BLOGOSFERA

„Los Angeles Times”: Gniew zatrutego miasta

Bhopal-Union_Carbide_1Wypadek ten był największą katastrofą przemysłową na świecie

W wyniku tej awarii śmierć poniosło ponad 15 tysięcy osób. Setki tysięcy odniosło obrażenia. Ćwierć wieku później nadal nikt nie chce wziąć za nią odpowiedzialności.

Mieszkańcy indyjskiego miasta Bhopal wciąż mają żal do firmy Union Carbide, właściciela zakładów chemicznych, w których 25 lat temu, w grudniu 1989 roku, doszło do olbrzymiego wycieku trujących substancji. Złość lokalnej społeczności skupia się również na koncernie Dow Chemical, który nabył Union Carbide w 2001 roku, po czym odmówił wzięcia na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności za wypadek.

Krytyka nie omija także indyjskiego rządu, który w ramach pozasądowej ugody zaakceptował sumę uważaną przez wielu za śmiesznie niską, a potem nie zadbał odpowiednio o poszkodowanych. – Codziennie pijemy truciznę, a władze wciąż obiecują nam czystą wodę – narzeka 46-letnia Hazara.

Nazwa Bhopal stała się synonimem braku odpowiedzialności korporacji. Wypadek dał początek gorącym debatom o moralności międzynarodowych przedsiębiorstw i ich wpływie na środowisko.


Aby zachować pamięć o tragedii sprzed ćwierć wieku, władze stanu Madhja Pradesz, na którego terenie do dziś stoją niszczejące zakłady, zaproponowały utworzenie w miejscu wypadku muzeum podobnego do tych w Hiroszimie, Czarnobylu czy nowojorskiej strefie Ground Zero.

Pomysł ten nie spodobał się jednak mieszkańcom okolicy. Ich zdaniem teren fabryki powinien zostać oczyszczony, zaś w pierwszej kolejności należy zaspokoić potrzeby ofiar. – Zamiast przeznaczać środki na muzeum, powinni inwestować w żywych – uważa D.K. Satpathy, emerytowany dyrektor miejscowego Medico Legal Institute, który gromadzi dane o rozmiarach szkód.

W 1989 roku przedsiębiorstwo Union Carbide zawarło z indyjskim rządem ugodę przewidującą wypłatę odszkodowania w wysokości 470 milionów dolarów. Porozumienie zwalniało firmę z wszelkich zobowiązań w przyszłości. Dla niektórych ocalałych z katastrofy oznaczało to 500 dolarów rekompensaty. Dziesiątki tysięcy ludzi zostało jednak z niczym. Nie byli bowiem w stanie przebrnąć przez proces rejestracji.

– To wygląda tak, jakbyśmy byli żebrakami, a oni dawali nam jałmużnę – mówi Hazara. Jej 500 dolarów zniknęło w ciągu kilku miesięcy. Musiała sama opiekować się bliskimi, którzy cierpieli z powodu chronicznego zmęczenia i problemów ze wzrokiem. – Co mamy zrobić, żeby wywalczyć sobie sprawiedliwość? – pyta kobieta.

Mieszkańcy wezwali koncern Dow Chemical, by przeprowadził dokładne oczyszczenie terenu. Ich zdaniem w okolicach zakładów znajduje się 350 ton toksycznych odpadów. Szkodliwe substancje niszczą zbiory, zatruwają wody gruntowe, powodują raka, defekty u noworodków, uszkodzenia neurologiczne, zaburzenia cyklów menstruacyjnych i choroby psychiczne.

Według raportu opublikowanego w ubiegłym tygodniu przez organizację Bhopal Medical Appeal, badanie wód gruntowych przeprowadzone w czerwcu wykazało, że poziom czterochlorku węgla przekracza 2400 razy normy uznawane za bezpieczne. W Stanach Zjednoczonych substancja ta została wycofana z listy produktów konsumenckich w latach 70.

Bhopal ma 1,8 miliona mieszkańców. Wprawdzie lokalne władze instalują wodociągi, lecz mimo to około 25 tysięcy osób wciąż korzysta ze studni i innych źródeł wód głębinowych.

Przedstawiciele Dow Chemical utrzymują, że nigdy nie prowadzili zakładów w Bhopalu i nie ponoszą odpowiedzialności za skutki katastrofy. Union Carbide przyznaje na swojej stronie internetowej, że wypadek sprzed 25 lat był potworną tragedią. Firma przekonuje jednocześnie, że wypełniła swoje zobowiązania.

W tamtym czasie spółka była zarządzana przez Indusów. Sąd najwyższy w Indiach zatwierdził ugodę. Chemiczny gigant twierdzi, że finansowane z pieniędzy firmy śledztwo wykazało, iż wypadek był efektem sabotażu. Miejscowa społeczność podważa tę opinię.

25-letni student Sanjay Verma uważa, że wskazywanie winnych przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. – Jeśli ciągle będziemy zrzucać winę na siebie nawzajem, znajdziemy się w sytuacji bez wyjścia – przekonuje Verma, który jako półroczne dziecko stracił rodziców, trzy siostry i dwóch braci. – Ludzie potrzebują czystej wody, opieki medycznej i finansowej rekompensaty – dodaje.

W ostatnich dniach grupy zrzeszające ofiary awarii organizowały marsze, wystawy fotografii, odczyty poezji oraz akcje palenia wizerunków. Był też „dobroczynny bufet” na który zaproszono przedstawicieli władz. Wśród posiłków, jakie proponowano, były m.in. „quiche z resztkami z reaktora”, „mus z mułu wapiennego”, „suflet ze smoły” i inne dania przygotowane z toksycznych odpadów, które oficjele uważają za nieszkodliwe. Zgodnie z przewidywaniami żaden z rządzących nie skorzystał z zaproszenia.

Chociaż bramy fabryki pozostają zamknięte, dla mieszkańców okolicy koszmar nadal trwa. 45-letnia Bano nie może zapomnieć tamtej nocy. Obudziła się z kaszlem. – Oczy mnie paliły. Ludzie na zewnątrz krzyczeli: „Uciekaj!”. Obudziłam dzieci i wybiegłam z domu. Upadłam. Przebudziłam się w szpitalu.

Mąż Bano zmarł na raka kilka miesięcy po wypadku. Potem odeszli kolejni członkowie jej rodziny: szwagier, matka, brat i bratowa wraz z dwójką dzieci. Wszyscy mieli gruźlicę albo raka.

Niektórzy z ocalałych żałowali, że nie zginęli w katastrofie. Teraz denerwują się, że świat zwraca uwagę tylko na wielkie rocznice. – Nie mogę spać, nie trawię normalnie, oczy mi łzawią, przez cały czas drapię się po zainfekowanym ciele – mówi Bano. – Wolałabym umrzeć, niż znosić te cierpienia.

54-letni metalurg Satinath Sarangi uważa, że podstawowym problemem są powiązania pomiędzy rządem a chciwymi korporacjami. W latach 80. firma Union Carbide łatwo pozbyła się problemu, bo pestycydy były wówczas podstawą forsowanej przez władze polityki „zielonej rewolucji”, polegającej na zwiększeniu produktywności w rolnictwie.

– Jako zwykły obywatel nie możesz liczyć na to, że twój rząd, organy sądownicze czy ustawodawcze ochronią cię przed wielkim biznesem – mówi Sarangi. Jego zdaniem wielonarodowe koncerny w dalszym ciągu mają ogromny wpływ na rządzących, którzy mierzą postęp wyłącznie w kategoriach ekonomicznych.

Artykuł ukazał się na portalu onet.pl. Jego autorem jest Mark Magnier.
Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Los Angeles Times”: Gniew zatrutego miasta Reviewed by on 8 grudnia 2009 .

Wypadek ten był największą katastrofą przemysłową na świecie W wyniku tej awarii śmierć poniosło ponad 15 tysięcy osób. Setki tysięcy odniosło obrażenia. Ćwierć wieku później nadal nikt nie chce wziąć za nią odpowiedzialności. Mieszkańcy indyjskiego miasta Bhopal wciąż mają żal do firmy Union Carbide, właściciela zakładów chemicznych, w których 25 lat temu, w grudniu 1989

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź