Artykuły,Publicystyka

M. M. Jastrzębski: Partia Boga  a  Państwo Islamskie – dynamizm rozwoju w kontekście uwarunkowań środowiskowych i zarządczych

 

Poniższy artykuł jest dla nas tekstem szczególnym. W swojej dotychczasowej działalności Centrum Studiów Polska-Azja skupiało się bowiem głównie na państwach Dalekiego Wschodu, analizując politykę, biznes i przemiany społeczne w krajach takich jak m. in. Chiny, Indie, Japonia, Korea Północna czy Korea Południowa. 

Rosnące w Polsce zainteresowanie Bliskim Wschodem sprawiło jednak, że postanowiliśmy włączyć się w debatę nad tym fascynującym, ale również niezwykle skomplikowanym regionem. Debata ta, szczególnie nad Wisłą, przybiera często emocjonalny ton, co nie dziwi z uwagi na wiele problemów, z którymi zmaga się region. Uważamy, że szczególnie tematy trudne, takie jak obecna kondycja islamu na świecie, konflikty zbrojne czy terroryzm należy relacjonować możliwie jak najdokładniej, studząc emocje i skupiając się na faktach.

W najbliższym czasie mogą więc spodziewać się Państwo coraz więcej tekstów o Bliskim Wschodzie, w tym o regionalnych konfliktach. Na początek, serdecznie zapraszamy do lektury artykułu Macieja Jastrzębskiego, który opisuje genezę powstania oraz obecną rywalizację Hezbollahu i tzw. Państwa Islamskiego.

 

Partia Boga  a  Państwo Islamskie

Pomimo zajęcia Mosulu i głośnego oznajmienia przez siły irackie upadku Państwa Islamskiego w Iraku, bojownicy Daesz dalej sieją zamęt na Bliskim Wschodzie. W prowincji Balbek – Hermel, nieopodal miasta Al-Qa’a na północnym wschodzie Libanu, armia libańska stopniowo wypiera siły Państwa Islamskiego ku terytorium syryjskiemu. Działanie to jest skoordynowane z czynnościami podjętymi przez koalicję syryjskich sił rządowych i Hezbollahu, mającymi na celu neutralizację Państwa Islamskiego po syryjskiej stronie granicy.

Tak oto obserwujemy ciekawe starcie dwóch zbrojnych organizacji islamistycznych w pewnych aspektach operacyjno-strukturalnych podobnych, różniących się jednak historią i dynamizmem swego powstania.

 

Partia Boga z Nadziei zrodzona

Hezbollah (حزب الله ) znaczy po arabsku dosłownie „Partia Boga”, a założona została w 1982 jako odpowiedź na wkroczenie do Libanu sił izraelskich 6 czerwca rzeczonego roku. Za sprawą ambasadora Iranu Alego Akbara Mohtaszemiego do Republiki Libańskiej przerzucono 1,5 tys. żołnierzy Sepah-e Pasdaran-e Enqelab-e Eslami, to jest Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Obecność sił irańskich w Libanie miała nie tyle czynnie wesprzeć ludność wyznania szyickiego (wedle badań CIA stanowiącą na początku lat 80 około 41% całej populacji Libanu) w walce z izraelskim najeźdźcą, co przeszkolić ludzi i stworzyć z nich motor organizacji mającej zastąpić dysfunkcyjne struktury i instytucje Republiki Libanu.

U zarania przywódcami tej organizacji były osoby doświadczone tak w pracy tworów quasi-politycznych, ruchów społecznych, partii i sekt. W dwunastoosobowej radzie zarządczej znaleźli się byli działacze Amal (حركة أمل), czyli „Nadziei”, Naim Kasim i Sajjid Hasan Nasrallah, z których drugi był szyickim imamem jeszcze przed założeniem Hezbollahu działającym w organizacji Ad-Dawa. Obecność duchownych w warstwie dowódczej organizacji, o potencjale operacyjnym wspartym doświadczonymi działaczami takimi jak Kasim, pozwoliła na uderzenie w, poparty zasobami oraz surowcowym zapleczem, ton moralno-religijny, który doskonale podnosi morale i mobilizuje jednostki podległe do dawania świadectwa swej lojalności i oddania sprawie.

Szahid, wedle nomenklatury polskich badań nad radykalnym islamem i terroryzmem, znaczy zamachowiec samobójca. Źródłosłów arabski wskazuje jednak na znaczenie odmienne, a mianowicie – „świadectwodawca”, ten, który daje świadectwo swego oddania Bogu lub jakiejś idei. Pierwszym szahidem był Ahmed Kassir, który 11 listopada 1982 roku przeprowadził zamach samobójczy na kwatery armii izraelskiej w Tyrze, za co został nazwany „księciem męczenników” – amir asz-szuhada (أمير الشهداء ). Fakt wybrania i wdrożenia tak zatrważającej taktyki prowadzenia zbrojnego oporu w pierwszym roku działalności organizacji świadczy o doskonałym mechanizmie indoktrynacyjnym. Oczywiście należy pamiętać o sytuacji kryzysowej jaką stworzyła napaść izraelska oraz o niemożności zażegnania konfliktu przez regularne siły armii libańskiej. W sytuacji gdy państwowy monopol na przemoc wymyka się rządowi z rąk, po karabiny chwytają inni aktorzy, tak jak w tym przypadku- wspierani z zewnątrz.

Zaledwie dziesięć lat po swych narodzinach Hezbollah zamachał przed oczyma świata swym długim ramieniem, które sięgnęło ponad Słupy Herkulesa, aż za Ocean Atlantycki. Dzięki wizie turystycznej, niewykrywalny w masach uchodźców uciekających z Libanu przez trwający od 1985 konflikt z Izraelem na południu kraju, Mohsen Rabbani przeniknął na terytorium Argentny, gdzie błyskawicznie został imamem w meczecie at-Tauhid – najstarszym w kraju, znajdującym się we Floresta przy ulicy Felipe Vallese 3614. Nie dziwi fakt, że budowa tego meczetu (ukończona w 1985) została sfinansowana przez Islamską Republikę Iranu. Nie dziwi również to, że Rabbani trafił akurat tam i że wykorzystał swoją nową funkcję, aby zradykalizować uczęszczających tam wiernych i wykorzystać ich do przeprowadzenia odwetowego ataku terrorystycznego na ambasadę Izraela w Buenos Aires (1992). Operacja miała być odpowiedzią na nalot bombowy, w którym zginął wraz z żoną i pięcioletnim synem sekretarz generalny Hezbollahu Sajjid Abbas al-Musawi. Nieoficjalnie natomiast, atak był palcem pogróżki wymierzonym w rząd Argentyny za odmowę sfinalizowania kontraktu zawartego z Iranem polegającego na dostarczeniu Islamskiej Republice Iranu materiałów nuklearnych. Realizacja ataku polegała na zdetonowaniu ładunku wybuchowego umieszczonego w samochodzie Ford model F-100 – praktyce dość popularnej w latach 90 pośród muzułmańskich terrorystów.

W dwa lata później Rabbani zorganizował kolejny atak, tym razem samobójczy. 18 lipca 1994 roku zastosowano van Renault Trafic załadowany 275 kg azotanu amonu, który nieznany zamachowiec zdetonował wjechawszy do wnętrza Asociación Mutual Israelita Argentina (Stowarzyszenia Argentyńsko-Izraelskiego) w Buenos Aires. Znamiennym jest fakt, że na spotkaniu w Maszhadzie (Iran) zatwierdzającym operację, pośród Irańskich decydentów takich jak Ali Chamenei czy prezydent Akbar Haszemi Rafsanjani był Mohsen Rabbani. Co więcej, przed zrealizowaniem ataku, władze w Teheranie mianowały Rabbaniego na ambasadora w Argentynie, co dało mu osłonę w postaci immunitetu dyplomatycznego.

W Libanie już od początku swojej działalności Hezbollah wypełniał luki w instytucjach ochrony zdrowia, budownictwie i edukacji, których bezradny, skłócony rząd nie był w stanie efektywnie rozwijać. Tym samym okazało się, że Republika Libańska nie może funkcjonować bez Partii Boga zdobywającej w każdej rozgrywce serca i umysły obywateli. Od 1992 Hezbollah stał się członkiem parlamentu jako legalna partia. Największym sukcesem Partii było rozbicie wspieranej przez Izrael Armii Południowego Libanu poprzez zamordowanie jej przywódcy generała Akila Haszima, w konsekwencji czego izraelska armia do 24 maja 2000 roku wycofała wszystkie swoje wojska z południowego Libanu.

Suwerenność państwa została odzyskana dzięki Hezbollahowi, który dziś mierzy się z innym quasi-państwowym tworem – Państwem Islamskim.

 

Daesz – jak po grudzie…

O ile warunki dla powstania Hezbollahu były cieplarniane – doświadczone dowództwo uwzględniające religijnych propagandzistów, ograniczone terytorium, brak monopolu państwa na przemoc, poczucie krzywdy bezradnych obywateli i zagrożenie zewnętrzne, to Państwo Islamskie nie tak szybko rozwinęło skrzydła nad rozległym terytorium Mezopotamii.

Państwo Islamskie zostało powołane do życia 15 października 2006 roku. Nie stałoby się to jednak bez pewnego upartego i niezbyt wysublimowanego Jordańczyka – Abu Mus’ab al-Zarkauiego, który w 1999 roku, nieco spóźniony, trafił do Afganistanu w celu partycypacji w wojnie przeciwko Sowietom… która skończyła się już w 1989 r. Dalsze jego losy uwzględniają podróż do Jordanii oraz uzyskanie od Osamy Bin Ladena, za pośrednictwem Sayf al-Adla, zgody na trenowanie dżihadystów w Afganistanie. Niedługo to trwało i w 2002 musiał uciekać do Iraku, gdzie wiedziony skrajną szyitofobią rozpoczął budowanie siatki terrorystycznej włączonej do franczyzy Al-Kaidy w 2004 roku. Wkrótce przeprowadził atak terrorystyczny na ambasadę Jordanii w Bagdadzie, później za sprawą Zarkauiego w Iraku zaczęły spadać głowy niewinnych szyickich obywateli.

Porównując z uwarunkowaniami libańskimi, Irak trafił pod okupację odległego hegemona – USA, nie zaś sąsiada. U władzy znaleźli się tłamszeni podczas rządów Saddama szyici. Kraj jest o wiele rozleglejszy niż Liban i  charakteryzuje się zróżnicowanym ukształtowaniem terenu. Stosunek gęstość zaludnienia Libanu to 560 os/km2, Iraku zaś 70. Większa przestrzeń i mniej zurbanizowana powierzchnia faworyzują działanie grup typu partyzanckiego.

Doświadczeniem w szkoleniu takich grup mógł się pochwalić Zarkaui, natomiast brakowało mu zdolności organizacyjnych oraz chłodnego osądu dowództwa Hezbollahu. Zamiast tego, Zarkaui przejawiał nienasyconą rządzę przelewu szyickiej krwi. Był nieubłagany również dla sunnitów niechcących się do niego przyłączyć – takich osobników zwyczajnie mordował, za co wielokrotnie zbierał nagany od góry Al-Kaidy. Nie trzeba podkreślać, że tego typu działania alienowały dowodzoną przez niego Al-Kaidę w Iraku nie tylko względem zwierzchników, ale i potencjalnych sympatyków.

Po śmierci Zarkauiego w lipcu 2006 r. Abu Ayyub al-Masri przejął kontrolę nad Al-Kaidą w Iraku, którą jeszcze w tym samym roku rozwiązał, aby proklamować Państwo Islamskie z kalifem Abu Umarem al-Baghdadim. Ta pośpieszna decyzja wynikała z jego przekonania, że Mahdi nadejdzie jeszcze w 2006 roku. Mahdiemu potrzebny jest kalifat, aby nim władał i rozszerzał jego granice. Decyzja ta nie była jednak uzgodniona z dowództwem Al-Kaidy, któremu podlegała prowadzona przez Masriego Al-Kaida w Iraku. Brak zasięgnięcia opinii przez Masriego zantagonizował Al-Kaidę przeciw nowo powstałej organizacji. Daesz stał się w pewnym stopniu osamotniony i zawieszony pośród mglistej sieci podległości i zwierzchnictwa.

Wiedziony apokaliptyczną wizją powrotu Mahdiego, zafascynowany możliwością rekonstrukcji wydarzeń z VIII wieku n.e. kiedy to czarne sztandary Abbasydów ruszyły ze wschodnich prowincji kalifatu ku zachodowi, Masri wraz z Umarem al-Baghdadim oparli ideologię swojej organizacji o fundamentalistyczny rewizjonizm – miało powstać państwo, w którym zabroniona byłaby zwodząca na manowce telewizja, gdzie żydzi i chrześcijanie płaciliby dżiziję (podatek), złodziejom odcinano by ręce, kobiety batożono i egzekwowano inne kary wedle szariatu. Nie ma to, znowu, nic wspólnego z działaniem odnoszącego znacznie większe sukcesy Hezbollahu, który generował sobie poparcie pomocą społeczną i obroną kraju przed agresją.

Summa summarum, rażący „mismanagement” uczynił z Państwa Islamskiego rządzonego przez Umara i Masriego pośmiewisko. Drugi z władców Kalifatu żył w lepiance. Nawet żona Masriego krytykowała go sowicie słowami „Gdzie jest Państwo Islamskie, o którym tyle gadałeś? Żyjemy pośrodku pustyni!”. W kwietniu 2010 roku amerykańsko-irakijski oddział położył kres katastrofalnym rządom Umara i Masriego. Obaj zostali zabici w glinianej chatce Masriego. Całe terytorium, jakie kiedykolwiek posiadło Państwo Islamskie, zostało stracone.      

Idea Kalifatu przetrwała na łamach autorskich czasopism dżihadysty Naifa al-Kachtaniego  takich jak the Echo of Battles i Ilumination. Została nawet próbnie wdrożona podczas zamieszania Wiosny Arabskiej, kiedy Al-Kaida Półwyspu Arabskiego (AQAP) zajęła prowincję Abyan na południu Jemenu wraz z miastem Ja’ar. W mieście zaczął obowiązywać szariat, a pomysłodawca tego państwa islamskiego w „wersji beta” Adil al-Abab namawiał bogatych muzułmanów do dotowania inicjatywy. W efekcie podjęto pewne prace takie jak udrożnienie ścieków, naprawa oświetlenia i inne. Wprowadzono też surowe zakazy – mężczyźni nie mogli już nosić szortów, szpiegów krzyżowano, kobiety batożono za rozwiązłość, złodziejom odcinano dłonie.

Temu wszystkiemu przyglądał się Abu Bakr al-Baghdadi, po cichu wybrany na kalifa Państwa Islamskiego po zabiciu Umara i Masriego. Ciekawy to przykład, kiedy idea państwa islamskiego została podchwycona przez osoby bezpośrednio niezwiązane z organizacją zwaną Państwo Islamskie, by w ich rękach i głowach przetrwać, przezimować do lepszego czasu. Ten czas nadszedł wraz z rokiem 2011, kiedy ostatnie regularne oddziały wojska USA opuściły Irak (nie licząc niewielkich kontyngentów pomocniczych). Amerykanie pozostawili po sobie nie tylko broń, którą zdobyło Państwo Islamskie, lecz także próżnię władzy, której nie było w stanie zapełnić chybotliwe państwo irackie, oparte o rząd szyickiego premiera Nuriego al-Malikiego. Teraz Abu Bakr mógł zrealizować to, do czego nieudolnie dążył Masri. Antagonizując sunnitów przeciwko szyitom doprowadził kraj na skraj wojny wyznaniowej. Wsparty przez rozgoryczonych sunnitów, zaopatrzony w sprzęt i broń, miał zasoby tak operacyjne jak i ludzkie niezbędne do stworzenia państwa – Państwa Islamskiego, które zaczęło bić własną złotą monetę, handlować zasobami naturalnymi i siać zamęt w Europie.

 

 Wnioski końcowe

Podstawowym powodem szybszego i bardziej stabilnego rozwoju Hezbollahu był potężny patronat regularnego, faktycznego państwa – Islamskiej Republiki Iranu. Partia Boga stała się proxy Iranu w Lewancie, nie tyle pionkiem, co laufrem blokującym ruchy Izraela. W ostateczności Hezbollah – państwo w państwie – okazał się de facto tą właściwą siatką instytucjonalną spinającą wyznaniowo i demograficznie podzielony Liban. Jest to też ciekawy przykład jak gracz pozapaństwowy może wywrzeć pozytywny efekt na stabilność terytorium rozdartego konfliktami tożsamościowymi, będącymi ponurą konsekwencją ugody Sykes-Picot. Nie bez znaczenia dla szybkiego sukcesu Hezbollahu była świetnie przygotowana warstwa zarządcza organizacji oraz odważne działania terrorystyczne poza Lewantem wspierane przez potężnego protektora, a także działania o charakterze opiekuńczym ukierunkowane na społeczeństwo libańskie.

Przeciwko temu mieliśmy wieloletni taniec kulawca jakim była Al-Kaida w Iraku pod dowództwem Zarkauiego, potem marnego duetu Umar-Masri. Widzimy tu jak fanatyczna wizja nie może przynosić wymiernych skutków bez odpowiedniego zaplecza zasobowego, jakiego to zaplecza nie mogła, a często nie chciała, udzielić wierchuszka Al-Kaidy. Z drugiej jednak strony apokaliptyczna ideologia bardzo łatwo zakorzeniła się w sercach młodych, nieukierunkowanych życiowo ludzi, którzy rozprzestrzenili ją za pomocą mediów, inspirując, nomen omen, starszych działaczy mogących (ponownie) przetestować i udoskonalić ideę państwa islamskiego. Zadziałały neurony lustrzane i koncepcja doczekała się swego urzeczywistnienia.

Kto wygra w bezpośrednim starciu quasi-państw? Obstawiam Partię Boga cieszącą się wsparciem zdalnym, finansowym i informacyjnym Iranu, zaś na polu bitwy pomocą ze strony sił Asada. Ponadto, Państwo Islamskie zostało bardzo mocno osłabione przez liczne wiktorie sił mu nieprzychylnych tak w Iraku jak i w Syrii. Zatem w ujęciu bardziej realistycznym, tam gdzie twarde fakty dyktuje progres na polu bitwy, należy oczekiwać zwycięstwa Hezbollahu. Nie powinniśmy jednak twierdzić, że Daesz przestanie grać w GTA – Game of Terror and Atrocity. Co więcej, w tę grę, jak pokazują ostatnie wydarzenia z Barcelony, wciągani są nowi gracze.

 

Maciej Jastrzębski

 

źródło obrazka: http://www.aljazeera.net/File/GetImageCustom/b5cd2910-decf-4eb1-893c-d1370aafb9d5/747/441

Bibliografia:

  1. Izak, Leksykon organizacji i ruchów islamistycznych, wyd. DIALOG, Warszawa 2016, s. 240-250.
  2. Levitt, „Iranian and Hezbollah Operations in South America: Then and Now” [w]: M. Miklaucic (red.) PRISM: The Changing Western Hemisphere. – A Journal of the Center for Complex Operations., wyd. Dr. Joseph J. Collins, Washington DC, vol. 5, nr 4, s. 118-133.
  3. McCants, The ISIS Apocalypse: the History, Strategy, and Doomsday Vision of the Islami State. St. Martin’s Press, New York 2015, s. 1-64.
  4. Hinnebush, The International Politics of the Middle East. Menchester University Press, Manchester 2015.       
Udostępnij:
  • 38
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    38
    Udostępnienia
M. M. Jastrzębski: Partia Boga  a  Państwo Islamskie – dynamizm rozwoju w kontekście uwarunkowań środowiskowych i zarządczych Reviewed by on 21 sierpnia 2017 .

  Poniższy artykuł jest dla nas tekstem szczególnym. W swojej dotychczasowej działalności Centrum Studiów Polska-Azja skupiało się bowiem głównie na państwach Dalekiego Wschodu, analizując politykę, biznes i przemiany społeczne w krajach takich jak m. in. Chiny, Indie, Japonia, Korea Północna czy Korea Południowa.  Rosnące w Polsce zainteresowanie Bliskim Wschodem sprawiło jednak, że postanowiliśmy włączyć się

Udostępnij:
  • 38
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    38
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź