BLOGOSFERA

„Los Angeles Times”: A gdy nie będzie króla…

Secretary of Defense Donald H. Rumsfeld host visit of Prime MiniW targanej konfliktami Tajlandii król stanowił symbol jedności i cieszył się poważaniem wszystkich frakcji politycznych. Czy po jego śmierci 65-milionowy kraj pogrąży się w chaosie?

Sześćdziesiąt lat temu wrócił do Tajlandii, by objąć tron po swoim zmarłym bracie. Miał wówczas 22 lata, z których większość spędził zagranicą. Dzień koronacji uświetniła parada marynarki wojennej i pokaz lotniczy. Pół miliona ludzi wyległo na ulicę, by zobaczyć nowego władcę. Jak zanotował jeden z królewskich biografów: „Nawet niebiosa dały znak astrologom: trzy dni przed przyjazdem księcia w Bangkoku spadł grad, po raz pierwszy od 1933 roku”.

Wydawało się, że urodzony w Massachusetts i wykształcony w Szwajcarii Bhumibol nie odnajdzie się w roli króla. Jednak z czasem poprzez swoją skromność i oddanie sprawom kraju zdobył sobie uznanie, nawet uwielbienie Tajów.

Paradoksalnie, najdłużej panujący monarcha świata może paść ofiarą własnego sukcesu – w rodzinie królewskiej nie ma bowiem osoby, która mogłaby godnie kontynuować jego dzieło. 82-letni Bhumibol jest coraz słabszego zdrowia. Nikt nie wie, jak potoczą się losy państwa po jego śmierci. W kraju, który w ciągu ostatnich lat coraz bardziej pogrąża się w politycznym chaosie, budzi to zrozumiały niepokój.

Od 2006 roku, kiedy cieszący się dużą popularnością premier Thaksin Shinawatra został obalony przez wojsko, na tajskiej scenie politycznej toczy się zażarta walka o władzę. Tysiące „czerwonych koszul” – jak określa się przedstawicieli wsi i biedniejszych warstw społeczeństwa – wyległo na ulicę, domagając się od obecnego premiera Abhisita Vejjajivy rozpisania nowych wyborów. „Żólte koszule” – monarchiści, wojskowi i miejska klasa średnia – twierdzą, że protesty te finansuje miliarder Thaksin, który od czasu przewrotu przebywa na emigracji.

Chociaż „żółte koszule” słusznie krytykują byłego premiera za nadużycia, jakich dopuszczał się jego rząd, nie są w stanie przedstawić żadnej rozsądnej alternatywy dla jego polityki – poza dalszą dominacją uprzywilejowanych warstw w kraju, w którym dochody najbogatszych 20 proc. społeczeństwa są trzynaście razy wyższe od dochodów najuboższych 20 proc.

W lutym, w związku z zarzutami o korupcję, sąd najwyższy Tajlandii nakazał konfiskatę majątku Thaksina o wartości 1,4 mld dolarów. Obawiano się wówczas, że decyzja ta doprowadzi do gwałtownych starć między zwolennikami i przeciwnikami byłego premiera.

Jeszcze w grudniu, tuż po wyjściu ze szpitala, osłabiony Bhumibol wzywał Tajów, by „przedłożyli wspólne dobro nad osobiste interesy”. Obserwatorzy obawiają się, że po jego śmierci w 65-milionowym kraju zapanuje kompletny chaos.

Zasady dziedziczenia tronu reguluje w Tajlandii prawo przyjęte w 1924 roku, które mówi, że następcą króla zostaje jego najstarszy syn. Oznaczałoby to, że następcą Bhumibola zostanie książę Maha Vajiralongkorn. Problem w tym, że w tajskim społeczeństwie książę nie cieszy się takim szacunkiem jak jego ojciec, a wiele osób otwarcie powątpiewa w jego umiejętności i kompetencje.

Wielu Tajów uważa, że idealną następczynią Bhumibola byłaby jego córka, księżniczka Maha Chakri Sirindhorn. W konstytucji z 1974 roku znajduje się zapis, że parlament może powołać na tron córkę króla, jeśli ten nie pozostawił po sobie męskiego potomka. Eksperci podkreślają jednak, że dopóki żyje książę, żeńska sukcesja nie będzie możliwa. Ich zdaniem, tron przejmie Vajiralongkorn, co nieodwracalnie osłabi monarchię.

Będzie to również oznaczało zmiany w krajobrazie politycznym kraju. Do tej pory „żółte koszule” mogły łamać zasady demokracji, powołując się na konieczność obrony króla. Monarchistom będzie jednak dużo trudniej utrzymać władzę, kiedy okaże się, że panujący władca nie cieszy się szacunkiem społeczeństwa.

Pozostaje również pytanie, jak zachowa się armia, która od 1935 roku dokonała osiemnastu przewrotów. Według jednego z wpływowych tajskich biznesmenów, najgorszy możliwy scenariusz zakłada, że we frakcji „czerwonych koszul” pojawi się charyzmatyczny lider, wzywając do  walki z „podwójnymi standardami w społeczeństwie Tajlandii”, co da wojskowym pretekst do użycia siły w obronie status quo. Chang Noi, publicysta z Bangkoku, podejrzewa, że wojskowi mogą też nie dopuścić do kolejnych wolnych wyborów – jeśli uznają, że bardziej im się to opłaca, niż po raz kolejny obalać wybranych w nich polityków.

Jest też i bardziej optymistyczny scenariusz, zgodnie z którym śmierć króla doprowadzi do umocnienia demokracji. Jednak żeby tak się stało, w Tajlandii musi się rozpocząć ogólnonarodowa dyskusja o przyszłości kraju. Nie jest to możliwe, dopóki sukcesja jest tematem tabu, a wszelkie rozmowy o niej – zagrożone karą za obrazę majestatu. Imię Bhumibola Adulyadeja oznacza: „Siła Ziemi, Nieporównywalna Moc”. Być może najlepszym prezentem, jaki ten władca może dać swoim poddanym, jest pozwolenie na to, by mogli już zacząć planować swoje życie bez niego.

Artykuł ukazał się na portalu Onet.pl. Jego autorem jest Stanley A. Weiss.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Los Angeles Times”: A gdy nie będzie króla… Reviewed by on 31 marca 2010 .

W targanej konfliktami Tajlandii król stanowił symbol jedności i cieszył się poważaniem wszystkich frakcji politycznych. Czy po jego śmierci 65-milionowy kraj pogrąży się w chaosie? Sześćdziesiąt lat temu wrócił do Tajlandii, by objąć tron po swoim zmarłym bracie. Miał wówczas 22 lata, z których większość spędził zagranicą. Dzień koronacji uświetniła parada marynarki wojennej i pokaz

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź