Chiny,[ ANALIZY ]

M. Lubina: Rosyjski Daleki Wschód a Chiny cz. 2

manzhouli_2

Widok z chińskiego miasta przygranicznego Manzhouli; flickr.com/John SY Lee

Prezentujemy drugą część rozprawy doktorskiej Michały Lubiny pt. „Rosnąca asymetria. Stosunki rosyjsko-chińskie 1991-2011” (dofinansowaną w ramach grantu Narodowego Centrum Nauki) i dotyczącą popularnego ostatnio zagadnienia relacji Chin z rosyjskim Regionem Dalekowschodnim („Rosyjskim Dalekim Wschodem”). W samej dysertacji temat ten został podzielony na dwa okresy: 1991-1999 oraz 2000-2011, ten artykuł obejmuje drugą część pierwszego okresu (1991-1999). Pierwsza część dostępna TUTAJ.

b) Demarkacja granicy rosyjsko-chińskiej

Granica rosyjsko-chińska długości 4195,22 km (na odcinku wschodnim) długi czas była cierniem we wzajemnych relacjach[1]. Nie przypominając zawiłych losów jej genezy, ani kontrowersji związanych z jej zakwestionowaniem przez ChRL w latach 60. warto zaznaczyć, że Związek Radziecki i Chińska Republika Ludowa w zasadzie uporali się z tym problemem. Porozumienie z maja 1991 r., na mocy którego granica na rzekach została utworzona zgodnie ze standardami międzynarodowymi  wzdłuż głównego farwateru, przyznawało 1281 wysp Chinom pozostawiając 1163 przy Rosji, ZSRR zobowiązał się również do przekazania części ziem Kraju Nadmorskiego). Ta zmiana dawnego status quo – jak pisze Jeanne Wilson – „wskazywała na znaczącą zmianę równowagi – albo raczej nierównowagi – sił w regionach pogranicznych na niekorzyść Rosji”[2]. I chociaż porozumienie to przyznawało Chinom półtora miliona km², to w świetle (prawie) ostatecznej demarkacji granicy i zażegnania potencjalnych pretensji terytorialnych Chin, należy je ocenić jako wielkie zwycięstwo dyplomacji radzieckiej (rosyjskiej). Takimi względami kierowała się również Rada Najwyższa FR, która w lutym 1992 r. praktycznie jednogłośnie (174 do 2 przy 24 wstrzymujących się) przyjęła warunki porozumienia[3]. Tak to wszakże wyglądało z Moskwy, ogląd z regionu był znacząco inny. Z perspektywy rosyjskiego Dalekiego Wschodu porozumienie uznawano za nieuczciwe, nieadekwatne i uczynione przez odległy i obojętny na miejscowe potrzeby rząd; wrażenie to było zwielokrotnione przez tajność negocjacji i nieopublikowanie tekstu porozumienia. Opublikowanie części porozumienia w dalekowschodniej prasie latem 1993 r. i świadomość, że trzeba oddać Chinom 1500 km² stało się dla mieszkańców „szokiem” i rozpoczęło burzę. Regionalni przywódcy „szybko podczepili się pod te nastroje, wykorzystując demarkację granicy jako środek uzyskania poparcia w ich własnych rozgrywkach z władzami centralnymi” [4]. Gubernatorzy Kraju Nadmorskiego Jewgienij Nazdratienko i Kraju Chabarowskiego Władimir Iszajew z powodu własnych interesów „w pełni świadomie sprowokowali konflikt wokół demarkacji granicy w celach politycznych”, który w sposób znaczący wpłynął na stosunki rosyjsko-chińskie[5]. Zresztą nie tylko oni: gubernator Żydowskiego Okręgu Administracyjnego, który miał oddać pięć rzek na Amurze Chinom, Nikołaj Wołkow, podpisał rezolucję rekomendującą mieszkańcom tworzenie milicji i oddziałów Kozaków Amurskich w celu obrony wysp, a Okręgowa Duma wysłała propozycję do Dumy Państwowej, by powstrzymać demarkację i przeprowadzić na miejscu referendum. Protesty wybuchły również w Obwodzie Czytyjskim na wieść o konieczności oddania wyspy Mankeseli, służącej mieszkańcom jako miejsce letnich dacz (jednakże tę kwestię udało się rozwiązać dzięki propozycji miejscowych, że zatrzymają oni swoją własność, choć wyspa przejdzie pod jurysdykcję Chin) [6]. Znacznie trudniejsza kwestia była w Obwodzie Chabarowskim. Obok samego miasta Chabarowsk znajdowały się dwie z trzech wyłączonych z porozumienia z 1991 r. wysp[7]. Zarówno gubernator Obwodu Chabarowskiego, jak i miejscowa Duma wyrażali „nieustanną wrogość” wobec jakichkolwiek planów przekazania tych wysp Chinom. Jak mówił gubernator „dla centrum te wyspy to tylko piasek”, podczas gdy z wyspy Bolszoj Ussurijski można przeprowadzić ostrzał Chabarowska[8]. Równie wielkie emocje budził punkt porozumienia dający chińskim statkom prawo do pływania po Amurze. Gubernator Iszajew w liście do premiera Czernomyrdina we wrześniu 1993 r. twierdził, że porozumienie szkodzi bezpieczeństwu i rybołówstwu, a Chińczycy „odkryli swoje plany: zakończyć z rosyjską obecnością na rzekach Tabarow i Bolszoj Ussuryjski”[9]. Ponadto gubernator wezwał MSZ do niepodejmowania żadnych decyzji odnośnie demarkacji granic bez konsultacji z władzami regionalnymi i polecił aby przyjąć nowe zasady żeglugi chińskich statków. W maju 1994 r. Iszajew jednostronnie wydał dekret nakazujący chińskim statkom na Amurze informować rosyjską straż graniczną o swoich planach na dzień wcześniej i zabronił im pływać nocą. Jelcyn załagodził sprawę, włączając w lutym 1995 r. Flotyllę Amurską do rosyjskiej straży granicznej. Generalnie problemy z Obwodem Chabarowskim udało się rozwiązać m.in. dzięki przesunięciu decyzji o dwóch wyspach na przyszłość oraz postawie samego Iszajewa, który, w przeciwieństwie do swojego kolegi z Władywostoku, Nazdratienki publicznie toczącego batalię o wyspy, wolał się po cichu porozumieć z Kremlem. Tym niemniej, sprawa wysp i nawigacji po Amurze nadal pozostawała cierniem, i to nawet po zakończeniu demarkacji w 1997 r. W grudniu 1998 r. obwodowa Duma uznała, że chińskie statki zagrażają rosyjskiej żegludze na Amurze, a wysychanie kanału Kozakiewicza powoduje zmianę granic na korzyść Chin (zmianę głównego farwateru: tym samym wyspy miałyby przypaść Chinom), do czego Chińczycy się przyczyniają, „celowo i potajemnie spłycają kanał” [10]. Zresztą miejscowa prasa również lubowała się w najbardziej niewiarygodnych teoriach chińskiego spisku: chińska dyplomacja „tradycyjnie pełna podłości”, zażąda w przyszłości nie tylko owych wysp „ale i samego Chabarowska, czyli dawnego chińskiego grodu Boli”, co doprowadzi do kryzysu, a nawet wojny między oba państwami”[11]. Zaś oddawanie wysp, na których znajdują się mogiły radzieckich żołnierzy, to „narodowe upokorzenie”, a w ogóle jakiekolwiek ustępstwa są „wykopanym własnymi rękami ekonomicznym grobem mieszkańców Dalekiego Wschodu”[12]. Nawet po roku 2000, gdy temperatura sporów osłabła, Iszajew nadal podnosił kwestię wysp, sprzeciwiając się jakimkolwiek wspólnym inwestycjom na ich terenie oraz podejmując szereg prowokacyjnych akcji, takich jak: próba budowy mostu pontonowego, który oddzieliłby wyspy od Chin, zbudowanie prawosławnego soboru na wyspie Bolszoj Ussuryjski i przeprowadzenie prac archeologicznych, które „udowodniły”, że „ziemie te bezdyskusyjnie mają pochodzenie rosyjskie”(sic!)[13].

Wszystkie te spory i protesty w różnych dalekowschodnich jednostkach bledły w porównaniu do reakcji w Kraju Nadmorskim, kierowanym przez gubernatora Jewgienija Nazdratienkę[14]. Gubernator codziennymi publikacjami w przychylnej sobie gazecie „Władywostok” rozpętał prawdziwą burzę. Kraj Nadmorski miał oddać Chinom ok. 1600 hektarów ziem: 410 ha w regionie Chankajskim, 960 ha w Usuryjskim i, najbardziej kontrowersyjne, 328 ha w Chasanskim regionie wzdłuż rzeki Tiumeń. Nazdratienko otwarcie powiedział, że „nigdy nie zgodzi się na oddanie Chinom nadmorskiej ziemi” i „prędzej zrezygnuje niż odda choć kawałek ziemi Chinom”[15]. Znalazł w tym wielu zwolenników: jedni uznawali Chińczyków za niszczycieli środowiska, którzy zniszczą równowagę w regionie; opozycja patriotyczna protestowała przeciw oddawaniu ziemi, na której były groby żołnierzy radzieckich z bojów przeciw Japonii w 1938 r. (w regionie jeziora Chasan); największe kontrowersje budziła jednak konieczność przekazania ziemi w regionie Jeziora Chasan, który dałyby Chinom dostęp do Morza Japońskiego i możliwość rzucenia wyzwania Władywostokowi i Nachodce. Nazdratienko napisał list do ministra spraw zagranicznych Kozyriewa i głowy delegacji radzieckiej na rozmowy w 1991 r. Kirijewa z protestem przeciwko przekazaniu tego terytorium Chinom. Nazdratienko swój sprzeciw argumentował względami gospodarczymi (rolnictwo i leśnictwo) i proponował zaprzestać demarkacji, by nie wyzwolić „masowego oburzenia ludności”. Zastępca Nazdratienko, Biełczuk wyjechał do Moskwy, a Rada Kraju Nadmorskiego we wrześniu 1993 wezwała do anulowania porozumienia z 1991 r. na podstawie jego niekonstytucyjności. Jednakże Moskwa miała ważniejsze kwestie na orędziu: trwał konflikt Jelcyna z parlamentem i mało kto się przejmował głosami z Dalekiego Wschodu. W toczącym się konflikcie Nazdratienko poparł, choć nie od razu, Jelcyna, co dało mu mocniejszą pozycję w rozgrywkach z centrum. 13 stycznia 1995 r. Nazdratienko oświadczył, że będzie się domagać od rządu zmiany porozumienia (co chiński MSZ skomentował jako „absolutny brak odpowiedzialności”) oraz odmówił wejścia w skład delegacji ministra Kozyriewa udającego się do Chin (choć miał taki obowiązek)[16]. Jednakże po rozpuszczeniu nacjonalistycznej Rady Najwyższej, który mógłby poprzeć stanowisko Kraju Nadmorskiego, dalekowschodnia administracja zmiękczyła stanowisko, domagając się jedynie zmian, a nie anulowania całości porozumienia. To bynajmniej nie zakończyło konfliktu: administracja lokalna wciąż uniemożliwiała zakończenie demarkacji, a Kozacy Ussuryjscy zostali zmobilizowani, by pikietować sporne odcinki granicy. Niemożność prowadzenia robót demarkacyjnych przyznał sam premier Czernomyrdin w październiku 1995 r., który w oficjalnym liście do Jelcyna opisał sytuację w Kraju Nadmorskim[17]. Ponadto taktyka Nazdratienki, polegająca na robieniu wielkiego szumu medialnego wokół problemu demarkacji zaczęła przynosić efekty i gubernator zyskał pewne poparcie w Dumie. Wśród osób mniej lub bardziej popierających jego postawę byli m.in. Aleksander Lebiedź i premier Wiktor Czernomyrdin oraz Iwan Rybkin z Rady Bezpieczeństwa[18]. Mimo to Duma potwierdziła w 1995 r. pozycję Rosji z porozumienia z 1991 r.. Jelcyn, który przygotowywał się do wizyty w Chinach, odpowiedział rozporządzeniem z lutego 1996 r. „o środkach zakończenia prac demarkacyjnych na wschodnim odcinku granicy rosyjsko-chińskiej”, w którym nakazywał jak najszybsze zakończenie robót[19]. Administracja prezydenta miała świadomość, że czas ucieka – do daty końcowej demarkacji (1997 r.) pozostało już tylko dwa lata. Nazdratienko ani myślał zastosować się do prezydenckiego rozporządzenia, ale był na tyle ostrożny, że nie skrytykował osobiście Jelcyna – uczyniła to podległa mu Krajowa Duma, która uznała rozporządzenie Jelcyna za „niezgodne z interesami Rosji”, a ratyfikacja porozumienia z 1992 r. była „niekonstytucyjna”, gdyż nie poprzedziło ją referendum[20]. Nazdratienko umiał dostarczyć maksymalnie dużo kłopotów administracji Jelcyna, strategicznie synchronizując swoje działania z wizytą prezydenta w Chinach. Najpierw Waleri Rozow, szef delegacji Kraju Nadmorskiego w Rosyjsko-Chińskiej Komisji ds. Demarkacji zrezygnował na znak protestu przeciw umniejszaniu interesów narodowych FR Następnie samozwańczo stwierdził, że Jelcyn wezwał do moratorium wykonania demarkacji, co spotkało się z ostrą reakcją wiceministra spraw zagranicznych Aleksandra Panowa, który oskarżył gubernatora o chęć podkopania relacji rosyjsko-chińskich[21]. Później jednak, 10 kwietnia, podczas spotkania z Jelcynem w obecności ministra Primakowa, Nazdratienko miał się zgodzić z prezydentem…, by następnego dnia, 11 kwietnia, stwierdzić, że prace demarkacyjne ustaną[22]. W odpowiedzi na to Jelcyn w ostrej formie oświadczył, że wydał dekretu o przyspieszeniu prac (któremu media nadały duży rozgłoś), a w ramach okazania niełaski Nazdratience poleciał do Chin nie przez Władywostok, a przez Chabarowsk i w ostatniej chwili przed odjazdem podpisał porozumienie o rozdziale kompetencji między centrum a Krajem Chabarowskim, na co Kraj Nadmorski też liczył: tym posunięciem Jelcyn zademonstrował swój ciepły stosunek do Iszajewa, czym skłócił go z Nazdratienką. Sam Nazdratienko wziął udział w tej wizycie w składzie delegacji rosyjskiej, co można uznać za „gest pojednania” ze strony Jelcyna; politycy odbyli rozmowę i ponoć doszli do porozumienia (25 kwietnia podpisano w Pekinie wspólną deklarację wzywającą do szybkiej demarkacji granicy). To właśnie podczas tego spotkania przyjęto formułę „strategicznego partnerstwa” co miało być swoistą „ucieczką do przodu” Jelcyna w sprawie problemów na granicy[23].

Nazdratienko podczas swojego udziału w delegacji do Pekinu miał się zachowywać w sposób przyjazny („niczym agent handlowy”); powiedział nawet, że „nie istnieje problem terytorialny z Chinami”, dodał jeszcze, że jest „posłańcem przyjaźni” (sic!)[24]; Jednakże jak tylko wrócił z Pekinu, natychmiast powrócił do swoich poglądów, twierdząc, że twardo bronił interesów Kraju Nadmorskiego w Pekinie. Sam zaś skoncentrował swoje wysiłki na Radzie Federacji, gdzie próbował zorganizować publiczną dyskusję (w ostatniej chwili została ona wycofana pod presją Kremla), a na posiedzeniu Komitetu ds. obrony i bezpieczeństwa gubernator odmalował wizję rozpadu Rosji, który zacznie się od Dalekiego Wschodu[25]. Po tej akcji Jelcyn 21 grudnia 1996 r. nakazał Nazdratience na wszystkie wypowiedzi na temat Chin uzyskiwać uprzednią zgodę MSZ[26]. Było to prezydenckie „oficjalne ostrzeżenie”, rzecz dla nowej Rosji unikalna, gdyż prezydent zasadniczo nie mieszał się do spraw wewnętrznych gubernatorów, co znaczyło, że nadmorski gubernator potrafił „wyprowadzić Jelcyna z równowagi”[27]. Ostrzeżenie nie poskutkowało (przynajmniej na krótką metę) i Nazdratienko nadal kontynuował kampanię przeciw demarkacji. Nasiliła się ona w 1997 r. i sprawiła, że w tymże roku demarkacja była główną kwestią w stosunkach rosyjsko-chińskich.

Kampania Nazdratienki była skierowana głównie przeciwko Moskwie, oskarżając władze centralne o brak patriotyzmu i krótkowzroczność: „sądząc po artykułach prasowych, Nazdratienko uważał, że oddanie Tiumeni da Chinom wyjście na morze, pozwolić zbudować port i linię kolejową przez Kazachstan do Europy, prawie, o ile nie całkowicie unicestwi gospodarkę rosyjskiego Dalekiego Wschodu, a rozmowy o granicy są utajnione przez Chińczyków w celu realizacji tego perfidnego planu”[28]. Co więcej, twierdzono, że oddanie kilku wysp to tylko pierwszy krok na drodze do ogłoszenia większych roszczeń terytorialnych, od których przywództwo chińskie nigdy się nie odcięło. Działania te doprowadziły do sytuacji, w której data końcowa demarkacji, 1997 r., minęła, a widoków na jej rozstrzygnięcie wielkich nie było.

manzhouli_1

Zabytkowy punkt graniczny w przygranicznym Manzhouli; flickr.com/John SY Lee

W całym zamieszaniu związanym z demarkacją ważne było stanowisko chińskie. Pekin przyjął spokojną postawę, uznając zachowania Nazdratienki i innych prowincjonalnych liderów jako wyraz upadku autorytetu centrum w Rosji, a nie jako celową akcję ukrytych intencji Kremla[29]. Chińczycy byli gotowi na kompromis, m.in. na przesunięcie granicy w rejonie Chasanskim tak, by groby radzieckie pozostały na rosyjskiej ziemi, ale jednocześnie twardo dawali do zrozumienia, że jest granica ich cierpliwości – i jest nim rok 1997 r. (chiński MSZ wydało ultimatum, że demarkacja musi się zakończyć do końca 1997 roku). Przeprowadzenie demarkacji było utrudnione nie tylko ze względu na obstrukcję miejscowej administracji. Sam Jelcyn nie chciał jej dokonywać przed wyborami w 1996 r., by nie tracić głosów, i zwolnił jej tempo. Ponadto demarkacja napotykała na obiektywne problemy postsowieckiej Rosji, jakim były braki środków na jej przeprowadzenie: brak paliwa dla statków chociażby (stąd też samo postawienie słupów granicznych zakończyło się dopiero w kwietniu 1999 r., a nie jak szumnie ogłoszono w 1997). Tym niemniej rok 1997 i zagrożenie zerwania z Pekinem sprawiło, iż władze w Moskwie poważnie podeszły do kwestii demarkacji. Jak pisze Gilbert Rozman, „jeśli strategiczne partnerstwo nie miało zatonąć w otchłani, Jelcyn musiał, wbrew nacjonalistycznemu wrzaskowi, trzymać się porozumienia z 1991 r.”[30]. Postawa Pekinu pomogła: kompromis w kwestii Chasanu osiągnięty w sierpniu 1997 r. „ruszył negocjacje z martwego punktu”. Chiny ustąpiły w najbardziej drażliwych kwestiach regionów Chankaskiego i Chasanskiego w Kraju Nadmorskim, groby żołnierzy radzieckich pozostały w Rosji, a wraz z tym kompromisem zniknęła nawet teoretyczna możliwość uzyskania przez Chiny dostępu do Morza Japońskiego. Zresztą Chiny i tak nie zamierzały budować tam żadnego portu, chociażby z tego powodu, że jest to niemożliwe na tak małym skrawku ziemi. Ponadto chińska zgoda na obecność Rosjan na wyspach i ich okolicach (rolnictwo, myślistwo i rybołówstwo na małą skalę) nadała impetu negocjacjom[31]. Jednocześnie Kreml był wreszcie w stanie uciszyć Nazdratienkę, być może w ramach układu, że w zamian za zgodę Jelcyn nie będzie próbował go usunąć. Tym samym podczas wizyty Jelcyna w Pekinie w 10 listopada 1997 r. udało się podpisać deklarację o zakończeniu demarkacji, co było największym osiągnięciem tej wizyty. Na obszarze 4204 km (tyle pozostało po odjęciu trzech spornych wysp) rozstawiono 1182 słupów granicznych i 24 boje (ostatnią na 3 dni przed wizytą Jelcyna)[32]. Przybywszy do Pekinu Jelcyn już na lotnisku nazwał zakończenie demarkacji „wielkim zwycięstwem” i dodał, że „tylko dla tego samego warto było przybyć do Chin”[33]. Kwestia granicy została zakończona, z wyjątkiem wspomnianych trzech małych wysp o powierzchni 408 km². Z pozostałych porozumień warto wymienić jeszcze podpisanie 9 grudnia 1999 r. przez ministrów spraw zagranicznych Chin Tang Jiaxuan i Rosji Igora Iwanowa trzech porozumień granicznych: dwa dotyczyły 4195,22 km odcinka wschodniego, a trzecie – kwestię Amuru i znajdujących się na niej wysp, w tym spornych[34].

c)     Chińska migracja na rosyjski Daleki Wschód

Jedną z najważniejszych kwestii w regionalnych stosunkach rosyjsko-chińskich była sprawa chińskiej migracji na tereny rosyjskiego Dalekiego Wschodu, która ożywiła dawne rosyjskie lęki. Na tym tle doszło do niebywałego zideologizowania tego tematu, który stał się doskonałym pretekstem dla miejscowych władz w ich pojedynku o wpływy z Moskwą. Temat chińskiej migracji w latach 90. był jednym z największych problemów w stosunkach wzajemnych, lecz nie wiązał się bezpośrednio z polityką chińską, tylko z kwestiami wewnątrz rosyjskimi.

Masowe pojawienie się Chińczyków na początku lat 90. w wyniku otwarcia granicy było wielką zmianą społeczną. To, co ongiś było dosłownie zamkniętym i silnie zmilitaryzowanym regionem, nagle stało się otwarte i niepodlegające jakiejkolwiek kontroli. Napływ Chińczyków był bardzo widoczny, ale nieliczne dane (przykładowo w 1988 r. w Obwodzie Amurskim przekroczyło granicę 6233 Chińczyków, a w 1992 r. – 287 215) nie pozwalały dokładnie ustalić ich liczby, co stanowiło doskonałą pożywkę dla wszelkich spekulacji[35]. Pojawienie się nagle takiej liczby Chińczyków wyzwało stare strachy miejscowej ludności o chińskiej demograficznej ekspansji. Ów strach przed napływem rasy żółtej na rosyjskie dalekowschodnie posiadłości ma w Rosji długą tradycję. Już w 1903 r. generał Aleksy Kuropatkin występując w Radzie Państwa stwierdził, że „konsekwencją braku Rosjan na Dalekim Wschodzie byłoby masowe osadnictwo Mandżurów, co doprowadziłoby do zatopienia osiedli ludzkich falami żółtej ludności i tym samym rosyjski Daleki Wschód stałby się zupełnie nierosyjski”[36]. Siergiej Tichwiński twierdzi, że „strach przed napływem Chińczyków był wśród Rosjan czynnikiem stale obecnym, choć często skrywanym”[37]. Pod koniec XIX wieku Chińczycy, którzy znacznie przyczynili się do pierwotnej eksploatacji regionu, mieli stanowić 1/3 populacji regionu, osiągając liczbę 500 tysięcy[38]. Jednakże po „emigracji Stołypinowskiej” ich procent się zmniejszył: na przełomie wieków XIX i XX Chińczycy stanowili 10-12 % populacji regionu; w 1926 r. w ZSRR było 100 tys. Chińczyków, w tym 70% na Dalekim Wschodzie[39]. Jednakże czystki stalinowskie i przymusowa repatriacja Chińczyków w 1937 r. oraz szczelne zamknięcie granicy za czasów radzieckich praktycznie zlikwidowały ich obecność: na następnych kilka dekad, „w regionie było więcej Cyganów niż Chińczyków”[40]. Za to konflikt z 1969 r. i antychińska kampania w radzieckiej prasie walnie przyczyniły się do odrodzenia strachów przed Chinami . Teraz, po otwarciu granicy te strachy powróciły: rosyjska antypatia do wejścia Chińczyków była umocowana w strachu, że doprowadzi to do sinizacji rosyjskiego Dalekiego Wschodu i ostatecznej utraty rosyjskiej suwerenności nad tym obszarem. Co więcej, w związku ze złą sytuacją gospodarczą i zniesieniem systemu dopłat, nastąpiła masowa emigracja rosyjskiej ludności Dalekiego Wschodu do centralnych części kraju, region wyludniał się i stanął w obliczu depopulacji: gwarantowane przez państwo zaopatrzenie po rozpadzie ZSRR docierało z mniejszą regularnością, produkty żywnościowe podrożały, a system specjalnych udogodnień i zachęt utracił dawne znaczenie – kto miał możliwość, uciekał do centralnych części kraju; w wyniku depopulacji lat 90. rosyjski Daleki Wschód stracił 7 % swojego stanu sprzed 1991 r. [41].

W samym roku 2000 populacja rosyjskiego Dalekiego Wschodu stanowiła 7,2 mln ludności, podczas gdy sąsiednie trzy prowincje chińskiego Północnego Wschodu zamieszkiwało ok. 105 milionów[42]. Dla niektórych ludzi te liczby mówiły same za siebie a ich przekaz był  taki, że musi nastąpić nieunikniony i niekontrolowany napływ Chińczyków na wolne obszary. Masowe pojawienie się chińskich kupców po zniesieniu wiz w 1988 r. i upadku radzieckiego systemu rozdzielczego, a także zapotrzebowanie na chińską tanią siłę roboczą doprowadziło do zauważalnej obecności chińskiej w tym dotychczas homogenicznym regionie. To ożywiło stare strachy, w połowie lat 90. jak grzyby po deszczu wyrastały publikacje mówiące o „cichej ekspansji”, „demograficznym najeździe”, „żółtym zalewie”, „ruchu na północ”, „niebezpiecznej inwazji” czy nawet „żółtej dżumie” [43]. Chińczycy byli przedstawiani w najgorszych barwach jako bandy złodziei, kontrabandzistów, bandytów, mafiosów itp., żerujących na Rosjanach, psujących miejscową gospodarkę, drenujących z niej pieniądze i bogactwa naturalne oraz wpędzających ludność w biedę. Sam gubernator Nazdratienko stwierdził, że „wśród Chińczyków jest cała masa przestępców, chorych i narkomanów”[44]. Ponadto władze ChRL pomawiano o wszystko, co najgorsze: próbę przeniesienia zbędnej populacji na tereny rosyjskie i pozbycia się problemu przestępczości, a także po to, by przez stymulowanie migracji i tworzenie swoistych „Chinatownów”  ponownie wysunąć pretensje terytorialne wobec tych ziem. Tymczasem powody migracji chińskiej były jak najbardziej natury obiektywnej, najważniejsze z nich to: rosyjska potrzeba dóbr konsumpcyjnych, zapotrzebowanie na siłę roboczą (głównie w rolnictwie i budownictwie), brak instytucji kontrolnych na granicach a także bazy prawnej, rosnąca integracja ekonomiczna regionów pogranicznych, wysokie bezrobocie w sąsiednich regionach Chin, duża dysproporcja populacji po dwóch stronach granicy.

Fobie o „żółtym zagrożeniu” zostały szybko podchwycone przez miejscowych polityków, przede wszystkim Jewgienija Nazdratienkę i Wiktora Iszajewa, którzy skrzętnie podłączyli się do anty-emigracyjnej fali[45]. Niepokój rodzimej ludności o masową migrację został wykorzystany przez miejscowych polityków jako świetna okazja do walki z Moskwą oraz jako doskonała wymówka dla złych rządów, korupcji, przestępczości i tak dalej. Czołową postacią w tym ruchu był Jewgienij Nazdratienko, gubernator Kraju Nadmorskiego. Nazdratienko, były dyrektor kopalni Wostok i przedstawiciel kręgów przemysłowych regionu, powiązanych z kompleksem militarnym oraz miejscową mafią, usunął w 1993 r. poprzedniego gubernatora, Kuzniecowa (uznanego za „moskiewskiego intelektualistę”, co było podwójną obelgą), a dzięki bliskim związkom z ochroniarzem Jelcyna – Aleksandrem Korżakowem, uzyskał zgodę Kremla na tę decyzję. Nazdratienko, rządzący w stylu łączącym cechy księcia udzielnego i komunistycznego aparatczyka, szybko skoncentrował władzę, przejął media i bezpardonowo usuwał kolejnych wybranych demokratycznie oponentów. Gubernator „bazując na napięciach etnicznych między Rosjanami a Chińczykami legitymizował łamanie praw człowieka i swobód obywatelskich, a problem graniczny dostarczył mu wygodną kwestię ‘nacjonalistyczną’, by uzyskać poparcie dla swoich metod autorytarnych: w cieniu mocarstwa jakim są Chiny i tysiące kilometrów kwadratowych od Moskwy taktyka ‘silnego człowieka’ miała przekonać miejscowych, bardziej zaniepokojonych Chińczykami niż brakiem demokracji”[46]. Opozycja wobec chińskiej migracji, obok kwestii demarkacji granicy, stała się cechą charakterystyczną polityki regionu. Nie tylko zresztą Nazdratienki, bo i jego sąsiad w Kraju Chabarowskim – gubernator Wiktor Iszajew na początku lat 90. nie pozostawał w tyle w antychińskiej retoryce (chociaż jednocześnie nie miał nic przeciw robieniu interesów z Chińczykami): stał się wręcz jej najgłośniejszym krytykiem. W maju 1994 r. oświadczył, że „ma miejsce skryta ekspansja chińska” związana z chińskim programem kolonizacji Dalekiego Wschodu, a w samym Chabarowsku w niektórych miejscach mieszka więcej Chińczyków niż miejscowych”[47]. Doskonale wpisywał się w nastroje społeczne: jak pokazały badania chabarowskiego badacza Jewgienija Motricza, większość chabarowszczan uznawała, że migracja jest częścią „oficjalnego planu” Pekinu, zakładającego pokojowe przejęcie ziemi, mieszkań i zakładów pracy oraz kontrolę gospodarki[48]. Iszajew bazując na tych nastrojach, stwierdził, że „zagrożenie nie-militarnym przejęciem rosyjskiego Dalekiego Wschodu jest realne”[49].

Tego typu głosy z Regionu Dalekowschodniego przeniosły się do Moskwy: nie tylko lokalna prasa zaczęła pisać o „2 milionach” nielegalnych Chińczyków, ale temat podchwyciły również „Izwiestija” – jedna z głównych gazet rosyjskich, a w ślad za nimi inne media i państwowa telewizja, które podawały informacje, że liczba Chińczyków w Regionie Dalekowschodnim przewyższa Rosjan 1,5-2 razy (sic!), a niektóre miasta mają już całkiem chiński wygląd[50]. Następnie głos zabrali naukowcy: Aleksander Jakowlew z Instytutu Dalekiego Wschodu RAN stwierdził, że „Chińczycy intensyfikują ogromną infiltrację Dalekiego Wschodu, czyli ziem, które uznają za swoje”[51]. Następnie zaś odezwali się twórcy: Aleksander Sołżenicyn i Nikita Michałkow i podnieśli krzyk przeciwko „moskiewskiej obojętności na region i stopniowej cichej okupacji Dalekiego Wschodu przez Chińczyków”[52]. Na temacie „żółtego zagrożenia” postanowili zbić kapitał również czołowi politycy rosyjscy – od nacjonalisty Żyrinowskiego poczynając, a liberale Grigoriju Jawlinskim kończąc (Jawlinski doliczył się 5 milinów nielegalnych Chińczyków na Dalekim Wschodzie, czym przebił wszystkich)[53]. Nawet członkowie rządu, tacy jak minister obrony Paweł Graczow, który stwierdził w sierpniu 1995 r., że „Chińczycy pokojowo podbijają rosyjski Dalekie Wschód”, przyłączyli się do tej wrzawy.  Sam Jelcyn podczas pobytu w Chabarowsku w 1996 r. powiedział o „180 tysiącach nielegalnych emigrantów, głównie Chińczyków”, choć wypowiedź tę należy raczej przypisać kampanii wyborczej[54]. Generalnie od początku lat 90. skala chińskiej migracji była stale obecna w mediach i w politycznym dyskursie i stale przesadzona, a liczba 2 milionów Chińczyków cytowana powszechnie.  Tych głosów nie były w stanie przebić bardziej rozsądne wypowiedzi, jak chociażby MSZ czy administracji prezydenckiej. Doradca Jelcyna, Emil Pain, stwierdził, że „dalekowschodni politycy rozpalają sinofobię, by przenieść część odpowiedzialności za fatalną sytuację regionu na obcokrajowców”, a „władze rosyjskiego Dalekiego Wschodu nie mają prawa grać ‘chińską kartą’ i siać przerażenia dla swoich własnych, egoistycznych interesów w celu stworzenia politycznego obrazu, który skrajnie skomplikuje rosyjskie geopolityczne interesy”; Pain cytował obliczenia Pawła Minakera z RAN, według którego Chińczycy stanowią ledwie 3% populacji rosyjskiego Dalekiego Wschodu, podczas gdy na początku XX wieku była ich 1/3[55].

China-RussiaMigracja nagle stała się problemem politycznym, a także kwestią w rozmowach bilateralnych. Oficjalny Pekin potępiał nielegalną migrację (m.in. minister spraw zagranicznych Qian Qichen w swoim wystąpieniu na Uniwersytecie Moskiewskim w czerwcu 1994 r.), jednocześnie podkreślając, że liczby podawane przez Rosjan są grubo zawyżone – na rosyjskim Dalekim Wschodzie miało być 1-2 tysiące nielegalnych emigrantów. Zgodnie ze statystykami chińskimi, Chińczyków na terenie WNP (całej!) mieszka ok. 300 tysięcy, a większość nawet nie na stałe[56]. Chiński ambasador Li Fenglin w odpowiedzi na słowa Jawlinskiego o 5 milionach nielegalnych emigrantów we wrześniu 1995 r. zwołał konferencję prasową, na której powiedział, że „problem nielegalnej emigracji w zasadzie nie istnieje”, a w samym Chabarowsku mieszka na stałe 170 Chińczyków[57]. Premier Li Peng w trakcie swojej wizyty do Rosji w lutym 1998 r. w wywiadzie dla Niezawisimoj Gaziety zaprzeczył, iż istnieje migracja chińskich robotników i tworzenie przez nich Chinatownów. Generalnie rząd ChRL wybrał ignorowanie napastliwych wypowiedzi lokalnych rosyjskich polityków, tylko chiński MSZ wystosował szereg not protestacyjnych wobec złego traktowania obywateli chińskich w okresowych akacjach deportacyjnych w regionie. Jednocześnie Pekin był wrażliwy na rosyjskie lęki i próbował regulować napływ migrantów, a przede wszystkim był zdeterminowany, by nie dopuścić, aby ta kwestia stała się poważną komplikacją stosunków wzajemnych [58].

W wyniku tej antymigracyjnej kampanii rząd rosyjski w 1994 r. ponownie wprowadził wizy i szereg obostrzeń dla wymiany handlowej, a regionalne władze zaczęły prowadzić bezwzględne kontrole i akcje wyłapywania nielegalnych imigrantów, co natychmiast przyniosło skutek w postaci drastycznego spadku obrotów handlowych między Rosją a Chinami. Liczba Chińczyków, nigdy niezbyt wielka, spadła, a kampania na chwilę osłabła, by wybuchnąć ze zdwojoną siłą w 1996 r. Wiązało się to bezpośrednio z próbami usunięcia Nazdratienki przez jedną z frakcji kremlowskich, kierowaną przez Anatolija Czubajsa. Czubajs uznawał Nazdratienkę za główną przeszkodę do rozwoju regionu, odstraszającego inwestorów swoimi autokratycznymi metodami i monopolistycznymi praktykami: kilkukrotnie próbował odwołać Nazdratienkę i choć ostatecznie mu się to nie udało, to podkopał pozycję gubernatora. Sięgnął więc Nazdratienko po sprawdzoną kartę, jaką było obwinianie Moskwy za kłopoty finansowe regionu, czym zjednoczył wokół siebie ludność. Gubernator sprawnie włączył ksenofobię i antychińskie sentymenty w swoją strategię polityczną. Manewr się powiódł: jak napisała jedna reporterka, „Nazdratienko nie jest lubiany w regionie, ale ‘Moskwa’ jest nienawidzona do takiego stopnia, że ludzie poprą Nazdratienkę, żeby tylko zrobić na złość diabelskim reformatorom; choć wszyscy uważają, że gubernator jest powiązany z mafią, to ‘najgorsi mafioso są w Moskwie’; a jeśli usunie się go, będzie jeszcze gorzej”[59]. Ważnym elementem tej kampanii było wznowienie antychińskiej retoryki, by pokazać, że Moskwa ustanawiająca „strategiczne partnerstwo” z Chinami, tak naprawdę dogaduje się z Pekinem ponad głowami Dalekowschodnich Rosjan. Dodatkowym powodem, już w trakcie trwania kampanii, był kryzys gospodarczy, stąd też należało odwrócić od niego uwagę, rozpętując antychińską kampanię[60].

Zaczęła się zmasowana kampania prasowa, w której antychińskich artykułów była cała masa: co chwilę publikowano zatrważające dane o migracji (ale bez źródeł, albo z odwołaniami typu „jak wynika ze źródeł chińskich”), strasząca teoriami spisku o politycznym podłożu migracji i zaplanowanej akcji Pekinu (podbudowanymi argumentami pokroju „jak twierdzą rosyjskie służby specjalne”) a przede wszystkim – lamentująca (dzięki posiadaniu „tajnych dokumentów”) nad „zdradliwym” Kremlem, który za ich plecami oddał Chińczykom część rosyjskiej ziemi. Chińskie społeczności na Dalekim Wschodzie, zamknięte i homogeniczne, miały być siedliskiem szpiegów, a nawet „tyłami armii”. Wszystkie te doniesienia przebił jednakże artykuł brukowego dziennika „Nowosti”, który w marcu 1997 r. dał tytuł „Czy będzie jutro wojna?” [61].

Oprócz tekstów prasowych zaczęły pojawiać się osobne monografie poświęcone „migracyjnej ekspansji”. W 1996 r. wyszła książka „Żółte zagrożenie”[62]. Nietrudno zgadnąć jaka była zawartość książki, nie tylko po tytule, ale i po rozdziałach: znalazły się tam  m.in. wystąpienia Spiridiona Mierkułowa (z 1912 r. pt. „Rosyjskie interesy na Dalekim Wschodzie”) Władimira Arsieniewa z 1928 r. przestrzegające przed zagrożeniem napływem Chińczyków, Japończyków i Koreańczyków; zbiór artykułów i fotografii z gazety „Władywostok” pokazujący areszty i przesłuchania Chińczyków; „Krótka chronologia relacji Rosji z żółtym światem” oraz przedruk z miejscowej gazety „Tajna historia moskiewskich urzędników”, w której było napisane, że Moskwa chce odstąpić Chinom rosyjską ziemię. Redaktor serii, Djaczenko podkreślił we wstępie, że „żółte zagrożenie ma długą historię i bynajmniej się nie przedawniło”, mer Władywostoku, bliski stronnik Nazdratienki, Tołstoszejn napisał pozytywną recenzję książki, a sam gubernator w swoim artykule „Potrzebujemy kultury narodowego odrodzenia” cytował mowy Mierkułowa i Arsieniewa. Nie była to jedyna z serii antychińskich publikacji: pozycję Nazdratienki popierało szereg miejscowych uczonych, takich jak A.P. Dieriewianko czy B.I. Tkaczenko. Szczególnie książka Dieriewianki jest warta wspomnienia, gdyż wstęp napisał do niej sam Nazdratienko, a pojawiały się w niej takie informacje, jak: dane mówiące o tym, że „co trzeci mieszkaniec Władywostoku to Chińczyk”, a na rynku Baljajewskim wznosi się napis po chińsku „Dalekowschodni okręg Chin”[63]. W styczniu 1997 r. administracja Kraju Nadmorskiego wydała spory i szeroko nagłośniony zbiór dokumentów odnoszących się do problemów pogranicznych. W rozdziale „Polityka ChRL wobec Rosji na Dalekim Wschodzie” chińską politykę posądzali o chęć zajęcia regionu z powodu problemów obiektywnych (nadmiar ludzi i brak ziemi) i subiektywnych (polityka popierania migracji). Polityka ta miała być częścią chińskiej strategii z 1987 r., czyli doktryny otwartych granic (i w zamyśle miała dawać prawo ekspansji poza granice państwa), a także innej – przyjętej w 1991 r. doktryny „niebieskich granic państwowych” (i powodować chęć budowy strefy nadmorskiej ku uszczerbkowi Rosji)[64]. Jak zauważa Aleksander Łukin: „w tekście brak było dokładnych cytatów z chińskich dokumentów albo chociaż odnośników potwierdzających podane cyfry”[65]. Co więcej, Chińczyków oskarżano o wszystkie możliwe przewiny: od pojedynczych przestępstw („dokonywanych przez co czwartego przybywającego Chińczyka”), przez politykę ChRL mobilizującej wojska na granicy, a na potępieniu podpisania współpracy między FR a ChRL w dziedzinie walki z grupami narkotykowymi narokowymi (sic!) kończąc: to ostatnie miało być perfidną strategią chińską polegającą na walce z grupami handlującymi opium, ale już nie tymi przemycającymi efedrynę. Wszystkie te czynniki doprowadziły do tego, że główną tendencją w latach 90. w regionie było ograniczenia dostępu, a nie otwartość. Działania lokalnych władz bezpośrednio przyczyniły się do powstania w regionie mentalności „oblężonej twierdzy”, a sam region zamienił się w „strefę absurdu politycznego”[66].

O tym, jak bardzo była to rozgrywka lokalnych polityków w ich pojedynkach z Moskwą o redystrybucję władzy świadczą liczby. W 1997 r. Moskiewskie Centrum Carnegie w specjalnym projekcie „Chińska migracja na rosyjskim Dalekim Wschodzie i na Syberii” przeprowadziło dokładne badania liczby Chińczyków[67]. Zdaniem Pawła Minakira, dyrektora Instytutu Badań Gospodarczych Dalekowschodniego Oddziału RAN, chińscy emigranci stanowili nie więcej niż 50-80 tysięcy w latach 1992-1993[68]. Większość stanowili sezonowi robotnicy i studenci. Liczba nielegalnych emigrantów była jeszcze mniejsza: podczas operacji „obcokrajowiec” dokonywanej przez straż graniczną w Kraju Nadmorskim, Kraju Chabarowskim i Obwodzie Amurskim deportowano… 5-6 tysięcy ludzi. Zresztą w trakcie tej akcji usuwania nielegalnych imigrantów okazało się, że Chińczycy stanowili niewielki procent zatrzymanych: większość pochodziła z Kaukazu. Według innych szacunków, dokonanych przez demografa, Ł. Ł. Rybakowskiego, dyrektora Centrum Demografii Moskiewskiego Instytutu Badań Socjopolitycznych RAN, liczba imigrantów wynosiła około 100 tysięcy[69]. Galina Witkowskaja, wicedyrektor projektu Carnegie, stwierdziła, że najbardziej realistyczne szacunki Chińczyków na rosyjskim Dalekim Wschodzie mówią o kilkuset tysiącach (od 200 do 300 tysięcy na obszarze od Irkucka do Kraju Nadmorskiego); w październiku 1996 r. w Kraju Nadmorskim i Kraju Chabarowskim żyło od 30 do 70 tysięcy Chińczyków, włączając przygraniczne „mrówki” [70].  Co więcej, jak stwierdziła w 1999 r. Witkowskaja, „większe wspólnoty chińskie na rosyjskim Dalekim Wschodzie po prostu nie istnieją”: z jej badań wynikało, że największa populacja Chińczyków znajduje się… w Moskwie (20-25 tysięcy), a większość migrantów chińskich opuściła Rosję po kryzysie 1998 r. Jednym słowem: nacjonalistyczna retoryka o próbie kolonizacje Dalekiego Wschodu nie miała żadnych podstaw.

Ponadto cała kampania wyszła regionowi na szkodę, gdyż i bez Chińczyków brakowało tam rąk do pracy. Przykładowo ważny przemysł rybny po prostu nie mógł się obejść bez chińskiej siły roboczej[71]. Bezpośrednią zaś konsekwencją antychińskiej retoryki, która przyczyniła się do zaostrzenia kontroli na granicach, wprowadzenia wiz itp., był upadek handlu: obrót handlowy Dalekiego Wschodu z Chinami w samym 1994 r. zmalał 4,7 razy, w Kraju Chabarowskim – 7 razy, w Obwodzie Amurskim – 5,5 razy, Obwodzie Czytyjskim – 2,2 razy, a Kraju Nadmorskim w roku 1996 w porównaniu do 1992: o 46 %[72]. Takie były bezpośrednie konsekwencje antychińskiej kampanii. I chociaż pod koniec dekady obroty handlowe zaczęły ponownie rosnąć, to Region Dalekowschodni wciąż „zamiast być oknem Rosji na Azję, pozostawał pierwszą linią obrony”[73].


[1] J.W. Garver, Sino-Russian Relations [w:] China and the World. Chinese Foreign Policy Faces the New Millenium, ed. by S.S. Kim, Cumnor Hill 1998, s. 123. [w:] Ireneusz Topolski, op. cit., s. 137.

[2] Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 116.

[3] Akihiro Iwasita, 4000 kilometrow problem. Rossijsko-kitajskaja granica, Moskwa 2006, s. 65-70; Wilson, Strategic Partners…, s. 116.

[4] Akihiro Iwasita, op. cit., s. 65-70.; Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 116.

[5] A.W. Łukin, op. cit., s. 300; Akihiro Iwasita, op. cit., s. 70.

[6] Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 117.

[7] Trzy wyspy wyłączono z porozumienia zostawiając jego rozstrzygnięcie „następnym pokoleniom”, były to: Bolszoj Ussurijski (Hei Zia Zi), Tabarow (Yinlong) oraz Bolszoj (Bolszoj ostrow) koło Manzhouli, Tabarowsk i Ussuri Chen Qimao.

[8] Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 118; Akihiro Iwasita, op. cit., s. 77; Ireneusz Topolski, op. cit., s. 137

[9] A.W. Łukin, op. cit., s. 300.

[10] Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 119; A.W. Łukin, op. cit., s. 301.

[11] A.W. Łukin, op. cit., s. 305.

[12] Ibidem.

[13] Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 120.

[14] B.I. Tkaczenko, Rossija-Kitaj: wostocznaja granica w dokumentach i materiałach, Władywostok 1999, s. 283; Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 117; A.W. Łukin, op. cit., s. 301; Akihiro Iwasita, op. cit., s. 71.

[15] Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 118.

[16] Michael McFaul, op. cit., s. 322; Akihiro Iwasita, op. cit., s. 71.

[17] B.I. Tkaczenko, op. cit., s. 277-304.

[18] Akihiro Iwasita, op. cit., s. 72.

[19] A.W. Łukin, op. cit., s. 302.

[20] B.I. Tkaczenko, op. cit., s. 302-304.

[21] Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 119; Akihiro Iwasita, op. cit., s. 72.

[22] Akihiro Iwasita, op. cit., s. 73.

[23] A.W. Łukin, op. cit., s. 303; Akihiro Iwasita, op. cit., s. 76.

[24] Akihiro Iwasita, op. cit., s. 76; Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 118.

[25] „Jeśli teraz oddamy część w rejonie jeziora Chasan ChRL, to od razu odezwą się Finowie i Niemcy. Niemcy – Kaliningrad, Finowie: swoje ziemie koło Wyborga i jeszcze Japończycy – 4 Wyspy Kurylskie”, por. A.P. Dieriewjanko, Rossijskoje Primorie na porogie trietiego tysiaczilietija, Władywostok 1999, s. 259.

[26] Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 118.

[27] A.W. Łukin, op. cit., s. 304.

[28] A.W. Łukin, op. cit., s. 305.

[29] Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 121; Akihiro Iwasita, op. cit., s. 83. Gilbert Rozman, Troubled Choices for the Russian Far East: Decentralization, Open Regionalism and Internationalism, [w:] Journal of East Asian Affairs 11, no.2/1997, s. 560.

[30] Gilbert Rozman, Sino-Russian…, s. 168.

[31] Chen Qimao, op. cit., s. 295; Akihiro Iwasita, op. cit., s. 83; A.W. Łukin, op. cit., s. 306; Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 121.

[32] Akihiro Iwasita, op. cit., s. 85.

[33] Ibidem. Można dodać: i w zasadzie tylko dla tego przybył.

[34] Długość granicy lądowej wynosiła 578,18 km, rzecznej 3547,01, na jeziorze Chanka 70,03 km; z kolei zachodni odcinek granicy rosyjsko-chińskiej (w Ałtaju) został uregulowany porozumieniem ministrów spraw zagranicznych FR i ChRL z 3 września, granica wynosi tam 54,57 km, por. Ireneusz Topolski, op. cit., s. 137-138.

[35] Galina Vitkovskaya, Zhanna Zayonchkovskaya, Kathleen Newland, Chinese Migration into Russia, [w:] Rapprochement or Rivalry… ,s. 347.

[36] Władysław Stadnicki, Daleki Wschód w polityce światowej, Warszawa 1931, s. 35.

[37] S.Ł. Tichwinski, Wospijatije w Kitaje obraza Rossii, Moskwa 2008, s. 215.

[38] Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 123.

[39] Galina Witkowskaja, Żanna Zajonczkowskaja, Nowaja Stołypinskaja politika na Dalniem Wostokie, [w:] Pierspiektiwy Dalniewostocznogo regiona mieżstrannoje wzaimodieistwija, Moskwa 1999, s. 80-120.

[40] Tamara Trojanowa, op. cit., s. 215.

[41] Tomasz Wites, op. cit., s. 7; Galina Vitkovskaya, Zhanna Zayonchkovskaya, Kathleen Newland, op. cit., s. 351.

[42] Galina Witkowskaja, Żanna Zajonczkowskaja, op. cit., s. 82.

