Birma news,Inne-news,Komentarz eksperta

M. Lubina: Aung San Suu Kyi- symbolika i realia.

Ten miesiąc ma szczególne znaczenie dla Aung San Suu Kyi. Najpierw na samym jego początku wyjechała z Birmy po raz pierwszy od czasu podjęcia kariery politycznej w 1988 (i wróciła!). Jej długa wizyta w Tajlandii zakończyła się spektakularnym występem na Forum Ekonomicznym w Bangkoku. Teraz zaś trwa jej europejskie tournee, którego kulminacją było sobotnie odebranie Pokojowej Nagrody Nobla w Oslo, na które czekała od 1991 roku. W czasie gdy ASSK odbiera zasłużone nagrody, sytuacja w samej Birmie staje się coraz bardziej skomplikowana, a rozdźwięk między symboliką a realiami – lub też zderzenie rzeczywistości z ideałami – coraz wyraźniejsze.

Najpierw to, co miłe: Suu Kyi odbiera Nobla! Trudno się nie cieszyć i nie czuć swoistego rozrzewnienia na ten widok. Przez lata uwięzienie ASSK (podwójnie dosłowne: w areszcie domowym, i w Birmie) było dojmującym symbolem sytuacji w Birmie, a cena jaką zapłaciła za decyzję o pozostaniu w kraju – niezmiernie wysoka. Raz, że możliwość wyjazdu za granicę jest wielkim symbolem wolności (którego smaku moja generacja już nie zna, ale pokolenie moich Rodziców – jak najbardziej tak). Dwa – że Suu Kyi poświęciła znacznie więcej niż zwykły człowiek: męża, rodzinę, miłość – kosztem powinności wobec Birmy (co świetnie ukazał film „The Lady”). Spójrzmy na ten przykład i doceńmy, jak bardzo jesteśmy szczęśliwi, że nie musimy dokonywać podobnych wyborów żyjąc w wolnym kraju. Trzy: trudno nie patrzyć na wyjazd (i powrót!) ASSK jak na spełnienie tego, co wydawało się niemożliwe. Używając świetnego porównania Bogdana Góralczyka – Suu Kyi mocującej się z totalitarnym walcem – widać wyraźnie, że walec słabnie. Birmańskie mury pękają i my jak mało kto wiemy, jaką radość i siłę daje „pogrzebanie starego świata”.

Problem w tym, że mury te – niczym w tekstach Rogera Watersa – tworzą się od nowa. Suu Kyi, zwycięska w kwietniu i opromieniona sukcesem wyborów, teraz sama przyznaje, jak kruche są zmiany: w Bangkoku przestrzegała przed nadmiernym optymizmem i ostrzegała, że to wszystko jest jeszcze odwracalne. W Genewie apelowała o takie inwestycje w Birmie, które stworzą miejsca pracy dla Birmańczyków, a nie tylko przyniosą zysk (musi mieć powody do takich apeli). Teraz zaś odbiera Nagrodę Nobla w momencie największych starć etnicznych od początku „odwilży” (a pamiętajmy, że kwestia etniczna może skutecznie pogrzebać zmiany). Słowem: rzeczywistość birmańska daje o sobie twardo znać. To ważna nauka. Nie dajmy się zwieźć symbolice i zejdźmy na ziemię. Wartości są ważną częścią polityki, ale nie jej podstawą: tym są interesy. Patrząc na politykę należy oddzielać aksjologię od interesów. Być trzeźwym i realistycznym.

Z tej perspektywy wyjazd Suu Kyi jest ważna dla niej i dla Zachodu, ale dla samej Birmy – mniej. Dla niej – z przyczyn osobistych. Tutaj może mieć powody do dumy: jest to dla niej bezdyskusyjnie chwila wielkiej politycznej (i moralnej) satysfakcji. Dla Zachodu: bo ma kolejną ikonę sukcesu swojego modelu i to w momencie wyraźnej globalnej defensywy własnych wartości (po neokolonialnych wojnach w Afganistanie i Iraku promowanie praw człowieka i demokracji stało się dość dwuznaczne). Jednakże dla Birmy to tournee jest drugorzędne. Najważniejsze zmiany zachodzą w samym kraju: kontrakty gazowe, wizyta premiera Indii Monmonaha Sindha, a przede wszystkim ciągłe napięcie w Arakanie (liczba zabitych wzrosła ostatnio do 50-ciu). Szczególnie to ostatnie ma fundamentalne znacznie. Sposób reakcji władz świadczy, jak niewiele się zmieniło w podejściu Naypyidaw do fundamentalnej kwestii etnicznej w Birmie. Dopóki konflikt centrum-peryferie nie zostanie rozwiązany, dopóty w Birmie nie będzie spokoju.

Odbierając Nagrodę Nobla Suu Kyi mówiła, że „bez przekonania, że wartości demokratyczne i podstawowe prawa człowieka są nie tylko konieczne ale również możliwe w naszym społeczeństwie, nasz ruch nie przetrwałby tych niszczycielskich lat”. Zgadzając się co do tego, iż bez wiary ona sama i NLD by nie przetrwało, trzeba wszakże zwrócić uwagę na pewien istotny szczegół : na rozumienie demokracji i praw człowieka w Azji.

Jak kilka lat temu udowodnił prof. Krzysztof Gawlikowski („Problem praw człowieka z perspektywy azjatyckiej”, [w:] Azja-Pacyfik nr 1/1998, s. 10-52) azjatyckie pojmowanie tych praw różni się od europejskiego przede wszystkim w czterech punktach: kolektywistycznym pojmowaniu jednostki, braku tradycji prawa, kierowaniem przez państwo całym życiem społecznym i gospodarczym kraju oraz niskim poziom aspiracji politycznych ludności. W tym artykule świetnie ukazano, że moralizatorski Zachód jeszcze nie tak dawno sam był daleki od przestrzegania tych praw oraz że bez takich fundamentów jak bezpieczeństwo, czy dostatek trudno mówić o prawach: „jednostkę pozbawioną wystarczającego pożywienia, jakiegoś mieszkania czy odzieży, nie stać na myślenie o własnej godności” (s. 46). Najważniejsze w tym artykule jest jednak co innego. Prof. Gawlikowski udowadnia, że „w sprawie respektowania praw człowieka w Azji mamy do czynienia nie tyle z konfrontacją Zachodu z większością państw Azji regionu Pacyfiku, ile przede wszystkim jego środowisk liberalnych z azjatyckimi tradycjonalistami (którzy dziwnym trafem mają poglądy zbliżone do środowisk chrześcijańskich na Zachodzie), dominującymi tam w kręgach biznesu oraz polityki, podczas gdy duża część zokcydentalizowanych elit intelektualnych promuje swobody jednostki” (s. 50).

Tu jest klucz do zrozumienia Aung San Suu Kyi i jej pozycji w Birmie. Pani Suu Kyi – jakkolwiek nie byłaby heroiczną postacią (bo JEST: żeby była jasność, nikt co to tego nie powinien mieć żadnych wątpliwości), jest właśnie taką zokcydentalizowaną jednostką. Ten kraj ma tysiące trudniejszych problemów do rozwiązania – bieda, brak dostępu do elektryczności, brak infrastruktury, szkół, szpitali itp., itd. – niż próby przeszczepiania – wspaniałych przecież – rozwiązań zachodnich do siebie, które proponuje Suu Kyi. W kwestii tych podstawowych, życiowych problemów do rozwiązania nie słychać ze strony ASSK jakichś szczegółowych, konkretnych rozwiązań.

Okcydentalizacja Aung San Suu Kyi – dająca jej siłę do walki o najważniejsze ideały – jest również jej słabością, bo odrywa ją od birmańskiej rzeczywistości. Wspaniała symbolika swoje, a życie swoje. Ideałami żyć się nie da. A na pewno nie w Azji.

Michał Lubina

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Lubina: Aung San Suu Kyi- symbolika i realia. Reviewed by on 18 czerwca 2012 .

Ten miesiąc ma szczególne znaczenie dla Aung San Suu Kyi. Najpierw na samym jego początku wyjechała z Birmy po raz pierwszy od czasu podjęcia kariery politycznej w 1988 (i wróciła!). Jej długa wizyta w Tajlandii zakończyła się spektakularnym występem na Forum Ekonomicznym w Bangkoku. Teraz zaś trwa jej europejskie tournee, którego kulminacją było sobotnie odebranie

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Michał Lubina

Doktor nauk społecznych UJ, pracownik w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, magister rosjoznawstwa oraz studiów dalekowschodnich UJ, absolwent Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich UJ. Kilkukrotny stypendysta Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (m.in. w latach 2009/2010 w Pekinie). Laureat grantu Narodowego Centrum Nauki na badanie współczesnych stosunków rosyjsko-chińskich. Oprócz tego w kręgu jego zainteresowań badawczych znajduje się przede wszystkim Azja Południowo-Wschodnia, w szczególności zaś Birma. Jest autorem czterech książek. Pierwszej w Polsce historii Birmy („Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”, Trio, Warszawa 2014) oraz monografii „Birma: centrum kontra peryferie. Kwestia etniczna we współczesnej Birmie 1948-2013″; (Kon-Tekst, Kraków 2014), pierwszego poświęconego temu zagadnieniu opracowaniu w języku polskim oraz – również pierwszej w Polsce – książki o współczesnych stosunkach rosyjsko-chińskich („Niedźwiedź wcieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014″, Akademicka, Kraków 2014), która stała się naukowym bestsellerem. Niedawno wydał „Panią Birmy. Biografię polityczną Aung San Suu Kyi” (Wyd. PWN, Warszawa 2015). Ponadto jest autorem dwóch przewodników turystycznych po Litwie i Rosji (współautorstwo) oraz internetowych przewodników po Chinach, Hongkongu, Laosie i Bangladeszu. Publikował artykuły m.in. w „Rzeczpospolitej”(Plus/Minus), „Tygodniku Powszechnym”, „Wprost”, „Do Rzeczy”, „Nowej Europie Wschodniej”, „Nowej Konfederacji” i "National Geographic Traveller". Znajomość języków: angielski, rosyjski, ukraiński, chiński(komunikatywnie). Mieszka w Krakowie. Ekspert CSPA: Birma, Chiny-Rosja.

Pozostaw odpowiedź