Artykuły,Publicystyka

L. Ślazyk: Dlaczego projekt A2 wypalić nie mógł?

highwayPomiędzy zawirowaniami w PJN, kwestią embarga rosyjskiego na polskie ogórki i klapą z otwarciami kolejnych stadionów piłkarskich przebija się co rusz temat zamieszania przy realizacji budowy 2 odcinków autostrady A2. Zamieszanie to ma związek z firmą COVEC, którego dotyczy piątkowy komunikat Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad opisujący aktualny stan negocjacji z tym chińskim konsorcjum w sprawie dalszej budowy autostrady A2.

„Istotne nowe elementy związane z zakresem prac i warunkami finansowymi dotyczące budowy autostrady A2 przedstawiło w czwartek popołudniu Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad konsorcjum firm China Overseas Engineering Group Co. Ltd., Shanghai Construction (Group) General Co., China Railway Tunnel Group Co. Ltd., DECOMA Sp. z o.o. Według tego, co przekazały nam chińskie firmy umożliwi im to przyspieszenie budowy autostrady A2, wycofanie powiadomienia o odstąpieniu od budowy oraz dotrzymanie terminu kontraktowego. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad oceni ich zasadność oraz zgodność z kontraktem i przepisami prawa, tak by ustosunkować się do nich najdalej w poniedziałek 13 czerwca 2011 roku.”

Mógłbym posłużyć się cytatem z pewnej mówionej piosenki: „Wiedziałem, że tak będzie, wiedziałem…”

Cała granda z polską autostradą budowaną przez Chińczyków wynika z tych samych dziecinnych błędów, które są powodem rozpaczy wielu drobnych polskich przedsiębiorców rozpaczających, że zostali oszukani przez ”cholernych żółtków”. I ci wielcy decydenci od dróg i ci drobni handlarze pamięciami flashowymi zakładali, że Chiny są miejscem permanentnego cudu cenowego, że wszystko co chińskie musi być niesamowicie tanie. Dlaczego? Ponieważ kiedy pytali o cenę dostali propozycję najlepszą na świecie. Tylko, że rozmowa o cenie z firmą z Chin to taka gra wstępna. Przynajmniej z punktu widzenia Chińczyków. A od gry wstępnej do pełnego zbliżenia droga daleka. Z punktu widzenia Chińczyków bowiem sprawa wygląda tak (dla zobrazowania posłużę się przykładem awionetki):

Klient, obcokrajowiec zgłasza się zainteresowany nabyciem awionetki. Awionetka ma mieć konkretną konstrukcję jednopłatowca, czteroosobową kabinę, ściśle określony zasięg minimalny, no a przede wszystkim spełniać wszelkie międzynarodowe normy bezpieczeństwa. Klient i Chińczyk wiedzą, że najtańsza tego typu konstrukcja na świecie kosztuje (dajmy na to) 30 tysięcy dolarów. Wie to Chińczyk, wie to klient. Ale klient zakłada, że Chiny są baśniową krainą, gdzie cuda się zdarzają. Więc klient, powiatowy mistrz biznesu i gazela przedsiębiorczości z przebiegłym wyrazem twarzy mówi: „zamówię u ciebie 20 takich samolotów, ale muszę je dostać po 15 tysięcy dolarów”. Chińczyk mówi „To niemożliwe”. Klient z jeszcze bardziej przebiegłym wyrazem twarzy myśli: „cwaniaku, nie ze mną te numery!” i mówi: „sprawdź, policz, zobacz co możesz zrobić”. Chińczyk liczy na wielu kalkulatorach, przegląda zeszyty, dzwoni w wiele miejsc, wypala dwie paczki fajek i wreszcie mówi: „Dobra, zrobię to za 15 tysięcy”. Klient wraca do domu w glorii chwały, unosząc się na chmurze samozadowolenia. Kupił 20 samolotów po 15 tysięcy dolarów. Sprzeda je po 30 tysięcy – myśli – lepszych niż te najtańsze obecnie na rynku. Sprzeda je szybko, wakacje na Mauritiusie już właściwie można sobie rezerwować, niech no Andżela gotuje sobie stroje kąpielowe, bo się będzie działo. A Chińczyk myśli sobie – kontakt z nowym klientem nawiązany. Podkreślam: KONTAKT! Nawet jeśli klient dostał Sales Confirmation na te 20 samolotów, to to wcale nie oznacza, że samoloty za 15 tysięcy dolarów w ogóle przez Chińczyka były rozważane. Jak to nie?! Tak to! Przecież (przypomnę) wszyscy w biznesie awionetkowym wiedzą, że niemożliwe jest wyprodukowanie samolotu za tak małą kwotę. Chyba, że zabawkowego… Rozmowa o cenie uznawana była za Chińczyka za formę nawiązania kontaktu. Chińczyk z góry zakłada, że umowa będzie ponownie negocjowana, bo negocjowana być musi. A jak bardzo? To zależy przecież od wielu czynników. Cen dewiz, albo kosztu materiałów i części na przykład.

Tak samo było w przypadku autostrady. Od samego początku wszyscy wiedzieli, że oferta COVEC jest kosmicznie zaniżona, że ich cena za kilometr jest o kilkadziesiąt procent niższa niż krajowej, czy europejskiej konkurencji. Ale jak w przypadku opisanym powyżej zdrowy rozsądek poszedł spać. Decydenci uwierzyli w cud rodem z baśni braci Grimm. A wystarczyło zapytać kogoś, kto w Chinach pracował parę chwil, żeby uzyskać istotna informację: cena podana przez Chińczyków jest ceną umożliwiającą współpracę, ale nie jest ceną faktyczną. Przecież wszyscy wiedzą, że za te pieniądze autostrady spełniającej warunki przedstawione w przetargu wybudować się nie da. No i się nie dało. Dzisiaj słyszymy, że COVEC chce renegocjować warunki finansowe oraz zakres robót. Stronie polskiej nie pozostawiono właściwie żadnej alternatywy. Nowa firma nie wejdzie „z marszu” na rozgrzebane odcinki. Chińczycy zaś dopną swego: dostaną tyle ile powinni. I ile zakładali, że dostaną w drodze renegocjacji kontraktu. Oni prawdopodobnie zakładali, że do renegocjacji dojdzie znacznie wcześniej. No, bo przecież wiadomo było, że za zaoferowaną kwotę tej drogi zrobić się nie da…

Ale może w ogóle sobie odpuszczą, zabiorą swoje zabawki i pójdą do innej piaskownicy.

Słyszę głosy o tym jak wielkim błędem będzie dla Chin takie nieeleganckie załatwienie sprawy związanej z priorytetową dla Polski inwestycją. Bo ponoć ta historia z polską autostradą rzuci cień na przyszłe działania Chińczyków w Europie. I tu przychodzi mi do głowy inna piosenka, którą wykonywał Jan Kaczmarek: „Oj naiwny, naiwny, naiwny, jak dziecko we mgle…”. Tego typu wypowiedzi świadczą o zupełnej ignorancji, o braku podstawowej wiedzy na temat poczynań Chin w Europie. W zeszłym roku (piałem o tym) zarówno prezydent jak i premier Chin odwiedzili wiele krajów Europy Zachodniej, gdzie podpisano wielomiliardowe kontrakty dotyczące chińskich inwestycji w infrastrukturę, telekomunikację, energię. Twierdzenie, że czkawka z polską autostradą może jakoś wpłynąć na tamte kontrakty to albo naiwność, albo zwykła głupota.

Coraz bardziej skłonny jestem mniemać, że mamy do czynienia z głupotą, niestety. Głupotą podobną do tej, która powoduje, że dorośli ludzie wierzą, że w Chinach można kupić doskonałą awionetkę za 15 tysięcy dolarów. No bo przecież wiadomo, że co chińskie to najtańsze.

Autor: Leszek Ślazyk
Tekst ukazał się na stronie chiny24.com

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
L. Ślazyk: Dlaczego projekt A2 wypalić nie mógł? Reviewed by on 16 czerwca 2011 .

Pomiędzy zawirowaniami w PJN, kwestią embarga rosyjskiego na polskie ogórki i klapą z otwarciami kolejnych stadionów piłkarskich przebija się co rusz temat zamieszania przy realizacji budowy 2 odcinków autostrady A2. Zamieszanie to ma związek z firmą COVEC, którego dotyczy piątkowy komunikat Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad opisujący aktualny stan negocjacji z tym chińskim konsorcjum

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 17

  • to nie polacy pojechali do chin negocjowac wybudowanie tego czy owego, tylko chinczycy do polski, a tu obowiazuja inne reguly gry.

    • Dokładnie. A profesjonalna firma powinna to brać pod uwagę.

  • w dzisiejszej GW jest tekst jak to covec buduje hotel gdzies w polsce z kolejnymi klopotami. nie mi oceniac kto zawinil, ale sytuacja podobna jak z autostrada.
    widac nie wiedzieli jak negocjowac z chinczykami.
    juz pisalem o tym jak sie – nie wiem czy covec, ale chyba oni – wylozyli w arabii saudyjskiej. to saudowie tez nie znali opisanego w artykule sposobu negocjacji? ile tych przypadkow mozna tlumaczyc spiskami i lokalna niegodziwoscia wobec chinczykow?
    bo moze to ich model pracy nie przystaje do cywilizowangeo swiata?
    ja nie wiem, ale zapytac zawsze warto …

  • Avatar Stanisław Dąbrowski

    dość dziwna jest wymowa tego tekstu: „jeśli nie byłeś kilka lat w Chinach, to nie wiesz że podpisana przez Chińczyków umowa tak naprawdę umową nie jest, a jedynie swego rodzaju grą wstępną przed właściwymi negocjacjami”. Brzmi to conajmniej mało poważnie, zupełnie jakby Chińczycy to jakiś inny gatunek przyrodniczy był.
    Pozatym dużo nieuzasadnionych wyzwisk o głupocie Polskich władz – dlaczego nie miano się zgodzić na najtańszą ofertę? Swego czasu było straszne ciśnienie i podniecenie w polskiej dyskusji publicznej wejściem Chińczyków na Polski rynek – ceny miały poszybować w dół, Polska miała tanim kosztem nadrobić infrastrukturalne zacofanie. Nie wybranie chińskiej oferty byłoby politycznym samobójstwem.
    Z drugiej strony przypuszczam, że właśnie dlatego Chińczycy nie budują całości, a jedynie 2/5 by można było zapoznać się z ich kulturą i jakością pracy nie ryzykując wszystkiego. W przypadku klapy (jak to ma miejsce teraz) nie staje całość, a część budowanego odcinka – to nie jest głupie. Pozatym jak autor sobie wyobraża – Chińczcy przedstawiają ofertę, a polski rząd mówi: „nie no ludzie, to za tanio – dołożymy wam jeszcze 20% i budujcie”. Tak się nie prowadzi biznesu.
    Jak wszystko w życiu cały problem z austostradą jest bardzo złożony i z pewnością ciężko jednoznacznie zawyrokować kto jest winny.
    Nalezy jednak podkreślić, że to Chińczycy dali propozycję i podpisali kontrakt z którego się nie wywiązali.

    • Nie uważam Chińczyków za ludzi innych niż my. Uważam ich jednak za ludzi wychowanych w zupełnie innym środowisku. A każdy socjolog zgodzi się z twierdzeniem, że wychowanie w odmiennych środowiskach determinuje zachowania, reakcje, postępowanie w określonych sytuacjach ludzi w tych środowiskach wychowujących się. My z uporem maniaka (a przerabiam temat już 18 rok) chcemy, żeby cały świat reagował na bodźce tak jak my tu nad Wisłą. Ale tak nie jest i nie będzie. W Chinach Ludowych w roku 1985 dokonywano jeszcze rekwizycji ciągników kupowanych przez chłopów na własny użytek. Bo uważano jeszcze w 1985 roku, że własność prywatna to Ciotka Samo Zło. W drugiej połowie lat 90-tych w większości chińskich firm nie występowało zjawisko księgowego. I wtedy faktycznie pojecie zysku i straty traktowano dość swobodnie. To tylko dwa drobne fakty, które mają przemożny wpływ na to jak Chińczycy Ludowi postrzegają tzw. robienie interesów.
      Pozwolę sobie nie zgodzić się z opinią, że w moim tekście jest „dużo nieuzasadnionych wyzwisk o głupocie Polskich władz”. Chyba ich w ogóle nie ma. Nie zgodzę się również z założeniem, ze podstawą biznesu jest wybieranie najtańszej oferty sprzedaży. Kupując samochód – na przykład – telewizor LCD, czy usługę prawnika, nie kierujemy się wyłącznie ceną. Uwzględniamy wiele innych czynników. Przeprowadzanie przetargów wedle zasady „wygrywa najtańszy”, może być dobre w przypadku dostaw piasku (a i to pewnie nie zawsze), ale w przypadku dróg, elektrowni, kolei, itd., itp decyzję o zakupie winny determinować również inne względy. Na przykład realność finansowa, że to tak określę – oferty. Zakładanie, że oferent dopłaci „bo podpisał umowę, więc musi”, jest naprawdę niemądre.

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Dokładnie, w roku 1985 po raz pierwszy pozwolono na posiadanie prywatnych samochodów O_o wtedy w roku 1985 było ich tylko 20 000 !! Patrząc z pod punktu roku 2005 – 31.59 mln !!

        Co do pojęcia zysk i strata w żadnej uspołecznionej gospodarce opartej o centralne planowanie nie występuje pojęcie zysku/straty .. co de facto jest podyktowane niemożliwością rachunku ekonomicznego w tym pięknym systemie … jedno wychodzi z drugiego !!
        A znów po przejściu do skrepowanej gospodarki rynkowej wszystkie SOE miały problem z pogodzeniem Zysku/Straty z ówczesnym systemem emerytalnym … gdzie to przedsiębiorstwa odpowiadały za wypłatę emerytur swoim byłym pracownikom .. pozostałości po rewolucji kulturalnej .etc.etc.

        „W drugiej połowie lat 90-tych w większości chińskich firm nie występowało zjawisko księgowego. I wtedy faktycznie pojecie zysku i straty traktowano dość swobodnie. ”

        Tutaj Szanowny Leszku troszeczkę przesadzasz …. to już było po wprowadzeniu nowego systemu emerytalnego w 1997 roku … przedsiębiorstwa już jak najbardziej działały w oparciu o zasady rachunku ekonomicznego … to raczej odnosi się do końcówki lat ’80 oraz początku lat ’90 …

        ale nie ma co wchodzić w szczegóły …jednym słowem PRAWDA :)

  • pytanie do autora
    pisze Pan o wielomiliardowych kontraktach podpisanych przez przedstawicieli chin podczas europejskiego tournee.
    co dokladnie ma Pan na mysli – beda dostarczali infrastrukture telefoniczna do europy (elektronike), czy tez cos budowali w UE np. z branzy elektronicznej?czy tez sprowadzali cos do siebie? zazwyczaj podpisuja kotrakty na kupno zaawansowanych technologii.

    jak dotychczas wiekszosc dyskutantow tutaj broni pogladu, ze covec zostal w polski spiskiem i wspolpraca broniacych interesow firm wykopany. wlasnie nie wiem jak Pana rozumiec. czyzby znaczylo to, ze u nas ich zachodnie firmy broniace swoich wplywow wykopaly, a u siebie w zachodniej europie pozwola pracowac?
    „Twierdzenie, że czkawka z polską autostradą może jakoś wpłynąć na tamte kontrakty to albo naiwność, albo zwykła głupota.”

    • W zeszłym roku Wen Jiabao, premier ChRL odwiedził Turcję (telefonia komórkowa), Grecję (port, telekomunikacja, drogi, no i oczywiście pożyczka), Włochy (porty, koleje, autostrady), Niemcy (tu tylko kwestia yuana i otwarcie WTO), Belgię (spór o yuana, przegrany przez Europę), Hu Jintao zaś Francję (tu bardziej kupowano) i Portugalię (tu zaś poważnie pożyczano). Tak więc głównie chodzi o sprzedaż istotnych elementów infrastruktury państwom w Europie (nie wspomnę o Ukrainie, Bułgarii, Rumunii, Serbii…).
      Co do COVEC, to nieoczekiwanie mam informacje niejako z pierwszej ręki. Zasłyszane w samolocie, którym wracali umyślni związani z naszymi władzami, a mający za zadanie wyjaśnienie dymu z Chińczykami. Sprawa jest prozaicznie prosta. Pekin zakręca kurek dofinansowywania projektów zagranicznych. Ciekawe swoją drogą dlaczego? Czyżby sprawdzała się moja ostro krytykowana teza, że Chiny wcale nie są tak zamożne jak się wszystkim wydaje? Tak czy inaczej. COVEC wchodząc do przetargu był pewien wsparcia z Pekinu w razie problemów z kasą. Ale nieoczekiwanie Pekin zmienił swoje praktyki i mówi: NIE. Nie ma w tym żadnego spisku, sitwy, koalicji firm europejskich. To nieoczekiwany brak zastrzyków finansowych z Chin.
      Co do zdania: “Twierdzenie, że czkawka z polską autostradą może jakoś wpłynąć na tamte kontrakty to albo naiwność, albo zwykła głupota.” Naprawdę zbyt często popełniamy grzech pychy. Nie jesteśmy strategicznym graczem na mapie świata, nigdy nie byliśmy (przypomnę rok 1919 i traktat wersalski, czy rok 1939, a potem 1945 i Jałtę). To, że nam ktoś da prztyczka, albo nawet klapsa, nie spowoduje nic poza dyplomatycznymi fuknięciami, ze strony „sojuszników”. Powinniśmy o tym pamiętać zawsze, nawet układając i akceptując procedury przetargowe. W przypadku COVEC nie będziemy mieli komu się skutecznie poskarżyć. Tak sądzę. I uważam, że głupotą jest sądzić, że Włochy, czy Anglia będą naciskać Chińczyków na wywiązanie się z jakichkolwiek umów z Polską szantażując ich zerwaniem podpisanych w zeszłym roku umów wspomnianych na początku. Nikt tego nie zrobi.

      • Avatar Adam Izydorczyk

        „W zeszłym roku Wen Jiabao, premier ChRL odwiedził Turcję (telefonia komórkowa), Grecję (port, telekomunikacja, drogi, no i oczywiście pożyczka), Włochy (porty, koleje, autostrady), Niemcy (tu tylko kwestia yuana i otwarcie WTO), Belgię (spór o yuana, przegrany przez Europę), Hu Jintao zaś Francję (tu bardziej kupowano) i Portugalię (tu zaś poważnie pożyczano)”

        Nie do końca wykup obligacji innych państw w przypadku Chin można nazwać inwestycjami, to jest raczej dywersyfikacja swoich poczynań, czyli przerzucenie się z wykupu US Treasury Bonds na Greckie, Portugalskie etc.etc. Każdy kraj buduje portfel obligacji jeśli je wykupuje, dokładnie te same kroki podejmuje Hongkong,Singapur,Szwajcaria, czyli kraje TOP 10 wierzycieli USA.

        Po 2 nie wiem skąd w Polsce istnieje takie przekonanie, że BJ ma możliwość wpakowania określonej gotówki do SOE ?! SOE mają własny bilans, P&L, CF etc.etc. są one niezależne pod względem finansowym, jedynie do czego się ChRL się posuwa to w określonych przypadkach przedsiębiorstwa są zwolnione z płacenia podatków etc.etc.
        Jeśli zaś chodzi o zastrzyki finansowe i pomoc własnym przedsiębiorstwom,- ogranicza się do tworzenia branżowych pakietów stymulacyjnych !! W innych zaś przypadkach kiedy ChRL chce utrzymać władztwo wprowadza prywatyzację czasową tak jak w przypadku Unilever i firmy, która produkowała pastę „Zhong Hua”

        pozdrawiam

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Zapomniałem dodać, że czasami zdarza się też wpływać na decyzję prywatnych firm .. tak też było po raz kolejny w przypadku Unilever … kiedy aktorka grająca w „Lust, Caution” czyli Tang Wei podpisała kontrakt promujący jedną z marek Unilever, po wyświetleniu filmu była ona na cenzurowanym, wtedy też władze wtrąciły się .. kontrakt anulowano, poniesiono oczywiście straty finansowe, ale widać KPCH ma to w d…. !!

  • Leszek Ślazyk przedstawił prostą diagnozę. Problem z chińskimi odcinkami A2 jest wynikiem „dziecinnych błędów” po stronie polskich władz, a może wręcz ich „głupoty”, oraz faktu, że Chińczycy nie traktują poważnie podpisania przez siebie umowy, gdyż „z góry zakładają, że umowa będzie ponownie negocjowana”.
    Czasem, mając na względzie wyrazistość przekazu, mówi się o głupocie jakichś władz, ale ta zarzucana „głupota” czy „naiwność” to tylko takie swoiste ozdobniki tekstu, służące temu, by czytelnik łatwiej odczytywał intencje autora. Wypowiedź Leszka Ślazyka sprawia jednak wrażenie, że autor rzeczywiście podejrzewa polskie władze o naiwność i głupotę a Chińczyków o nieprzejmowanie się podpisanymi umowami. Sprawa udziału COVECu w budowie A2 wydaje się jednak trochę bardziej złożona, niż widzi to Leszek Ślazyk.
    Gdy w 2009 ogłaszano przetarg na budowę 91 km autostrady A2 między Łodzią a Warszawą, to cały ten odcinek podzielono na pięć części. Każda była oddzielnym zdaniem. COVEC złożył oferty tylko na dwa odcinki. Dlaczego nie na pięć odcinków? Gdyby COVEC złożył oferty we wszystkich pięciu przetargach, to w każdym byłby najtańszym oferentem. Realizować wszystkie pięć odcinków było łatwiej niż tylko dwa z nich. Tłumaczenie, że COVEC ocenił, iż 91 km autostrady jest ponad jego siły, należy między bajki włożyć.
    Skoro COVEC złożył ofertę tylko na dwa z pięciu odcinków, to wydaje się, że wiedział, iż dwa zostaną zaakceptowane, a gdy wystąpi o pięć, to wszystkie pięć ofert zostanie odrzuconych. Skąd COVEC wiedział, że gdy ograniczy się do dwóch odcinków, to zostanie zaakceptowany?
    Wygranie przetargów na dwa odcinki przez COVEC spotkało się z ostrą reakcją Brukseli. Cytuję za forsal.pl (9-11-2010):
    „Unijny komisarz ds handlu Karel De Gucht piętnuje decyzję polskich władz. Nie podoba mu się to, że chińska firma będzie budowała fragment autostrady w Polsce. Zaznaczył, że Komisja Europejska będzie przeciwstawiała się takim przypadkom.” i „To jest coś, czego nie możemy zaakceptować – oznajmił De Gucht. I zapowiedział działania w tej sprawie.”
    Zwrócę też uwagę na ciekawą wypowiedź prof. Krzysztofa Rybińskiego wygłoszoną podczas spotkania „Nadchodzą Chiny”, zorganizowanego przez CSPA i innych w dniu 29 września 2010. Wypowiedź profesora przepisuję dosłownie z nagrania, więc będzie chropawa. Mowa to co innego niż pismo, ale nie chcę nic poprawiać. Profesor mówił tak:
    „Wszyscy wiedzą, że jest umowa taka, my dostajemy pieniądze, euro z unii, na infrastrukturę, i z tych pieniędzy płacimy unijnym firmom, żeby budowały tę infrastrukturę. Jak się pojawiła firma chińska, jaka awantura była, prawda… Złamaliśmy umowę! Jak to możliwe, by nasze pieniądze z podatków niemieckich idą teraz (…) ale jak Chińczycy doszli do koryta, to się zrobiła wielka awantura, bo umowa jest inna, prawda…”.
    Na wspomnianym spotkaniu profesor mówił też, że „Polska powinna się postawić”. Zapewne próbowaliśmy stawiać się Brukseli, ale chyba mieliśmy zbyt mało twardy kark i go nam Bruksela ugięła. Musieliśmy sami Chińczyków wykopać. Odnoszę wrażenie, że zrobiliśmy to, uruchamiając klasyczne środki. Jako państwo wychodzimy z całej sprawy przegrani, bo zabrakło nam polityka tej klasy jak np. Aleksandr Łukaszenka. Jemu nie tak łatwo ugiąć kark jak naszym politykom.

    • Osoby sprawujące władzę w Polsce są jak najbardziej przeciętnymi przedstawicielami polskiego społeczeństwa. Mało wybitnych jednostek pcha się do polityki, to raz. A jeśli nawet czasem są to jednostki wybitne, to jednak obciążone pewnymi stereotypami. To dwa. Ergo: mogę polskie władze posądzać o głupotę i naiwność, gdyż są to cechy dość często objawiające się wśród naszych rodaków w kontekście kooperacji z Chińczykami. Acha! Dodałbym w tym kontekście jeszcze chciwość…

      Nie wnikam w niezbyt rozsądny system przetargów publicznych, gdzie wygrywa oferta najtańsza. W przypadku A2 (zresztą w jakimkolwiek innym) warto byłoby zastanowić się nad sensem i znaczeniem przygotowywania budżetu przez organizatorów danego przetargu. Taki budżet powinien być rdzeniem. Jeśli odrzucamy bez dyskusji oferty najdroższe, to ofertom najtańszym powinniśmy się przyglądać ze szczególną starannością. Przedstawiciele GDDKiA między wierszami przyznali, ze wszyscy wiedzieli, że oferta chińska jest bardzo tania, ale wszyscy też zakładali, ze Chińczycy będą traktować ten projekt priorytetowo i zgodnie ze swoim obyczajem dopłacą z własnej kieszeni w razie draki. Tak działo się zazwyczaj, od lat, w różnych obszarach. Ale na tą chwilę Pekin postanowił nie trwonić tak pieniędzy. Myśmy Chińczyków nie wykopali. Oni sami odpuścili. Bo przecież sytuacja z COVEC nie jest normalna. Oni po prostu zwijają manatki nie troszcząc się o konsekwencje, i tyle. A my się możemy denerwować, napinać, tyle, że co to da…?

      • Avatar Piotr Badura

        Szanowny Panie Leszku
        Odnoszę wrażenie, że pogląd na sprawę niepowodzenia budowy przez Chińczyków dwóch odcinków A2 opiera Pan wyłącznie na relacjach wiodących mediów. To chyba błąd.
        Na stronie CSPA pisałem już w komentarzu do innego tekstu, że COVEC wydał oświadczenie, w którym wyjaśniał przyczyny wstrzymania prac na A2. Oświadczenie zaczyna się od słów:
        „Konsorcjum, które buduje dwa najdłuższe odcinki autostrady A2 zainwestowało w projekt budowy sekcji A i C wielokrotnie więcej własnych środków niż przewiduje umowa z GDDKiA, zawarta we wrześniu 2010 roku”.
        Niech Pan odpowie sobie na pytanie, czy można ufać mediom, które solidarnie odmówiły przekazania opinii publicznej oświadczenia COVECu?
        Że media solidarnie odmówiły publikacji oświadczenia może się Pan przekonać wstawiając cały zacytowany fragment wraz z cudzysłowem do Googli. Zobaczy Pan, które wiodące media uznały za uzasadnione przedstawienie stanowiska COVECu.
        Drugie pytanie, które powinien Pan sobie postawić, dotyczy postawionego w zacytowanym tu fragmencie chińskiego oświadczenia zarzutu, że COVEC przerwał prace z powodu uporczywego łamania przez GDDKiA postanowień umowy.
        Jeśli ja rozumiem chińskie oświadczenie, to oni powiedzieli, że w umowie z GDDKiA ustalono jakiś poziom zaangażowania przez COVEC w inwestycję własnych środków i poziom ten został znacznie przekroczony.
        Albo to stwierdzenie jest prawdą, i wtedy wina leży po stronie GDDKiA, albo to nie jest prawda, wówczas niech GDDKiA jasno oświadczy, że w umowie wcale nie ustalono maksymalnego poziomu zaangażowania przez COVEC własnych środków, bądź też ustalono taki poziom, ale nie został on przekroczony. Na razie mamy taką sytuację, że COVEC postawił GDDKiA poważny zarzut, przenoszący na GDDKiA winę, a GDDKiA nie ustosunkowuje się do niego, zaś wiodące media solidarnie uchylają się od publikacji oświadczenia COVECu. Oczywiście możliwe jest, że wspomniane oświadczenie ukazało się w papierowych wydaniach mediów, a w elektronicznych już nie, ale wydaje się to mało prawdopodobne.
        Bardziej interesujące w tej sprawie jest to, w co gra strona polska. Bruksela ma zapewne na nas jakieś mocne haki, więc musieliśmy odpuścić z budową A2 przez COVEC. Czy jednak zakulisowo nie gramy dalej po chińskiej stronie przeciw Brukseli? Chciałbym to wiedzieć.
        Pozdrawiam

      • Szanowny Panie Piotrze,
        Ja w ogóle nie odnoszę się w swej opinii do jakichkolwiek mediów. Co więcej, w sposób siłą rzeczy uproszczony, staram się poruszać w innej zgoła płaszczyźnie tej historii. Uważam, że u podstaw problemów stoi niezrozumienie skutkujące „dziecinnymi błędami”.
        Oświadczenie COVEC odczytywałbym raczej jako przystąpienie Chińczyków do definitywnego wytrącenia stronie polskiej argumentów sprzyjających ewentualnemu wyegzekwowaniu kar umownych. Otóż jeśli COVEC udowodni, że pierwszy wypowiedział umowę i miał ku temu podstawy, to zapis o karach umownych przestanie działać. Ot co. Działania pragmatyczne. Nie dopatrywałbym się tutaj żadnych spisków czy knowań. Jeśli dobrze rozumiem COVEC nie podaje szczegółów „łamania postanowień umowy przez GDDKiA”. Gdyby chodziło o owe środki zainwestowane, z pewnością w oświadczeniu pojawiłyby się jakieś liczby. Zresztą: pożyjemy zobaczymy. I tak wiadomo, że chodzi o pieniądze. Jedna strona (nasza) myślała, że cuda są możliwe i da się zrobić coś za cudze pieniądze (trzy lata temu na pewno by się udało..), druga strona wierzyła, że „reality doesn’t bite”. Bo tak było przez lata: na kłopoty nie Bednarski, a łaskawy Pekin. Gdyby obie strony działały racjonalnie, to być może chińskie firmy budowałyby za chwilę dużą ilość dróg w Polsce. A tak, jestem pewien, żaden urzędnik nie zaryzykuje przez długi czas romansu z chińską firmą.

  • Jako, ze w swoim hipotetycznym przykladzie dokonuje Pan porownania z konkurencja (najtansza na swiecie), wiec chetnie dowiem sie dlaczego na przyklad w Chorwacji w terenie gorskim mozna zbudowac kilometr autostrady za 7.1 mln EUR (odcinek oddany w 2010 (300 km) Bosiljevo 2–Split sredni koszy 7.1 mln EUR), a w Polsce jest to niemozliwe za cene jaka zaoferowali Chinczycy (6.5 mln EUR za odcinek A oraz 6.7 mln EUR za odcinek C)?

    Moze jednak ma to cos wspolnego z dotacjami UE (jak sa pieniadze do wziecia to sie je bierze) oraz z tym kto te dotacje przyznaje.
    Zgadzam sie natomiast z teza postawiona przez Pana, ze biznesu Polski rzad nie potrafi prowadzic-ani z Azja ani z Europa i USA zreszta.
    Moze by tak zaproponowac co poniektorym ministrom reklamowane na CSPA szkolenie z Chinskiej kultury biznesu, bedzie jak znalazl. Moze i nawet dotacje UE na rowoj kapitalu ludzkiego da sie wtedy zorganizowac na to szkolenie.:)

  • Avatar Adam Machaj Bolanren Dagougou

    No i wlasnie ktos mi pisze na GG czy moge mu poszukac aparatu fotograficznego w Chinach (jedna sztuka) , gosc mieszka w Polsce i mysli ze znajde taniej, zarobie, on pokryje koszty transportu i do tego wyjdzie mu ze kupil za pol ceny jaka jest na ten aparat w Europie. Ludzie zyja realiami sprzed 10-20 lat.

  • No tak, ale my to jesteśmy głupi… zawsze mnie to denerwuje jak ktoś oskarża pokrzywdzonego w przypadku gdy ktoś go okradł. „To Twoja wina, jak byś dobrze zabezpieczył to by nie ukradli…” Dla mnie złodziej to złodziej, i za kradzież trzeba jego winić, nie zależnie od głupoty pokrzywdzonego…

Pozostaw odpowiedź