[43] A.W. Łukin, op. cit., s. 294-297; Ł.Ł. Rybakowski, Masztaby proniknowienija immigrantow na Dalnij Wostok, [w:] Sowriemiennaja socialno-demograficzieskaja situacija i zapatnost’ naselienija Rossii, Moskwa 1994, s. 30-38.

[44] M.G. Nosow, Rossijiskij Dalnij Wostok i Kitaj: probliemy cogodniaszniego dnia I perspiektiwy sotrudnicziestwa, [w:] Migracionnaja situacija na Dalniem Wostokie Rossii, Moskwa 1996, s. 33.

s. 321; Galina Vitkovskaya, Zhanna Zayonchkovskaya, Kathleen Newland, op. cit., s. 356; Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 122. Najsłynniejszym działaniem Nazdratienki było bezprawne usunięcie prodemokratycznego mera Władywostoku Wiktora Czerepkowa w czerwcu 1993; walka ta była sławna, gdyż Czerepkow zabarykadował się w budynku merostwa; ostatecznie jednak przegrał, szukał ratunku w Moskwie, a nic nie zdziaławszy… powrócił i przyłączył się do Nazdratienki!

[46] Michael McFaul, op. cit., s. 324.

[47] A.W. Łukin, s. 296.

[48] J. Ł. Motricz, Kitajskije migranty w Chabarowskie, [w:] Perspiektiwy Dalniewostocznogo Regiona: Kitajskij faktor, Moskwa 1999, s. 50.

[49] Jeanne L. Wilson, Strategic Partners… s. 127.

[50] Galina Vitkovskaya, Zhanna Zayonchkovskaya, Kathleen Newland, op. cit., s. 356.

[51] Aleksander Jakowlew, Mieżdunarodnaja politiczieskaja obstanowka w SWA i położenije Rossii w regionie, [w]: Probliemy Dalniego Wostoka no 2/1995, s. 3-16.

[52] Vladimir Shlapentokh, Russia, China and the Far East: Old Geopolitics Or a New Peaceful Cooperation?, [w:] Comunist and Post-Communist Studies, vol. 28, no. 3/1995, s. 307-318.

[53] Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 123-124.

[54] Tamara Trojanowa, op. cit., s. 215.

[55] Tamara Trojanowa, op. cit., s. 350;  Pavel A. Minakir, Chinese Immigration in the Russian Far East: Regional, National, and International Dimnsions, [w:] Cooperation and Conflict in the Former Soviet Union: Implications for Migrations, ed. by Jeremy R. Azrael, Emil A. Pain, Santa Monica, 1996, s. 94.

[56] Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 126; Galina Vitkovskaya, Zhanna Zayonchkovskaya, Kathleen Newland, op. cit., s. 350.

[57] Tamara Trojanowa, op. cit., s. 215.

[58] Jeanne L. Wilson, Strategic Partners…, s. 127; Galina Vitkovskaya, Zhanna Zayonchkovskaya, Kathleen Newland, op. cit., s. 358.

[59] Galina Kowalskaja, Położenije chuże gubernatorskago, Itogi 10.06.1997, [w:] Michael McFaul, op. cit., s. 330.

[60] A.W. Łukin, op. cit., s. 298.

[61] Tamara Troyanova, op. cit., s. 221; A.W. Łukin, op. cit., s. 297-304.

[62] Żełtaja opasnost’, pod red. Borisa Diaczenki, Władywostok 1996. http://elib.clubdv.ru/elib-files/6/Zheltaya_opasnost_2lib.pdf  (30.04.2012).

[63] A.P. Dieriewianko, op. cit., s. 252-253. Abstrahując od ogólnie demagogicznej treści tej książki warto dodać, że Chińczycy nie używają nazwy „Daleki Wschód”, gdyż uznają ją za obraźliwą…

[64] A.W. Łukin, 297.

[65] Ibidem.

[66] V.B. Amirov, op. cit., s. 277.

[67] Jej rezultaty zostałty upublicznione m.in. w artykule G. Wiktowskiej i Ż. Zajonczkowskiej, Nowaja Stołypinskaja… s. 90-102.

[68] Pavel A. Manakir, op. cit. s. 94.

[69] Ł. Ł. Rybakowbski, O.D. Zacharowa, W.W. Mindogułow, Nieliegalnaja migracja w prigranicznych rajonach Dalniego Wostoka: istorija, sowriemiennost’ i posledstwija, Moskwa 1994, s. 19.

[70] Galina Witkowskaja, Żanna Zajonczkowskaja, op. cit., s. 98; Galina Vitkovskaya, Zhanna Zayonchkovskaya, Kathleen Newland, op. cit., s. 357.

[71] Tamara Troyakova, op. cit., s. 218.

[72] A.W. Łukin, op. cit, s. 300. Dokładne dane w podrozdziale 1.

[73] Tamara Troyakova, op. cit., s. 222.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Lubina: Rosyjski Daleki Wschód a Chiny cz. 2 Reviewed by on 28 października 2013 .

Prezentujemy drugą część rozprawy doktorskiej Michały Lubiny pt. „Rosnąca asymetria. Stosunki rosyjsko-chińskie 1991-2011” (dofinansowaną w ramach grantu Narodowego Centrum Nauki) i dotyczącą popularnego ostatnio zagadnienia relacji Chin z rosyjskim Regionem Dalekowschodnim („Rosyjskim Dalekim Wschodem”). W samej dysertacji temat ten został podzielony na dwa okresy: 1991-1999 oraz 2000-2011, ten artykuł obejmuje drugą część pierwszego okresu (1991-1999).

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Michał Lubina

Doktor nauk społecznych UJ, pracownik w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, magister rosjoznawstwa oraz studiów dalekowschodnich UJ, absolwent Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich UJ. Kilkukrotny stypendysta Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (m.in. w latach 2009/2010 w Pekinie). Laureat grantu Narodowego Centrum Nauki na badanie współczesnych stosunków rosyjsko-chińskich. Oprócz tego w kręgu jego zainteresowań badawczych znajduje się przede wszystkim Azja Południowo-Wschodnia, w szczególności zaś Birma. Jest autorem czterech książek. Pierwszej w Polsce historii Birmy („Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”, Trio, Warszawa 2014) oraz monografii „Birma: centrum kontra peryferie. Kwestia etniczna we współczesnej Birmie 1948-2013″; (Kon-Tekst, Kraków 2014), pierwszego poświęconego temu zagadnieniu opracowaniu w języku polskim oraz – również pierwszej w Polsce – książki o współczesnych stosunkach rosyjsko-chińskich („Niedźwiedź wcieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014″, Akademicka, Kraków 2014), która stała się naukowym bestsellerem. Niedawno wydał „Panią Birmy. Biografię polityczną Aung San Suu Kyi” (Wyd. PWN, Warszawa 2015). Ponadto jest autorem dwóch przewodników turystycznych po Litwie i Rosji (współautorstwo) oraz internetowych przewodników po Chinach, Hongkongu, Laosie i Bangladeszu. Publikował artykuły m.in. w „Rzeczpospolitej”(Plus/Minus), „Tygodniku Powszechnym”, „Wprost”, „Do Rzeczy”, „Nowej Europie Wschodniej”, „Nowej Konfederacji” i "National Geographic Traveller". Znajomość języków: angielski, rosyjski, ukraiński, chiński(komunikatywnie). Mieszka w Krakowie. Ekspert CSPA: Birma, Chiny-Rosja.

Pozostaw odpowiedź