Komentarz eksperta,Top news

M. Lubina: Aung San Suu Kyi, naczelniczka państwa

Birmański parlament właśnie przegłosował ustawę oficjalnie czyniącą Aung San Suu Kyi „doradczynią państwa”. Sformalizował tym samym jej szczególną rolę w systemie politycznym Birmy. Suu Kyi nie tylko jest teraz – jak dawniej zapowiadała – „ponad prezydentem”, lecz w ogóle ponad birmańską polityką. Niestety dla niej, wciąż nie jest ponad armią, a to może zaprzepaścić jej ambitne plany.

Suu Kyi znów zaskoczyła. Po mianowaniu siebie czterema ministrami naraz, zdecydowała o powierzeniu sobie dodatkowej funkcji „doradcy państwowego”. Ustawa ustanawiająca tę osobliwą funkcję na okres równorzędny kadencji prezydenta i wymieniająca Suu Kyi z imienia (!) błyskawicznie przeszła przez obie izby birmańskiego parlamentu. Posłowie spieszyli się, by zdążyć przed Thingyan, zaczynającym się w przyszłym tygodniu birmańskim festynem wodnym, inaugurującym buddyjski nowy rok, czyli miejscowym odpowiednikiem naszej przerwy świątecznej. Nie obyło się bez zgrzytów – deputowani wojska najpierw protestowali przeciwko przyjęciu ustawy, a następnie zbojkotowali głosowanie. Nie wróży to dobrze współpracy Suu Kyi z armią.

Generalnie jednak Suu Kyi przeprowadziła swoje zamiary bardzo sprawnie. Trudno powiedzieć, czy mianowanie siebie „doradczynią państwową” było jej zamiarem od początku. Czy też był to przysłowiowy „plan B”, który zrealizowała nie mogąc przekonać armii do zgody na prezydenturę jej osoby. Fakt, iż tego nie wiadomo jest, nawiasem mówiąc, sukcesem Suu Kyi, bo świadczy, iż zdołała utrzymać w tajemnicy swoje posunięcia. Gracz polityczny, który zaskakuje swoimi zagraniami jest przeciwnikiem trudnym, bo nieprzewidywalnym. Suu Kyi kolejny raz pokazała sprawność: nikt z jej partii nie pisnął słowa, nie było żadnych przecieków, a ustawa o „doradczyni” była przygotowana sprawnie pod względem prawnym – „ominęło konstytucję niebezpośrednio” jak to ujął Win Htein, rzecznik partii. NLD wprowadziła tę funkcję bazując na ustanowionym przez wojskowych porządku prawnym i nie naruszając żadnego punktu armijnej konstytucji. Tworzący konstytucję generałowie czegoś takiego po prostu nie przewidzieli.

Źródło: flickr.com

Źródło: flickr.com

Osiągnąwszy to, co zamierzała Suu Kyi zrzekła się dwóch uprzednio piastowanych ministerstw – edukacji i energii. Zdając sobie chyba sprawę, iż wszystkim na raz nie da się kierować, zrezygnowała z tych mniej istotnych. Decyzja ta nie powinna jednak nikogo zmylić: Suu Kyi konsekwentnie realizuje swój plan koncentracji władzy. Jak przystało na sprawnego polityka, rozpycha się i usiłuje zdobyć dla siebie jak najwięcej miejsca. Ma już go sporo. Bycie doradczynią legitymizuje jej szczególną pozycję i na razie zabezpiecza zdobycze polityczne początku rządów.

Działania Suu Kyi należy uznać za zrozumiałe, logiczne i słuszne. Musi ona gromadzić maksimum władzy w swoich rękach by równoważyć strukturalną przewagę armii. Przypomina to, nawiasem mówiąc, sytuację z lat 50-tych XX wieku, gdy bardzo popularny premier U Nu musiał kontrować wzrastającą przewagę instytucjonalną, strukturalną i finansową armii. Długo mu się udawało – niemal dziesięć lat – w końcu jednak został obalony. Suu Kyi będąca epigonką postkolonialnych birmańskich elit politycznych z pewnością ma świadomość ryzyka podjętej gry. Jej dylemat polega na tym, że tylko będąc coraz silniejszą Suu Kyi może obronić się przed armijnym „kontratakiem” – próbą blokowania, podminowania lub sabotowania jej rządu, bądź nawet zamachem stanu. Z drugiej strony Suu Kyi nie może przesadzić, by nie sprowokować swoimi działaniami reakcji wojska. Słowem: musi znaleźć złoty środek między dwoma skrajnościami. Od tego, czy zdoła, zależy sukces jej rządów.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Lubina: Aung San Suu Kyi, naczelniczka państwa Reviewed by on 8 kwietnia 2016 .

Birmański parlament właśnie przegłosował ustawę oficjalnie czyniącą Aung San Suu Kyi „doradczynią państwa”. Sformalizował tym samym jej szczególną rolę w systemie politycznym Birmy. Suu Kyi nie tylko jest teraz – jak dawniej zapowiadała – „ponad prezydentem”, lecz w ogóle ponad birmańską polityką. Niestety dla niej, wciąż nie jest ponad armią, a to może zaprzepaścić jej

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Michał Lubina

Doktor nauk społecznych UJ, pracownik w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, magister rosjoznawstwa oraz studiów dalekowschodnich UJ, absolwent Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich UJ. Kilkukrotny stypendysta Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (m.in. w latach 2009/2010 w Pekinie). Laureat grantu Narodowego Centrum Nauki na badanie współczesnych stosunków rosyjsko-chińskich. Oprócz tego w kręgu jego zainteresowań badawczych znajduje się przede wszystkim Azja Południowo-Wschodnia, w szczególności zaś Birma. Jest autorem czterech książek. Pierwszej w Polsce historii Birmy („Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”, Trio, Warszawa 2014) oraz monografii „Birma: centrum kontra peryferie. Kwestia etniczna we współczesnej Birmie 1948-2013″; (Kon-Tekst, Kraków 2014), pierwszego poświęconego temu zagadnieniu opracowaniu w języku polskim oraz – również pierwszej w Polsce – książki o współczesnych stosunkach rosyjsko-chińskich („Niedźwiedź wcieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014″, Akademicka, Kraków 2014), która stała się naukowym bestsellerem. Niedawno wydał „Panią Birmy. Biografię polityczną Aung San Suu Kyi” (Wyd. PWN, Warszawa 2015). Ponadto jest autorem dwóch przewodników turystycznych po Litwie i Rosji (współautorstwo) oraz internetowych przewodników po Chinach, Hongkongu, Laosie i Bangladeszu. Publikował artykuły m.in. w „Rzeczpospolitej”(Plus/Minus), „Tygodniku Powszechnym”, „Wprost”, „Do Rzeczy”, „Nowej Europie Wschodniej”, „Nowej Konfederacji” i "National Geographic Traveller". Znajomość języków: angielski, rosyjski, ukraiński, chiński(komunikatywnie). Mieszka w Krakowie. Ekspert CSPA: Birma, Chiny-Rosja.

KOMENTARZE: 1

  • Brakuje mi w artykule informacji co właściwie wynika z tej funkcji „doradcy państwowego”? Jakieś dodatkowe prerogatywy, uprawnienia, których wcześniej nie posiadała w roli ministra? Jakie możliwości daje jej to stanowisko, oprócz trochę dziwacznej „etykietki”?

Pozostaw odpowiedź