Artykuły,Japonia news

M. Citko: Pole bitwy o przyszłość elektrowni atomowych

Elektrownia atomowa w Onagawie, fot. Nekosuki600

Powszechnie wiadomo, że po trzęsieniu ziemi o sile ok. 9 stopni w skali Richtera i spowodowanej nim fali tsunami, które nawiedziły Japonię 11 marca 2011 r., w odległości ok. 70 km od linii brzegowej wybrzeża Sendai, w regionie Tohoku, w północnym regionie wyspy Honshu, oraz katastrofy w elektrowniach atomowych w prefekturze Fukushima, stopniowo zatrzymano prace wszystkich reaktorów odpowiedzialnych za produkcję energii z powodu konieczności przeprowadzenia kontroli.

Wokół energii jądrowej powstało również wiele kontrowersji w samej Japonii i na całym świecie. Wiele państw postanowiło tymczasowo zawiesić plany lub zupełnie zrezygnować z budowy elektrowni jądrowych na terenie swoich krajów. Niemcy, Szwajcaria, Hiszpania, Belgia, Meksyk, Tajwan, Stany Zjednoczone, a nawet Francja, która jest jednym z najbardziej zależnych od energii jądrowej krajem na świecie, przedsięwzięły już stosowne środki w tej kwestii. Wielu specjalistów spekulowało, czy w Japonii nastąpi powrót do energii jądrowej, czy kraj ten zarzuci jej produkcję.

Potentat reaktywuje reaktory

Pomimo deklaracji japońskiego Ministerstwa Gospodarki, Handlu i Przemysłu (METI) w Energy White Paper 2011 w październiku 2011 r., że rząd poczyni wysiłki, aby w przyszłości zależność Japonii od produkcji energii jądrowej była znacznie mniejsza niż w marcu 2011 r., oraz aby zwrócić się w stronę odnawialnych źródeł energii, Tokyo Electric Power Company (TEPCO) ogłosiła 28 kwietnia 2012 r., że opracowała już plany stopniowego uruchomienia reaktorów we wszystkich posiadanych przez siebie elektrowniach atomowych w ciągu najbliższych dwóch lat. Warto wspomnieć, że Tokyo Electric Power Company (TEPCO) – japońska firma zajmująca się produkcją, przesyłaniem i dystrybucją energii elektrycznej na terenie stolicy Japonii (Tokio, regionu Kanto, prefektury Yamanashi i wschodniej części prefektury Shizuoka) – jest największą firmą w Azji w swojej branży (oraz czwartą na świecie), a jej udział w japońskim rynku elektryczności wynosi ok. 30 proc. W swoim posiadaniu ma trzy elektrownie atomowe (z 17 reaktorami) oraz 26 cieplnych i 160 elektrowni wodnych.

Import przegrywa z zapotrzebowaniem

Priorytety rządu oraz prywatnych firm japońskiego sektora energetycznego bardzo się różnią w kwestii produkcji energii jądrowej w Japonii. Wygląda jednak na to, że potrzeba zwiększenia zapotrzebowania na produkcję energii, szczególnie w okresie letnim, kiedy w wielu regionach Japonii panują upały, powoli wygrywa z rządową polityką „odchodzenia od energii jądrowej” i tym samym zwiększony import ropy naftowej oraz gazu naturalnego nie wystarcza, aby zapewnić bezpieczeństwo sektora energetycznego w Japonii oraz zapobiec dalszym podwyżkom cen za energię w tym kraju. 3 lipca 2012 r. firma Kansai Electric Power Company (KEPCO) uruchomiła, pierwszy od kryzysu, w Fukushimie reaktor (nr 3) w elektrowni atomowej Oi, w prefekturze Fukui. Osiągnął on pełną moc produkcyjną 9 lipca 2012 r., umożliwiając rządowi zmniejszenie oszczędności energii w niektórych regionach zachodniej Japonii. Drugi reaktor (nr 4) w tej samej elektrowni jądrowej, którego prace zatrzymano 22 lipca 2011 r., został uruchomiony o godz. 21, niespełna 12 miesięcy później od dnia jego wyłączenia. Tylko od kwietnia 2012 r. firma TEPCO podwyższyła ceny za elektryczność o ok. 17 proc. Ze względu na kontrowersje wokół energii atomowej w Japonii jeden z wiceministrów METI, Seishu Makino, był obecny przy uruchomieniu obydwu rektorów. Zaplanowano też, że reaktor nr 4 osiągnie pełną moc produkcyjną, w wysokości 1,18 mln kW, 25 lipca 2012 r., odciążając zwiększoną produkcję energii w innego rodzaju elektrowniach oraz uzupełniając jej niedostatki w zachodniej Japonii. Region Kansai jest drugim największym w Japonii centrum przemysłowym i przed katastrofą w Fukushimie był najbardziej zależny od energii jądrowej – 11 reaktorów w trzech elektrowniach atomowych wytwarzało ok. 50 proc. energii konsumowanej w tym regionie. W styczniu 2012 r. reaktory w regionie Kansai wciąż produkowały energię, ostatni odcięto w marcu 2012 r.

Kontrowersje i protesty

Pomimo pomyślnego uruchomieniu dwóch reaktorów w elektrowni jądrowej Oi w prefekturze Fukui oraz dalszych planów uruchamiania kolejnych reaktorów, nie mogło obejść się bez kontrowersji. Narodowa Agencja Bezpieczeństwa ds. Energii Jądrowej i Przemysłu ogłosiła bowiem, że elektrownia Oi znajduje się na terenie zagrożonym trzęsieniami ziemi, co poparła opinią prof. Mitsuhisy Watanabe z Uniwersytetu Tokijskiego, pochodzącą z czerwca 2012 r. oraz nawoływała do przeprowadzenia kolejnych badań i zasięgnięcia opinii innych ekspertów. Firma KEPCO odpowiedziała, że decyzje o uruchomieniu rektorów, opiera wyłącznie na opiniach specjalistów. Pracownicy wyżej wspomnianej agencji widzą ponadto konieczność zbadania zagrożenia trzęsieniami ziemi w okolicach prefektury Ishikawa, gdzie znajduje się m.in. elektrownia jądrowa Shika należąca do Hokuriku Electric Power Company (Hokuden). Tego rodzaju dyskusje pomiędzy prywatnymi firmami sektora energetycznego a agencjami rządowymi na forum publicznym z pewnością powodują zamieszanie wśród mieszkańców prefektury Fukui, którzy liczą na szczęśliwe zakończenie, czyli bezpieczeństwo oraz mniejsze ceny za energię elektryczną. Decyzja rządu o stopniowym powrocie do produkcji energii jądrowej w Japonii spotkała się ze sprzeciwem ok. 46 proc społeczeństwa japońskiego. Grupa mieszkańców z prefektur tego samego regionu, Kioto i Shiga, złożyła nawet do METI oficjalną prośbę z 23 tys. podpisów o odwołanie decyzji rządu o uruchomieniu dwóch reaktorów w elektrowni atomowej Oi. Zdania wśród Japończyków oraz specjalistów odnośnie powrotu do produkcji energii jądrowej nadal są podzielone i należy się spodziewać, że takie pozostaną przez długi czas.

Rozwiązanie tymczasowe

Przypomnijmy, że pierwszy reaktor atomowy uruchomiono w Japonii w 1966 r., ale to od 1973 r. produkcja energii jądrowej stała się priorytetem japońskiego sektora energetycznego. W marcu 2011 r. energia atomowa sięgnęła poziomu ok. 30 proc. w całkowitej konsumpcji energii. Japonia była wówczas trzecim, po Stanach Zjednoczonych i Francji, największym na świecie producentem energii jądrowej. Priorytetem rządu Japonii był zaś wzrost udziału energii atomowej w całkowitej rocznej konsumpcji energii do poziomu ok. 40 proc. w 2017 r. i ok. 50 proc. – w 2030 r. Nie należy się zatem dziwić, że rząd Japonii podjął w końcu decyzję o powrocie do produkcji energii jądrowej. W perspektywie długoterminowej możliwe są bowiem zmiany priorytetów, stopniowe odejście od energii atomowej oraz zwrócenie się ku innym rozwiązaniom. Jednak w sytuacji Japonii, która jest trzecim na świecie, po Stanach Zjednoczonych i Chinach, producentem energii elektrycznej, nierealnym byłoby przez lata polegać jedynie na polityce „oszczędności energii” lub w szybkim tempie wybudować innego rodzaju elektrownie. Niedostatki energii po katastrofie w marcu 2011 r. wciąż są bowiem odczuwalne. Japonii potrzebne jest teraz rozwiązanie tymczasowe i nierozsądnie byłoby nie skorzystać z istniejącej wciąż infrastruktury do produkcji energii jądrowej (54 reaktory na terenie całej Japonii).

Zatrzeć złe wrażenie

Nie sposób obecnie przewidzieć, jak zakończy się powrót do energii atomowej w Japonii – czy będzie to rozwiązanie tymczasowe czy też długoterminowe. Prawdopodobnie rozsądnie byłoby stopniowo odejść od produkcji energii jądrowej w Japonii, ze względu na duże zagrożenie trzęsieniami ziemi oraz przejść na bezpieczniejsze rozwiązania, tj. energię odnawialną, z której Japonia już częściowo korzysta. Innym rozwiązaniem byłyby nadzwyczajne środki bezpieczeństwa przy produkcji energii jądrowej, które z pewnością Japonia jest w stanie zapewnić technologicznie, lecz nie potrafi przecież przewidzieć przyszłości i tego, gdzie będzie kolejne trzęsienie ziemi. Należy się zatem spodziewać, że przy uruchomieniu każdego kolejnego rektora powstawać będą podobne kontrowersje i dyskusje, aż kwestia przyciągnie uwagę nie tylko społeczeństwa japońskiego, lecz również całej społeczności międzynarodowej. Państwa Europy będą najprawdopodobniej krytykować decyzje rządu japońskiego, a kraje Azji będą je wspierać, ponieważ obecna polityka energetyczna na tych dwóch kontynentach diametralnie się różni. Japonia może się zatem stać „polem bitwy” o przyszłość energii atomowej na świecie, z czego chyba nie do końca zdaje sobie sprawę. Decyzja rządu japońskiego powodowana jest bowiem sytuacją wewnętrzną oraz niedoborem w produkcji energii. Jednak to od Japonii w tej chwili zależy przyszłość energii jądrowej. Jeśli firmom japońskiego sektora energetycznego, we współpracy z administracją rządową, szczęśliwie uda się uruchomić większość reaktorów i nie będzie kolejnej atomowej katastrofy, być może Japończykom uda się zatrzeć złe wrażenie po kryzysie w Fukushimie i energia jądrowa będzie miała przyszłość w tym kraju.

Artykuł został opublikowany w Gazecie Finansowej Online.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Citko: Pole bitwy o przyszłość elektrowni atomowych Reviewed by on 22 sierpnia 2012 .

Elektrownia atomowa w Onagawie, fot. Nekosuki600 Powszechnie wiadomo, że po trzęsieniu ziemi o sile ok. 9 stopni w skali Richtera i spowodowanej nim fali tsunami, które nawiedziły Japonię 11 marca 2011 r., w odległości ok. 70 km od linii brzegowej wybrzeża Sendai, w regionie Tohoku, w północnym regionie wyspy Honshu, oraz katastrofy w elektrowniach atomowych w prefekturze Fukushima, stopniowo zatrzymano prace wszystkich reaktorów odpowiedzialnych za produkcję energii z powodu

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź