BLOGOSFERA

„Los Angeles Times”: Matura po koreańsku

800px-Korea-Busan-Doosong_Middle_School-0812 listopada w całej Korei Południowej 650 uczniów kończących zdawało najważniejszy test w życiu.

Co roku, tego właśnie dnia, cały 48-milionowy naród wstrzymuje oddech: samoloty przestają latać, samochodom nie wolno trąbić, wstrzymany jest hałaśliwy ruch uliczny, a głośne rozmowy są uciszane.

Koordynator egzaminów Chae Su-beom doskonale zna procedury. Dwa razy w ciągu tego niezwykle ważnego dnia, przez 30 nieskończenie długich minut powinien stać całkowicie nieruchomo. Żadnego kasłania, żucia gumy, głośnego oddychania, a nawet kontaktu wzrokowego z uczniami zdającymi egzamin. Kobiety obowiązują dodatkowe zakazy: żadnego ostrego makijażu ani perfum, których zapach mógłby rozproszyć zdających egzamin. Nie ma też mowy o butach na wysokich obcasach, które mogłyby stukać na podłodze z linoleum.

Za tym skrupulatnie kontrolowanym procesem egzaminacyjnym kryje się narodowa obsesja na punkcie sukcesu. Zdaniem wielu Koreańczyków, wyniki listopadowych egzaminów decydują nie tylko o miejscu na uniwersytecie, ale o statusie społecznym na całe życie.

Egzaminy trwają od ósmej rano do piątej po południu. Ich najważniejszą częścią  są półgodzinne testy, sprawdzające umiejętność rozumienia ze słuchu – język koreański rano, angielski po południu. To one właśnie wymagają ogólnonarodowej ciszy. Studenci słuchają nagranych dialogów lub krótkich tekstów i odpowiadają na związane z nimi pytania.

Osoby nadzorujące przebieg egzaminów, takie jak Chae, poddane są ogromnej presji. – Nie wolno mi się ruszać. Dla uczniów to najważniejszy dzień w ich życiu, więc muszę stać całkowicie nieruchomo, żeby nie odwracać ich uwagi – mówi nauczyciel wiedzy o społeczeństwie ze szkoły Seocho w Seulu.

Koreańskie egzaminy składają się z testów wielokrotnego wyboru oraz zadań otwartych. W przeciwieństwie do podobnych egzaminów w innych krajach, egzamin w Korei – z języka, matematyki i historii, organizuje się tylko raz w roku i nie można go powtarzać.

Taka sytuacja prowadzi do obsesyjnych, często niezgodnych z prawem zachowań. Często zdarzają się skandale związane ze ściąganiem, a wielu rodziców zmusza dzieci, aby rozpoczęły przygotowania do egzaminów kilka lat wcześniej. Wielu absolwentów szkół średnich planuje studia za granicą, ale dla tych którzy zdecydują się zostać, wyniki egzaminów są kluczowe.

– W Korei obsesja na punkcie wykształcenia jest powszechna. Dlatego system edukacji przypomina wyścig, w którym każdy stara się dostać na najlepsze studia. Rodzice inwestują wszelkiego rodzaju środki, aby zapewnić dzieciom jak najwyższe miejsce na drabinie społecznej – tłumaczy Kim Hye-sook, profesor na Uniwersytecie Yonsei w Seulu.

Środki, jakie podejmuje się, żeby zapewnić uczciwy przebieg egzaminów, mogą wprawić w osłupienie.  Według oficjalnych danych, w tym roku zostało odwołanych lub opóźnionych 90 lotów krajowych z lotniska Gimpo w Seulu. Wszystko po to, żeby nie kolidowały z egzaminami w pobliskich szkołach.

W większości wielkich miast opóźnia się godziny porannego szczytu, aby uczniowie nie utknęli w korkach w drodze do placówek egzaminacyjnych. Ci, którzy mają problemy z dotarciem na miejsce, mogą zwrócić się o pomoc policji. Tego dnia nawet giełda rozpoczyna pracę godzinę później, z uwagi na możliwe spóźnienia pracowników.

Wokół każdej szkoły, w której odbywają się egzaminy, krążą patrole policyjne, które mają zapewnić ciszę i spokój w całej okolicy. Oznacza to, że nie wolno głośno jeździć na motorach ani używać klaksonów w nieuzasadnionych wypadkach.

– Każdy mieszkaniec Korei Południowej wie, że ma obowiązek włączyć się do tej akcji. Nawet jeśli nie ma własnych dzieci, to ma bratanków czy siostrzeńców, którzy zdają egzamin. Czyli musi zachowywać się cicho. Jeśli nie będzie współpracował, zostanie przez wszystkich uznany za wroga – powiedział Kim Eunhee, nauczyciel angielskiego, koordynator egzaminów w szkole Seocho.

Tej jesieni Kim i jego współpracownicy poświęcili tygodnie na przygotowania. Ze względu na zagrożenie epidemią świńskiej grypy musieli przedsięwziąć dodatkowe środki ostrożności. Każdy z uczniów musiał mieć nie tylko długopis i arkusz egzaminacyjny, ale również dwie maski i dwie butelki płynu dezynfekującego do rąk. Dla chorych uczniów przygotowano osobne sale egzaminacyjne.

Mimo tak starannych i skrupulatnych przygotowań, do okręgowych centrów egzaminacyjnych i tak dociera bardzo wiele skarg od niezadowolonych rodziców. Narzekają oni, że krzesła były niewygodne, sale za zimne albo za ciepłe. Najwięcej skarg dotyczy osób, które  nadzorują przebieg egzaminów.

– Przeszkadza im nawet nasz oddech. A ponieważ uczniowie są zdenerwowani, to i nam się to udziela – mówi Kim Hae-ja, nauczyciel literatury, który nadzoruje egzaminy w szkole Seocho.

Zdaniem uczniów, te wszystkie środki są skuteczne. Jak sami twierdzą, świadomość, że mogą wymagać ciszy od otoczenia, pomaga im w koncentracji. Odgórnie narzucona cisza nie wystarcza jednak niektórym rodzicom. Wielu gromadzi się pod kościołami i świątyniami, a nawet pod ośrodkami egzaminacyjnymi, aby modlić się o dobre wyniki. Inni dają dzieciom słodkie, lepkie ciastka ryżowe z nadzieją, że pomogą im „przylepić się” do listy najwyższych ocen.

Kiedy uczniowie pojawiają się na egzaminach, koledzy z młodszych klas witają ich plakatami, na których widnieją hasła: „Wybierz właściwą odpowiedź!”, „Pokaż, na co cię stać!”, „Życzymy najlepszych wyników!”

Chae potrząsa głową. Wie, co wtłacza się do głowy tym młodym ludziom: jeśli im się powiedzie, otworzą się przed nimi drzwi najlepszych uczelni, potem pojawią się oferty dobrej pracy, i sukces w życiu zapewniony. Jeśli poniosą porażkę, zostaną uznani za życiowych nieudaczników.

W ciągu tygodni poprzedzających egzamin Chae nieraz widział uczniów zasypiających w klasie po całonocnej nauce, a w przeddzień egzaminu obserwował, jak młodzi ludzie opuszczali szkołę z oczami pełnymi strachu i niepokoju.

Kiedy szkoła opustoszała, Chae (47 lat) poszedł na ostatnie już w tym roku zebranie koordynatorów, gdzie po raz kolejny przypomniano mu zasady właściwego zachowania. – Chciałbym, aby ten egzamin zniesiono. Rodzi zbyt dużą rywalizację i paraliżuje cały naród.

Artykuł ukazał się na portalu onet.pl. Jego autorem jest John M. Glionna

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Los Angeles Times”: Matura po koreańsku Reviewed by on 23 listopada 2009 .

12 listopada w całej Korei Południowej 650 uczniów kończących zdawało najważniejszy test w życiu. Co roku, tego właśnie dnia, cały 48-milionowy naród wstrzymuje oddech: samoloty przestają latać, samochodom nie wolno trąbić, wstrzymany jest hałaśliwy ruch uliczny, a głośne rozmowy są uciszane. Koordynator egzaminów Chae Su-beom doskonale zna procedury. Dwa razy w ciągu tego niezwykle ważnego

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź