Birma news,Komentarz eksperta

M. Lubina: Czy Polska zmarnuje birmańską szansę?

Niedawna wizyta Baracka Obamy w Birmie jest najlepszym dowodem na rosnące znaczenie tego państwa. W momencie, gdy uwaga świata skierowana jest na Rangun i kolejne kraje ustawiają się w kolejce do „birmańskiego tortu”, Polska robi odwrotnie. Mimo uzyskania dobrego przyczółka, ma się właśnie… wycofać. Całkowicie na własne życzenie.

Rzeczpospolita, której azjatycka polityka nie jest najmocniejszą stroną (ujmując te eufemicznie), w Birmie zaczęła niespodziewanie dobrze. Rok temu, gdy jeszcze nic nie było wiadomo, do Rangunu zawitał podsekretarz stanu Krzysztof Stanowski (co było wówczas wizytą najwyższego rangą dyplomaty z UE w tym kraju). Dało nam to dobrą pozycję, bo w Azji tego typu gesty są doceniane. Potrzeba było tego, co się w dyplomatycznej nowomowie nazywa follow-up, kontynuacji, drugiego kroku. Miała nim być wizyta ministra Sikorskiego – i była, tyle, że spóźniona. Jednak na tle polityki wobec regionu i tak „bywało gorzej”, więc trzeba się było cieszyć choć i z tego.

Potem był konkret, i to ważny. Birma, m.in. dzięki masowej akcji poparcia współorganizowanej przez CSPA, została włączona do programu polskiej pomocy rozwojowej MSZ (tak dokładnie to w program „Wsparcie Solidarności” ale na jedno wychodzi – to też fundusze ministerstwa). Dzięki temu udało się w tym kraju przeprowadzić kilka znaczących projektów – m.in. szkolenie dla dziennikarzy radiowych Fundacji Edukacja dla Pokoju w Rangunie i Mandalaj, warsztaty dla młodych Birmańczyków Stowarzyszenia Solidarność Polsko-Birmańska (wśród mniejszości Pa-O na Płaskowyżu Szan) oraz analogiczne Fundacji Inna Przestrzeń (i to w Arakanie – co godne podkreślenia, gdyż byli tam jedyni). Na mocy tych projektów do Polski przybyli młodzi Birmańczycy, którzy odbyli staże w różnych mediach mainstreamowych (m.in. Polskie Radia, TVP, Tok FM). Jeśli dodać do tego działalność Instytutu Lecha Wałęsy (m.in. szkolenia w samej Birmie plus stypendia dla dziennikarzy birmańskich w Polsce) silnie z ministerstwem powiązanego, to wyjdzie nam obraz poważnego i konkretnego zaangażowania w Birmie.

Ważniejsze jednak było nie to co, lecz jak robiliśmy. I tu trzeba powiedzieć wyraźnie, że Polska odniosła duży sukces w Birmie. O projektach było głośno, cieszyły się niebywałym powodzeniem i waliły na nie tłumy. Chętnych było wręcz za dużo. Najistotniejsze jednak jest to, iż nasi uczyli Birmańczyków rzeczy konkretnych (takich jak obsługa urządzeń radiowych na przykład), a nie serwowali im pogaduchy o demokracji i prawach człowieka. Obok pokaźnej ilości sprzętu z miłym dla oka napisem Polish Aid (były w Birmie naprawdę widoczne), Birmańczycy otrzymali od nas najważniejsze we współczesnym świecie narzędzie: wiedzę praktyczną. Nasi aktywiści w Birmie zaprzeczyli wręcz stereotypowej negatywnej polskości: mało mówili, a dużo robili.

Właśnie tym wygrali sobie miejscowych. I jeszcze czymś. Jak mówili mi Birmańczycy biorący udział w szkoleniach, Polacy odmiennie od Anglików czy Amerykanów, nie traktowali ich z góry. Kto raz widział zachodnie nacje w akcji w Azji – rozprawiające o prawach człowieka a jednocześnie cierpiące na kolonialny syndrom „brzemienia białego człowieka” (wersja 2.0) – ten wie, jakie to ważne. Nie mogąc w Birmie konkurować z takimi krajami jak Francja czy Wielka Brytania potencjałem gospodarczym, postawiliśmy na kapitał ludzki – i odnieśliśmy sukces. W rezultacie Polska stała się dla wielu młodych Birmańczyków wzorem i przykładem godnym naśladowania. Byłem autentycznie wzruszony, gdy oprowadzając kilka dni temu birmańskich stypendystów po Krakowie i mówiąc im o Jagiellońskiej Idei Rzeczypospolitej Obojga Narodów, usłyszałem: „tak, wiemy. Czytaliśmy o tym”.

Jednym słowem: zrobiliśmy w Birmie kawał dobrej roboty. Ci Birmańczycy wkrótce zaczną robić kariery w mediach, rządzie, administracji. Staną się ważni – i decyzyjni. Właśnie na takich relacjach buduje się realną politykę w Azji – bo to takie kontakty przekładają się później na zwycięstwa w przetargach i konkursach. To długofalowa, lecz mądra i dojrzała polityka. Dzięki tym kilkunastu osobom, które same namacalnie, a nie tylko werbalnie, ukazywały Birmańczykom korzyści z naszych wartości, Polska zyskała w tym kraju znakomitą opinię, która może bardzo zaprocentować w przyszłości. Success story? Niezupełnie. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy tego nie zmarnowali…

Według  nieoficjalnych, lecz potwierdzonych w kilku źródłach informacji Birma ma zostać skreślona z listy krajów uzyskujących wsparcie pomocowe MSZ-tu. Nie będzie kontynuacji projektów ani żadnych nowych. Zamiast robić krok do przodu, robimy do tyłu. Mamy wycofać się z Birmy.

Przyznam szczerze, że pojąć tego nie umiem. Gdzie tu jakaś wizja, strategia, reakcja na rezultaty? Osiągnęliśmy sukces… więc się wycofamy? Logika podpowiada: skoro tak to miało wyglądać, to po co było w ogóle wchodzić? A jak już zaczęliśmy, i to dobrze, to aż się prosi, by iść za ciosem! Czy naprawdę trzeba przypominać cytat z klasyka o tym, po czym poznajemy prawdziwego mężczyznę?

A życie nie znosi próżni. W Birmie na nasze miejsce wchodzą właśnie Czesi z organizacji People in Need (dobrze ustosunkowanej w Brukseli i mającej mocne wsparcie organizacyjne). Będzie im łatwiej, bo działać będą na gruncie już przez nas przygotowanym. Zrobiliśmy doskonałą robotę, a teraz oni zbiorą tego plony. Dobrzy z nas sąsiedzi!

Cóż można zrobić, poza załamaniem rąk? Apelować! Nagłaśniać to! Pisać do MSZ-tu! Tak, jak poprzednio, gdy MSZ został zalany mailami od czytelników CSPA z apelami o włączenie Birmy, tak teraz trzeba by to powtórzyć – by się nie wycofał z własnego sukcesu. To jedyny sposób, w jaki społeczeństwo (czyli my) może mieć wpływ na władzę. A czyż nie tego uczymy i nie to w świecie propagujemy, że w naszym modelu władza jest wybierana demokratycznie i się słucha swoich obywateli? Że w przeciwieństwie do autokracji i dyktatur, mamy jakiś wpływ? Więc korzystając z tego prawa i tych możliwości, jaki daje mi mój ustrój, apeluję do tych, którzy chcą wyciąć Birmę słowami innego klasyka: „nie idźcie tą drogą!”.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Lubina: Czy Polska zmarnuje birmańską szansę? Reviewed by on 23 listopada 2012 .

Niedawna wizyta Baracka Obamy w Birmie jest najlepszym dowodem na rosnące znaczenie tego państwa. W momencie, gdy uwaga świata skierowana jest na Rangun i kolejne kraje ustawiają się w kolejce do „birmańskiego tortu”, Polska robi odwrotnie. Mimo uzyskania dobrego przyczółka, ma się właśnie… wycofać. Całkowicie na własne życzenie. Rzeczpospolita, której azjatycka polityka nie jest najmocniejszą

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Michał Lubina

Doktor nauk społecznych UJ, pracownik w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, magister rosjoznawstwa oraz studiów dalekowschodnich UJ, absolwent Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich UJ. Kilkukrotny stypendysta Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (m.in. w latach 2009/2010 w Pekinie). Laureat grantu Narodowego Centrum Nauki na badanie współczesnych stosunków rosyjsko-chińskich. Oprócz tego w kręgu jego zainteresowań badawczych znajduje się przede wszystkim Azja Południowo-Wschodnia, w szczególności zaś Birma. Jest autorem czterech książek. Pierwszej w Polsce historii Birmy („Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”, Trio, Warszawa 2014) oraz monografii „Birma: centrum kontra peryferie. Kwestia etniczna we współczesnej Birmie 1948-2013″; (Kon-Tekst, Kraków 2014), pierwszego poświęconego temu zagadnieniu opracowaniu w języku polskim oraz – również pierwszej w Polsce – książki o współczesnych stosunkach rosyjsko-chińskich („Niedźwiedź wcieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014″, Akademicka, Kraków 2014), która stała się naukowym bestsellerem. Niedawno wydał „Panią Birmy. Biografię polityczną Aung San Suu Kyi” (Wyd. PWN, Warszawa 2015). Ponadto jest autorem dwóch przewodników turystycznych po Litwie i Rosji (współautorstwo) oraz internetowych przewodników po Chinach, Hongkongu, Laosie i Bangladeszu. Publikował artykuły m.in. w „Rzeczpospolitej”(Plus/Minus), „Tygodniku Powszechnym”, „Wprost”, „Do Rzeczy”, „Nowej Europie Wschodniej”, „Nowej Konfederacji” i "National Geographic Traveller". Znajomość języków: angielski, rosyjski, ukraiński, chiński(komunikatywnie). Mieszka w Krakowie. Ekspert CSPA: Birma, Chiny-Rosja.

komentarzy 8

  • Ale niedawno było coś odwrotnego.Przecież prasa pisała jakoby Sikorski zawierał jakoweś umowy w Rangunie a pomoc ze strony Polski miała być zagwarantowna.Widocznie świat się zmienia.

  • Skandaliczna decyzja odsłaniająca wyjątkową krótkowzroczność MSZu. Politykę zagraniczną prowadzi się DŁUGOFALOWO!
    Czy nieustannie musimy udowadniać, że Bismarck miał rację ? Czy przysłowie „Polak mądry po szkodzie” trzeba będzie zmienić na „Polak zawsze głupi” ? Napisałem maile z apelami o przemyślenie tej decyzji, mam nadzieję że to był jedynie bezmyślna wpadka, a nie zamierzona głupota.

  • Serdecznie dziękuję za miłe słowa!
    Najlepiej pisać do MSZ albo na adres Departamentu Azji i Pacyfiku [email protected] albo do Biura Rzecznika Prasowego [email protected]
    A co do demokracji i praw człowieka, to mnie to tak naprawdę przede wszystkim dogłębnie smuci – bo to w końcu są nasze wartości, a jak tak dalej pójdzie, to państwa zachodnie jest całkowicie skompromitują…
    Serdeczne pozdrowienia,
    Michał Lubina

    • Ja również dziękuję za odpowiedź i potrzebne adresy, oczywiście zaraz coś skrobnę. Co do wartości to oczywiście nie jest tak, że mam coś przeciwko osobistej wolności itp. problemem jest jednak arogancka forma w jakiej się ją propaguje, nie wspominając już o tak ”humanitarnych” narzędziach jak czołgi i drony… Niestety zwykle jest to pretekst do ekonomicznej i militarnej agresji, więc tym bardziej cenne jest podejście o którym pan pisze. Przy czym warto pamiętać, że nieprzypadkiem ustanowieniu nowożytnej demokracji towarzyszył jakobiński terror – jeśli nie trzyma się demokracji w ryzach prawa prowadzi ona do tyranii, więc nie wiem czy to dobre rozwiązanie w każdym przypadku i dla każdego.

      Pozdrawiam.

  • p.s. bardzo podoba mi się pańskie pragmatyczne podejście co do ”szerzenia demokracji w trzecim świecie” bo serdecznie nie znoszę tego neokolonialnego prawoczłowieczyzmu

  • Gdzie konkretnie mam pisać bo chętnie przyłączyłbym się do akcji ale w MSZ są przecież różne departamenty – ? Dobrze byłoby skoordynować działanie np. tworząc list protestacyjny pod którym zbiera się podpisy tak jak to zwykle bywa w podobnych akcjach. ”W Birmie na nasze miejsce wchodzą właśnie Czesi z organizacji People in Need (dobrze ustosunkowanej w Brukseli i mającej mocne wsparcie organizacyjne)” – być może to jest wyjaśnienie, ktoś niestety ma lepsze ”plecy” i determinację a ktoś inny jest ignorantem i nie ma wystarczającej woli forsowania swych racji, jest słaby…

  • Skoro raz maile od czytelników CSPA poskutkowały, to faktycznie trzeba je wysyłać ponownie. „Stracenie” Birmy byłoby fatalnym błędem

    • Ale będzie faktem.

Pozostaw odpowiedź