Komentarz eksperta

Krzysztof Iwanek: Walka o tożsamość Indii rozegra się na polu edukacji

iwanek2Za kilkadziesiąt lat problemem Indii mogą okazać się nie ludzie niewykształceni, ale wykształceni w prywatnych szkołach o profilu ideologicznym.

W ostatnich miesiącach dwa wydarzenia pokazały jak istotne miejsce w indyjskiej polityce zajmuje edukacja. Pierwszym z nich była majowa propozycja władz municypalnych miasta Bombaj, by w (prywatnych) szkołach chrześcijańskich wprowadzić elementy kultury hinduskiej. Drugim było pojawienie się projektu publiczno-prywatnych szkół dla najniższych kast.

Formalnie rzecz biorąc, indyjskie szkoły dzielą się na trzy typy: państwowe (government schools), prywatne (private unaided schools) i prywatne otrzymujące dotacje od państwa (private aided schools). Od dłuższego czasu jednak przepaść między jakością większości szkół rządowych a prywatnymi pogłębia się. W powszechnym wyobrażeniu (nawet jeśli nie odnoszącym się do każdej placówki) szkoły rządowe są niedofinansowane, nauczyciele pozbawieni motywacji, a poziom nauczania jest w efekcie daleko w tyle za szkołami prywatnymi. Jest otwartym pytaniem, co teraz w sprawie edukacji ma uczynić indyjski rząd (a w zasadzie rządy – związkowy i stanowe), który zobowiązał się potężnie wesprzeć edukację w ramach właśnie realizowanego Jedenastego Planu rozwoju kraju (Eleventh Plan). Ale w jaki sposób rząd może ratować swoje szkoły? Czy też może, skoro ilość funduszy potrzebnych na zreformowanie państwowego systemu szkolnictwa jest gigantyczna (i w zasadzie nie musi gwarantować długofalowych efektów), lepiej postawić na formę pośrednią, czyli wspomniane private unaided schools, szkoły prywatne dotowane przez państwo, by dawało ono jedynie zastrzyk pieniędzy, ale zarząd zostawiało w rękach organizacji prywatnych? Jednakże właśnie ostatnie wydarzenia pokazały, iż nie byłoby to takie proste.

Rekolekcje z kultury narodowej

Do private aided schools zaliczane są też niektóre szkoły chrześcijańskich misjonarzy, w tym i te obecne w metropolii Mumbaj. W maju b.r. koalicja hinduskich nacjonalistach partii (Shiv Sena* i Bharatiya Janata Party**) rządzących we władzach municypalnych miasta (Mumbai Municipal Corporation) zażądała, by w szkołach misjonarskich wprowadzić elementy kultury hinduskiej (hinduistycznej). Zaproponowano m.in., by w szkołach noszono tradycyjne, związane z religią hinduską elementy ubioru, by nauczano o hinduskiej tradycji, by zwiększono ilość obchodzonych hinduskich świąt. Tego typu kwestie są bardzo drażliwe na subkontynencie indyjskim, gdzie przynależność jednostki ocenia się m.in. właśnie po ubiorze czy tym, jakie kto święta obchodzi. W przeważająco hinduskich Indiach mniejszości religijne, takie jak chrześcijanie czy muzułmanie, odbierać będą tego typu próby jako narzuconą asymilację. Z drugiej strony, hinduscy nacjonaliści, to jest przede wszystkim wyżej wspomniane dwie partie, w swojej ideologii stawiają znak równości między ,,narodem indyjskim’’ a ,,narodem hinduskim’’ i między ,,kulturą’’ i ,,religią’’. To pozwala im twierdzić, iż elementy, które próbują narzucić, nie są jedynie częścią religii hinduskiej, ale stanowią element ogólnej kultury Indii. Tym samym każdy, kto nie chce uszanować tradycji hinduskiej może być oskarżony o to, iż nie jest indyjskim patriotą.

Według propozycji hinduskich nacjonalistów szkoły, które odmówiłyby wprowadzenia takich zmian, miałyby być pozbawione finansowego wsparcia państwa. Placówki chrześcijańskie stawiły oczywiście opór a sprawa wkrótce przycichła. Jej rezultat będzie prawdopodobnie żaden: w obecnym układzie politycznym nacjonalistom nie uda się zrealizować swoich postulatów (mają władzę we władzach Mumbaju, ale już nie w stanie Maharasztra, którego miasto jest częścią). Być może zresztą od początku na to nie liczyli; chodziło być może o zwrócenie uwagi na nich, skierowanie wrogości ich elektoratu na chrześcijan (co już im się zdarzało) i na podkreślenie pewnego segmentu swojej ideologii.

Całe zagadnienie, choć zapewne raczej epizodyczne, podkreśliło pewien istotny problem. Państwo indyjskie jest konstytucyjnie sekularne, w szkołach państwowych religii się nie uczy. Czy zatem państwo powinno wspierać finansowo choćby niektóre prywatne szkoły misjonarskie? Z drugiej strony, jest faktem, iż wiele z tych szkół stoi na bardzo wysokim poziomie i wcale niekoniecznie prowadzą one jakąkolwiek działalność prozelityczną. Nacjonaliści hinduscy swoim żądaniem odwrócili pytanie: czy skoro państwo dotuje takie szkoły, to czy nie ma prawa ingerować w ich profil kulturowy i religijny?

Niedotykalni i nie chcący dotykać

W tym samym miesiącu, maju 2010 r., pojawiły się informacje o projekcie tworzenia szkół w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego (public-private partnership). W najbliższych latach miałoby powstać 2500 takich placówek, na obszarach zacofanych, z nakierowaniem na najgorzej sytuowane kasty i plemiona. Uczęszczający tam uczniowie z takich społeczności mają wnosić tylko symboliczne opłaty, większość czesnego spłacać będzie państwo. Równocześnie szkoły będą mogły przyjmować uczniów z innych, niekoniecznie ubogich grup i pobierać od nich czesne zgodne ze stawkami rynkowymi.

Jest to zatem kolejna próba wybudowania mostów nad przepaścią dzielącą edukacyjny sektor prywatny od publicznego. Nawet gdyby rząd znalazł fundusze na taki projekt i udałoby się go zorganizować pod względami kadrowymi, istnieje realna obawa, iż ugrzęźnie on w sieci funkcjonujących w indyjskim społeczeństwie podziałów. Rodzice uczniów z innych kast mogą nie chcieć wysyłać swoich pociech do szkół z  najniższymi kastami, tak z powodów społeczno-kulturowych jak i z obaw, iż placówki te będą reprezentować niższy poziom. Efekt może być taki, że takie szkoły publiczno-prywatne mogą przyciągnąć niewielką ilość uczniów przyjmowanych na zasadach rynkowych, wypełniając się w efekcie jedynie uczniami z kast najniższych, dotowanych przez rząd; ostatecznie placówki takie nie będą się różnić niczym od szkół państwowych.

Wyższa szkoła państwowości

Te dwa zagadnienia obrazują zatem bardzo złożony i długofalowy problem. Drastyczny spadek jakości indyjskich szkół państwowych otworzył drogę do powstawania rzeszy szkół prywatnych i do masowego odpływu do nich wszystkich, których na nie stać. Nie każda z tych prywatnych szkół ma neutralny profil ideologiczny. Zaliczają się do nich misjonarskie szkoły chrześcijańskie, ale także placówki prowadzone przez wspomnianych hinduskich nacjonalistów. Dość wspomnieć, iż jedna z hinduskich organizacji nacjonalistycznych oficjalnie twierdzi, iż w jej szkołach uczy się ponad 3 miliony uczniów. Zaniedbując sektor edukacji państwo okazuje się zatem zaniedbywać pewne grupy społeczne pod względem ich przyszłej możliwości zatrudnienia, ale także ignorować ich ukształtowanie ideologiczne. Tę pierwszą kwestię zazwyczaj się zauważa, tę drugą dużo rzadziej: ale do czasu, bo za kilka dekad dorosną w Indiach pokolenia milionów uczniów wykształconych w szkołach prywatnych o profilu ideologicznym i wezmą oni wtedy udział w dyskusji o tożsamość i kształcie ich kraju.

Indyjskie państwo stoi teraz w rozkroku między edukacyjnym interwencjonizmem a leseferyzmem. Jeśli zdecyduje się na zwiększenie zaangażowania w rozrost sektora systemu edukacyjnego, to musi ponieść koszta nie tylko finansowe, ale i ideologiczne, w coraz większym stopniu decydując, jaką tożsamość mają budować szkoły; tym samym będzie atakowane z pozycji wolnościowych, krytykujących ingerencję państwa w tożsamość, obyczaje i tradycje obywateli (niezależnie od tego, czy państwo, to w zależności od rządzącej partii, promować będzie sekularyzm czy hinduski nacjonalizm – tak czy inaczej będzie to ingerencja państwa w tożsamość). Jeśli zdecyduje się pozostawić obszar edukacji samemu sobie, zostanie z kolei skrytykowane ze strony środowisk lewicowych za pozostawianie najuboższych warstw bez opcji. Jak zaś pokazały dwa przykłady z niniejszego tekstu, znalezienie drogi środka – finansowania szkół bez ingerencji w ich profil ideologiczny – może się okazać bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe.

*wym. Śiw Sena

**wym. Bhartija Dźanta Parti

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Krzysztof Iwanek: Walka o tożsamość Indii rozegra się na polu edukacji Reviewed by on 15 czerwca 2010 .

Za kilkadziesiąt lat problemem Indii mogą okazać się nie ludzie niewykształceni, ale wykształceni w prywatnych szkołach o profilu ideologicznym. W ostatnich miesiącach dwa wydarzenia pokazały jak istotne miejsce w indyjskiej polityce zajmuje edukacja. Pierwszym z nich była majowa propozycja władz municypalnych miasta Bombaj, by w (prywatnych) szkołach chrześcijańskich wprowadzić elementy kultury hinduskiej. Drugim było pojawienie

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź