Artykuły,Polecane,Publicystyka

M. Lubina: Niepoważny „Cyklon” – recenzja książki Andrzeja Muszyńskiego

Książka Andrzeja Muszyńskiego „Cyklon” o Birmie jest równie dobra literacko jak zła merytorycznie. To rzadka, niespotykana kombinacja!

Cyklon_andrzej_Muszynski

Merytoryczna recenzja

Nie chciałem pisać tej recenzji. Jestem autentycznie rozdarty, bo nie wiem, jak ocenić książkę dobrą literacko i złą merytorycznie. Nie jestem literaturoznawcą, nie mam więc odpowiednich kompetencji, by ją chwalić (mogę ocenić tylko jako czytelnik – i ocena będzie wysoka). Z kolei jako badacz zajmujący się Birmą jak najbardziej jestem w stanie na nią spojrzeć przez pryzmat merytoryczny. Ale wtedy ocena będzie bardzo negatywna – i przez to nie do końca sprawiedliwa. Dlatego wolałem nic nie pisać.

Jednak po kolejnych pytaniach, w tym publicznych, z prośbą o ocenę tej książki zacząłem się wahać. Złamałem się wtedy, gdy zaczęli mnie zagadywać moi studenci – poczułem się zmuszony zabrać głos. W końcu dbanie o odpowiedni poziom debaty publicznej jest jednym z moich obowiązków jako badacza i analityka. A poza tym jest jeszcze praktyczny powód: będę musiał na prowadzonych przeze siebie zajęciach o Birmie na UJ prostować liczne błędy merytoryczne zawarte w tej książce. Wolę więc to zrobić raz, a dobrze i – już do tego nie wracać.

Dlatego postanowiłem napisać recenzję merytorycznej części „Cyklonu”. Nie będzie więc to do końca zrównoważona ocena całości, ale takie postawienie sprawy wydaje mi się jedynym rozsądnym i uczciwym. Prosiłbym tylko, by mieć to na uwadze – w poniższych linijkach oceniam „Cyklon” jako birmanista, a nie jako krytyk literacki czy czytelnik, który po prostu przeczytał książkę – gdybym to robił jako ten ostatni, pewnie by mi się książka spodobała.

Tak więc pod względem merytorycznym Andrzej Muszyński mnie zaskoczył. I co tu ukrywać – negatywnie. Bywał w Birmie, nawet kilka razy, dojechał w wiele niedostępnych miejsc. Bywał tam dawniej, przed reformami i widział je. Miał dużo czasu na napisanie książki, przestudiowanie tematu, doczytanie. Po kimś takim można by się spodziewać dobrego, rzetelnego tekstu. A zważywszy na talent językowy – nawet arcydzieła.

A jednak Muszyński poniósł porażkę. Napisał dzieło co najwyżej przeciętne i to w dużej mierze na własne życzenie.

Języka maestria

Od pierwszej strony widać, że Autor pisać potrafi i świetnie panuje nad językiem polskim. Przykuwa uwagę i trzyma w napięciu. To się dobrze czyta. Szczególnie fragmenty podróżnicze. Znakomity jest rozdział opisujący fascynującą wyprawę Autora w Himalaje Birmańskie. Jest to najlepsza część książki. Prawdę mówiąc, gdyby wydał tylko ten jeden rozdział, książka byłaby genialna. „Cyklon” byłby wybitną literaturą turystyczną.

Poza językiem i świetnymi opisami podróży dobre są fragmenty o II wojnie światowej, przybliżające polskiemu czytelnikowi mało znane, a fascynujące postaci Wingate’a czy Warda. Niezły jest opis konfliktu buddyjsko-muzułmańskiego, z przytoczeniem racji obu stron. Dobry jest również wątek birmańskiej bomby atomowej. Wreszcie, jestem wdzięczny Autorowi za konsekwentne stosowanie nazwy Birma zamiast szowinistycznej, reżimowej Mjanmy.

… i katastrofa merytoryczna

Niestety, to, co dobre w tej książce, pod względem merytorycznym gaśnie na skutek fatalnych, wręcz zdumiewających błędów Autora. Jest to naprawdę niezwykłe, bo sądząc po opisie, pisał tę książkę 8 lat, a tymczasem przez niechlujność odnosi się wrażenie, iż popełnił ją na kolanie. Prawdę mówiąc, mniej więcej od ¼ książki zacząłem ją czytać z rosnącym przerażeniem – niemal co strona wyłapując jakiś błąd lub nieścisłość. Liczba błędów, w tym najpoważniejszych, merytorycznych, rzucających poważną wątpliwość na kompetencje Autora, przeraża.

Nie chciałbym zarżnąć tej recenzji wyliczanką błędów. Nie chcę jednak zostać posądzony o gołosłowność, nieścisłość i rzucanie oskarżeń na wiatr. Dlatego postanowiłem wyłączyć faktograficzną krytykę tej książki z recenzji i umieścić sprostowanie wszystkich błędów w aneksie (vide: poniżej).

Tu jednak jedno słowo.

Rozumiem kilka błędów, no kilkanaście. Nikt nie jest nieomylny. Ale nie czterdzieści!

Książka liczy 250 stron, około połowa to opis niezwiązany z kwestiami merytorycznymi (podróże Autora, jego przeżycia, opisy przydarzających się mu historii, swoją drogą są to dużo lepsze fragmenty). To daje ok. 100-120 pozostałych stron tekstu poświęconego stricte poważnym sprawom birmańskim (historia, polityka, wydarzenia społeczne). Na tych ok. 100-120 stronach Muszyński popełnia 40 błędów merytorycznych. To daje błąd na niemal co trzeciej stronie.

Generalny podstawowy zarzut merytoryczny jest jeden: nierzetelność. Nie wiem, czy jest efekt niechlujstwa, czy niekompetencji (prawdopodobnie tego pierwszego), ale efekt jest ten sam: nierzetelność. Za dużo tu błędów. Literatura faktu nie może wyglądać tak, że co trzeci fakt jest błędem, a co piąty jest nadinterpretacją bądź – czasem – manipulacją.

Nieuczciwość intelektualna

Błędy merytoryczne w „Cyklonie” to nie koniec. Z książki dowiadujemy się o bardzo ciekawych losach generała Than Shwe, byłego dyktatora, szefa junty wojskowej i jednej z głównych postaci, wokół których ogniskuje się „oś” książki. Na końcu książki Muszyński wylicza z czego korzystał, m.in. z książki prof. Bogdana Góralczyka „Złota ziemia” (swoją drogą zastanawiające jest to, że w książce prof. Góralczyka nie ma tych błędów merytorycznych, które są u Muszyńskiego).

Ale niestety Muszyński nie przyznaje się, że kreśląc sylwetkę Than Shwe, wzorował się na biografii Benedicta Rogersa (Than Shwe. Unmasking Burma’s Tyrant) – i to wyraźnie (vide: aneks 2). Nie tylko zresztą z niej korzystał, nie informując o tym, jest tam jeszcze kilka innych zapożyczeń (nie tak wyraźnych, choć zauważalnych – m.in. z Emmy Larkin i Thant Myint-U – ale nie mam już sił tego wypisywać).

Nie chciałbym być źle zrozumiany: nie zarzucam Muszyńskiemu plagiatu (nie przepisywał słowo w słowo), nie domagam się również wszędzie przypisów (to nie jest praca naukowa). Czuje się jednak mocno nieswojo, widząc, jak ktoś beztrosko przepisuje sobie owoce pracy innych i nie informuje czytelnika, skąd czerpie swoją wiedzę. Można to przecież łatwo zrobić w tekście, jednym słowem albo na końcu – tak, jak Muszyński zrobił przytaczając książkę Góralczyka.

Wydaje mi się to nieuczciwością intelektualną, na dodatek zupełnie niezrozumiałą. Wystarczyło dać jedno słowo: korzystałem z tych a tych książek.

 „Faszystowski” Cyklon

Czytając „Cyklon”, wpadałem w przygnębienie na widok kolejnych błędów Autora. Raz jednak przygnębienie ustąpiło miejsca zniesmaczeniu. To zniesmaczenie nie zostało spowodowane przez błędy merytoryczne Autora ani jego swobodny stosunek do cudzych praw autorskich. Ale przez jeden fragment.

„Birmańscy generałowie dokonali cudu, o jakim śnią ekonomiści – pożenili kapitalizm z socjalizmem, a z ich związku narodził się faszystowski Disneyland dla tyranów” (s. 242)

Przytoczenie (i wyeksponowanie) tego kiczowatego zdania przez Autora odsłania braki warsztatu analitycznego. O juncie można – i trzeba – powiedzieć wiele złego, bez wątpienia była bezwzględna, zbrodnicza i szowinistyczna, ale na pewno nie faszystowska (nie stworzyła faszystowskiej ideologii; jeśli już to ksenofobiczną). By udowodnić, że jest faszystowska, trzeba by pokazać, w jakim stopniu armia kierowała się faszystowskimi założeniami, jaki jej ideologia miała związek z doktryną itp., itd. A przede wszystkim trzeba by wiedzieć… skąd się wzięło określenie junty faszystami.

Pierwszy raz „faszystami” nazwała juntę… Aung San Suu Kyi (było to w lipcu 1989 roku w wywiadzie na „New York Timesa”, w szczycie jej walki politycznej; dzień później została aresztowana). Czym innym jest określenie ustroju rządu przez analityków, badaczy czy innych specjalistów, a czym innym hasło rzucone przeciw reżimowi przez najgroźniejszego przeciwnika politycznego w szczycie walki o władzę. To ważna różnica!

Suu Kyi zdołała przyprawić „gębę” „faszystów” swemu przeciwnikowi – armii. Określenie „faszystowski” zrobiło niezwykłą karierę – przez dwie dekady dziennikarze, publicyści, a nawet badacze na Zachodzie rozpisywali się o „faszystowskiej juncie”, skutecznie wspierając pozycję polityczną Suu Kyi (obecnie ci sami publicyści oskarżają ją o „zdradę” wartości demokratycznych – tak się kończy opisywanie rzeczywistości pod wpływem sądów z własnego podwórka). Z rzetelnym opisem rzeczywistości birmańskiej nie miało to rzecz jasna wiele wspólnego. Junta birmańska była niebywale okrutna i zbrodnicza, ale nie była faszystowska.

Zakładam, że Muszyński nie wie, skąd wzięło się to określenie. Że po prostu poszedł po linii najmniejszego oporu: przepisał, bo mu fajnie brzmiało – i na dodatek dobrze komercyjnie. W rezultacie to atrakcyjnie, choć nieprzystające do birmańskich warunków określenie zostało wyeksponowane, by przyciągało uwagę czytelnika (można było wybrać tysiąc innych, lepszych zdań określających tę książkę). To tak jakby zatytułować tę recenzję „faszystowski Cyklon” i tak poprowadzić lead, że wyszłoby, iż Muszyński opisuje jakąś reinkarnację Hitlera w Birmie. Czy byłoby to nieuczciwe? Tak, oczywiście! Ale ile ludzi kliknęłoby tekst! A jakby był płatny, ile osób, by zapłaciło za niego! Sukces komercyjny gwarantowany.

I tak to właśnie działa.

Odgrzewany kotlet… sprzed 20 lat

Największy problem z „faszystowskim Disneylandem” jest jednak inny. Suu Kyi powiedziała o „faszystach” w 1989 r. „Faszystowski Disneyland” ukuto koło 1990 r., ona sama go rozpropagowała w 1996 r. swoimi „Listami z Birmy”. Swój szczyt popularności miało ono właśnie wtedy. Potem pojawiało się jeszcze w niektórych pracach (np. u Skidmore’a z 2004 r., na którą powołuje się Muszyński), ale od lat połowy pierwszej dekady 2000-ych nikt tak już nie mówi. A już szczególnie po zmianach z 2011 roku (w ogóle odnoszę wrażenie, że Muszyński nie radzi sobie ze zmianami w Birmie, jego spojrzenie na ten kraj wciąż pozostaje w optyce sprzed refom w 2011 r.). Po 2011 r. generałowie nie są już w oczach świata zachodniego faszystami, lecz reformatorami. O „faszystowskim Disneylandzie” zapomniano.

Tymczasem Muszyński eksponuje tę tezę sprzed niemal dwudziestu lat w swojej książce,  na okładce znajdujemy zachwyty nad tą koncepcją, a wydawnictwo umieszcza to zdanie na folderach reklamowych. Ręce opadają. Rozumiem, że Polska jest zaściankiem Zachodu i peryferią świata, ale żeby sprzedawać intelektualny „odgrzewany kotlet” sprzed 20 lat?!

Podsumowanie

„Cyklon” przypomina mi wiele blogów turystycznych: tam też ich twórcy mają nonszalancki stosunek do faktów i opisywanej rzeczywistości, za to idą na efekt i poklask. Dlatego „Cyklon” choć literacko bije na głowę blogi turystyczne, to merytorycznie jest tak jak większość z nich – niepoważny.

I to jest bardzo przygnębiająca konstatacja. Traktuję „Cyklon” jako zmarnowaną szansę na dobrą, rzetelną pracę poświęconą Birmie. Po lekturze „Cyklonu” czytelnik zapamięta obrazy przygód Autora (i to jest dobre, bo przygody są imponujące i ciekawe). Ale jednocześnie obraz Birmy zamiast rozjaśnienia, zostanie zaciemniony. Bo gdy odłoży się na bok kunszt językowy Autora, to co zostanie? Błędy merytoryczne, zdezaktualizowane analizy i ideologiczne sądy, niemające nic wspólnego z birmańską rzeczywistością: oceniające Birmę z zachodniej perspektywy i pisane „pod tezę”. Mówiąc wprost: zostanie „faszystowski Disneyland”. A to trochę wstyd.

Nie było to tym nic złego, gdyby ta książka była sprzedawana jako zwykła literatura podróżnicza: opis doświadczeń, przeżyć, uczuć itp. Tam można pisać wszystko – tak jak robi to u siebie Muszyński (s. 134): „Birmańczycy odsłaniają przewrotność swojej natury: brak fazy pośredniej między promiennym uśmiechem a żądzą krwi” (jest to sformułowanie godne literatury kolonialnej, tak się pisało 150 temu, w poważnym tekście formułować takich zdań nie przystoi).

Jednak „Cyklon” jest prezentowany jako poważna rzecz, literatura faktu. Niestety, nie jest nią. Przemyca nieprawdziwe i szkodliwe dla wiedzy o Birmie w Polsce treści, wprowadza w błąd i zaciemnia obraz tego mało znanego w Polsce kraju. Dlatego pod względem propagowania rzetelnej wiedzy o Birmie w Polsce książka ta przynosi więcej szkód niż pożytku.

Zdaje sobie sprawę, że dla wielu czytelników dobry styl i wartko prowadzona narracja będzie wystarczającym powodem, by sięgnąć po „Cyklon”. Wielu przeczyta ją, zmylonych świetnym stylem Autora i dobrą renomą wydawnictwa. Ja jednak nie jestem w stanie przejść do porządku dziennego nad tym, że Muszyński zarżnął swoją książkę błędami merytorycznymi i pisaniem „pod tezę”.

Michał Lubina

Aneks 1. Błędy merytoryczne „Cyklonie” Andrzeja Muszyńskiego

Nr strona Błędna treść w „Cyklonie” Andrzeja Muszyńskiego Stan faktyczny
1 9 król Alaungpaj. Ustanawia stolicę w mońskim mieścieDagon, zmieniając jego nazwę na Yangon (Rangun). Stolicą Alaungpayi było Shwebo (do końca panowania), nie Yangon/Rangun; nie przeniósł on stolicy, do Rangunu stolicę jako pierwsi przenieśli Brytyjczycy (to ważny fakt!)
2 10 (1937) W wyniku żądań ugrupowań patriotycznych, którym poraz pierwszy w historii przewodzą zaangażowani polityczniemnisi buddyjscy Mnisi po raz pierwszy zaangażowali się w dekadzie 1910-tych, 20 lat wcześniej
3 10 Ibidem (1937) „W wyniku żądań ugrupowań patriotycznych” Birma staje się samodzielną kolonią. w 1937 r. ugrupowania patriotyczne nie żądały oddzielenia od Indii; wręcz przeciwnie – partie birmańskie protestowały, uważając, że jest to podstęp mający na celu trzymanie Birmy w rękach brytyjskich.
4 10 Aung San zostaje pierwszym premierem wolnej Birmy. Aung San nie został premierem wolnej Birmy, bo jej nie doczekał. Został zabity pół roku wcześniej (lipiec 1947), niepodległość Birmy – 1948
5 11 W obliczu fatalnej sytuacji ekonomicznej reżim decydujesię na przeprowadzenie reform demokratycznych. Reżim zdecydował się na reformy nie z powodu sytuacji ekonomicznej (sytuacja ekonomiczna reżimu była lepsza niż przez poprzednie 15 lat), lecz z powodu Chin i USA; i niekoniecznie można reformy nazwać demokratycznymi. Założenie, że demokratyzacja zawsze prowadzi do rozwoju ekonomicznego jest niepoważne – ten pogląd po kryzysie 2008 r. roku jest trudny do obronienia
6 12 2011 Władza zwalnia z aresztu Aung San Suu Kyi Uwolnienie Aung San Suu Kyi – listopad 2010
7 12 2011 w kraju wybucha wojna religijna między buddystami a muzułmanami W Birmie nie toczy się żadna wojna religijna! To zdanie to bzdura! Od 2012 r. (a nie 2011 r.!) mają miejsce lokalne starcia buddyjsko-muzułmańskie (Arakan) oraz pogromy muzułmanów (2013 r.), ale to nie jest wojna! Nie toczą się działania wojenne ani nawet partyzanckie. Muzułmanie nie walczą zbrojnie przeciwko buddystom; można to nazwać konfliktem religijnym/etnicznym, ale na pewno nie wojną. Idąc za tym rozumowaniem, można by powiedzieć, że we Francji, gdzie w ciągu ostatnich lat kilka razy doszło do strać na przedmieściach dużych miast, też się toczy wojna religijna. Słowem: twierdzenie o wojnie religijnej w Birmie to niedorzeczność.
8 15 Starą stolicę zostawili na rozkurz. Ale to był już tylko ostatni krzyk na chwilę przed końcem – oddawali władzę, słabli, ulegali, okopując się, bynie stracić wszystkiego 

 

To sformułowanie to błąd rzeczowy i wprowadzanie Czytelnika w błąd. Armia po 2005 roku (bo o to chodzi w ty fragmencie) ani nie osłabła, ani nie oddała władzy, ani tym bardziej nie wydała ostatniego krzyku. Przeciwnie – władza armii jest dziś nawet silniejsza, ma ona pełnię władzy.
9 25-45 Wątek birmańskiej bomby atomowej Sam wątek jest bardzo ciekawy, ale Autor powinien poinformować Czytelnika, że Birma zrezygnowała z programu nuklearnego (zawiesiła program) po 2011 roku; inaczej jest dezinformacja
10 37 (brak daty, ale z kontekstu wynika, że chodzi o lata 2000-ne) „Zamawiają polskie i rosyjskie helikoptery: migi, sokoły i systemy radarowe” Polskie sokoły zamówiono w 1990 r., ostatnia partia dotarła w 1992 r.
11 67 Chińczycy, Hindusi i Brytyjczycy likwidują interesy i opuszczająkraj. Zostali wyrzuceni, a nie wyjechali sami. To ważna różnica.
12 69 1988 (…) wybory wyznacza na 27 maja (…), ale mimo to przytłaczającą większością głosów wygrywa Suu Kyi. Trafia za to do aresztu 20 lipca 1989 Aresztowanie Suu Kyi – 20 lipca 1989 r.Wybory w Birmie – 27 maja 1990 r.Suu Kyi nie trafiła do aresztu za zwycięstwo w wyborach, bo one odbyły się rok później. Junta była pewna zwycięstwa, dlatego je przeprowadziła. 
13 70 1992 lub 2002 (nie jest to jasne z kontekstu)… Ruszana wojnę z armiami etnicznymi Wojna z armiami etnicznymi zaczęła się w 1948 roku (lub 1949 r. wg innych)Komentarz: być może Autorowi chodzi o to, że Than Shwe ruszył na wojnę, ale to nadal nieprecyzyjne, bo wojna nigdy się nie skończyła, a Than Shwe walczył z nimi wcześniej
14 72 Po zdławieniu rewolucji oddaje władzę gen. Thein Seinowi Rewolucja była w 2007 r., a Than Shwe oddał władze w 2011 r.; sugerowanie ciągłości przyczynowo-skutkowej jest nadinterpretacją i nadużyciem
15 78 (Aung San Suu Kyi) ona była taka jak na filmach: nierealna, posągowa Suu Kyi nie jest ani nierealna, ani posągowa. Autor tylko ją widział, ale z nią nie rozmawiał, stąd ten powierzchowny sąd.
16 78 Wybory z miażdżącą przewagą wygrali generałowie, ale doparlamentu w Naypyidaw po raz pierwszy dostała się grupaposłów partii Aung San Suu Kyi, w tym ona sama. Tydzień po wyborach zwolnili ją z aresztu. Wybory miały miejsce w listopadzie 2010 r.; uwolnienie Suu Kyi – tydzień po nich (2010 r.); dostanie się grupy posłów opozycji do parlamentu – to inne wybory, uzupełniające, 1 kwietnia 2012 r.; pomyłka o dwa lata i pomyłka w wyborach.
17 78 Premier Thein Sein gościł już nawet w BiałymDomu Thein Sein jest prezydentem, nie premierem (gdy był premierem, nie gościł w Białym Domu, to było przed odwilżą polityczną i nie mógł tam jechać, pojechał do USA jako prezydent)
18 83 dopóki w XVIII wieku królestwa Arakanu, jego rodzinnej ziemi, nie podbili Brytyjczycy, W XVIII w. Arakan podbili Birmańczycy, nie Brytyjczycy. Posiadali go przez pół wieku, do 1824 r., gdy utracili go na rzecz Brytyjczyków. Potem Arakan był częścią kolonialnej Birmy do niepodległości w 1948 r.
19 83 (Arakanem) rządziło nim przez pięć tysiącleci dwustu czterdziestu trzech królów. Pięć tysiącleci to miejscowa legenda i nic więcej. Bardziej wiarygodne dane wymieniają 146 n.e. jako pierwszą datę wstąpienia władców arakańskich na tron
20 83 W ręce Birmańczyków Arakan przeszedł dopiero wtedy, gdy kraj opuścili kolonizatorzy. W ręce Birmańczyków Arakan przeszedł w XVIII w., dwa wieki wcześniej; Birmańczycy posiadali go również na krótko w XI wieku
21 96 Ich obecność tylko umocniła Thana Shwe w decyzji o konieczności przeniesienia stolicy do Naypyidaw Stolicę do Naypyidaw przeniesiono w latach 2005/2006, Cyklon Nargis był w 2008 r. Być może chodzi o to, że utwierdziło go w słuszności tej decyzji, ale z kontekstu wynika, jakby był to jeszcze jeden powód przed przeniesieniem stolicy– i to jest nadużycie.
22 111 W Myitkyinie jesteśmy o świcie. To stolica stanu Kaczin. Stądoperacjami dowodzi Kachin Independence Army, polityczneskrzydło Kachin Independence Organization KIA/KIO dowodzi z Laizy, nie Myitkyiny; Myitkyina jest w rękach rządu z którym KIA walczy
23 111 Kachin Independence Army, polityczneskrzydło Kachin Independence Organization Odwrotnie: KIO to politycznie skrzydło KIA
24 118 Tego roku władzę w Paganie przejmuje Anawrahta (…) Jego sława niesie się tak daleko i jest tak wielka, że listy dyplomatyczne do Paganu cesarz Chin wysyła jak do kalifa Bagdadu Chińskie uznanie dla Birmy miało miejsce ok. 1106 r., za syna Anawrahty, Kyanzitthy, czyli ok. 70 lat później
25 120 Złota Ziemia rodzi jednak w końcu wodza, który odbudowuje chwałę Paganu i zakłada drugą birmańską dynastię. Król Bayinnaung Bayinnaung nie był założycielem drugiej dynastii. Był nim Tabinshwehti
26 122 a siebie Alaungpajem (…) Wypowiada wojnę Syjamowi, łupi jego wielkąstolicę i zrównuje z ziemią pałac, który gościł ambasadorówLudwika XIV. Alaungpaya nie zdobył Ajjuthai (stolicy Syjamu), nie zburzył też pałacu. Przeciwnie – zmarł z ran w trakcie nieudanego oblężenia. Ajjuthaję zdobył dopiero jego drugi syn, kilka lat później (1767)
27 122 Jego następca Bodawpaya Bodawpaya nie był dosłownie następcą Alaungpayi, po śmierci Alaungpayi, a przed wstąpieniem Bodawpayi na tron było jeszcze trzech królów
28 122 Bodawpaya …. Przywozi z Mrauk U tysiącletni posągoświeconego Bodawpaya wywiózł posąg Buddy Mahamuni z miasteczka Mahamuni (stąd nazwa), nie Mrauk-U. Autor powinien to wiedzieć, bo posąg nazywa się właśnie Budda Mahamuni.
29 126 król Mindon (…) Do Rangunu docierają też wieści o rzeziach na królewskim dworze: spałowano na śmierć osiemdziesięciu członków rodziny królewskiej, tak by zgodnie z pradawnym tabu nie uronić kropli królewskiej krwi. Zakopane ciała zdeptały słonie Masakra miała miejsce za Thibawa, syna Mindona. Sam Mindon był b. łagodnym władcą, nie dokonał żadnej tego typu masakry własnych krewnych
30 128 W Mandalaj staje bizantyjski gmach Sekretariatu,zwieńczony toskańską kopułą. Gmach sekretariatu stanął w Rangunie, nie w Mandalaj
31 129 Ale wystarcza jeden strzał i miasto nagle pustoszeje (…)Gavrilo Princip zabija w Sarajewie arcyksięcia Ferdynanda. W Rangunie powstajejeden z najlepszych uniwersytetów Azji i szybko wybuchająpierwsze strajki. Śmierć Ferdynanda – 1914 r.Powstanie Uniwersytetu Ranguńskiego – 1921 r.Brak związku przyczynowo-skutkowego
32 133 Rośniew siłę ruch młodych birmańskich nacjonalistów, którzy nazywająsię thakinami, tak jak wcześniej zwracali się do Brytyjczyków.Po kraju krążą druki i ulotki. Ku zdumieniu Brytyjczyków

na scenie politycznej pojawiają się pierwsi mnisi

Mnisi pojawili się na scenie politycznej Birmy 20 lat przed thakinami.
33 134 Birmańczycy odsłaniają przewrotnośćswojej natury: brak fazy pośredniej między promiennymuśmiechem a żądzą krwi. Vide: tekst główny
34 134 U Ottama gdy w końcu umieraw szpitalu w Rangunie, zostawia Birmańczykom ideał męczennika,a światu przedstawia nieznaną dotąd postać buddyjskiego„politycznego mnicha”. U Ottama był drugi. Pierwszym ideałem męczennika i „politycznego mnicha” był U Wizara (zm. 1929 r.), U Ottama był później (z. 1938 r.). Nieścisłość (tym dziwniejsza, że Autor wspomina U Wisarę kilka linijek wyżej).
35 135-136 Japończycy zdobywają Singapur i błyskawicznie ruszają na północ, by zdobyć Rangun (…)Ale nikt tak naprawdę nie wierzy, że Japończycy wtargną do miasta. Do czasu aż w przeddzień Wigilii 1941… pojawiają się myśliwce Singapur zdobyto 15.02.1942 r., długo po bombardowaniu Rangunu. W momencie zdobycia Singapuru wszyscy już wiedzieli w Rangunie, co ich czeka. Nieścisłość.
36 136 Teren zajęła partyzantkaKaczinów. Zazarobione pieniądze stawiają wille w Myitkyinie, dlatego pokój niespecjalnie im się opłaca. To ich ostatni bastion w Birmie i łatwo go nie oddadzą. Po pierwsze, Czytelnik może odnieść wrażenie, że tym bastionem jest Myitkyina, ale nawet zakładając, że chodziło o Hukawg (tak zakładam), to i tak nie jest to ostatni bastion – jest ich więcej, a najważniejszym jest Laiza; na drugim miejscu Pajau
37 242 faszystowski Disneyland dla tyranów Vide: tekstów główny recenzji
38 246 Birma płonie. Pożar wybuchł w czerwcu 2012 Birma bynajmniej nie płonie. Jeśli już to Arakan, alei to na dziś ugaszono (co nie znaczy, że znów nie wybuchnie). To, że są konflikty/napięcia społeczne(etniczne), to nie znaczy, że kraj stoi w ogniu. Takie ujęcie sprawy wprowadza w błąd. Jest nadużyciem i pisaniem „pod tezę”
39 246 Rohingja, bengalscy muzułmanie, Albo Rohingya, albo bengalscy muzułmanie. To nie jest to samo. Nie można tego łączyć.
40 252 W chwili oddania książki do druku, proces pokojowy w Birmie utknął w martwym punkcie (…) Poważniezagraża to stabilności kraju Bynajmniej nie zagraża. Obecnie sytuacja polityczno-etniczna jest o wiele lepsza, niż była przez ostatnie dekady (co nie znaczy dobra). Wg niektórych szacunków Birma jest 16 najbardziej rozwijających się państwem świata. Nie znaczy to, że sytuacja jest dobra, ale straszenie o poważnym zagrożeniu stabilności jest nadużyciem, myśleniem życzeniowym i pisaniem „pod tezę”
41 261 Obchodzonym12 lutego Dniem Zjednoczenia 12 lutego obchodzony jest Dzień Unii/Związku. To nie to samo, co zjednoczenie. Błąd tłumaczenia powoduje błąd merytoryczny (nigdy nie było żadnego zjednoczenia)
42 8 (mapka) błędy w: Basejn, Paan i Mulmejn (Mawlamyine) Na mapce odwrotnie zaznaczono miasta Basejn i Ba-an (wł. Paan) – Basejn jest w regionie Irawadi, a Paan to stolica stanu Karen; na mapie jest odwrotnie – i błędnie. Ponadto błąd w nazwie miasta Mulmejn: powinno być Mawlamyine, jest Mawlamyingkyun

Aneks 2. Fragmenty zapożyczone przez Andrzeja Muszyńskiego z książki Benedicta Rogersa „Than Shwe. Unmasking Burma’s Tyrant”.

(książka dostępna w PDF:

http://pwvb.rit-alumni.info/Than%20Shwe%20-%20Unmasking%20Burmas%20Tyrant.pdf

“Than Shwe” Benedicta Rogersa „Cyklon” Andrzeja Muszyńskiego
s. 60 “Colonel Tin Htoon described Than Shwe as “relatively boring,” with a clear addiction to chewing betel-nut” s. 67 „w gabinecie przychodzi zawsze z betelem w ustach, co doprowadza do szewskiej pasji komendanta, który poza tym uważa go za „stosunkowo nudnego typa”
s. 83-84 “not very smart, very quiet, and always willing to say things to please the commander (…)Than Shwe remained silent (…)Than Shwe drank from time to time, but not prolifically, and could usually be seen with a cigarette hanging from his mouth” s. 68, „niezbyt mądry, bardzo spokojny, zawsze podlizywał się komendantom. Z reguły jednak milczy (…) coraz bardziej nalany, pali tylko papierosy, nigdy cziroty, które kopci plebs. Zagląda do kieliszka, ale nigdy się nie upija.
s. 90, Than Shwe was viewed as an “idiot” s. 68 wszyscy uważają go (Than Shwe – przyp. M.L.) za idiotę.
s. 104, Than Shwe had two privates who accompanied him at all times. They were responsible for his betel nut supplies s. 68 Ma dwóch asystentów, których głównym zadaniem jest dostarczanie betelu
s. 104-105, He was very interested in development. This was a passion he shared with Indonesia’s dictator, General Suharto. s. 68 Pomału ogarnia go obsesja, którą dzieli z indonezyjskim dyktatorem Suharto – zamiana państwa w monumentalny plac budowy
s. 106 Than Shwe oversawthe wedding of one of his daughters to a young soldier. Thein Naing’s parents were purposely excluded from the wedding, since Than Shwe believed it would be inappropriate to associate with a lowly farming family. s. 68 Jego córka wychodzi za żołnierza, ale Than Shwe nie pozwala jego rodzicom wziąć udziału w ślubie. Powód? Klepią biedę.
s. 114, Than Shwe reportedly locked his family at home, complaining they were “scared to death”. One of his daughters (…) She was studying law (…) She said she believed people would come to attack and kill her family. She was very epressed, and was convinced her whole family were going to die. s. 69 Than Shwe nie wychodzi z domu. Boi się o córkę, która studiuje prawo. Wpada w depresję, powtarza, że zginą.
s. 175, In 2007 Shwe ’s supporters advised in order to ensure his long stay in power. This meant sunflowers, they were told, because a sunflowers in Burmese is nay kyar, meaning “long stay” s. 70 w 2007 roku za radą (…) rozkazuje siać słoneczniki, których nazwa w języku birmańskim znaczy też „długie panowanie”
s. 210, He apparently reads Time magazine s. 71Than Shwe czyta Time Magazine
s. 210, Than Shwe speaks English quite well (…)Those who have met him say he does not require interpretation, although he always has a translator s. 71 mówi po angielsku, ale podczas spotkań zawsze korzysta z tłumacza
s. 212, He is known to suffer from diabetes and hypertension (…)He eats simply, preferring basic curries, fried morning glory, fish head soup (…)he rarely drinks alcohol s. 71 cierpi na cukrzycę i nadciśnienie, ogląda filmy karate, rzadko pije, jada najczęściej zupę rybną i łagodne curry
s. 140, he said he could not believe them, because, he emphasized, ‘We are Buddhists and we wouldn’t hurt a fly. s. 72 Gdy usłyszy stawiane mu zarzuty, żachnie się: „jesteśmy buddystami, nie skrzywdzimy nawet muchy”

Aneks 3. Przytaczane fragmenty w recenzji związane z „faszystowskim Disneylandem”

  1. Pierwsze użycie przymiotnika „faszystowski” przez Aung San Suu Kyi

Opposition Leader Is Confined by Burmese Rulers, New York Times, 21.07.1989, http://www.nytimes.com/1989/07/21/world/opposition-leader-is-confined-by-burmese-rulers.html

  1. Pierwsze użycie terminu “Faszystowski Disneyland”

Notes on a Fascist Disneyland, Los Angeles Times 20.05.1990, http://articles.latimes.com/1990-05-20/magazine/tm-291_1_local-ne-win

  1. Użycie terminu „faszystowski Disneyland” przez Aung San Suu Kyi

Letter from Burma (No. 51) By Aung San Suu Kyi, Mainichi Daily News, Monday, December 2, 1996, http://ncgbkk.blogspot.com/2007/08/letter-from-burma-no-51-by-aung-san-suu.html

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Lubina: Niepoważny „Cyklon” – recenzja książki Andrzeja Muszyńskiego Reviewed by on 21 czerwca 2015 .

Książka Andrzeja Muszyńskiego „Cyklon” o Birmie jest równie dobra literacko jak zła merytorycznie. To rzadka, niespotykana kombinacja! Merytoryczna recenzja Nie chciałem pisać tej recenzji. Jestem autentycznie rozdarty, bo nie wiem, jak ocenić książkę dobrą literacko i złą merytorycznie. Nie jestem literaturoznawcą, nie mam więc odpowiednich kompetencji, by ją chwalić (mogę ocenić tylko jako czytelnik –

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Michał Lubina

Doktor nauk społecznych UJ, pracownik w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, magister rosjoznawstwa oraz studiów dalekowschodnich UJ, absolwent Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich UJ. Kilkukrotny stypendysta Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (m.in. w latach 2009/2010 w Pekinie). Laureat grantu Narodowego Centrum Nauki na badanie współczesnych stosunków rosyjsko-chińskich. Oprócz tego w kręgu jego zainteresowań badawczych znajduje się przede wszystkim Azja Południowo-Wschodnia, w szczególności zaś Birma. Jest autorem czterech książek. Pierwszej w Polsce historii Birmy („Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”, Trio, Warszawa 2014) oraz monografii „Birma: centrum kontra peryferie. Kwestia etniczna we współczesnej Birmie 1948-2013″; (Kon-Tekst, Kraków 2014), pierwszego poświęconego temu zagadnieniu opracowaniu w języku polskim oraz – również pierwszej w Polsce – książki o współczesnych stosunkach rosyjsko-chińskich („Niedźwiedź wcieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014″, Akademicka, Kraków 2014), która stała się naukowym bestsellerem. Niedawno wydał „Panią Birmy. Biografię polityczną Aung San Suu Kyi” (Wyd. PWN, Warszawa 2015). Ponadto jest autorem dwóch przewodników turystycznych po Litwie i Rosji (współautorstwo) oraz internetowych przewodników po Chinach, Hongkongu, Laosie i Bangladeszu. Publikował artykuły m.in. w „Rzeczpospolitej”(Plus/Minus), „Tygodniku Powszechnym”, „Wprost”, „Do Rzeczy”, „Nowej Europie Wschodniej”, „Nowej Konfederacji” i "National Geographic Traveller". Znajomość języków: angielski, rosyjski, ukraiński, chiński(komunikatywnie). Mieszka w Krakowie. Ekspert CSPA: Birma, Chiny-Rosja.

komentarze 3

  • Bardzo dziękuję za rzetelną, merytoryczną analizę książki. Nie jestem specjalistką od Birmy, ale byłam tam dwukrotnie, także na prowincji, nie tylko w lukrowanych obiektach turystycznych, i wspominam ją, a zwłaszcza jej ludzi, bardzo ciepło. Nie zamykam oczu na problemy tego kraju, ale totalnie czarny, przygnębiający obraz wynikający z opisu autora, nie do końca zgadzał się z moją intuicją. Mimo że albo może właśnie dlatego że został stworzony z niewątpliwym talentem literackim. Tak czy inaczej zestawienie tej książki z Pańską krytyką oraz własnym doświadczeniem jest dla mnie ciekawą lekcją pokory.
    PS. Szkoda, że dalszy ciąg Pańskiej polemiki z autorem „Cyklonu” już nie jest dostępny w sieci…

  • Witam
    Dziękuje za bardzo wartościową ocenę książki Cyklon.
    Sam osobiście historii Birmy nie znałem i spotkałem się z tym zagadnieniem po raz pierwszy. Mogąc ocenić jedynie wartość estetyczną bardzo cieszy mnie możliwość zapoznania się z opinią osoby znającej temat dogłębnie. Oczywiście szkoda, że autor nie skonsultował informacji przed drukiem
    Osobiście uważam, że książka warta jest przeczytania nawet z błędami które można usunąć np. przy kolejnym wydaniu.

Pozostaw odpowiedź