Birma news,Komentarz eksperta

M. Lubina: Aung San Suu Kyi uczy się reguł gry

W ciągu ostatniego miesiąca w Birmie nazwisko Aung San Suu Kyi dwukrotnie przykuło uwagę mediów – i w obu przypadkach negatywnie. Po raz pierwszy z powodu milczenia w sprawie walk armii birmańskiej z Kaczinami. Drugi – gdy wyszło na jaw, że kilku najważniejszych oligarchów dawnej junty przekazało znaczne kwoty na rzecz partii pani Suu Kyi, NLD. Postawa Suu Kyi wywołała sporo negatywnych komentarzy i spotyka się z niezrozumieniem i niedowierzaniem birmańskiej ulicy. Zupełnie niepotrzebnie. Zachowanie Aung San Suu Kyi świadczą po prostu o tym, że zaczyna się ona poniewczasie uczyć reguł gry politycznej w tym kraju. Nie powinno to ani dziwić, ani oburzać – to jej jedyna szansa na dojście do władzy w Birmie.

Pierwszą kontrowersją dotyczącą Suu Kyi było jej zaangażowanie – lub mówiąc wprost – jego brak – w eskalujący się konflikt w stanie Kaczin. Przypomnę, iż od Bożego Narodzenia 2012, podczas którego armia birmańska wznowiła ofensywę przeciwko KIA (pisałem o tym w komentarzu z grudnia) i w tej chwili, mimo deklaracji o rozejmie, kontynuuje ofensywę i otacza stolicę KIA, Laize. Suu Kyi przez cały czas konfliktu nie powiedziała słowa. Wreszcie, reagując na krytykę, odezwała się 16 stycznia, mówiąc, że “wojna powinna się natychmiast skończyć”, gdyż “nie lubię żadnego rodzaju wojny ani przemocy i zawsze mówiłam, iż należy negocjować i nie ma potrzeby walczyć ze sobą”. Jednak na wypadek, gdyby ta pogłębiona refleksja nie przemówiła do walczących stron, dodała, iż “niestety nie jestem członkiem Parlamentarnego Komitetu ds. Etniczności, co oczywiście nie oznacza, iż nie biorę odpowiedzialności za tę kwestię, ale poszczególne Komitety powinny szanować się wzajemnie i nie mieszać się do własnej pracy”. A tak w ogóle, to “wzajemny szacunek i wzajemne zaufanie są prawdziwym kluczem do rozwiązania konfliktu etnicznego”. Kaczinowie, którzy walczą na ostatnich szańcach swoich pozycji, przy obojętności opozycji birmańskiej i milczeniu świata, rozumieją słowa o wzajemnym szacunku trochę mniej dosłownie…

Jeszcze więcej kontrowersji związanych z Suu Kyi wzbudził fakt przekazania przez byłych oligarchów reżimu (nazywanych popularnie z angielska cronies, czyli “kumplami”) znacznych sum na NLD. Pojawiło się tu m.in. niesławne nazwisko Tay Za , szefa linii lotniczej Air Bagan i właściciela największego banku Birmy, Ayeyarwaddy, powiązanego z byłym dyktatorem, gen. Than Shwe i będącym najsłynniejszym z “oligarchów” dawnego reżimu. Tay Za (oficjalnie) przekazał na NLD 70 tys. USD pod koniec grudnia.

Dodatkowo wypłynęły informacje o tym, iż to działacze NLD jako pierwsi zwrócili się do Tay Za, oraz o tym, iż potajemnie spotkał się on z ASSK zaraz po jej uwolnieniu z aresztu domowego w listopadzie 2010 roku. Ponoć zaproponował wsparcie, a Suu Kyi nie odmówiła. Jeszcze inny z oligarchów, Zaw Zaw, szef birmańskiego PZPN-u, zaprosił panią Suu Kyi na mecz piłkarski, które to zaproszenie przyjęła, choć do tej pory nie słyszano o jej szczególnym zainteresowaniu futbolem. No, ale miejscowemu Zdzisławowi Kręcinie się przecież nie odmawia…

Nagłą sympatię oligarchów do pani Suu Kyi można zrozumieć nie tylko dlatego, że jest ona powszechnie lubiana w Birmie. Tu dochodzi czynnik znacznie ważniejszy – wszyscy wymienieni gentlemani znajdują się na liście amerykańskich sankcji, co trochę komplikuje im interesy międzynarodowe. A głos pani Suu Kyi mógłby wiele znaczyć w kwestii ewentualnej rewizji tej decyzji.

Pani Suu Kyi jest zresztą wyrozumiała. W odpowiedzi na krytykę oświadczyła, iż “nawet oligarchowie (org. cronies), którzy popełnili przestępstwa powinni dostać szansę na poprawę” oraz, że “nie widzi niczego złego w tym, ze wspierają NLD, gdyż służy to budowie społeczeństwa obywatelskiego”. Sami zainteresowani również są najwyraźniej na etapie przechodzenia zdumiewającej przemiany duchowej. Zaw Zaw (ten od birmańskiego PZPN) stwierdził: “nie chcę już być złym oligarchą. Chcę być dobrym”.

Zarówno milczenie w kwestii Kaczinów, jak i otrzymywanie wsparcia od oligarchów wzbudziły krytykę Suu Kyi ze strony zachodnich organizacji praw człowieka oraz – choć cichsze – ulicy birmańskiej. Jeden z moich ranguńskich znajomych mówi mi otwarcie, ze teraz “wyszło szydło z worka” i “Suu Kyi pokazała, ze jest po prostu elementem struktury władzy w Birmie, a jej konflikt z generałami był po prostu kłótnią w rodzinie”. Jest coś w tym , choć chyba to zbyt daleko idące oskarżenie. Wydaje mi się, że rozwiązanie jest prostsze: Suu Kyi po prostu uczy się reguł gry politycznej w tym kraju.

Przypomnę, że jej nadrzędnym celem jest ubieganie się o prezydenturę w 2015 roku. Oficjalnie tego zrobić nie może, bo zabrania jej tego konstytucja, a by ją zmienić, potrzeba zgody wojskowych. Słowem – musi iść na kompromis. To jej jedyna szansa – innej nie ma. Musi więc zacząć grać tak, jak przeciwnik pozwala. Tylko udowadniając generałom, ze jej dojście do władzy im (i ich fortunom) nie zagraża, może liczyć na wyrozumiałość. A czy nie ma lepszego sposobu niż milcząca zgoda na rozwiązanie siłowe konfliktu z Kaczinami i owocna współpraca z oligarchami – podporą finansową reżimu? A na wypadek, gdyby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości co do intencji, to Suu Kyi powiedziała na Uniwersytecie Hawajskim otwartym tekstem, że “lubi armię” oraz – kilka chwil później – potwierdziła, że chce zostać prezydentem. Potem, już w Birmie, dodała – “tak, bardzo lubię armię, nic na to nie poradzę”.

Tymi decyzjami Aung San Suu Kyi udowadnia jedno: jest prawdziwym politykiem. Wyzbyła się wreszcie iluzji Gandyzmu i literalnego pojmowania zachodnich wartości – te ostatnie zaczyna stosować tak jak Zachód – instrumentalnie. To ryzykowana gra, ale warta świeczki. Może stracić poparcie na Zachodzie, a nawet we własnym społeczeństwie, ale to nie sympatii społecznej jej potrzeba, lecz dopuszczenia do władzy przez generałów. To w ich dłoniach spoczywa jej polityczna przyszłość. Ona o tym wie – I reaguje.

Tyle tylko, ze fakt tego, iż jest to jej praktycznie jedyna droga, nie gwarantuje osiągniecia sukcesu. Kładzie na szalę szacunek, jaki miała nie-birmańskich mieszkańców Mjanmy. Jestem właśnie po rozmowie z moimi ranguńskimi przyjaciółmi z mniejszości etnicznych. Mówią oni w jej kontekście o „załamaniu„, „frustracji„ i tym, że  “przestała być ideałem”.  Jeśli ta percepcja sie pogłębi, ASSK straci jeden ze swoich największych atutów – umiejętność porozumienia z nie-Birmańczykami. W zamian niekoniecznie zyska władzę – generałowie  w decydującym momencie mogą pokazać jej przysłowiową figę. I zostanie z niczym. Tak więc – ryzykuje dużo

Aung San Suu Kyi stała się więc politykiem z prawdziwego zdarzenia. To z pewnością smutna konstatacja dla tych, którzy do tej pory widzieli w niej głównie ikonę zachodnich wartości. Muszą być zawiedzeni, bo polityków – w przeciwieństwie do wizjonerów – ocenia się według “etyki odpowiedzialności”: po rezultatach ich działań.

Z Rangunu,

Michał Lubina

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Lubina: Aung San Suu Kyi uczy się reguł gry Reviewed by on 31 stycznia 2013 .

W ciągu ostatniego miesiąca w Birmie nazwisko Aung San Suu Kyi dwukrotnie przykuło uwagę mediów – i w obu przypadkach negatywnie. Po raz pierwszy z powodu milczenia w sprawie walk armii birmańskiej z Kaczinami. Drugi – gdy wyszło na jaw, że kilku najważniejszych oligarchów dawnej junty przekazało znaczne kwoty na rzecz partii pani Suu Kyi,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Michał Lubina

Doktor nauk społecznych UJ, pracownik w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, magister rosjoznawstwa oraz studiów dalekowschodnich UJ, absolwent Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich UJ. Kilkukrotny stypendysta Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (m.in. w latach 2009/2010 w Pekinie). Laureat grantu Narodowego Centrum Nauki na badanie współczesnych stosunków rosyjsko-chińskich. Oprócz tego w kręgu jego zainteresowań badawczych znajduje się przede wszystkim Azja Południowo-Wschodnia, w szczególności zaś Birma. Jest autorem czterech książek. Pierwszej w Polsce historii Birmy („Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”, Trio, Warszawa 2014) oraz monografii „Birma: centrum kontra peryferie. Kwestia etniczna we współczesnej Birmie 1948-2013″; (Kon-Tekst, Kraków 2014), pierwszego poświęconego temu zagadnieniu opracowaniu w języku polskim oraz – również pierwszej w Polsce – książki o współczesnych stosunkach rosyjsko-chińskich („Niedźwiedź wcieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014″, Akademicka, Kraków 2014), która stała się naukowym bestsellerem. Niedawno wydał „Panią Birmy. Biografię polityczną Aung San Suu Kyi” (Wyd. PWN, Warszawa 2015). Ponadto jest autorem dwóch przewodników turystycznych po Litwie i Rosji (współautorstwo) oraz internetowych przewodników po Chinach, Hongkongu, Laosie i Bangladeszu. Publikował artykuły m.in. w „Rzeczpospolitej”(Plus/Minus), „Tygodniku Powszechnym”, „Wprost”, „Do Rzeczy”, „Nowej Europie Wschodniej”, „Nowej Konfederacji” i "National Geographic Traveller". Znajomość języków: angielski, rosyjski, ukraiński, chiński(komunikatywnie). Mieszka w Krakowie. Ekspert CSPA: Birma, Chiny-Rosja.

Pozostaw odpowiedź