Artykuły,Polecane

Ł. Błoński: Tajwańska demokracja w pop-konfucjańskim duchu

10 kwietnia zakończyła się okupacja tajwańskiego parlamentu (立法院). Był on przez ponad trzy tygodnie zajmowany przez studentów, którzy domagali się publicznych konsultacji w sprawie układu gospodarczego (CSSTA) z Chińską Republiką Ludową (ChRL). Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia na Tajwanie, warto zadać sobie pytanie: w jakim stanie znajduje się demokracja Republiki Chińskiej? Według wielu rankingów i raportów (Freedom House czy EIU) Tajwan jest w pełni demokratycznym reżimem. Z drugiej strony ostatnie wydarzenia skłaniają do tezy, że na wyspie panuje tzw. „entertainment democracy”, w której zamiast oparcia procesu decyzyjnego na demokratycznej procedurze, dominują polityczne happeningi i pozorna partycypacja, które tak naprawdę nie są w stanie zmienić z gruntu konfucjańskiego charakteru tajwańskiego ustroju.

fot. Jennifer Nga Ching Lam

fot. Jennifer Nga Ching Lam

Aktorzy

W celu lepszego zrozumienia wydarzeń z ostatnich trzech tygodni oraz ich politycznego znaczenia, istotne jest zastanowienie się nad zachowaniem trzech najważniejszych aktorów, zaangażowanych w studenckie protesty: partii rządzącej – Kuomintangu (KMT), opozycyjnej – Demokratycznej Partii Postępowej (DPP) oraz samych studentów. KMT, posiadający bezwzględną większość w tajwańskim parlamencie, przez ostatnie pół roku czynił kroki w stronę wprowadzenia w życie układu gospodarczego (CSSTA) z Chinami. Zdaniem polityków tej partii pozwoli on na pobudzenie znajdującej się w stagnacji tajwańskiej gospodarki, na skutek otwarcia się chińskiego rynku usług, jak również przyczyni się do stworzenia na wyspie około 12 tysięcy nowych miejsc pracy. Można się zastanawiać co do argumentacji Kuomintangu, nie ulega jednak wątpliwości, że tryb konsultacji dokumentu był daleki od demokratycznych standardów. Osiem publicznych konsultacji zostało przeprowadzonych w przeciągu jednego tygodnia, a jego uczestnikami byli w większości politycy i ustawodawcy z partii rządzącej oraz przedstawiciele największych tajwańskich przedsiębiorstw. Jakiekolwiek głosy publicznego sprzeciwu były ignorowane, gdyż prawnicy KMT argumentowali, że pakt musi zostać przegłosowany w całości, bez zmian w jego zapisach. Sama opinia publiczna poznała pełną jego treść dopiero w marcu bieżącego roku, właściwie w momencie pierwszego głosowania w parlamencie. Co więcej, zamiast omawiania dokumentu punkt po punkcie, KMT skorzystał z prawnego kruczka (dokument był oficjalnie konsultowany dłużej niż 90 dni, dlatego też został oficjalnie zatwierdzony jako omówiony) i przegłosował cały pakt 18 marca, bez żadnej debaty, w przeciągu 30 sekund. Stąd też protestujący tak często mówili o Czarnej Skrzynce (黑), której treść nie jest znana dla publiki. Demonstranci twierdzą, że tryb uchwalania prawa na wyspie przebiega za zamkniętymi drzwiami, na skutek niejasnego procesu negocjacji pomiędzy dwoma największymi partiami. Dlatego też domagali się oni zmian w trybie procedowania ustaw, przede wszystkim tych związanych z ustanawianiem wszelakich relacji z Chinami. Również sposób komunikowania się polityków KMT z demonstrantami podczas protestów pozostawia wiele do życzenia. Jakiekolwiek próby podejmowane przez prezydenta Ma (馬英九) czy premiera Jianga (江宜樺) zmierzające do nawiązania kontaktów ze studentami były natychmiast przez nich raportowane do mediów. Sprawiało to wrażenie, że decydenci są zainteresowanie jedynie publicznym wizerunkiem, podczas gdy właściwe negocjacje i próby wyjścia z patowej sytuacji nie są dla nich specjalnie istotne. Zachowanie twarzy było ważniejsze od troski o demokratyczny ład państwa.

Drugim aktorem zaangażowanym w proces deliberacji i ratyfikacji umowy jest Demokratyczna Partia Postępu, której działania również odbiegają od demokratycznych standardów. Przez ostatnie pół roku politycy tej partii robili właściwie wszystko, by nie włączyć się w konsultacje dotyczące paktu. Pomimo zobowiązania do przeprowadzenia 8 publicznych konsultacji, nie zwołali ani jednej sesji. Ignorowali spotkania na szczeblu poszczególnych komisji, nie wyrażali swoich opinii oraz starali się opóźniać wszystkie kroki, które wynikały z demokratycznych procedur. Stosowali obstrukcyjne działania w celu zbicia jak największego politycznego kapitału, co jednak nie przyczynia się do budowania demokratycznej kultury czy pogłębiania zaufania do państwa. Również w ostatnich trzech tygodniach politycy DPP zajmowali się przede wszystkim kontestowaniem – w pełni poparli rozwiązania zaproponowane przez studentów, nie wykazując przy tym koncyliacyjnych skłonności. Co istotne, politycy partii opozycyjnej są dosyć pozytywnie nastawienie do samej umowy handlowej i mają wątpliwości jedynie co do 5 – 6 jej punktów, dotyczących otwarcia niektórych sektorów tajwańskich usług dla chińskich firm.

Wydaje się, że najbardziej demokratycznym aktorem są studenci, którzy przez kilka ostatnich tygodni okupowali tajwański parlament oraz jego okolicę. Argumentując swoje działania aktem obywatelskiego nieposłuszeństwa, domagali się od rządu publicznych konsultacji przed wprowadzeniem w życie paktu gospodarczego. Niektórzy komentatorzy podkreślają jednak, że ogólna treść umowy była znana od ponad sześciu miesięcy, a studenci przez ten czas nie wydawali się nią specjalnie zainteresowani i nie włączali się w jego konsultacje. Również działania demonstrantów, których celem było zajęcie siedziby premiera (行政院), nie miały na celu wpisania protestu w demokratyczną procedurę – wręcz przeciwnie chodziło o sprowokowanie władz do podjęcia radykalnych działań oraz eskalacji konfliktu. Podnoszone są również pytania dotyczące struktury przywódczej studenckiego protestu – jego liderzy Lin Fei-fan (林飛帆) oraz Chen Wei – ting (陳為廷) zostali niewątpliwie wypromowani przez tajwańskie media, które w zdecydowanej większość sprzyjały protestantom (z wyjątkiem prochińskiej CTI), jednak po dwóch tygodniach od rozpoczęciu protestów wśród studentów zaczęło dochodzić do konfliktów i rozłamów – również ze względu na zbyt dużą rolę, jaką rzekomo zaczęli odgrywać jego liderzy.

Śmiało można stwierdzić, że na Tajwanie istnieją w pełni demokratyczne procedury, które regulują, w jaki sposób powinno funkcjonować państwo czy jak powinny być rozwiązywane instytucjonalne konflikty. Problemem jest jednak brak demokratycznej kultury, co jest typowe dla młodych demokracji, przechodzących proces konsolidacji. Gdy tylko pojawiają się kwestie, które wzbudzają duże emocje i napięcia, procedury przestają odgrywać rolę i górę biorą emocję, co było widoczne w studenckich protestach. Wówczas to znaczenia nabierają również typowe dla danego kręgu cywilizacyjnego cechy kulturowe. W przypadku Tajwanu chodzi przede wszystkim o lęk przed utratą twarzy czy głęboko zakorzenione znaczenie rytuału w sferze publicznej. Co ciekawe, reakcją na słabość proceduralnej demokracji, jest zdaniem stron… stworzenie większej ilości procedur. Rząd Jianga zgodził się bowiem na wprowadzenie mechanizmów kontrolnych, które będą pozwalały na bardziej szczegółowe kontrolowanie umów podpisywanych z Chińską Republiką Ludową. Takie podejście jest typowe dla państw opartych na chińskiej filozofii – kluczowe jest stworzenie (kolejnego) rytuału, który ma skutecznie regulować zachowanie aktorów. Co właściwe dla konsolidujących się reżimów, rozwiązanie konfliktu przyszło zupełnie niespodziewanie i odbyło się bez porozumienia pomiędzy poszczególnymi aktorami. Parlamentarny spiker Wang Jin-pyng, sprzeciwiając się woli prezydenta i premiera, zapowiedział, że pakt nie zostanie przegłosowany przed jego ponownym skonsultowaniem, tym samym spełniając żądania studentów. Decyzja ta, oparta na jednorazowym akcie woli, wpisuje się w tryb funkcjonowania reżimu, w którym emocje aktorów odgrywają istotniejszą rolę, aniżeli działanie w oparciu o ustalone procedury czy wynikające z funkcjonowania rozwiniętej politycznej kultury.

Entertainment democracy

Oprócz opisu aktorów dla oceny tajwańskiej demokracji niezwykle istotne jest wskazanie roli zarówno społeczeństwa, które przez ostatnie trzy tygodnie aktywnie włączało się w wydarzenia, jak również mediów, które je relacjonowały.

Analizując protesty, które miały miejsce na Tajwanie w przeciągu kilku ostatnich kilka lat (chodzi między innymi o Ruch Dzikich Truskawek czy demonstracje po śmierci żołnierza Hung Chung-chiu), można stwierdzić, że wyspiarskie społeczeństwo podchodzi do demokracji w sposób (po)nowoczesny, traktuje ją jak rozrywkę – jest ona niczym telenowela, która ma bawić, wzruszać, czasami lekko trwożyć (byle nie za bardzo), jak również mieć szczęśliwe zakończenie. Wszystkie protesty charakteryzowała doskonała organizacja oraz liczne grono pikietujących, którzy traktowali je przeważnie w formie zabawy i frajdy – spotkania towarzyskiego, na którym warto się pojawić, żeby później móc porozmawiać ze znajomymi czy wrzucić zdjęcia na Facebooka. Takie zachowanie jest dosyć typowe dla azjatyckiego kręgu kulturowego, w którym zajęcie odpowiedniego miejsca w relacji czy strukturze odgrywa niezwykle istotną rolę.

W teorii konfliktu tym, co charakteryzuje protesty, jest element ryzyka. Demonstranci walcząc o swoje racje i dążąc do realnej zmiany, narażają siebie na potencjalne zagrożenie – ze strony państwa czy innych aktorów. Pozwala to na zerwanie z dotychczasowym porządkiem, przez co potencjalna konfrontacja może zmieniać stan rzeczy. Natomiast w przypadku Tajwanu dominują społeczne happeningi o niewielkim potencjale do zmiany. Jedynym wyjątkiem było zajęcie przez demonstrantów obiektów rządowych (co stanowiło element grozy w naszej telenoweli), jednak posunięcie to zostało bardzo szybko społecznie rozładowane (akceptacja okupacji parlamentu oraz dosyć powszechne potępienie wtargnięcia do siedziby premiera), przez co jego uczestnicy tak naprawdę nie narażali się na większe reperkusje. Dlatego też, liczne grono obserwatorów twierdzi, że studenckie protesty nie mogą przynieść większej zmiany w sposobie stanowienia polityki na Tajwanie.

Inną kluczową kwestią jest podejście mediów (przede wszystkim telewizji), dla których studencki protest stanowił przez ostatnie kilka tygodni absolutnie kluczowe wydarzenie. Niewiele stacji podchodziło jednak do tej kwestii analitycznie, starając się analizować znaczenie paktu gospodarczego czy tryb jego procedowania. Tym, co dominuje w medialnym przekazie, jest rozwodzenie się nad celebrytami, którzy przyszli na demonstracje, zastanawianie się nad strojami liderów demonstracji czy sposobami spędzania przez nich czasu wolnego. Taki opis medialnej rzeczywistości wydaje się coraz bardziej adekwatny dla coraz większej rzeszy państw, w których jedynym kryterium oceny mass – mediów jest ich komercyjna wartość. Jednak na Tajwanie wydaje się to posunięte do ekstremum. W programach informacyjnych prezenterki ubrane są w krótkie sukienki, prezentują w dużej mierze mało istotne treści na wielowymiarowych, interaktywnych tablicach, które są tak bardzo zaawansowane…., że aż niewiele można z nich zrozumieć. Można mieć zatem wątpliwości, czy tajwańskie media głównego przekazu przyczyniają się do budowania demokratycznej kultury. Niewątpliwie podążają za nośnymi tematami i eksploatują je do granic możliwości, jednak ich treść nie może zadowalać obserwatora, któremu leży na sercu jakość przekazu.

Chińska Demokracja

Demokracja na Tajwanie ma bardzo krótką historię. Pierwsze demokratyczne wybory odbyły się na wyspie dopiero w 1996 roku i od tego czasu dąży ona do konsolidacji w duchu reprezentacyjnego reżimu. Przejawia ona również wszystkie słabości, charakterystyczne dla tego typu systemów. Tym, co jednak wyróżnia tajwańskie państwo na tle innych demokratycznych krajów, jest zupełnie inne kulturowe otoczenie, które niekoniecznie ułatwia jego funkcjonowanie w oparciu o procedury i demokratyczne instytucje.

Istotne jest również, jak społeczeństwo zachowuje się w danym systemie – póki co partycypacja stanowi w Republice Chińskiej pewną modę i ciężko stwierdzić, jak głęboko jest ona zinternalizowana oraz w jakim kierunku będzie się rozwijała. Niewątpliwie budujący jest fakt, że młodzi ludzie chcą uczestniczyć w takich wydarzeniach. Pytanie jednak brzmi: jak głęboko wynika to z troski o los kraju i zrozumienia międzynarodowych uwarunkowań i czy przypadkiem nie jest efektem medialnego wypromowania kwestii czy chęci pokazania się przed innymi? Niebagatelne znaczenie mają również media, których rola coraz częściej sprowadza się do dostarczania rozrywki. W istotny sposób wpływają one jednak na zachowanie zarówno decydentów, jak i opinii publicznej. Republika Chińska jest reżimem, który jest mocno zakorzeniony kulturowo w konfucjańskiej tradycji, a przy tym pomimo niewielkiego „stażu” stara się funkcjonować w oparciu o demokratyczne instytucje oraz procedury. Odbywa się to przy udziale społeczeństwa, które traktuje swoją partycypację w typowo (po)nowoczesny sposób oraz mediów, dla których najważniejszą wartością jest zbijanie ekonomicznego kapitału. Chińska Republika Ludowa ma zatem nie lada orzech do zgryzienia – jaką politykę powinna prowadzić, aby dotrzeć do serc (a może portfeli?) wyspiarskiej opinii publicznej i jej decydentów?

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Ł. Błoński: Tajwańska demokracja w pop-konfucjańskim duchu Reviewed by on 10 kwietnia 2014 .

10 kwietnia zakończyła się okupacja tajwańskiego parlamentu (立法院). Był on przez ponad trzy tygodnie zajmowany przez studentów, którzy domagali się publicznych konsultacji w sprawie układu gospodarczego (CSSTA) z Chińską Republiką Ludową (ChRL). Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia na Tajwanie, warto zadać sobie pytanie: w jakim stanie znajduje się demokracja Republiki Chińskiej? Według wielu rankingów i

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Rzetelny komentarz pozbawiony tak powszechnej i w naszych mediach taniej propagandowej retoryki, oby więcej takich na tym portalu.

Pozostaw odpowiedź