Artykuły

M. Chodownik: Tajlandia – turyści odwołują wakacje

W październiku i listopadzie o 20 proc. zmalało zainteresowanie Tajlandią jako miejscem wypoczynku. Wtedy uzasadnienie było jasne – powódź. Turyści odwoływali swoje rezerwacje z powodu katastrofy naturalnej jaka ogarnęła niemalże cały kraj. Był to czas, kiedy wody powodziowe dotarły także do Bangkoku, stolicy kraju. Mimo że Tourism Authority of Thailand (TAT) wciąż przekonuje, że sytuacja na rynku turystycznym nie będzie się pogarszać to z drugiej strony, prognozy Stowarzyszenia Hoteli (Thai Hotels Association, THA) na grudzień wcale nie podnosiły na duchu. Te wskazywały, że spadek ten może sięgnąć nawet 40 proc. Powody?

1. Powódź

Tegoroczna powódź była największą od dziesiątków lat. Objęła niemalże całą powierzchnię kraju i spowodowała ogromne straty. Bez wątpienia to ona stała się główną przyczyną odwoływania przez turystów wycieczek do Tajlandii.

Obrazy zalanych pagód i miast obiegły cały świat. Zniszczenia jakie dokonał żywioł z pewnością na jakiś czas zmieni obraz turystycznie interesujących miejsc Tajlandii (tu chociażby można wymienić zalanie Ayutthaya i znajdujących się na jej terenie pagód, włączonych na listę UNESCO czy zdjęcia pogrążonego w wodzie Bangkoku, którego również nie udało obronić się przed żywiołem). Nie jest zaskakującym więc, że turyści nie chcą odpoczywać w kraju, który zmaga się ze skutkami katastrofy naturalnej (i w którym powódź jeszcze się nie skończyła). Z drugiej strony, zmniejszenie zainteresowania turystyką jest bardzo niekorzystne dla kraju, który jak najszybciej musi wrócić do poprzedniego stanu (sprzed powodzi). By sprawnie i szybko odbudować kraj potrzebne są także przychody z turystyki, z której dochód znacznie zasila tajskie budżety. Spadek ten jest więc w obecnej sytuacji podwójnie dotkliwy dla obywateli – zarówno dla finansów jako takich jak i dla programu „odbudowy” kraju po katastrofie naturalnej.

2. Bezpieczeństwo

Tajlandia nie ma ostatnio dobrej reklamy. Kryzys polityczny, który często wyrażany manifestacjami na ulicach kraju, nie wpływa pozytywnie na poczucie bezpieczeństwa przybywających do Tajlandii turystów. Poza demonstracjami jednak, zdarzają się inne incydenty, które budzą kolejne wątpliwości.

W grudniu znów słyszeć mogliśmy o podkładanych w stolicy Tajlandii bombach. W jednym tylko grudniowym tygodniu podłożono ich 8 (w dwóch osobnych incydentach). Nie jest to bynajmniej nowością w Bangkoku. Takie sytuacje zdarzały się wcześniej i najpewniej będą się powtarzać.

“Informacje o podkładanych bombach w Bangkoku szybko się rozniosły (…). To spowodowało, że wielu turystów nie zdecydowało się na przyjazd do Tajlandii co ma wpływ na turystykę i biznes hotelowy w sezonie.”,  powiedział  Prakit Chinamourphong, Prezydent Stowarzyszenia Hoteli THA

Przywódcy sił mundurowych nie chcą jednak komentować tych wydarzeń, gdyż obawiają się, że to przestraszy kolejnych turystów. Najgorsze w takich sytuacjach są jednak: dezinformacja i niedomówienia. Nie od dziś wiadomo, że okresem, w których zagrożenie bombami w Tajlandii jest bardzo realne to właśnie czas Świąt Bożonarodzeniowych oraz Nowy Rok. Jednak gdyby jasnym było kto i w jakim celu bomby podkłada, łatwiej byłoby obliczyć zagrożenie dla dzielnic turystycznych a tym samym dla samych turystów.

3. Cenzura

Ostatnie oskarżenia za popełnienie „lese-majeste” budzą wiele kontrowersji i to nie tylko wśród Tajów.

Problem „lese-majeste” przybrał ostatnio międzynarodowe oblicze. Amerykanin Joe Gordon (urodzony w Tajlandii mężczyzna, który znaczną część swojego życia spędził w USA) został skazany na 2,5 roku więzienia za przetłumaczenie na język tajski fragmentów zakazanej w Tajlandii biografii Króla i zamieścił je w internecie. Sprawa ta z pewnością byłaby dużo mniej kontrowersyjna gdyby nie fakt, że mężczyzna posiada amerykańskie obywatelstwo a to, co zrobił, zrobił będąc w Stanach Zjednoczonych. Później, kiedy przyleciał do Tajlandii na leczenie, został aresztowany i skazany za popełnienie „lese-majeste”.

To nie pierwszy przypadek, który pokazuje, że inne niż tajskie obywatelstwo wcale nie zwalnia nas z odpowiedzialności za popełnione wykroczenia (te opisane w prawie tajskim). Dość przerażającym sygnałem cenzury są także informacje zawarte w mediach. Czytając jeden z komentarzy w zagranicznej prasie o sytuacji w Tajlandii, natknęłam się na umieszczoną pod artykułem notatkę, która informowała czytelnika, iż komentowanie pod materiałem celowo jest uniemożliwione. Dlaczego? Autorka wyjaśnia, że jeżeli zdarzyłoby się tak, że osoba komentująca zostawiłaby wpis godzący w dobre imię tajskiej Rodziny Królewskiej, ona sama mogłaby stanąć za to przed tajskim sądem (takie sytuacje i oskarżenia za nieusunięte komentarze też miały już miejsce). Bardzo możliwe, że dziennikarka przebywa w Tajlandii i obawia się o swoją wolność. Dużo prościej jest osobom komentującym wydarzenia z zewnątrz choć i te (jak w przypadku Joe Gordona) nie mogą mieć pewności czy po przybyciu do Tajlandii nie będą miały nieprzyjemności.

Obecnie na sprawy sądowe i wyroki za popełnienie „obrazy majestatu” czeka w Tajlandii około 100 osób.

Nie wątpliwie wszystkie trzy elementy nie mają korzystnego wpływu na dzisiejszy wizerunek Tajlandii, co w konsekwencji przekłada się na spadki w turystyce. I choć powódź była tu czynnikiem zdecydowanie dominującym, coraz silniej odczuwalny jest też brak poczucia bezpieczeństwa. Ten najbardziej odbija się na turystyce rodzinnej oraz turystyce ekskluzywnej (hotele cztero- i więcej gwiazdkowe, które najbardziej odczuwają obecny spadek zainteresowania – ok. 30 proc.).

Z obserwacji wynika także, że dziś nie tylko staramy się jeść zdrowiej (eko, bio) czy kupować towary, przy produkcji których nie są wykorzystywane dzieci bądź mamy pewność, że pracodawcy gwarantują swoim pracownikom  przyzwoite warunki pracy (fair trade) ale także zaczynamy zwracać uwagę na to, do jakich krajów podróżujemy – czy jest to kraj szanujący prawa człowieka, czy swoją wycieczką nie pomagamy zarabiać reżimom itp. Jest to zjawisko wciąż bardzo nowe i nie ma (jeszcze?) większego znaczenia dla rynku turystycznego, jednak trend zwracania uwagi na ww. kwestie powoli zaczyna być wśród turystów widoczny. Oczywiście dużo łatwiej zrezygnować jest z kierunków mniej turystycznych czy mniej atrakcyjnych niż np. „rajska” Tajlandia. I mimo że ograniczenia wolności słowa wymieniane są jako czynnik mający dziś wpływ na spadek zainteresowania wakacjami w tym kraju, osobiście wątpię by był on długofalowy (patrząc chociażby na rynek turystyczny sąsiedniej Kambodży). Sam fakt oskarżeń o popełnianie „obrazy majestatu” może jedynie przestrzegać przyjezdnych, natomiast nie ich powstrzymywać.

Autorka: Magdalena Chodownik

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Chodownik: Tajlandia – turyści odwołują wakacje Reviewed by on 11 stycznia 2012 .

W październiku i listopadzie o 20 proc. zmalało zainteresowanie Tajlandią jako miejscem wypoczynku. Wtedy uzasadnienie było jasne – powódź. Turyści odwoływali swoje rezerwacje z powodu katastrofy naturalnej jaka ogarnęła niemalże cały kraj. Był to czas, kiedy wody powodziowe dotarły także do Bangkoku, stolicy kraju. Mimo że Tourism Authority of Thailand (TAT) wciąż przekonuje, że sytuacja

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź