Afganistan news,Inne-news,Komentarze

M. Jarocki: Afgańczycy coraz bardziej samodzielni, ale wciąż zależni od Zachodu

Koniec roku to czas rozliczeń i podsumowań. Dokładnie z takim założeniem do sprawy strat własnych w Afganistanie podeszli… sami Afgańczycy. Z opublikowanego przez nich pod koniec 2012 zestawienia wynika, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy afgańska armia straciła 1059. Straty po stronie sił policyjnych i pogranicznych były najprawdopodobniej jeszcze większe. Patrząc na statystyki z lat poprzednich, Kabul nie stracił do tej pory tak dużej liczby wojskowych w danym okresie statystycznym. Warto zauważyć, że w tym samym czasie zmalały z kolei straty wojsk misji ISAF.

Komentarz:

– tak duże straty po stronie afgańskiej armii oraz pokrewnych sił bezpieczeństwa są rezultatem dużego i stale rosnącego ich zaangażowania operacyjnego na krajowym teatrze działań. Warto przypomnieć, że już około 75% terytorium Afganistanu znajduje się pod kontrolą (i protekcją) wojsk sił rządowych. Systematycznie wzrasta też samodzielność bojowa Afgańczyków, którzy w coraz większej liczbie przypadków przewodzą lub też nawet samodzielnie przeprowadzają patrolowe oraz operacje bojowe (m.in. o charakterze antyterrorystycznym),

– analogicznie do tego procesu stałemu zmniejszaniu ulega też liczba żołnierzy misji ISAF obecnych w Afganistanie. Swoje wojska systematycznie wycofują praktycznie wszystkie państwa członkowskie, w tym te największe tj. USA i Wielka Brytania. Francja z kolei pod koniec 2012 wycofała z Afganistanu ostatnie oddziały bojowe, pozostawiając na miejscu jedynie logistyków, szkoleniowców i zespół medyczny,

– rosnące zaangażowanie operacyjne Afgańczyków świadczy o skuteczności prowadzonych w ostatnich latach programów szkoleniowych. W ich realizację zaangażowane są zarówno siły zachodnie, jak i zatrudniani przez nich kontraktowcy. W najbliższej przyszłości część zadań szkoleniowych – jednak tych wyższego szczebla – przejmą Hindusi. Założeniem szkoleń jest przygotowanie liczących blisko 350 tysięcy żołnierzy afgańskich sił bezpieczeństwa, bezpośrednio podległych władzom w Kabulu, to wypełniania stawianych im zadań. Docelowo też to one mają przejąć całość odpowiedzialności za bezpieczeństwo państwa. Podejmowanie się przez nich coraz większej liczby działań bojowych czy też prewencyjnych (jak np. patrole), jest więc typowym i oczywistym element powyższego celu,

– coraz większa aktywność operacyjna afgańskich sił bezpieczeństwa oraz towarzyszący temu zjawisku proces wycofywania wojsk zachodnich pozwala z optymizmem patrzyć na jedno z najważniejszych założeń afgańskiej kampanii: ostatecznemu wygaszeniu misji ISAF wraz z końcem 2014. Jednym z podstawowych założeń, bez których proces ten nie zakończy się powodzeniem jest przygotowanie odpowiedniego zaplecza ludzkiego, zdolnego do zastąpienia w obowiązkach obecnych dotychczas na miejscu żołnierzy państw NATO oraz ich sojuszników,

– pomimo zadowalającego postępowania procesu szkolenia afgańskich sił bezpieczeństwa i ich przygotowywania do roli po 2014, należy pamiętać o kilku istotnych – aczkolwiek problematycznych – kwestiach:

– rozrastające się i szkolone lokalne siły bezpieczeństwa są w dalszym ciągu nienależycie uzbrojone. Wyposażenie jakim dysponują pozwala im na realizację obecnych zadań, kiedy podstawowym celem ich działania jest zwalczanie nieregularnego

przeciwnika na asymetrycznym polu walki. Dodatkowo przy znacznym wsparciu logistycznym, czy też bojowym (nawet jeżeli w charakterze towarzyszącym) sił misji ISAF. Jednak po 2014 afgańska armia będzie odpowiedzialna także za zapewnienie krajowi bezpieczeństwa przed wszelkimi możliwymi zagrożeniami z zewnątrz. To z kolei wymaga zdecydowanie większej liczby sprzętu ciężkiego, a także odpowiednio wyposażonego lotnictwa, zdolnego nie tylko do ochrony afgańskiego „nieba”, ale też do zaopatrywania czy przerzucania wojsk,

– pytaniem otwartym pozostaje także kwestia tego, czy rosnącemu potencjałowi bojowemu afgańskich wojsk towarzyszy wzrost ich morale? W przeszłości Afgańczycy byli wielokrotnie krytykowani przez zachodnich żołnierzy za ich brak zaangażowania w działania operacyjne oraz chęć zrzucania większości odpowiedzialności bojowej na wojska NATO. Obecnie sytuacja ta z pewnością uległa poprawie, jednak nie wiadomo też do końca do jakiego stopnia. Potencjał operacyjny i wola walki formacji elitarnych, takich jak rozbudowywane siły specjalne (które jako jedne z pierwszych w afgańskiej armii zaczęły zyskiwać samodzielność operacyjną), nie jest w tym przypadku bowiem miarodajnym wskaźnikiem, pozwalającym na odniesienie go do całości struktury sił bezpieczeństwa,

– pytaniu o morale towarzyszy też kwestia wspierania przez żołnierzy, działających w kraju rebeliantów i islamistów. Publikowane w przeszłości raporty wielokrotnie wskazywały na fakt „cichego” sympatyzowania części afgańskich wojskowych z przeciwnikiem, którego ma zwalczać (bądź też jedynie z głoszonymi przez niego ideami). To z kolei stawia pod znakiem zapytania rzeczywistą skuteczność Afgańczyków w zwalczaniu przeciwnika, w chwili gdy za planowanie i realizację strategii wojennej będą odpowiedzialni sami przed sobą,

– nie bez znaczenia pozostaje też stopień infiltracji afgańskich sił bezpieczeństwa przez lokalne bojówki i organizacje islamistyczne. Problem ten najlepiej jest widziany poprzez rosnące (w 2012 śmierć poniosło 60 zachodnich żołnierzy i pracowników wojska) zjawisko tzw. ataków Green-on-blue, a więc ataków afgańskich żołnierzy i policjantów (oraz często przebranych z ich mundury rebeliantów) na żołnierzy zachodniej koalicji,

– bez względu na rosnący potencjał operacyjny i samodzielność afgańskich sił bezpieczeństwa, nie ulega wątpliwości, że nawet w okresie post-2014, będą one zdane na pomoc sił zachodnich. O ile pomoc ta na poziomie realnych działań bojowych nie będzie już tak niezbędna, o tyle pewien stopień wsparcia w postaci logistyki, zaopatrzenia, doradztwa taktycznego czy też finansowania (!) wydaje się nieunikniona. Jej brak z kolei może stać się przyczyną spadku tak długo wypracowywane potencjału lokalnych wojsk, a w dłuższej perspektywie czasowej nawet ich wyraźnego osłabienia. Skutki natury politycznej i bezpieczeństwa tego zjawiska są oczywiste.

– wspomniane powyżej kwestie potwierdzają tezę o tym, że pomimo uzyskania formalnej niezależności i usamodzielnienia się afgańskich wojsk po 2014 (oraz formalnemu zakończeniu misji ISAF), pewna doza obecności sił zachodnich na miejscu będzie w dalszym ciągu wymagana. Bez niej Afgańczycy nie będą w stanie samodzielnie prowadzić działań bojowych i prewencyjnych, nawet nie na poziomie zakładanym na okres za 2 lata, ale nawet tym obecnym,

– powyższe uwarunkowania są jednym z powodów, dla których swoją obecność wojskową w Afganistanie po 2014 chcą kontynuować USA. Naturalnie w zmniejszonym składzie liczbowym oraz realizując z goła odmienne zadania. Niemniej jednak w jak najwyższym stopniu potrzebne, a wręcz niezbędne.

zp8497586rq
Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Jarocki: Afgańczycy coraz bardziej samodzielni, ale wciąż zależni od Zachodu Reviewed by on 9 stycznia 2013 .

Koniec roku to czas rozliczeń i podsumowań. Dokładnie z takim założeniem do sprawy strat własnych w Afganistanie podeszli… sami Afgańczycy. Z opublikowanego przez nich pod koniec 2012 zestawienia wynika, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy afgańska armia straciła 1059. Straty po stronie sił policyjnych i pogranicznych były najprawdopodobniej jeszcze większe. Patrząc na statystyki z lat

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Expert of Poland-Asia Studies Center (www.polska-azja.pl), Amicus Europae Fundation (www.fae.pl) and the Jagiellonian Institute (www.jagiellonski.pl). Member of European Institute for Asian Studies (EIAS). Field of research: Indian-Chinese strategic rivalry in the context of Asian security system; modernization of Indian armed forces; the role of Indian Ocean in the Indian security strategy; changing geopolitical role of Arctic in terms of politics and regional security system. Contributor to the report of NATO Parliamentary Assembly on Arctic strategy, “Security in the High North: NATO’s role”.