BLOGOSFERA

„Los Angeles Times”: Dlaczego nie mogę wrócić?

800px-3rd_floor_of_Narita_Terminal_2_200507Chiński bloger od miesiąca koczuje na lotnisku w Tokio

Władze Chin nie chcą go wpuścić do kraju, a on sam odmawia wjazdu do Japonii.

Feng Zhenghu siedzi na ławce naprzeciwko budki japońskich celników i spokojnie przygląda się dziesiątkom tysięcy pasażerów, którzy codziennie przewijają się przez lotnisko Nartia w Tokio. On sam odmawia przejścia przez odprawę celną, bo to oznaczałoby, że wchodzi na terytorium Japonii, a tego właśnie postanowił nie zrobić. Chce wrócić do domu, do Chin.

Od czerwca chińskie władze już osiem razy odmówiły temu 55-letniemu Fengowi powrotu do ojczyny. Cztery razy linie lotnicze nie pozwoliły mu wsiąść na pokład samolotu. Również cztery razy udało się mu dotrzeć aż na międzynarodowe lotnisko Pudong w Szanghaju, skąd został wysłany z powrotem do Tokio. Podczas ostatniej takiej podróży, która miała miejsce 2 listopada, Feng podjął stanowczą decyzję: po powrocie na lotnisko Narita odmówił przekroczenia granicy Japonii.

Ten ekonomista, bloger i publicysta broniący praw człowieka został skazany w 2000 roku na karę trzech lat więzienia za książkę, w której krytykował regulacje prawne dotyczące inwestowania firm zagranicznych w Chinach. Władzom nie spodobało się również jego przemówienie na temat wydarzeń na placu Tiananmen 1989 roku.

Jednak jak twierdzi Feng, władze chińskie nie mogą wygnać go z kraju pod byle pretekstem. Niedawno przyznał, że wolałby gnić w chińskim więzieniu niż żyć jako wolny człowiek w Japonii lub gdziekolwiek indziej.

Chociaż jest bardzo zły na swój rząd, Feng tęskni za ojczyzną, rodziną, przyjaciółmi i miejscami, gdzie spędził większość życia. – Chcę tylko wrócić do domu. Jestem Chińczykiem. Dlaczego nie mogę wrócić? Nie zrobiłem nic niezgodnego z prawem. Napisałem książkę, w której nie zgodziłem się z regulacjami prawnymi chińskiego rządu – mówi Feng. Ma łzy w oczach.

Przypadek Fenga przywodzi na myśl film Stevena Spielberga „Terminal”  z 2004 roku z Tomem Hanksem w roli głównej. Jednak w przeciwieństwie do filmowego bohatera, Chińczyk nie ma dostępu do lotniskowych barów i restauracji oraz prysznica z ciepłą wodą. W hali przylotów koczuje już prawie miesiąc. Większość pracowników i podróżnych nie wie nawet, że tam jest.

Feng wstaje o 6 rano, obudzony przez pierwszych pasażerów. Idzie spać około północy. Śpi na ławce, często z torbą pod głową zamiast poduszki. Na białym T-shircie flamastrem napisał informacje o swoim proteście, po angielsku i po chińsku. Koszulkę naciągnął na torbę podróżną, tworząc w ten sposób mały plakat. Jedno z haseł głosi: „Rząd Chin powinien się wstydzić.”

Feng korzysta z komórki. Odbiera telefony i wysyła wiadomości tekstowe. Pisze też dziennik na swoim komputerze. Już od tygodni nie miał okazji się umyć. W publicznych toaletach codziennie ochlapuje tylko twarz wodą. Żywi się przekąskami, które zostawią mu litościwi pasażerowie: cukierkami, ciastkami i zupkami w proszku.

Dla władz lotniska nietypowy pasażer stanowi kłopot. Urzędnicy twierdzą, że nie mogą mu pomóc – najpierw musi przekroczyć granicę Japonii. – Codziennie ktoś próbuje mnie namówić, żebym opuścił lotnisko. Przekonują mnie, że na zewnątrz jest pięknie i będę mógł się najeść. Wystarczy tylko przejść przez te drzwi.

Kilka dni Feng przeżył wyłącznie o wodzie z kranu, ponieważ właściciele lotniskowych barów odmawiali przyjmowania od niego pieniędzy.

– Widać, że władze Japonii chcą się zdystansować do tego problemu. Początkowo sądzili, że jeśli nie zapewnią mu jedzenia, Chińczyk przekroczy granicę. Jednak źle ocenili jego determinację – powiedział Yang Jianli, stypendysta Kennedy School of Government na Uniwersytecie Harvarda.

(…) Siostra Fenga, mieszkająca w Japonii, nie dostała pozwolenia, aby odwiedzić brata. Często dzwoni do niego na komórkę. – Mój brat jest uparty. Twierdzi, że jest tylko jedno wyjście z tej sytuacji – powrót do Chin.

W kwietniu tego roku Feng, absolwent prawa, wyjechał do Japonii. Wcześniej spędził 41 dni w chińskim więzieniu, gdzie został osadzony bez podania przyczyny. Chińskie władze utrzymywały, że będzie mógł powrócić do Szanghaju w czerwcu, po 20. rocznicy stłumienia zamieszek na Placu Tiananmen.

Kiedy w połowie czerwca próbował wrócić, władze zamknęły mu drogę powrotu i do dziś odmawiają prawa wjazdu do Chin.

Kiedy Feng zobaczył na lotnisku jednego z wyższych rangą funkcjonariuszy Partii Komunistycznej, natychmiast napisał krótką wiadomość na skrawku papieru, i podał jednej z towarzyszącej mu osób. Do tej pory nie otrzymał żadnej odpowiedzi.

Tymczasem bezsenne noce i długie dni zaczynają niekorzystnie odbijać się na jego zdrowiu. Sam przyznaje, że czuje się słaby. Ma podkrążone oczy i otwartą ranę na dolnej wardze. Nie ma jednak zamiaru ruszyć się z lotniska. Zostanie tam tak długo, jak będzie trzeba. – Wszystko zależy od chińskiego rządu – mówi.

Artykuł ukazał się na portalu onet.pl. Jego autorem jest John M. Glionna, Catherine Makino.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Los Angeles Times”: Dlaczego nie mogę wrócić? Reviewed by on 26 listopada 2009 .

Chiński bloger od miesiąca koczuje na lotnisku w Tokio Władze Chin nie chcą go wpuścić do kraju, a on sam odmawia wjazdu do Japonii. Feng Zhenghu siedzi na ławce naprzeciwko budki japońskich celników i spokojnie przygląda się dziesiątkom tysięcy pasażerów, którzy codziennie przewijają się przez lotnisko Nartia w Tokio. On sam odmawia przejścia przez odprawę

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź