]. Dzieje się tak, gdyż „Rosja to czynnik utrudniający życie”, i to z kilku powodów: „efektywność pracy struktur państwowych jest niska, urzędnicy są skorumpowani, łapownictwo powszechnie rozpowszechnione, nie można się doczekać decyzji, działania są nieprzeźroczyste, wszystko wymaga mnóstwa czasu”[22]. Największym problemem jest wszakże milicja (jak mówi popularne powiedzenie: „Chińczycy mają trzy źródła strachu: milicja, celnicy i skinheadzi”) – „w Rosji nie znalazłby się ani jeden Chińczyk, który nie został poszkodowany przez milicję”[23]. Według badań największe problemy to: opłacanie się milicji: 82% (sic!), „reket” (opłacanie się „plecom” – np. różnym gangom): 49%, łapownictwo organów podatkowych i migracyjnych: 45%; ogółem: „główne przeszkody, z którymi stykają się imigranci, mają dokładnie taki sam charakter, jak te ich rosyjskich kolegów: są oni elementami jednej wspólnej atmosfery, w której funkcjonuje biznes w Rosji, szczególnie mały i średni”[24].

Nie zmienia to faktu, iż chińska obecność jest poważnym problemem, choć z innego powodu. To zagrożenie zostało źle zinterpretowane jako „potop”, który przepowiada zajęcie i ewentualną aneksję regionu przez Chiny[25]. Jak słusznie zauważa Gelbras, „prawdziwy problemem nie jest liczba chińskich migrantów lecz szkody, jakie przynoszą oni gospodarce Rosji”[26]. Nie są to, wbrew pozorom i antychińskiej propagandzie, szkody polegające na „kryminalizacji” życia społecznego (o co często się oskarża Chińczyków). Dane Łarina pokazują, że najczęstsze przestępstwa Chińczyków mają charakter gospodarczy: dominuje przemyt i kontrabanda, w dalszej kolejności są to: nielegalna imigracja, uchylanie się od podatków, nielegalny wywóz środków finansowych, nielegalny wywóz drewna; jeśli chodzi o przestępstwa kryminalne typu grabieże czy zabójstwa, to dokonywane są one głównie przez Chińczyków na Chińczykach – w ich własnej sferze; Chińczycy co prawda słabo znają rosyjsko prawo, ale dzieje się tak, gdyż najczęściej załatwiają rzeczy przez pośredników, a „jak już mają do czynienia z milicją, to praktyka tych kontaktów ma niewiele wspólnego z prawem”[27]. Ponadto zdecydowana większość przestępstw gospodarczych typu przemyt wiąże się nie tylko, ani nawet nie głównie, z działalnością chińską, lecz jest wspólnym dziełem Rosjan i Chińczyków: Chińczycy po prostu dostosowują się do miejscowych warunków, wykorzystując szeroko rozpowszechnione korupcyjne standardy i luki w prawie: „rosyjskie gospodarcze i administracyjne mechanizmy często nie tylko pozwalają, ale prowokują i zmuszają imigranta do działań niezgodnych z prawem(…) rosyjska szara strefa nie tylko powoduje kuszące możliwości kryminalne, ona po prostu zmusza chińskiego kupca, by obchodził prawo. A chiński kupiec zachowuje się dokładnie tak, jak rosyjski: chętnie przyjmuje zasady gry, jeśli są one dlań wygodne, w pozostałych przypadkach robi to wbrew swojej woli: „kto jest wśród wron, musi krakać tak, jak one”[28]. Jak retorycznie pyta Łarin: „jeśli nie potrafimy sobie poradzić z naszymi przestępcami, przynoszącymi ogromne straty naszemu państwu, to czy ma sens domagać się od Chin przyskrzynienia ich obywateli, łamiących cudze prawa na cudzej ziemi, tym bardziej, że oni, w przeciwieństwie do naszych, nie szkodzą swojemu krajowi?”[29].

Tym niemniej sam fakt istnienia takich związków, mimo ich źródeł leżących po stronie rosyjskiej, wpływa niekorzystnie na Rosję. Zdaniem Gelbrasa zagrożenia chińskie dla regionu są dwojakiego rodzaju. Po pierwsze wymiana handlowa jest skrzywiona na korzyść ChRL: Chiny eksportują tanie dobra konsumenckie (na które gdzie indziej nie byłoby zbytu), a w zamian importują surowce naturalne, takie jak drewno czy metale nieżelazne. Po drugie: większość z tego handlu jest nielegalna i jest prowadzona przez organizacje przestępcze z obu stron granicy. To „podwójne zagrożenie” podkopuje „bezpieczeństwo gospodarcze” Rosji, hamuje powstanie „cywilizowanej gospodarki rynkowej” i powoduje, iż „Rosja staje się dodatkiem surowcowym do Chin”[30]. W rezultacie Region Dalekowschodni zamiast wciągnąć Rosję do Azji, może stać się peryferią nie Rosji, lecz Azji Wschodniej, coraz bardziej uległą wobec chińskich potrzeb”[31].

Mieszkańcy regionu są doskonale świadomi wzrastającego wpływu Chin. Większość z nich uważa, że to tylko Chiny zyskują na współpracy wzajemnej i że wpływ Chin na gospodarkę lokalną jest ujemny (Chińczycy mają w tym ujęciu podkopywać przemysł budowniczy, zajmować ziemię i przejmować ją na własność oraz wycinać lasy). Takie postawy mają, zdaniem Bobo Lo, swoje etnokulturowe podłoże i wiążą się z „kulturą zazdrości”, będącą ważną częścią rosyjskości[32]. Większość Chińczyków przybywająca na rosyjski Daleki Wschód to albo handlowcy z rynków/bazarów albo krótkoterminowi/sezonowi robotnicy: „najbardziej typowy Chińczyk w Regionie Dalekowschodnim to mały handlowiec, wolny przedsiębiorca lub kupiec mający umowę z firmą lub robotnik najemny”; ci pierwsi są stosunkowo dobrze sytuowani i są w stanie prosperować dobrze na rynku, gdzie mało jest alternatyw. To głównie ludzie zajmujący się tzw. „feiguangfan”, czyli „nieoficjalnym” (albo wg terminu rosyjskiego: „ludowym”) handlem, których kariera przebiegała najczęściej od „mrówki” przechodzącej granicę w latach 90-tych, przez handel na bazarach, a na własnych stoiskach skończywszy. Najczęściej sprzedawali odzież, obuwie, a obecnie – prawie wszystko, w tym zaawansowaną technologię. Najbliżej im do tego, „co nazywa się małym i średnim biznesem”. Ci drudzy są biedni, pochodzą najczęściej z chińskiego interioru i podejmują (głównie w rolnictwie i budownictwie) słabo płatne prace (wg rosyjskich standardów), ale ich zarobek jest znacznie większy niż byłby u siebie w domu. Generalnie obecnie „zarobki zasadniczej masy chińskich imigrantów są dosyć skromne, a wyobrażenie o tym, jakoby odbierali oni miejsca pracy Rosjanom, co jest ulubionym argumentem ksenofobów, jest niczym więcej niż mitem”[33].

Inną kwestią jest odbiór Chińczyków przez Rosjan. W swoich badaniach Wiktor Łarin udowodnił, iż Chińczycy są postrzegani przez Rosjan jako znacznie lepsi pracownicy – przedsiębiorczy, utalentowani, pracowici i trzeźwi. Z drugiej strony przypisuje się im spryt, chciwość oraz agresję – znacznie większą niż u innych Azjatów, i nawet większą niż u mieszkańców Kaukazu, tradycyjnie ulubionego celu rosyjskiej ksenofobii[34]. Ciekawym fenomenem ostatniej dekady jest znaczący wzrost liczby mieszanych małżeństw: chińskich mężczyzn z rosyjskimi kobietami i wiążący się z nimi wzrost sinofobii wśród rosyjskiej męskiej populacji regionu. Jak stwierdza jedna z dalekowschodnich dziennikarek, Anastazja Nazarowa, „leniwy, bijący żonę syberyjski alkoholik wścieka się, gdy widzi inne piękne Rosjanki wpadające w ramiona chińskich mężczyzn”[35]. Według najnowszych badań pozytywnie do pomysłu mieszanych małżeństw odnosi się 8% Rosjan, obojętnie i negatywnie – po 40%, zaś wyniki te można interpretować jako „jeden z przejawów szowinizmu, względnie szowinizmu plus migrantofobii”[36]. Ta niechęć nie jest tylko kwestią zwykłej zawiści, lecz również strachu, że trend ku wychodzeniu Rosjanek za Chińczyków, jeśli się wzmocni, może doprowadzić do intensywniejszej obecności chińskiej w regionie, a dokładniej – sinizacji poprzez małżeństwa (a wszystko to dzieje się na tle rosnącego nacjonalizmu w Rosji)[37].

Obawa o „sinizację” wiąże się z kolejnym problemem, jakim jest hermetyczność chińskich enklaw w regionie. Społeczności chińskie są – jak pisze Jewgienij Strigin – „zamkniętymi i doskonale zorganizowanymi grupami,  praktycznie nie kontaktującymi się z władzą, działającymi gdzieś pomiędzy legalną a szarą strefą, żyjącymi prawie zawsze w ramach swoich społeczności, nie chcącymi się zintegrować z rosyjskim społeczeństwem[38]. Piszący te słowa najlepiej oddaje lęki miejscowych mieszkańców: „w miejscowościach bądź dzielnicach miast w których przeważają Chińczycy (Błagowieszczeńsk, Chabarowsk) następuje sinizacja nazw: ‘swoim’ hotelom i restauracjom Chińczycy nadają własne nazwy (np. ‘Ostankino’ na ‘Dong Fang’, ‘Izmaiłowo’ na ‘Renmin’ itp.), ponadto istnieją, na pół legalne, restauracje tylko dla Chińczyków, z menu tylko chińsku. Podobnie, tylko dla swoich, funkcjonują banki, targi, kasyna, domy handlowe, a nawet własne domy publiczne[39]. W takich obrazach jak ten Strigina, migracja chińska „przybiera demoniczny wydźwięk, społeczność zaczyna przypominać tajny zakon, niewidoczną armię posiadającą skrytą siłę”[40].

Miejscowi są niechętni Chińczykom nie tylko z powodu ich trzymania się razem i wzajemnego wsparcia, ale również niechęci do asymilacji. W rezultacie Chińczycy są postrzegani przez wielu jak ongiś Żydzi w Imperium Rosyjskim: „jako inna społeczność, z jej własnym, zamkniętym dla innych, sposobem życia i ‘dziwnymi’ zwyczajami”[41]. Porównanie to, w warunkach rosyjskich mocno negatywne, nawiązuje zresztą do tradycyjnego pojmowania Chińczyków jako „Żydów Azji”[42]. Jednakże w dużej mierze są to porównania przesadzone i panikarskie. Jak udowadnia Władimir Łarin, Chińczycy w Rosji nie tworzą diaspory (ta tworzy się przez ludzi mieszkających od wieków w danym kraju), gdyż są to głównie tymczasowi gastarbeiterzy (zdecydowana większość nie mieszka więcej niż 5 lat), „nie będący obywatelami, ani stałymi mieszkańcami, nie zapuszczającymi korzeni, nie inwestującymi znacznych kapitałów”, a wszystkie opisane wyżej czynniki (tworzenie własnych hoteli, restauracji, gazet itp., itd.) występują po prostu po to, by Chińczycy mogli normalnie funkcjonować w niszy; ponadto nie walczą o swoje prawa politycznie, nie chcąc naruszać równowagi z miejscowymi (co sprawia, że ich siła jest „bogactwem eunucha” jak stwierdził jeden z chińskich uczonych cytowany przez Łarina); to wszystko powoduje, iż „sytuację Chińczyków w Rosji można określić mianem quasi-diaspory” [43]. Z biegiem czasu ich pobyt może się przeciągnąć i wtedy powstanie prawdziwa diaspora, lecz równie prawdopodobny jest wariant alternatywny: wraz z kurczeniem się rynku pracy pojadą oni do innych krajów. Stąd też zbyt wcześnie na wyciąganie w tej kwestii daleko idących wniosków.

Co nie zmienia faktu, iż z sinofobią mieszkańców regionu wiążą się ich oskarżenia wobec Pekinu. Są one trojakiego rodzaju. Po pierwsze rząd chiński miałby wspierać migrację (gdyż to rozwiązuje problem rosnącego bezrobocia w kraju, a stabilność systemu w ChRL zależy od utrzymywania wzrostu) bądź też po prostu przymykać oko na nielegalne przekraczanie granicy przez udających „turystów” Chińczyków. Po drugie: Pekin miałby zwiększać nielegalny import bogactw naturalnych regionu, w tym przede wszystkim rosyjskiego drewna (według niektórych szacunków corocznie ponad 1,5 mln metrów sześciennych drewna jest ścinanych nielegalnie w Kraju Nadmorskim), którego 60 % eksportu trafia właśnie do Chin (cierpiących na poważny deficyt drewna)[44]. Chociaż oskarżenia te zawierają elementy prawdy (w ramach polityki „zou chu qu – wyjścia na zewnątrz” rzeczywiście stymuluje się migrację, a głód surowców powoduje nie zawsze uczciwe uzyskiwanie tychże, np. w krajach Azji Południowo-Wschodniej), to „nie ma dowodów na to, iż ‘nielegalna migracja’ jest powiązana z polityką Pekinu”; tolerowanie działań chińskich firm czy osób, w tym przestępczych, „oznacza nie tyle oficjalną zmowę, ile świadczy o niemożności kontroli przez Pekin wielu obszarów działalności gospodarczej i społecznej: Chiny nie są już hermetycznie zamkniętym monolitem, jakim były w czasach Mao”[45]. Prawda jest zupełnie inna. Po pierwsze: region ten w skali mikro, a Rosja w skali makro, jest znacznie mniej atrakcyjnym miejscem migracji Chińczyków niż Zachód: „Chińczyków od Rosji odstrasza zimny klimat, brak możliwości biznesowych i słaba gościnność mieszkańców”[46]. Po drugie – rząd chiński w tej kwestii znacznie bardziej idzie na współpracę niż pozostawia tę kwestię samej sobie: Chińczycy są bardzo skłonni do akceptacji kolejnych rosyjskich warunków ograniczania swobody przemieszczania się[47]. Wiążę się to z najważniejszą zasadą chińskiej polityki wobec Rosji: „Pekin nie ma interesu w tym, by pozwolić migrantom zepsuć ważniejsze bilateralne stosunki, wiedząc, jak Rosjanie potrafią być alergiczni na tym punkcie”[48]. Jeśli już posądzać Chiny o złe intencje wobec regionu, to będą nimi raczej chęć eksploatacji jego bogactw naturalnych, a nie próba jego asymilacji, co jest wszakże i tak celem drugorzędnym wobec podstawowego priorytetu chińskiej polityki zagranicznej wobec Rosji, jakim jest zabezpieczenie sobie tyłów: spokój od północy[49].

Dlaczego więc kwestia migracji pozostaje delikatną sprawą w stosunkach rosyjsko-chińskich? Częściowo jest to spowodowane głęboką sinofobią miejscowych mieszkańców, których szowinizm objawia się nie tylko niechęcią do chińskich imigrantów, lecz zakłada również wrogie intencje Pekinu. Mamy tutaj powody obiektywne: geopolityczne i geoekonomiczne realia (upadek Rosji, wzrost Chin) oraz – subiektywne poczucie upadku kraju i niemożności utrzymania sytuacji pod kontrolą na wschodniej granicy przez państwo rosyjskie. Swoją rolę odegrało tutaj jednak również polityczne rozegranie kwestii chińskiej przez lokalnych polityków pokroju Nazdratienki i chociaż antychińska retoryka zasadniczo osłabła w nowej dekadzie, to bynajmniej nie znaczy to, że zniknęła – zeszła po prostu do podziemia rosyjskiego dyskursu politycznego. Antychińskie resentymenty (realne bądź wyimaginowane) można, za Łarinem, podzielić na następujące kategorie: gospodarcze (Chińczycy stanowią konkurencję i zaniżają ceny; zajmują całe sektory rynku, np. rolnictwa; nie płacą podatków; powodują korupcję), kulturowe („zachowują się jak u siebie w domu, przestrzegają tylko swoich praw”), kryminalne (imigracja, gangi, przemyt narkotyków), terytorialno-bytowe („zajmują naszą ziemię”) oraz demograficzne; wszystkie te cechy się ze sobą łączą, co powoduje, iż mają silny wpływ na stosunek do imigrantów, „tworzą agresywne układy i emocje: nieżyczliwość, podejrzliwość, przesadę w ocenach, nieuzasadnione pretensje”[50]. Generalnie im więcej jest kontaktów miejscowej ludności z imigrantami, tym ocena tych ostatnich jest niższa, a miejscowe lęki przekładają się na politykę ogólną i jej szkodzą: istnienie dyskursu alarmistycznego źle wpływa na Rosję – sprzyja prowadzeniu irracjonalnej polityki nadmiernej kontroli granic[51].

Te wszystkie resentymenty rodzą na się podłożu ogólnego niepokoju o losy Rosji i wzrastającej siły Chin. Przykładem niech będzie ogólnorosyjska zapaść demograficzna i wiążąca się z nią wzrastająca populacja Chin. Na tym obiektywnym tle realne działania Pekinu niewiele znaczą, gdyż rzeczywistość jest taka, iż rzucają się w oczy odmienne wzory demograficzne obu państw, a nawet graniczących ze sobą regionów. W takim układzie realne działania nie uśmierzają lęków, gdyż Rosjanie wierzą w determinizm terytorialny – jeśli nas jest mało, a ich dużo, to oni na pewno tu prędzej czy później przyjdą. Gdy Rosjanin słyszy zdanie Chińczyka o „wspólnym dziedzictwie Bajkału”, drży z niepokoju, widząc oczami wyobraźni Chińczyków zajmujących te ziemie[52]. Przykładem była bardzo negatywna reakcja na przekazanie wysp (półtorej wyspy dokładnie) koło Chabarowska Chinom w 2008 r., która odbiła się na stosunku miejscowych do imigrantów, czy powszechne przekonanie o tym, że Chińczyków na rosyjskim Dalekim Wschodzie są miliony (tylko 3% ankietowanych podało prawdziwą liczbę Chińczyków w Rosji, tj. 300-400 tysięcy, podczas gdy 19% – kilka milionów, 32 % – że ich liczba się zwiększa z roku na rok, a 35% – że z roku na rok zostaje ich nielegalnie coraz więcej): „próby uspokojenia populacji i uświadomienia jej, że nie ma żadnej ‘demograficznej ekspansji’ nie mogą być skuteczne w warunkach, gdy raz pobudzona masowa świadomość słabo poddaje się logice, a niepewność jutra przekształca się w skażone wyobrażenie dnia dzisiejszego”[53]. W rezultacie Chińczycy na rosyjskim Dalekim Wschodzie pełnią podwójną rolę: z jednej strony ratują region źle rządzony i niedofinansowany z centrum (poprzez dostarczanie mu niezbędnych towarów, akcesoriów itp.), z drugiej – są wygodnym „kozłem ofiarnym” kiedykolwiek tylko potrzeba[54].

Sinofobia nie pozwala Rosjanom dojrzeć najważniejszego problemu: a mianowicie takiego, iż Chińczyków na rosyjskim Dalekim Wschodzie nie jest za dużo, lecz za mało. Według danych takich badaczy, jak Żanna Zajonczkowskaja (która w 2005 r. szacowała, że potrzeba by co najmniej 25 milionów imigrantów w nadchodzącym 20-leciu, by wypełnić lukę w sile roboczej – a Chińczycy mają największy potencjał migracyjny)[55], czy Aleksander Łarin, tylko Chińczycy mogą wypełnić pustkę, jaka nastała w regionie, bez której uzupełnienia niemożliwy jest rozwój Dalekiego Wschodu ani jego awans cywilizacyjny. Wg nich mieszkańcy Północnego Wschodu Chin (d. Mandżurii) są optymalnymi imigrantami: są przyzwyczajeni do rosyjskiego klimatu, wśród nich wielu to chłopi, a ponadto mają doświadczenie pracy w Rosji i kontaktów z Rosjanami[56]. Jednakże problemem jest fakt, iż Rosja nie ma możliwości asymilacji tych Chińczyków, uczynienia z nich pożytecznych dla kraju obywateli: brak jej siły do uczynienia z kraju „tygla kulturowego” na wzór Stanów Zjednoczonych; problemem jest nietolerancja, ksenofobia i niechęć miejscowych (tak mieszkańców, jak i władz), rosnący nacjonalizm, strach przed roszczeniami terytorialnymi i in.: w efekcie w razie zwiększenia migracji „nie nastąpi obniżenie się migrantofobii, lecz na odwrót – jej wzrost”, podobnie jak wzrost negatywnych konsekwencji typu nielegalny handel (wynikający z braku państwa prawa)[57]. Tak naprawdę bowiem „najważniejsze jest zrozumienie tego, iż wprowadzenie działalności imigrantów w ramy prawne, gotowość przyjęcia ich na rozumnych warunkach, uświadomienie sobie pożyteczności ich pracy – to wszystko zadania przede wszystkim strony rosyjskiej, wiążące się wszakże z ogólną potrzebą modernizacji kraju”; a ta postępuje bardzo wolno, co sprawia, iż region jest po prostu najbardziej wyrazistą ilustracją „słabości rosyjskich pozycji gospodarczych, politycznych i wojskowych na Dalekim Wschodzie: to właśnie jest główna przyczyna stosunku do Chińczyków” [58].



[1] Bobo Lo, The Axis of Convenience…, s. 56.

[2] Dmitrij Trenin, Koniec Ewrazii: Rossija mieżdu geopolitikoi i globalizaciej, Moskwa 2001, s. 227.

[3] Słowa Firuza Kazamzadeha, amerykańskiego historyka z Yale o rosyjskich korzeniach zajmującego się głównie stosunkami rosyjsko-irańskimi.

[4] Viktor Larin, Russia’s Eastern Border: Last Outpost of Europe Or Base for Asian Expansion?, [w:] Bobo Lo, The Axis of Convenience…, s. 215.

[5] Dmitrij Trenin, Integracija i identicznost’, Rossija kak nowyj Zapad, Moskwa 2006, s. 169-170.

[6] Rajan Menon, The Sick Man of Asia: Russia’s Endangered Far East, [w:] “The National Interest” no. 73, Fall 2003, s. 99. Podobnie bezlitosny opis region dał niedawno również pochodzący z Azji Południowej Parag Khanna, w swojej głośnej książce The Second World. How Emerging Powers are Redefining Global Competition in the Twenty First Century, New York 2008, s. 71-78.

[7] Dając mu klasycznego „kopa w górę”: Nazdratienko został Ministrem Rybołówstwa, gdzie szybko dał się poznać z… korupcji i malwersacji; jego następca Darkin zaczął od stwierdzenia iż „Rosja i Stany Zjednoczone powinny wejść w sojusz przeciwko wspólnemu przeciwnikowi – Chinom”, a skończył na… występowaniu za aktywnym rozszerzeniem współpracy z Chinami.

[8] Wystąpienie dostępne na: http://archive.kremlin.ru/text/appears/2000/07/28796.shtml (10.11.2012).

[9] Bobo Lo, The Axis of Convenience…, s. 59.

[10] Dokument dostępny na: http://www.bestpravo.ru/rossijskoje/jm-postanovlenija/g2r.htm (10.11.2012).

[11] J.M. Galienowicz, Wzaimootnoszenija Rossii i Kitaja…, s. 450; Yu Bin, End of History? What Next? http://csis.org/files/media/csis/pubs/0404qchina_russia.pdf (10.11.2012).

[12] Ibidem. Wyspa Zhenbao/Damanskij została przekazana ChRL na mocy porozumienia z 1991 r.

[13] Dmitrij Trenin, Wiernyje druzja?... , s. 35. Zdanie to miał wypowiedzieć jeden z moskiewskich celebrytów w popularnym programie telewizyjnym.

[14] Bobo Lo, The Axis of Convenience… s. 60. Ale jednocześnie ten sam Romanowski w 2006 r. nazwał Chińczyków „najbardziej praworządnymi ze wszystkich imigrantów”.

[15] Jewgienij Giłbro, Perspekiwy kitaizacii Rossii, http://www.russkoedelo.org/mysl/gilbo/kitaizatsija.php (10.11.2012).

[16] A.G. Łarin, Kitajskije migranty w Rossii. Istorija i sowriemiennost’, Moskwa 2009, s. 149.

[17] O których sam Łarin pisze, iż „na Dalekim Wschodzie żaden z organów władzy nie jest w stanie podać mniej lub bardziej dokładnej liczby imigrantów, ani ogółu wszystkich, ani chociażby tylko chińskich, czy to legalnych, czy nielegalnych”, Ibidem, s. 255.

[18] Ibidem, s. 148-152 i 255-257. Na początku lat 2000 wprowadzono na granicy automatyczny system zliczania migrantów, stopniowo wyeliminowano nielegalne przypadki przekraczania granic (obecnie wszelkie przejścia są legalne, nielegalna jest często późniejsza działalność – np. praca bez pozwolenia administracyjnego, albo działalność gospodarcza na wizie turystycznej)

[19] http://demoscope.ru/weekly/knigi/ns_09/acrobat/glava5.pdf (10.11.2012).

[20] Mikhail Alexeev, Chinese Migration into Primorskii Krai: Economic Effects and Interethnic Hostility, [w:] Slavic Eurasia’s Integration into the World Economy and Community, ed. by Shinichiro Tabat and Akihiro Iwashita, Sapporo 2004, s. 336.

[21] Vilya Gelbras, Chinese Migration in Russia, [w:] Russia in Global Affairs, vol. 3, no. 2, April-June 2005, s. 179, por. również, Idem, Kitajskaja realnost’ Rossii, Moskwa 2001.

[22] A.G. Łarin, op. cit., s. 215.

[23] Ibide, s. 192-273.

[24] Ibidem, s. 186-187.

[25] „Bezrefleksyjnie naniesiono model „żółtego zagrożenia” wykuty w XIX wieku na obecną sytuację”, Aleksandra Łopińska, Chińczycy na Dalekim Wschodzie Rosji – zagrożenia, szanse, mity, referat wygłoszony podczas VI Konferencji Azjatyckiej w Toruniu, 18.05.2012.

[26] Vilya Gelbras, Chinese Migration…, s. 183-186.

[27] A.G. Łarin, op. cit., s. 185.

[28] Ibidem, s. 268 i 418. W oryginale „kto wchodzi do wsi, musi uszanować jej obyczaje”

[29] Ibidem, s. 271.

[30] Vilya Gelbras, Chinese Migration…, s. 183-186.

[31] Bobo Lo, The Axis of Convenience…, s. 62.

[32] Ibidem.

[33] Ibidem, s. 174-179. Przykładowo fenomen jednocześnie leżącej odłogiem ziemi i powszechnego bezrobocia tłumaczy się nie wpływem chińskim, lecz powszechnym alkoholizmem miejscowych mieszkańców, „alkoholowym eskapizmem” o skali, nawet jak na Rosję, nieznanym. Jednakże jest to tylko część problemu – pozostała zasadza się na fakcie braku pomysłu państwa rosyjskiego, co z tym problemem zrobić, Ibidem, s. 219.

[34] Wiktor Łarin, W tieni prosnuwszegosja dragona, Władywostok 2006, s. 274-275.

[35] Bobo Lo, The Axis of Convenience…, s. 63. W podobnym stylu pisze Pharag Khanna: „Rosjanki wolą pracowitych Chińczyków od swoich rodaków, zazwyczaj pijanych”, op. cit., s. 75-78. Wydaje się jednak, iż nierosyjscy badacze przeceniają negatywne implikacje nadużywania alkoholu na stosunek do Chińczyków; wszak problem ten nie dotyczy tylko dalekowschodnich Rosjan i bynajmniej nie jest w Rosji nowy.

[36] A.G. Łarin, op. cit., s. 200.

[37] Bobo Lo, The Axis of Convenience…, s. 63.

[38] Jewgienij Strigin, Era dragona, Moskwa 2008, s. 428.

[39] Ibidem, s. 430-431. Patrz również opis największego targu w Irkucku, tzw. Szanghajki, u tego autora, będącego dobry przykładem miejscowej sinofobii: „Szanghajka ma tysiące wejść i wyjść. Targ zajmuje dziesiątki kwartałów prywatnej zabudowy, ograniczonej wielkim żywopłotem, zaś na szczycie wzgórza znajduje się park. Ongiś był to cmentarz, ale nowi właściciele się tym nie przejęli – zrównali część wzgórza, by można było postawić setki kolejowych kontenerów. W tych stalowych pudłach mieszkają Chińczycy, nie odchodząc zbyt daleko od swego towaru. Po tej operacji Szanghajka rozszerzyła się na wszystkie strony: teraz fasadowe domki już dawno zostały wykupione z rąk miejscowych, na dachach kłębią się anteny satelitarne. Zza czarnych izb widać osobniaki z czerwonej cegły – tam mieszkają i robią interesy bogaci Chińczycy. W tym Chinatownie działa mnóstwo herbaciarni, są dwa nielegalne banki, salony gier, burdel, plac do walk psów. Szanghajkę chciano zlikwidować. Na skraju Irkucka władze znalazły działkę i jak tylko obwieściły o swych planach, okazało się, że owa działka jest już wykupiona przez pewną firmę, a wszystkie kwartały zdane w arendę chińskim kupcom. Tak więc Szanghajska rozmnożyła się przez dzielenie – była jedna, są dwie”, Ibidem, s. 432.

[40] A.G. Łarin, op. cit., s. 181.

[41] Bobo Lo, The Axis of Convenience…, s. 63.

[42] Jewgienij Strigin, op. cit., s. 426. W ten sposób pisał o Chińczykach na początku XX w. m.in. Wsiewołod Owiecznikow i nie był pierwszy; podobnie pojmowali Chińczyków m.in. Anglicy w XIX w. Trudno jednoznacznie wskazać, która nacja – Rosjanie czy Anglicy – jako pierwsza użyła tego porównania, ale znając stosunek do Żydów w Rosji można spokojnie domyśleć się, gdzie miało to bardziej negatywne implikacje.

[43] Wiktor Łarin, op. cit., s. 159-181.

[44] Bobo Lo, The Axis of Convenience…, s. 63-64. Wreszcie, choć wraz z poprawą stosunków rosyjsko-chińskich strachy przed Pekinem ustępują, wielu wciąż uważa, iż Pekin nie porzucił marzeń o odzyskaniu regionu i odwróceniu wyników „nierówno prawnych traktatów”.

[45] Ibidem, s. 64.

[46] Dmitrij Trenin, Wiernyje druzja?…, s. 36.

[47] Aleksander Łukin, Kitaj opasnyj sosied…, s. 85.

[48] Bobo Lo, The Axis of Convenience…, s. 64.

[49] A.G. Łarin, op. cit., s. 314-317.

[50] Ibidem, s. 319.

[51] Aleksandra Łopińska, op. cit; Wilia Gielbras, Kitajskaja realnost’ Rossii…, s. 162.

[52] Dmitrij Trenin, Wiernyje druzja?…, s. 36.

[53] A.G. Łarin, op. cit., s. 323.

[54] Bobo Lo, The Axis of Convenience…, s. 68.

[55] Aleksandra Łopińska, op. cit.

[56] A.G. Łarin, op. cit., s. 275.

[57] Ibidem, s. 278-282.

[58] Ibidem, s. 340 i 422.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Lubina: Rosyjski Daleki Wschód a Chiny cz. 3 Reviewed by on 28 grudnia 2013 .

Prezentujemy trzecią część fragmentu rozprawy doktorskiej Michały Lubiny pt. „Rosnąca asymetria. Stosunki rosyjsko-chińskie 1991-2011” dofinansowanej w ramach grantu Narodowego Centrum Nauki i dotyczącą popularnego ostatnio zagadnienia relacji Chin z rosyjskim Regionem Dalekowschodnim („Rosyjskim Dalekim Wschodem”). W samej dysertacji temat ten został podzielony na dwa okresy: 1991-1999 oraz 2000-2011, ten artykuł obejmuje pierwszą część drugiego okresu

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Michał Lubina

Doktor nauk społecznych UJ, pracownik w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, magister rosjoznawstwa oraz studiów dalekowschodnich UJ, absolwent Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich UJ. Kilkukrotny stypendysta Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (m.in. w latach 2009/2010 w Pekinie). Laureat grantu Narodowego Centrum Nauki na badanie współczesnych stosunków rosyjsko-chińskich. Oprócz tego w kręgu jego zainteresowań badawczych znajduje się przede wszystkim Azja Południowo-Wschodnia, w szczególności zaś Birma. Jest autorem czterech książek. Pierwszej w Polsce historii Birmy („Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”, Trio, Warszawa 2014) oraz monografii „Birma: centrum kontra peryferie. Kwestia etniczna we współczesnej Birmie 1948-2013″; (Kon-Tekst, Kraków 2014), pierwszego poświęconego temu zagadnieniu opracowaniu w języku polskim oraz – również pierwszej w Polsce – książki o współczesnych stosunkach rosyjsko-chińskich („Niedźwiedź wcieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014″, Akademicka, Kraków 2014), która stała się naukowym bestsellerem. Niedawno wydał „Panią Birmy. Biografię polityczną Aung San Suu Kyi” (Wyd. PWN, Warszawa 2015). Ponadto jest autorem dwóch przewodników turystycznych po Litwie i Rosji (współautorstwo) oraz internetowych przewodników po Chinach, Hongkongu, Laosie i Bangladeszu. Publikował artykuły m.in. w „Rzeczpospolitej”(Plus/Minus), „Tygodniku Powszechnym”, „Wprost”, „Do Rzeczy”, „Nowej Europie Wschodniej”, „Nowej Konfederacji” i "National Geographic Traveller". Znajomość języków: angielski, rosyjski, ukraiński, chiński(komunikatywnie). Mieszka w Krakowie. Ekspert CSPA: Birma, Chiny-Rosja.

Pozostaw odpowiedź