Komentarze

M. Lubina: Recenzja książki Łukasza Bonczola „Zrozumieć Indonezję”

Zrozumiec-Indonezje_Lukasz-BonczolWahałem czy recenzować tę książkę: nie jestem specjalistą od Indonezji. Pojechałem tam trzykrotnie, ale cóż to znaczy? Być gdzieś to stanowczo za mało, by znać się na jakimkolwiek kraju, szczególnie tak wielkim – w sensie geograficznym i kulturowym – jak Indonezja.

Ustąpiłem jednak (z braku asertywności i ciekawości) i zgodziłem się. To było w… marcu. Od tego czasu książka ta leżała mi na biurku niczym wyrzut sumienia, tym gorszy, że pisząc własną, o Birmie, nie miałem zupełnie kiedy po nią sięgnąć. W końcu, w maju, zachowałem się po męsku: pozbyłem się kłopotu, dając książkę koleżance dziennikarce jadącej do Indonezji. Odzyskałem ją dopiero tydzień temu. Stąd też będzie to najbardziej spóźniona recenzja, jaką kiedykolwiek piszę – za co wszystkich zainteresowanych serdecznie przepraszam. Jednakże trochę mi się upiekło, gdyż w tym przypadku doskonale sprawdza się nasze przysłowie „lepiej późno niż wcale” – tej książce upływ czasu nie zaszkodzi, bo to porządne dzieło naukowe, a one się zawsze bronią. Lecz powiedzieć, że „zrozumieć Indonezję” jest tylko dobrą pozycją naukową – to stanowczo za mało. To dzieło wręcz znakomite, najlepsza praca, jaka kiedykolwiek o Indonezji powstała w Polsce. Jest po prostu świetna!

Czytałem tę książkę z rosnącym szacunkiem i podziwem dla autora. „Zrozumieć Indonezję” posiada wszystkie cechy niezbędne pracy naukowej. A więc takiej, która przekazuje wiedzę prawdziwą – przebadaną, sprawdzoną i w maksymalny sposób dążącą do obiektywizmu. Najlepszą formę wiedzy, jaką wymyślono – i choć niepozbawioną wad, to jednak w poznaniu świata bezkonkurencyjną. „Zrozumieć Indonezję” jest przeto na dzień dzisiejszy na wiodącej pozycji jeśli chodzi o książki o Indonezji w Polsce – i pewnie długo pozostanie.

Z lektury tej książki naprawdę wiele można się dowiedzieć o Indonezji – i nie tylko. Autor bowiem świetnie ukazuje globalny kontekst zdarzeń, umie się sprawnie poruszać po różnych koncepcjach teoretycznych i metodologicznych i umiejscawiać opisywane fakty w szerszym tle społeczno-politycznym i kulturowym. Mamy więc tutaj nie tylko opis następujących wydarzeń, ale liczne odniesienia do jawajskiej kultury politycznej (szczególnie trafne są polityczne analogie do teatru wayang kulit), najważniejszych koncepcji politologicznych (modernizacja) czy eksponowanie roli jednostki – z błyskotliwie naszkicowanymi sylwetkami Sukarno i Suharto. Całość zaś zamyka umiejscowienie pracy w teorii „długiego trwania” Braudela, co świadczy o erudycji, wysokiej kulturze intelektualnej autora i musi zostać uznane za działanie w najlepszym naukowym tonie.

Świetna jest krytyka źródeł. Widać, że Bonczol „odrobił zadanie domowe” i przeczytał „wszystkich świętych” – zarówno Indonesian Studies (Andersona, Geertza, Cribba i in.) jak i w ogóle Political Studies – by wspomnieć tylko Huntingtona, Rostowa czy Pye. To właśnie wiedza i oczytanie pozwala Bonczolowi ukazywać wydarzenia w szerszym kontekście regionalnych zjawisk (np. armia jako siła modernizująca) i sprawnie posługiwać się kluczowymi terminami („dryfująca masa”, „jawajskie imperium” itp.). Bonczol pokazuje, jak należy podchodzić do badania danego kraju – czytać, czytać i jeszcze raz czytać. I dopiero wtedy się wypowiadać, nigdy odwrotnie.

Po lekturze tej książki miałem nieodparte uczucie pt.: „nie wszystko stracone”. Że w naszych zwulgaryzowanych intelektualnie czasach – gdy każdy wypowiada się na każdy temat nie mając o nim pogłębionej wiedzy, zaś rynek zasypany jest powierzchowną literaturą podróżniczą – jest jeszcze możliwe pisanie o jakimś kraju w sposób mądry, rzetelny i ciekawy. I to po polsku, a nie tylko po angielsku. Ta książka przywraca wiarę w sens nauki i w to, że może jednak uda się również w Polsce na wysokim poziomie prowadzić pogłębione studia nad zagadnieniami azjatyckimi.

Podsumowując: „Zrozumieć Indonezję” Łukasza Bonczola to znakomita, niezwykle  wartościowa książka. Jej niezmiernie wysoki poziom czyni ją bezdyskusyjnie najlepszym studium tego wyspiarskiego kraju w Polsce, zaś autora dzięki tej pracy spokojnie uznać można za najlepszego obecnie badacza Indonezji w naszym państwie.

Książka jest świetna… ale rolą recenzenta nie jest chwalenie. Wręcz przeciwnie: recenzent pracy naukowej ze swej definicji ma przede wszystkim wychwycić błędy i niedopatrzenia. Być adwokatem diabła. Ma pełne prawo być małostkowy. Powinien się czepiać. A jest tu czego we kilku miejscach, choć nie zmienia to ogólnie bardzo wysokiej oceny pracy.

Już sam tytuł pracy jest fatalny. „Zrozumieć Indonezję” – to brzmi okropnie i pretensjonalnie. Sprawia wrażenie sztucznego tytułu narzuconego autorowi w jakimś określonym celu. Czyżby chodziło o lepszą sprzedawalność? Jeśli tak, to jest to daremna próba. Każdy kartkujący w księgarni tę książkę „zwykły Kowalski” i tak zobaczywszy tyle przypisów od razu ją odłoży: jest dlań za mądra. Jeśli nawet moja dziennikarska koleżanka padła na wstępie (ja sama się przyznała), to co dopiero reszta… To „popularyzatorstwo tytułu” jest więc  zabiegiem zupełnie zbędnym, a na dłuższą metę szkodzi temu dziełu. Słowem: jest to bardzo zły tytuł bardzo dobrej książki.

Autor ma rację pisząc o tym, że w zagadnienia Indonezji „nie przyciągnęły uwagi wielu polskich badaczy” (s.11), lecz przesadza, dodając na okładce książki zdanie o „niemal żadnym w Polsce zainteresowaniu ze strony historyków”. Ponad pół roku przed wydaniem tej książki na rynku ukazała się praca Natalii Laskowskiej „Indonezja” z serii „historia państw świata w XX i XXI w.” wydawnictwa Trio. I chociaż w tej serii bywały lepsze opracowania, zaś obu tych monografii nie da się ze sobą porównać, to wspomnienie o innych pracach nie tylko należy do dobrego tonu, ale wręcz obowiązku rzetelnego badacza. Bez względu na to, co on o nich sądzi.

Brak wspomnienia o „Indonezji” Laskowskiej nie jest jedynym uchybieniem. Autor nie wspomina o dwóch całkiem niezłych pracach Wojciecha Giełżyńskiego („Indonezja. Archipelag Niepokojów”, Warszawa 1966 i „Indonezja. Kraj, gdzie morze przeplata się z lądem”, Warszawa 1972). Szczególnie ta pierwsza nie powinna była umknąć jego uwagi, gdyż dobrze oddaje atmosferę intelektualną w Indonezji w przededniu zamachu stanu – a więc opisuje dokładnie ten okres, który leży w samym centrum zainteresowań naukowych Łukasza Bonczola. W świetle imponującej bibliografii zgromadzonej przez autora i jego oczywistego oczytania, te braki skłaniają do pytania, czy nie mamy oto tutaj do czynienia ze starym zjawiskiem pt. „obce chwalicie, swego nie znacie”?

W samym tekście brak znajomości polskiej tradycji naukowej daje o sobie znać szczególnie w jednym miejscu – gdy autor pisze o trzech „cywilizacjach” istniejących  na terenie Indonezji (s.222). W pierwszej chwili zacząłem się zastanawiać, czy czegoś mi nie przekazali w podstawówce i liceum (a zapewniam, że chodziłem do dobrych szkół, jeszcze sprzed reformy) – mnie uczono o cywilizacjach Chin, Mezopotamii czy Majów (i in.), a tu nagle w samej Indonezji aż trzy cywilizacje niepostrzeżenie wykwitły! Dopiero później, z kontekstu zrozumiałem, że powód jest znacznie prostszy – autor po prostu tłumaczy dosłownie (jako „cywilizacja”) angielskie opracowanie, gdzie  pada zapewne civilization. Tymczasem po polsku należałoby to oddać jako „kultura”:  wtedy wszystko jest jasne i czytelne: w Indonezji występowały różne kultury – wodnej i suchej uprawy ryżu oraz nadmorskich państw-miast. W anglosaskiej tradycji naukowej terminy civilization i culture traktuje się jako synonimy. Tymczasem w polskiej, podobnie jak całej europejskiej tradycji kontynentalnej, rozdziela się je: cywilizację rozumiejąc albo szeroko jako wielkie organizacje społeczeństw bądź też wąsko, jako dziedzictwo techniczno-technologiczne narodów/państw (odmienne od kultury jako dziedzictwa intelektualnego, duchowego, artystycznego itp.). Warto znać to rozróżnienie, by później nie tworzyć nowotworów pojęciowych.

Anglicyzacja autora ujawnia się także czasem w samym tekście. Chociaż książka jak na naukowe dzieło napisana jest bardzo dobrym językiem, to razi kilkukrotne „zaprawdę” wrzucone przez autora w początkach zdań. Rozumiem, że w oryginalnych opracowaniach z których korzystał było indeed, które jednak lepiej oddać jako „w istocie rzeczy”, „w rzeczy samej” itp., a nie jako „zaprawdę” – tak to mówił Jezus Chrystus, a nie jestem przekonany, czy w książce naukowej o tematyce niereligijnej takie nawiązania lingwistyczne są adekwatne…

Tyle przysłowiowego czepiania się. Mam jednakże ważną uwagę merytoryczną. Autor na koniec (s. 281) podsumowując okres Suharto przytacza opinię Fukuyamy, iż by zaistniał rozwój, musi istnieć państwo.  I przekonująco udowadnia, że Suharto ten warunek spełnił, dając jednocześnie złowieszcze przykłady Pakistanu i Somalii jako krajów, gdzie to się nie udało. W tym momencie Łukasz Bonczol zadaje pytanie: „Czu zatem owo wielkie osiągnięcie rozgrzesza satrapę i jego wojskową oligarchię?” – i daje zdumiewającą odpowiedź – „nie, jeśli przypomnimy sobie ofiary reżimu – zabitych i zaginionych, łamania praw człowieka (…) te grzechy nigdy nie będą zatarte, ani usprawiedliwione”. Abstrahując od tego, że wprowadzanie pojęcia grzechu jest tutaj dość zuchwalcze, a w zdaniu tym autora wyraźnie poniosły emocje i zawiodła dyscyplina (do tej pory dość umiejętnie zachowywana), to nie jest to koniec jego zaskakujących tez. Dwie strony dalej pisze on „o wzorowej demokracji liberalnej” (s. 283), do której nie doprowadziła indonezyjska transformacja. Jednocześnie sam przyznaje (s. 285), że „wielkim zwycięzcą demokratycznych przemian okazał się polityczny islam, którego napór jest odczuwalny praktycznie w każdej dziedzinie życia (…) Problematyczne okazuje się przeszczepianie na tamtejszy grunt zrodzonej na Zachodzie idei uniwersalnych praw człowieka (…) okazuje się, że decentralizacja, demokratyzacja i zapewnienie mniejszościom autonomii mogą sprzyjać siłom pragnącym popchnąć kraj w zupełnie przeciwnym kierunku”.

Stanowczo zbyt dużo tu sprzeczności, a czytając te słowa odnoszę wrażenie, że w autorze rzetelność badacza momentami przegrywa z zapałem demokratycznego działacza – a tak być nie powinno. To jest praca naukowa, a nie manifest Amnesty International. Autor ma pełne prawo do uznawania powszechności praw człowieka, lecz jeśli przekonanie to przykłada na realia temu przeczące, to ryzykuje wpadnięcie w charakterystyczny dla wielu prawno-człowieczych aktywistów dogmatyzm godny Hegla („jeśli fakty przeczą mojej teorii, tym gorzej dla faktów!”). Kończy się to skrzywieniem perspektywy i akcentowaniem negatywów – istotnych, lecz stanowiących mimo wszystko mniejszość. To tak jakby oceniając Deng Xiaopinga, człowieka który wyprowadził Chiny ku wielkości i potędze, patrzeć nań przede wszystkim przez pryzmat Tiananmen. To ważny element (a Deng ma bezdyskusyjnie krew na rękach), lecz stanowiący jednak mniej ważny aspekt. Podobnie tutaj: to wszystko, co Bonczol pisze o Suharto (korupcja, niszczenie środowiska, łamanie praw człowieka, jawajski imperializm) jest prawdą – nikt tego nie podważa. Lecz stanowi to w skali całości mniej istotny element. To dzięki Nowemu Ładowi Suharto Indonezja jest dzisiaj tam, gdzie jest – pozostaje symbolem regionalnego sukcesu. Coś mi się widzi, że bez Suharto Indonezji byłoby dzisiaj bliżej do Pakistanu – i sądzę tak, mimo iż podobnie jak autor, mam słabość do Timoru Wschodniego, głównej ofiary Suharto. Wszystkie fakty, które autor rzetelnie przytoczył, cała jego znakomita praca, świadczy o czymś dokładnie przeciwnym od tego, co Bonczol chce nam udowodnić w podsumowaniu.  A mianowicie o tej starej chińskiej prawdzie, że „jedynym sprawdzianem moralności polityki jest to, czy była ona skuteczna”.

Moja fundamentalna niezgoda z tezami autora i drobne błędy, jakie się w niej zdarzają, nie zmieniają jednakże ogólnie bardzo wysokiej oceny tej pracy. To świetna książka – znakomicie wypełnia lukę wiedzy o Indonezji w Polsce i należy mieć nadzieję, że Łukasz Bonczol na tym nie poprzestanie. Gdyby stało się inaczej, byłaby to wielka strata dla nauki polskiej.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Lubina: Recenzja książki Łukasza Bonczola „Zrozumieć Indonezję” Reviewed by on 17 listopada 2013 .

Wahałem czy recenzować tę książkę: nie jestem specjalistą od Indonezji. Pojechałem tam trzykrotnie, ale cóż to znaczy? Być gdzieś to stanowczo za mało, by znać się na jakimkolwiek kraju, szczególnie tak wielkim – w sensie geograficznym i kulturowym – jak Indonezja. Ustąpiłem jednak (z braku asertywności i ciekawości) i zgodziłem się. To było w… marcu.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Michał Lubina

Doktor nauk społecznych UJ, pracownik w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, magister rosjoznawstwa oraz studiów dalekowschodnich UJ, absolwent Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich UJ. Kilkukrotny stypendysta Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (m.in. w latach 2009/2010 w Pekinie). Laureat grantu Narodowego Centrum Nauki na badanie współczesnych stosunków rosyjsko-chińskich. Oprócz tego w kręgu jego zainteresowań badawczych znajduje się przede wszystkim Azja Południowo-Wschodnia, w szczególności zaś Birma. Jest autorem czterech książek. Pierwszej w Polsce historii Birmy („Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”, Trio, Warszawa 2014) oraz monografii „Birma: centrum kontra peryferie. Kwestia etniczna we współczesnej Birmie 1948-2013″; (Kon-Tekst, Kraków 2014), pierwszego poświęconego temu zagadnieniu opracowaniu w języku polskim oraz – również pierwszej w Polsce – książki o współczesnych stosunkach rosyjsko-chińskich („Niedźwiedź wcieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014″, Akademicka, Kraków 2014), która stała się naukowym bestsellerem. Niedawno wydał „Panią Birmy. Biografię polityczną Aung San Suu Kyi” (Wyd. PWN, Warszawa 2015). Ponadto jest autorem dwóch przewodników turystycznych po Litwie i Rosji (współautorstwo) oraz internetowych przewodników po Chinach, Hongkongu, Laosie i Bangladeszu. Publikował artykuły m.in. w „Rzeczpospolitej”(Plus/Minus), „Tygodniku Powszechnym”, „Wprost”, „Do Rzeczy”, „Nowej Europie Wschodniej”, „Nowej Konfederacji” i "National Geographic Traveller". Znajomość języków: angielski, rosyjski, ukraiński, chiński(komunikatywnie). Mieszka w Krakowie. Ekspert CSPA: Birma, Chiny-Rosja.

komentarze 3

  • A mnie się podobają książki z tezą pod warunkiem, że naukowiec wyraźnie oddziela analizę od swoich osobistych opinii. Panie Michale, nie bądźmy znów tacy politycznie poprawni, jak jest zbrodnia to trzeba to zbrodnią nazwać! Byłoby dziwne gdyby się pisało w takich książkach w stylu „zdekapitowano tylu a tylu”. Historycy nagminnie dokonują wartościowania i jakoś nikt z tym problemu nie ma. Czy o Stalinie i wielu innych krwawych tyranach też nie mielibyśmy sobie wyrabiać opinii? Zresztą sam Pan wielokrotnie w swoich tekstach daje wyraz swojemu światopoglądowi i preferencjom. I dobrze! :-)
    A recenzja bardzo ciekawa!

  • Dowiaduje sie o tej ksiazce z tej recenzji i wlasnie ja zamawiam , z checia przeczytam, moze sie czegos dowiem.
    Obecnie moja wiedza wywodzi sie ze opowiesci ludzi mieszkajacych w Indonezji lub wczesniej tam studjujacych czasami po roku dwoch zostaja ” expertami” , gro tej wiedzy to indywidualne doswiadczenia nijak majace sie do rzeczywistosci, co osoba to doswiadczenie….
    Gdy zapytalem moja zone, a jest z Borneo, na temat Suharto, dowiedzialem sie ze ze to skorumpowany nie znoszacy sprzeciwu polityk ale panstwo za jego rzadow bylo porzadne , nie jak teraz…. oraz uslyszalem slowa przeczytaj ta ksiazke moze wytlumaczysz mi coc wiecej niz wiem Ja, ( ma wiedze typu coś w rodzaju że polska wygrala wojne z Niemcami)
    Pozdrawiam
    Narazie starajacy sie
    Nikodem Dyzma ;)

  • Dziękuję za wnikliwą recenzję. Ja miałem wrażenie, że książka jest za krótka i za mało szczegółowa, tak ciekawie została napisana i tak dobrze się ją czytało. Ale co właściwie znaczy zdanie „najlepsza praca, jaka kiedykolwiek o Indonezji powstała w Polsce”? To były jakieś inne? Ja słyszałem tylko o „Indonezji”, książce wydanej przez wydawnictwo Trio z serii „Historia Państw Świata w XX/XXI wieku” Natalii Laskowskiej. I to tyle w temacie – szukałem w internecie jakichś pozycji w języku polskim i nie ma nic, podobnie, jak nie ma nic na temat historii Filipin (nie chodzi mi o reportaże/publicystykę – np. świetna książka Tochmana – tylko o typowe prace naukowe).
    Pozdrawiam

Pozostaw odpowiedź