Artykuły,Publicystyka

M. Gdański: Przedłużające się walki w Marawi

Filipińskie wojsko w Marawi. Źródło: facebook.com/PhlDeforce

Walki o filipińskie Marawi wciąż trwają – to już połowa trzeciego miesiąca walk o miasto położone na wyspie Mindanao, które 23 maja zostało zdobyte przez bojowników lokalnych radykalnych grup, które przysięgły wierność tzw. Państwu Islamskiemu (Islamic State, IS), dowodzonych przez Isnilona Hapilona. Od tego czasu filipińska armia, wspierana także z powietrza, mozolnie odbija kolejne części miasta, które zostały zajęte przez bojowników i zamienione w twierdzę. Dlaczego pomimo tak zdecydowanej przewagi filipińskiego wojska walki trwają tak długo, kilkukrotnie już przekraczając wyznaczone przez polityków i dowódców terminy?

 

23 maja opinia publiczna na całym świecie została zszokowana informacjami płynącymi z Filipin – oto mało wcześniej znane bojówki zdołały zdobyć dwustutysięczne miasto Marawi, położone na północy drugiej największej wyspy Filipin, czyli Mindanao, co opisywałem wcześniej tutaj. Dopiero po paru dniach filipińscy politycy i wojskowi otrząsnęli się z szoku, dzięki czemu można było realnie ocenić sytuację. Bojownicy już od dłuższego czasu planowali tę operację, kiedy nagle ich kryjówka została zaatakowana przez oddziały filipińskiego wojska, których zadaniem było właśnie oczyszczanie terenu południowych Filipin z radykalnych organizacji. Atak wojska został odparty, po czym bojownicy niezwłocznie przystąpili do realizacji swojego planu i zaatakowali Marawi. Atak zakończył się powodzeniem – nieliczne oddziały znajdujące się w mieście nie miały możliwości odparcia szturmu kilkuset bojowników, pomimo że wywiad informował o możliwym zagrożeniu ze strony bojowników. Napastnicy natychmiast zaczęli wywieszać w widocznych miejscach flagi IS, a także zaatakowali m.in. szpital, szkołę i katedrę, skąd porywali chrześcijan, a także uwolnili więźniów z tamtejszego więzienia, gdzie znajdowali się  m.in. ich towarzysze. Filipińska armia po paru godzinach zablokowała wszystkie drogi dojazdowe do miasta i przystąpiła do operacji odbicia miasta, przeszukując i oczyszczając wszystkie ulice, dom po domu – operacji, która trwa już 74 dni.

 

Kim są napastnicy?

Ataku dokonały lokalne radykalne grupy bojowników: Maute, Abu Sayyaf, Bangsamoro Islamic Freedom Fighters oraz Ansar Khalifa, które wspólnie wraz z tutejszym liderem, Isnilonem Hapilonem, ogłosiły przynależność i wierność IS. Innymi ważnymi dowódcami są bracia Omar i Abdullah Maute, którzy bezpośrednio dowodzą grupą nazwaną od ich nazwiska (najprawdopodobniej ten pierwszy został już zabity). Te grupy istnieją od kilku lub kilkunastu lat, jednakże do tej pory ich wysiłki koncentrowały się głównie na porwaniach i nielicznych atakach terrorystycznych. W związku z tym, że składają się one z mieszkańców okolicznych terenów, ich znajomość topografii jest znakomita, dzięki czemu dotychczasowe walki filipińskiej armii z nimi na terenach pokrytych dżunglą była bardzo dużym wyzwaniem.

W Marawi, według początkowych szacunków, znalazło się od 100 do 500 bojowników, obecnie już wiadomo na pewno, że liczba ta jest większa, jako że na dziś (4.08) ich straty wynoszą 502 osoby. W związku z nieuniknionym upadkiem IS na terenie Iraku i Syrii, na nieoficjalnych kanałach informacyjnych radykalnych islamistów od niedawna zaczęły pojawiać się zachęty do przenoszenia się właśnie na teren Filipin by tam odbudować kalifat. Świadczy o tym także wypowiedź samego Hapilona w 10 numerze magazynu Rumiyah wydawanego przez IS, gdzie pod pseudonimem Abu ‘Abdillah al-Muhajir mówi m.in. o stałym napływie bojowników do Azji południowo-wschodniej. Potwierdzają to także informacje przekazywane bezpośrednio przez armię: 17 lipca poinformowano o przynajmniej 10 weteranach walk w Mosulu, którzy znajdują się i walczą w Marawi, zaś 28 lipca przekazano wiadomość o schwytaniu 59 osób próbujących przedostać się do strefy walk w mieście by wesprzeć walczących tam bojowników – co prawda wszyscy z nich byli Filipińczykami, jednakże ich przeszłość pozostawała niewyjaśniona, w związku z czym przynajmniej część z nich mogła być zaangażowana w inne aktywności IS na całym świecie.

Bojownicy IS znajdujący się w mieście nie mają nic do stracenia i zgodnie z radykalną interpretacją islamu chcą do śmierci walczyć za swoją religię. W związku z tym najczęściej tworzą małe grupki, które za pomocą ognia snajperskiego i ładunków wybuchowych starają się wyrządzić jak największe szkody. Do osłony przed ogniem używani są cywile w formie ruchomych tarcz.

 

Filipińska armia

Na przeciwko bojownikom IS stoi filipińska armia, składająca się z elitarnych oddziałów marines, wolnych batalionów z południowej części kraju a także częściowo rezerwistów, co łącznie daje kilku tysięcy żołnierzy, najprawdopodobniej około 3-5 tys. Duża część z nich nie pochodzi z Marawi, czego skutkiem jest dużo mniejsza orientacja w terenie, co zwłaszcza w mieście jest poważnym czynnikiem utrudniającym prowadzenie walki.

Oddziały te nie są w przygotowane do walk miejskich, jako że dotychczas najczęstszym polem walk były albo dżungla, albo inne obszary pozamiejskie. W związku z tym ani taktyka, ani wyposażenie nie są adekwatne do wyzwań przed nimi stojącymi. Cytując jednego z dowódców batalionów walczących w Marawi: „Oni nie mają masek gazowych, gazu łzawiącego, okularów noktowizyjnych ani indywidualnej komunikacji radiowej pozwalającej na porozumiewanie się ze sobą na polu bitwy.” Ponadto wielu z nich przystępuje do oczyszczania budynków bez niezbędnego ubioru pozwalającego na uchronienie się przed obrażeniami, bez granatów dymnych i bez całej reszty ekwipunku pozwalającego na skuteczniejszą walkę w terenie miejskim.

By wesprzeć filipińskie wojska, kilka państw zdecydowało się udostępnić swoje zasoby: uczyniły to m.in. Australia, wysyłając parę samolotów patrolowych, oraz Chiny, które wysłały uzbrojenie o łącznej wartości ponad 7 mln USD,  zaś USA udzieliły wsparcia bezpośrednio w samym mieście siłami specjalnymi.

W związku z tym, że głównym zagrożeniem dla filipińskich żołnierzy jest ogień snajperski, dowódcy postawili na udzielenie im wsparcia z powietrza – nalotów dokonują samoloty FA-50 oraz śmigłowce, które zrzucają na wskazane obszary bomby. Na ile to niedokładna broń wskazują przynajmniej dwa przypadki zrzucenia takich bomb na własnych żołnierzy: kolejno 1 czerwca i 12 lipca zginęło 10 oraz 2 żołnierzy, zaś kolejnych kilkunastu zostało rannych. Po tych wydarzeniach czasowo zawieszono bombardowanie celów za pomocą FA-50 na czas wyjaśnienia sprawy – 5 sierpnia wróciły do wykonywania misji.

 

Miejsce walk

Początkowo walki miały miejsce w obrębie całego miasta, co dobrze pokazuje grafika przedstawiona przez Agencję Reuters:

Początkowe miejsca walk w Marawi. Źródło: Agencja Reuters: http://fingfx.thomsonreuters.com/gfx/rngs/PHILIPPINES-ATTACK/010041F032X/index.html

Z upływem kolejnych tygodni walki zaczęły coraz bardziej przesuwać się w kierunku części miasta położonej na wschodzie.

Późniejsza faza walk o Marawi. Źródło: Agencja Reuters: http://fingfx.thomsonreuters.com/gfx/rngs/PHILIPPINES-ATTACK/010041F032X/index.html

Miasto w tej części jest bardzo gęsto zabudowane, co widać po zdjęciach satelitarnych udostępnionych przez Stratfor, ukazujących rozmiar poważnych zniszczeń:

Zniszczenia w Marawi. Źródło: Stratfor, https://worldview.stratfor.com/article/visualizing-fierce-battle-marawi-city

Budynki zrównane z ziemią. Źródło: Stratfor, https://worldview.stratfor.com/article/visualizing-fierce-battle-marawi-city

Ruiny w wielu miejscach miasta umożliwiają snajperom krycie się wśród gruzów i w ten sposób zagrażanie życia filipińskim żołnierzom, tak jak to widać na nagraniu pokazanym przez telewizję ABS-CBN.

 

Zachowanie państwowych władz

Od samego początku operacji filipińskie władze zapewniały, że kontrolują sytuację i że miasto zostanie odbite lada dzień. Pierwotne plany zakładały że terroryści zostaną pokonani w ciągu 10-15 dni, z czasem były one stopniowo wydłużane, niemniej pomimo powolnego tempa walk wciąż z ust najwyższych urzędników płynęły zapewnienia że Marawi w najbliższych dniach zostanie odbite. Dopiero ostatnie tygodnie przyniosły realne spojrzenie na powagę sytuacji, stąd też stan wyjątkowy został wydłużony, zaś prezydent Duterte nie naciska na natychmiastowe rozwiązanie sytuacji. Prezydent próbował rozmawiać z niektórymi grupami powiązanymi z radykałami, które mogłyby pomóc w udzielaniu humanitarnej pomocy na miejscu walk, stanowczo jednak nie zgadzał się na jakiekolwiek rozmowy z grupami bezpośrednio zaangażowanymi w konflikt.

Początkowo najwyżsi urzędnicy unikali pojawienia się w mieście objętym walkami – prezydent Duterte pojawił się w mieście dopiero w 60 dniu walki, dziś (04.08) ma miejsce kolejna wizyta prezydenta wśród walczących wojsk, mająca na celu podwyższenie ich morale. Wraz ze zbliżającym się zakończeniem walk, wojska odwiedził także szef filipińskich sił zbrojnych, Eduardo Año.

W związku ze zdobyciem miasta przez IS, na terenie całej wyspy Mindanao wprowadzono stan wojenny, początkowo na okres 60 dni (maksymalny początkowy okres dopuszczony przez konstytucję), po czym pod koniec lipca został on przedłużony do końca 2017 roku.

 

Obecna sytuacja

Walki powoli, ale nieustannie zmierzają ku końcowi. Parę dni temu filipińskim wojskom udało się ostatecznie przechwycić jeden z kluczowych mostów, co ponownie ograniczy strefę zajmowaną przez terrorystów. Zgodnie z informacjami podawanymi przez wojsko, liczba bojowników najprawdopodobniej stopniała do liczby około 60-70 (choć jeszcze miesiąc temu liczba ta miała wynosić 80 terrorystów). Wśród nich wciąż znajduje się Isnilon Hapilon, na co wskazują wojskowe źródła, co przeczy pojawiającym się plotkom o jego możliwej ucieczce. Obszar pozostający do odbicia to mniej więcej 2,5 barangay (na Filipinach najmniejsza jednostka administracyjna, w mieście również obszar najbliższego sąsiedztwa lub kwartał), czyli nieco mniej niż 1 km2.

Jako że bitwa wkracza w swoją decydującą fazę, można spodziewać się jeszcze większej determinacji bojowników IS, którym fizycznie będzie brakować miejsca na wycofywanie się. Jednym z przykładów na zwiększenie intensywności działań w tej fazie jest fakt, iż teraz żołnierze muszą się zmagać ze znaną z miast Bliskiego Wschodu taktyką, czyli umieszczaniem wśród gruzów i ruin IED (improvised explosive devices). W związku z tym bardzo trudno jest oszacować tempo, w jakim żołnierze będą oczyszczać pozostałe około 500 budynków, pozostające pod kontrolą terrorystów, zwłaszcza w wypadku podkładania tam IED, co znacząco spowalnia postępy, nawet do kilku oczyszczonych budynków dziennie. Nie da się więc powiedzieć ile jeszcze czasu walki w mieście mogą potrwać – prezydent Rodrigo Duterte oznajmił, że jeśli będzie taka potrzeba, to jest on przygotowany na kolejny rok walk – wszystko byleby ocalić możliwie dużą liczbę zakładników wciąż pozostających w rękach bojowników.

Do tej pory w Marawi według oficjalnych źródeł zginęło ponad 650 osób, wśród nich 522 bojowników, 119 filipińskich żołnierzy (a blisko tysiąc zostało rannych) oraz 45 cywili. Z rejonu walk ewakuowanych zostało około 360 tys. osób, które przeniosły się do okolicznych miast i ośrodków ewakuacyjnych, gdzie niezbędne jest udzielenie im pomocy humanitarnej.

 

Przyszłość Filipin i Mindanao

Z całą pewnością nie można powiedzieć, że wraz z zakończeniem walk w Marawi problem z radykalnym islamem w regionie się rozwiąże – wręcz przeciwnie, wraz z kurczącym się terytorium IS na Bliskim Wschodzie kuszące staje się stworzenie nowego kalifatu na terenie z takim potencjałem jak Azja Południowo-Wschodnia. Tutaj wszak znajduje się największe muzułmańskie państwo świata, czyli Indonezja. Dlatego też pastwa regionu wzmacniają swoje i regionalne wysiłki mające na celu zmniejszenie tego zagrożenia. Czy to jednak może okazać się skuteczne? Dotychczasowa historia walki z problemem terroryzmu nie napawa optymizmem. Być może właściwym byłoby ustanowienie rozwiązań systemowych, które pozwoliłyby rządom w regionie, m.in. w Manili, na uporządkowanie stosunków z muzułmanami i w ten sposób przeciwdziałanie pojawianiu się przyszłych problemów. Czy jednak stać na to prezydenta Duterte, znanego ze swoich słów że mógłby zjeść wątroby terrorystów? Odpowiedź brzmi: nie, co jest na tyle niepokojącą wiadomością, że w mediach pojawiają się informacje o tym, że część najmłodszych ewakuowanych mieszkańców chciałaby zostać bojownikami IS, jako że w ich mniemaniu lepiej spełniało ono obowiązki państwa. Wszystko więc wskazuje na to, że zakończenie walk w Marawi nie wpłynie w żaden sposób na poradzenie sobie z problemem terroryzmu na południu Filipin i w całym regionie, zaś przyszłość w dalszym ciągu będzie naznaczona przez kolejne porwania i zamachy.

 

Maksym Gdański

 

Dodatkowo: W trakcie walk w Marawi pojawiło się kilka opowieści reporterów, którzy opowiadają o codziennym życiu w mieście podczas walk czy też o swoich osobistych przeżyciach związanych z walkami. Zachęcam do przeczytania:

http://www.news24.com/World/News/dusty-teddy-bear-lies-in-war-ruined-philippine-city-20170623

http://www.aljazeera.com/blogs/asia/2017/07/scarred-city-philippines-170709132309776.html

http://www.aljazeera.com/blogs/asia/2017/07/residents-mourn-battle-ridden-philippine-city-marawi-170720102447717.html

http://www.abc.net.au/news/2017-08-01/journalist-adam-harvey-recounts-being-shot-and-following-ordeal/8748408

Udostępnij:
  • 28
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    28
    Udostępnienia
M. Gdański: Przedłużające się walki w Marawi Reviewed by on 6 sierpnia 2017 .

Walki o filipińskie Marawi wciąż trwają – to już połowa trzeciego miesiąca walk o miasto położone na wyspie Mindanao, które 23 maja zostało zdobyte przez bojowników lokalnych radykalnych grup, które przysięgły wierność tzw. Państwu Islamskiemu (Islamic State, IS), dowodzonych przez Isnilona Hapilona. Od tego czasu filipińska armia, wspierana także z powietrza, mozolnie odbija kolejne części

Udostępnij:
  • 28
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    28
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź