Artykuły

Ł. Kosowski: Japoński problem – lekcja dla Polski

Kraj Kwitnącej Wiśni po tegorocznej tragedii zaczął całkiem inaczej patrzeć na kwestie energii elektrycznej. Z kolejnymi raportami zaczęto dostrzegać coraz więcej problemów związanych z przestarzałym systemem. Płynie z tego lekcja dla całegoświata.

Japończycy potrzebowali trzęsienia ziemi, by zacząć zadawać niewygodne pytania dotyczące polityki energetycznej swojego kraju. Do 11 marca bieżącego roku Tokio utrzymywało status quo, które jak zwykle było najwygodniejszym rozwiązaniem. Wraz z naturalną katastrofą wyszły na jaw niedopatrzenia bezpośrednio związane z dominacją monopolistów na rynku dostawców energii. Przestarzała sieć, do której mają utrudniony dostęp zewnętrzni producenci, wciąż niewielka dywersyfikacja źródeł, brak odpowiednich kontroli w istniejących elektrowniach, itd. Przez co ostatnie pół roku w japońskiej polityce wewnętrznej to usilna próba odejścia od tego standardu.

Gra monopolistów

Największym graczem, z którym musi mierzyć się tokijska legislatura jest bez wątpienia TEPCO, czyli Tokyo Electric Power Co. To właśnie ta firma, która powstała w 1950 roku i jest jednym z regionalnych monopolistów, odpowiada za reaktory we wschodniej części Japonii. Przez 40 lat stworzyła sobie pozycję, którą straciła z prędkością przemieszczającej się fali tsunami. Cena jej akcji, jakie znajdowały się w posiadaniu około 750 000 osób, w ciągu kilku miesięcy spadła o 90%. Z jednego z największych producentów energii elektrycznej na świecie, dostarczającego ją do ponad 40 milionów odbiorców, TEPCO stało się wrogiem publicznym numer jeden. Za taką sytuację odpowiada głównie kryzys związany z elektrownią w Fukushimie, gdzie niedopatrzenia w zakresie procedur bezpieczeństwa doprowadziły do katastrofy ekologicznej i ekonomicznej. Jej efektem ubocznym jest nie tylko napromieniowanie dużego obszaru ziemi i wyłączenie go z trybów japońskiej gospodarki, ale także uszkodzone społeczeństwo. Dzięki temu Japończycy dostrzegli potrzebę zmian, a na jednym z czołowych miejsc na liście niezbędnych reform jest głośno wyrażana potrzeba odejścia od energii atomowej.

Już ponad 40 lat TEPCO wraz z innymi gigantami oraz japońskim rządem przekonują swoich rodaków o bezpieczeństwie energii atomowej i o tym, jak bardzo jest niezbędna w ich kraju. Mają dużo racji i ich działania dały pozytywne wyniki. Japonia zmniejszyła potężną dominację ropy naftowej w sektorze energetycznym, zdywersyfikowała źródła elektryczności, jednak to wciąż za mało. Japońska gospodarka jest niesamowicie prądożerna i pomimo usilnych starań cierpi na  deficyt energii.

Pojawia się więc pytanie czy głos narodu zostanie wysłuchany. Elektrownie atomowe dostarczają ponad 10% energii. Zanim inne źródło energii będzie w stanie je zastąpić bez wątpienia wzrośnie cena paliw kopalnych, co spowoduje wzrost cen elektryczności wytwarzanej w zakładach przystosowanych do spalania ropy, węgla czy gazu. Lekarstwo łagodzące objawy choroby Japończycy w swym kolektywnym pragmatyzmie znaleźli dosyć szybko. Stały się nim zmiana kultury pracy i ogólnokrajowy ruch ku oszczędzaniu elektryczności. Taki trend to na pewno godny naśladowania, pozytywny aspekt całej tej sprawy. Jednocześnie nie należy zapomnieć, że jest to właśnie – jedynie! – lek łagodzący objawy, a nie leczący.

Alternatywy

Rozwiązań dla tego problemu jest wiele. Przede wszystkim żmudne inwestowanie w nowe źródła energii, które zostało przystopowane przez rozwój energetyki opartej na tanich kopalinach. Japonia dostrzega cel w wykorzystaniu dogodnych warunków geograficznych, umożliwiających czerpanie energii ze źródeł odnawialnych. Ponadto dobrym rozwiązaniem wydaje się wspieranie zmniejszenia popytu na elektryczność z sieci – jak np. dopłaty do ogniw fotowoltaicznych dla prywatnych gospodarstw. Wszystko to powinno stać się ruchem globalnym.

W innym miejscu

Tymczasem Polska znajduje się w sytuacji podobnej do japońskiej sprzed kilkudziesięciu lat. Jesteśmy w przededniu ogłoszenia miejsca budowy pierwszej w kraju elektrowni atomowej, która ma powstać w celu zmniejszenia uzależnienia od węgla kamiennego. Z tym, że zanim do tego dojdzie energia elektryczna zdąży podrożeć, sieć przesyłowa wciąż będzie przeciążona i w wielu miejscach przestarzała. Zaledwie jedna taka elektrownia w połączeniu z wykorzystaniem gazu łupkowego na dłuższą metę w niczym nie pomogą i nie przybliżą nas do rozwiązania problemu. A ten dotyczy nas wszystkich. Droga energia w ogromnym skrócie równa się stagnacji gospodarczej, której manipulacje makro- i mikro- ekonomiczne nie zaradzą. W celu poprawy tego stanu rzeczy należy ruszyć w odmiennym kierunku i to bardziej… energetycznie.

Pierwsze kroki

Pierwsze kroki w stronę zmian na lepsze mogą być bardzo proste i bazować na istniejących technologiach. Zaczynając od wspomnianych dopłat lub ulg dla gospodarstw domowych można przystosować istniejące elektrociepłownie do spalania nie tylko węgla, ale np. również odpadów kopalnianych, ewentualnie – na wzór skandynawskich firm – biomasy. Skąd wziąć pieniądze na takie inwestycje? Przede wszystkim ze zmiany sposobu myślenia. Oszczędności, które przyniosą wspomniane zmiany, w końcu zwrócą koszty i zaczną przynosić zyski. Da to czas niezbędny do głębszych reform. Ważne by pamiętać o konieczności podejmowania takich decyzji wcześniej niż w ostatnim momencie. Tym w naszym rodzimym wypadku będzie podwyżka cen energii i paliw do granic wytrzymałości nie tylko domowych, ale i korporacyjnych budżetów.

W celu znalezienia funduszy w skali lokalnej można sięgnąć po sprawdzone sposoby. Niektóre wyliczenia podają, że polskie miasta i gminy wydają średnio od 1 do nawet 12% swoich pieniędzy na oświetlenie ulic, placów i parków. Budżet Krakowa przewiduje na ten cel (i sprzątanie miasta) w 2012 roku 47 milionów złotych (przy jednoczesnym zmniejszeniu wydatków na kulturę o 9 milionów). Te wydatki da się łatwo zmniejszyć, inwestując w energię odnawialną. Jak pokazuje przykład jednej tylko gminy Jarosław, zainstalowanie 313 hybrydowych latarni (czerpiących energię ze słońca i wiatru) przyniesie w 20-letnim rozrachunku 2,2 mln oszczędności. Pieniądze zdobyte w ten sposób mogą posłużyć dalszym inwestycjom. Ponadto całe przedsięwzięcie jest niewątpliwą ulgą dla środowiska, zwiększa bezpieczeństwo na drogach i odciąża sieć energetyczną. W tym momencie tego typu działania są domenom lokalnych władz z wyobraźnią, dalekowzrocznością i mądrością wykraczającą poza polskie standardy. Co byłoby gdyby ich akcje stały się normą dla całego kraju, wymaganą ustawowo?

Głos narodu

Patrząc na rosnące ceny surowców naturalnych, a zwłaszcza paliw kopalnych łatwo dojść do wniosku, że manewrowanie podatkami, reformy na poziomie prawnym, mogą nie wystarczyć dla odwrócenia trendów, prowadzących nieuchronnie do załamania systemu. Potrzebna jest stała reforma w sposobie myślenia, którą można byłoby podsumować stwierdzeniem, że jutro jest  dzisiaj. Decyzje podejmowane obecnie zaważą o losach dorastających pokoleń oraz wszystkich, które po nich nadejdą.

W czasach, gdy Kraków – była europejska stolica kultury – szuka oszczędności w budżecie, redukując fundusze, z których utrzymują się domy kultury, zwrócenie się ku ekologicznym źródłom energii wydaje się najbardziej logicznym krokiem w stronę zmniejszenia wydatków i zwiększenia komfortu życia. Krokiem symbolicznym i pierwszym na długiej drodze, jednak krokiem niezbędnym. Pytanie brzmi czy obecnie rządzącym (niezależnie od szerokości geograficznej) długofalowe plany wydadzą się bardziej atrakcyjne od doraźnych „lekarstw”. Jednak by coś zmieniło się na tym froncie potrzebne jest globalne trzęsienie ziemi w sposobach myślenia znacznej większości ludzi u władzy.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Ł. Kosowski: Japoński problem – lekcja dla Polski Reviewed by on 14 grudnia 2011 .

Kraj Kwitnącej Wiśni po tegorocznej tragedii zaczął całkiem inaczej patrzeć na kwestie energii elektrycznej. Z kolejnymi raportami zaczęto dostrzegać coraz więcej problemów związanych z przestarzałym systemem. Płynie z tego lekcja dla całegoświata. Japończycy potrzebowali trzęsienia ziemi, by zacząć zadawać niewygodne pytania dotyczące polityki energetycznej swojego kraju. Do 11 marca bieżącego roku Tokio utrzymywało status quo,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 14

  • Miło wiedzieć, że rozgorzała tu dyskusja nad tak istotną kwestią. Szkoda jedynie, że u większość z Państwa interpretacja jest uwarunkowana uprzedzeniami. Nie jestem przeciwnikiem EA, POPIERAM budowę takich elektrowni, jako sposób na – tak niezbędną – dywersyfikację źródeł energii. Z tym, że – co podkreśliłem w artykule – mechanizm i powód dla jakiego mamy zamiar je budować jest taki sam jak w Japonii kilka dekad temu. Nie chcemy być uzależnieni od kopalin (czyli również rurociągów i zagranicznych magazynów). Słusznie! Możemy jednak – nauczeni doświadczeniami Japończyków – robić zawczasu kroki kolejne, inwestując jednocześnie w bardziej ekologiczne rozwiązania. Ruch ku temu powinien być oddolny, bo, jak zauważono, góra w polityce energetycznej ma tendencje do przedkładania interesów zagranicznych kolosów ponad interes lokalny.
    @ Stefan Dudziński – „idąc dostając w za przeproszeniem w gębę nie dostrzeże się od kogo”, wyraźnie nie wie Pan o czym pisze.
    @ wszyscy, którzy mają problemy z czytaniem ze zrozumieniem – nie ważne gdzie powstanie EA, ważne żeby taka powstała, ale równie ważnym, jeśli nie istotniejszym z perspektywy czasu, by inwestycje płynęły w różne strony, a te ekologiczne są jak najbardziej na wyciągnięcie ręki i opłacalne.

    • Czy mógłby Pan rozwinąć myśl o opłacalności inwestycji w zieloną energię w Polsce? Prosiłbym o jakieś przykłady z uwzględnieniem polskiego prawodawstwa, kosztów subsydiów i wkładu własnego w przesięwzięcia.

      Kopaliny jeszcze długo pozostaną naszą jedyną nadzieją w energetyce. Nawet jeśli za kosmiczne pieniądze zwiększymy udział energetyki odnawialnej w polskim miksie energetycznym to kolejne, jeszcze większe pieniądze będziemy musieli wyłożyć na modernizację sieci która w obecnym stanie nie radzi sobie z normalną energią a co dopiero z energią pochodzenia słonecznego lub wiatrowego która przepływa w interwałach i jest niezwykle trudna w magazynowaniu.

      • Avatar Ł. Kosowski

        Rozliczenia dla zielonej energii w PL były i są przygotowywane dla każdego z regionów osobno (np. http://www.kujawsko-pomorskie.pl/files/planowanie/oze/oze.pdf), co jest standardem światowym, a wszystko zależy od dostępności danego źródła. Elektrownie wiatrowe i pływowe – na wybrzeżu, geotermalne – na południu kraju, itd. Do bardziej ekologicznych i odnawialnych można zaliczyć również elektrownie spalające biomasę – na modłę rozwiązań istniejących w krajach skandynawskich (by to osiągnąć można bazować na rozbudowie istniejących elektrowni).

        Wszystkie transformacje w naszym kraju pozostaną wyzwaniem dopóki nie zmieni się prawodawstwo i nie skruszeje beton lat minionych. Tu też jest miejsce na lekcję od Japończyków, którzy przespali możliwość reform i przygotowują je dopiero współcześnie, kiedy drastycznie spada zaufanie do EA, a sieć przesyłowa jest w kiepskim stanie (światowy trend – wystarczy spojrzeć na blackouty w Ameryce Północnej).

        Zgadzam się z Panem, że jeszcze dużo czasu minie zanim coś zmieni się w naszym kraju, jednak postuluję za próbami (takimi jak te w Jarosławiu) – kopaliny nie powinny być nadzieją, a jedynie środkiem prowadzącym do zmian. Zmian korzystniejszych dla gospodarki (długofalowo!, bo nikt nie zaprzeczy, że kopaliny, krótkoterminowo, są rozwiązaniem najlepszym, ale…) i środowiska.

        Sposobów na ekologię jest wiele. Zielona energia wykorzystana odpowiednio szeroko może odciążyć sieć i ułatwić jej renowację. Chodzi mi o użycie jej w domach, szkołach, wszystkich innych budynkach i biurach (zaczynając od rządowych, a kończąc na tych należących do prywatnych inwestorów). To znowu wymaga dotacji, inwestycji i zmian, zmian, zmian, ale jest możliwe. Obecnie w sferze marzeń, jednak jeśli marzyciel znajdzie się na odpowiednim miejscu to i to może się zmienić.

        Dla interesujących się kwestiami energetyki może być pomocny następujący serwis: http://energetykon.pl/

        a tu poradnik dot. odnawialnych źródeł energii przygotowany przez Fundację Na Rzecz Efektywnego Wykorzystania Energii: http://www.czestochowa.energiaisrodowisko.pl/poradniki/poradnikoze/PORADNIK_OZE_v2.pdf

  • Porównanie Japonii z Polską- nieprawdopodoben! Tam teren sejsmiczny w najwyższym nasileniu, u nas- zero. Kwestia bezpieczeństwa siłowni atomowej pozostaje bezdyskusyjna, ale nie na tej płaszczyźnie. To że RFN likwiduje swoje, widocznie uznali ze są niebezpieczne. Ich problem, nie nasz. My mamy zupełnie inne kłopoty i wzorowanie się na postępowniu innych, żyjących w diametralnie odmiennych warunkach jest NADUŻYCIEM!`

    • @ p.Pilch
      Mam podobne zdanie.
      Dla nas budowa EA jest koniecznością. W rozwijającej się Polsce będziemy mieli coraz większe problemy z brakiem energii. To dlatego Rosja buduje EA w okręgu Kaliningradzkim, żeby stać się dostawcą energii dla RP i Litwy jednocześnie stawiając tą ostatnią w trudnej sytuacji, ponieważ EA budowana na Litwie miałaby problemy ze sprzedażą nadwyżek. Polska do uzależnienia od rosyjskiego gazu i ropy dodałaby jeszcze jakiś stopień uzależnienia w energii elektrycznej.

    • Dlaczego? Mechanizm ten sam. Strach ten sam. Konieczność ucieczki od uzależnienia od – w naszym przypadku – węgla, porównywalna do japońskiego odejścia od ropy. Proszę zauważyć, że nie porównuję ani geografii ani ekonomii ani potencjału! Jeszcze raz podkreślę – nie mam nic przeciwko EA. Jestem przeciwny przeskakiwaniu z jednego uzależnienia w drugie. Japończycy dopiero teraz zorientowali się, że oddali zbyt dużo władzy w ręce monopolistów. Nie warto się nad tym zastanowić i zawczasu pomyśleć o zabezpieczeniu się? Kluczem do zrozumienia mojego artykułu jest jedno słowo – „dywersyfikacja”, a jeśli ktoś tego nie pojął: bardzo mi przykro.

      • Avatar wute

        @ p.kosowski
        Nie krytykowałem pańskiego artykułu. Jedynie zgodziłem, się z
        twierdzeniem p.Pilcha, że warunki sejsmiczne PL i JP są różne.
        Poza tym uważam, że budowa EA w Polsce jest potrzebna z
        powodu spodziewanego niedoboru energii w nadchodzących latach.
        Główny temat mojej wypowiedzi to obawa przed dalszym uzależnieniem energetycznych a przeto i politycznym od BRD
        i Rosji.
        Pozdrawiam

  • Mam bardzo mocne przeświadczenie że tego rodzaju artykuły są pisane na zamówienie Niemiec które bardzo są przeciwne powstaniu elektrowni jądrowej niedaleko ich granicy.

    • Dokładnie tak. A przy okazji inwestycji w energię wiatrową Niemcy sprzedaliby nam niemało swoich „wiatraczków”. W ich produkcji są w ścisłej czołówce światowej, lecz coraz więcej rynku w świecie zabiera im konkurencja, m.in. Chiny. Rosnący popyt w nowych krajach UE to dla niemieckich firm okazja poprawienia wyników finansowych i zwiększenia udziału w sektorze energii wiatrowej.

      • Energia atomowa powinna być w dyspozycji polskiej władzy. Tak jak i inne sektory – szczególnie gaz niekonwencjonalny w kontekście tego co się dzieje obecnie. Nie można sekować rodzaju energetyki jedynie ze względu na pojawiające się czasem problemy czy katastrofy.

        Nie ma bezkolizyjnej względem środowiska i społeczeństwa energetyki tak samo jak nie ma energii bez energetyki więc z pewnym ryzykiem musimy się pogodzić jeśli nie chcemy wrócić do jaskiń

    • @ p.Dudziński
      W zupełności zgadzam się z tym co Pan napisał. Dodałbym jeszcze, że
      Niemcy są zainteresowani we współpracy w budowie EA w okręgu Kaliningradzkim. Coraz wyraźniej widać wspólnotę interesów energetycznych niemiecko-rosyjskich zapoczątkowanych gazociągiem bałtyckim, mającym na celu zdominowanie w dostawach energetycznych, a przeto i narzucenia woli politycznej państwom Europy Wschodniej. Zapewne Niemcy chcieliby mieć wyłączność „na Polskę” bo tu jest największy rynek i tu mają interesy historyczne, których nie odpuścili. Rosjan interesuje przede wszystkim „bliska zagranica” czyli kraju b.ZSRS, ale i oni z Polski nie chcą zrezygnować bo też tu mieli swoje interesy..
      Co na to my.?
      Nie chcę używać retoryki p.Kaczyńskiego, ale niech kto mi wyjaśni
      następujące fakty:
      1. Dlaczego Niemcy nie chcą zakopać kilkaset metrów gazociągu
      bałtyckiego głębiej, bo na obecnej głębokości ogranicza dostęp
      statków do budowanego gazoportu w Świnoujściu. Przecież to jest
      tak naprawdę kwestia tylko dobrej woli
      2. Dlaczego rząd wydał zezwolenie na magazynowanie nadwyżek gazu
      za granicą czytaj w Niemczech bo oni mają największe magazyny.
      3. Dlaczego ma być sprzedany Lotos.

      Nie mam też żadnej wątpliwości, że pod rządami p.Tuska, Polska bez
      żadnego wyraźnego powodu coraz bardziej staje się uzależniona od
      Niemiec, tak jakby na własne życzenie. A jeśli jest jakiś powód to proszę
      mi podać.

      • Też to samo zauważyłem i powiem panu że mnie to martwi tym bardziej /nie chcę być patetyczny/ ale jeśli znamy historię to tym bardziej nas to nie cieszy.

  • Jedno co wywnioskowałem to to że autor jest niechętny energetyce jądrowej.Dodatkowo autor proponuje oświetlenia ulic takie że idąc dostając w za przeproszeniem w gębę nie dostrzeże się od kogo.Co do podwyżki za energię elektryczną na pewno będą niezależnie od tego co autor pisze i czy wybuduje się elektrownię jądrową czy nie.Tak że społeczeństwo odniesie taką korzyść że nie będziemy mieć elektrowni jądrowej a jedynie przestarzałe elektrownie węglowe i trochę wiatraków ,bardzo ekologiczne.

Pozostaw odpowiedź