Artykuły,Publicystyka,Top news

M. Dzikowicz: Goniąc zajączka, czyli odpływ kapitału z Chin

Od 2013 roku widać wyraźny wzrost chińskich inwestycji zagranicznych. Co ciekawe idą one szerokim strumieniem nie tylko z pomocą państwowych spółek, ale również osób prywatnych. Rok 2016 był absolutnie rekordowym pod tym względem. Odpływ kapitału netto wyniósł niemal 725 miliardów dolarów.  Spowodowało to uszczuplenie się rezerw walutowych Państwa Środka o niemal 320 miliardów dolarów. Przy słabnącym wzroście gospodarczym i wzroście kosztów pracy, rząd w Pekinie w zdecydowany sposób podszedł do regulacji tego tematu.

Od wielu lat w Chinach obowiązuje ścisłe ograniczenie w zakupie obcych walut przez obywateli. Na jedną osobę przypada limit w wysokości 50 tys. dolarów rocznie. Teoretycznie taką samą kwotę można więc wytransferować zagranicę. To ograniczenie przez wiele lat było bardzo skrzętnie omijane przez prywatnych inwestorów. Lokowali oni środki głównie w zagraniczne nieruchomości. Na tym rynku chiński pęd zaczął się ok. 2011 roku, a miał swoją kulminację w latach 2014 – 2016. W tym czasie najpopularniejszym sposobem na omijanie ograniczeń była wymiana i wysyłka pieniędzy małymi transzami poprzez tzw. słupy. Na rynku pojawiło się wiele firm, które oferowały usługi transferu pieniędzy za granicę. Jednocześnie chiński operator kard płatniczych – Unionpay – umożliwiał ominięcie systemu. Była możliwość zainstalowania terminala płatniczego w Europie, który system identyfikował jako znajdujący się na terytorium Państwa Środka. Wielokrotnie na własne oczy widziałem płatności wykonywane za pomocą karty przy zakupie nieruchomości i samochodów. Ich wartość dochodziła do kilkuset tysięcy euro. W pewnym momencie nieformalnych metod na ominięcie restrykcji pojawiło się naprawdę dużo. Co ciekawe, w procederze brały udział państwowe banki, jak np. Bank of China. Mimo że oficjalnie tego typu usług nie reklamowano, to były one dostępne dla majętnych klientów. W Chinach nic nie dzieje się bez przypadku. Wiele osób – w tym i ja – uważało, że dopuszczanie wspomnianych praktyk przez rząd miało na celu zapobieżenie głębokiemu kryzysowi na lokalnym rynku nieruchomości.

Od lat wewnątrz Chin rosła bańka, a ceny osiągnęły niebotyczne sumy. Jednocześnie duża ilość wolnej gotówki na rynku powodowała nieproporcjonalne rozgrzanie rynku zarówno w dużych miastach, jak i na prowincji. Najpierw wprowadzono ograniczenia w ilości posiadanych nieruchomości, a następnie nieformalnie zachęcano inwestorów indywidualnych do lokowania swoich środków w nieruchomości za granicą. Patrząc z perspektywy czasu, wolumen transakcji dokonywanych przez chińskich nabywców za granicą przekroczył nawet oczekiwania rządu w Pekinie. Ten boom inwestycyjny był jednak błogosławieństwem dla pogrążonych w kryzysach rynków nieruchomości na południu Europy, czy w USA. Dzisiaj jednak sytuacja wygląda zgoła inaczej.

Wraz ze spozwoleniem gospodarki i względnej równowagi na lokalnym rynku nieruchomości, rząd na nowo zaczął rozglądać się za pieniędzmi, które mogłyby być zainwestowane w Chinach. Dotyczy to nie tylko inwestorów indywidualnych, ale również firm. W przypadku tych ostatnich zaczęto monitorować transakcje przekraczające 5 milionów dolarów, podczas gdy wcześniej ten limit wynosił 50 milionów.  Dokładnie prześwietlane są inwestycje w nieruchomości, papiery wartościowe i surowce. W przypadku inwestorów prywatnych ograniczenia poszły zdecydowanie dalej. Poprawiono bankowy system komputerowy, który teraz znacznie utrudnia wysyłkę pieniędzy za pomocą podstawionych osób. Uniemożliwiono również dokonywanie dużych transakcji za pomocą kart Unionpay. Mastercard i Visa zostały zmuszone do ograniczenia wysokości jednej transakcji do 5 tys. dolarów. Przy wymianie pieniędzy wszystkie osoby indywidualne proszone są o deklarację, że gotówka nie zostanie wykorzystana na zakup nieruchomości oraz papierów wartościowych za granicą. Te zabiegi w poważny sposób utrudniają działanie firm, które pośredniczyły w zakupie jednostek funduszy inwestycyjnych i nieruchomości poza granicami Państwa Środka. Jak mówił mi James Hartshorn z Bartra Capital, które obsługuje inwestycje w Wielkiej Brytanii i Irlandii: „Jeszcze nigdy nie było takiego problemu z transferem środków do Europy. Nastręcza to wiele problemów inwestorom i deweloperom. Część z kupujących z racji niemożności przetransportowania środków straci wysokie zadatki, które wnosiło przy podpisaniu umów deweloperskich”. Ograniczenia w Chinach odbiją się szerokim echem na Cyprze, w Portugalii, czy nawet USA. To na tych rynkach kupujący z Chin stanowili najliczniejszą grupę. Dennis Guttig, dyrektor zarządzający Affinity Group China, mówi: „Sytuacja jest naprawdę poważna. Jako firma obserwujemy spadek pobytu o ok. 50% ze strony chińskich nabywców. W znacznej mierze jest to spowodowane ograniczeniami w transferze kapitału do USA”. Do tej pory zawsze rynek znajdował sposoby na ominięcie barier. W tym wypadku wydaje się to bardzo trudne. Świadectwem tego jest konieczność wycofywania się chińskich podmiotów z projektów deweloperskich poza granicami Państwa Środka. Jedną z głośniejszych tego typu spraw w ostatnich miesiącach było zawieszenie projektu w Malezji przez firmę Country Garden Holdings. W oficjalnym komunikacie spółka przyznała, że jednym powodem wycofania się z projektu były trudności z transferem kapitału, zarówno przez sam podmiot, jak i indywidualnych nabywców. Jak mówi Wang Jing, dyrektor zarządzający Delsk Group, czyli jednego z większych podmiotów na rynku zagranicznych inwestycji w nieruchomości: „Dzisiaj jedyną możliwością transferu środków zagranicę wydają się kryptowaluty, diamenty i złoto. Już pracujemy z deweloperami nad możliwością zapłaty za nieruchomość za pomocą tych właśnie środków płatniczych”. Media donosiły, że jeden z dubajskich deweloperów umożliwił nabywanie nieruchomości przy pomocy bitcoina, czyli jednej z kryptowalut. Znając determinację rządu w Pekinie i ta możliwość zostanie niedługo w sprawny sposób ograniczona. (aktualizacja: właśnie tak się stało: LINK)

Ruchy chińskiego rządu na tym polu mają ogromny wpływ nie tylko na gospodarkę samego Państwa Środka, ale również wiele gospodarek innych krajów. Ta sytuacja to klasyczny przykład gonienia zajączka. Dotychczas w wielu takich sytuacjach rząd w Pekinie radził sobie zaskakująco dobrze. Zobaczymy jak poradzi sobie tym razem. Jednym z efektów może być liberalizacja rynku dla firm zagranicznych, które chciałyby zainwestować w Chinach, a tym samym polepszyć bilans płatniczy. Pierwszym krokiem było otwarcie rynku papierów dłużnych dla zagranicznych inwestorów. Z niecierpliwością czekamy na następne ruchy.

 

Marek Dzikowicz

 

źródło zdjęcia: Adrianna Calvo, https://www.pexels.com/photo/city-sunset-coast-cathedral-58737/

Udostępnij:
  • 16
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    16
    Udostępnienia
M. Dzikowicz: Goniąc zajączka, czyli odpływ kapitału z Chin Reviewed by on 18 września 2017 .

Od 2013 roku widać wyraźny wzrost chińskich inwestycji zagranicznych. Co ciekawe idą one szerokim strumieniem nie tylko z pomocą państwowych spółek, ale również osób prywatnych. Rok 2016 był absolutnie rekordowym pod tym względem. Odpływ kapitału netto wyniósł niemal 725 miliardów dolarów.  Spowodowało to uszczuplenie się rezerw walutowych Państwa Środka o niemal 320 miliardów dolarów. Przy

Udostępnij:
  • 16
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    16
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź