Komentarz eksperta

Krzysztof Iwanek: Uhonorujmy pamięć jama saheba Digvijayasinhji

iwanek2Na początku przyszłego tygodnia premier RP Donald Tusk odwiedzi Indie i Wietnam. Jakie gesty dyplomatyczne mogą przy tej okazji umocnić relacje polsko-indyjskie? Jednym z nich byłoby bez wątpienia przypomnienie o zasługach jednego z największych dobroczyńców Polski w Indiach.

Kiedy podczas drugiej wojny światowej spośród polskich zesłańców w ZSRR zorganizowano armię Andersa, zostawiła ona za sobą dużą ilość kobiet i dzieci (w tym także sierot), którym pozwolono opuścić sowieckie imperium, ale nie zapewniono żadnego nowego, trwałego schronienia. Jedną z osób, która przygarnęła podówczas polskie dzieci był jam saheb Digvijaysinhji*, maharadża państwa Nawanagar (w obecnym stanie Gudźarat). W ten sposób pod jego bezinteresowną opiekę trafiło na kilka lat ok. tysiąca polskich dzieci. Nie był on zresztą jedynym Indusem, który udzielił pomocy małym Polakom.

Choć trudno w to uwierzyć, szlachetny gest maharadży nie doczekał się jak dotąd upamiętnienia przez państwo polskie. Jego imię nosi słynne I SLO na ulicy Bednarskiej w Warszawie, jest to jednak szkoła społeczna, a zatem inicjatywa nadania nazwy nie wyszła od organów państwowych (pomysł ten podsunął dyrektor Krystynie Starczewskiej prof. indologii Krzysztof Byrski). Na to, iż zasługi maharadży należy odpowiednio uczcić, zwracał już uwagę pan Jarosław Kret w wydanej w 2009 roku książce Moje Indie (pozwolę sobie dodać, iż wspominałem o tym również ja w artykule napisanym w tym roku dla pisma Arcana). Jest oczywistym, iż do czasu wizyty premiera RP w Indiach żadne kroki ku upamiętnieniu maharadży – taki jak np. nadanie jego imienia jakiemuś miejscu czy nadanie monarsze odznaczenia – nie mogą być już podjęte. Tym niemniej, oficjalne odwiedziny są doskonałą okazją, by przed indyjską publicznością wspomnieć o pomocy maharadży (i innych Indusów, którzy udzielili schronienia Polakom) i zapowiedzieć uhonorowanie jego pamięci przez nasze państwo w przyszłości.

Gest taki byłby po pierwsze zasadny moralnie: wypada nam oddać szacunek osobie, która tak wiele uczyniła dla tak wielu Polaków, podówczas będących jedynie dziećmi, pozbawionymi pomocy, rodzin i możliwości utrzymania.

Po drugie, deklaracja zapowiadająca uhonorowanie jama saheba (a następnie jej realizacja) z pewnością przysłużyłaby się polsko-indyjskiej przyjaźni. Zostałaby ona bez wątpienia doskonale przyjęta w Indiach, gdzie opinia publiczna i klasa polityczna wyczulone są na to, jak postrzegany jest ich kraj w świecie. Sławienie czynów maharadży współgrałoby również z polityką zagraniczną Nowego Delhi, która nastawiona jest na tzw. soft power, czyli promowanie państwa między innymi przez jego kulturę (a więc także historię). Jest to istotne tym bardziej, iż indyjski rząd coraz częściej zwraca uwagę właśnie na nasz region: Europę Wschodnią. Ponadto, po upływie tak długiego czasu od epoki kolonializmu i walki o niepodległość, postać jama saheba nie powinna już powodować ostrzejszych kontrowersji historycznych.

Uhonorowanie pamięci monarchy podnosiłoby również rozpoznawalność Polski w Indiach. Gest taki nie uszedłby uwagi indyjskiej prasy i to dwukrotnie: podczas jego zapowiedzi w Indiach i następnie podczas jego realizacji w Polsce. Nasz kraj jest w ostatnich latach częściej zauważany w Indiach, oczywiście na miarę jego rozmiaru i możliwości.  Wizyta prezydent Pratibhy Patil nad Wisłą w roku 2009 była komentowana w indyjskiej prasie, w tym samym roku w Bangalore odbył się festiwal kultury polskiej. Również losy ,,polskich dzieci maharadży’’ zaczęły być lepiej znane w we współczesnej indyjskiej prasie, a to za sprawą pojawienia się pracy doktorskiej Anuradhy Bhattacharya History of Polish Refugees in India between 1942-48, której treść była następnie przedstawiana w artykułach takich jak Polish Love Story in Gujarat (Raja Bose, Times of India, wrzesień 2006). Im szerzej zostanie przypomniana historia maharadży, tym lepiej znana będzie w Indiach sama Polska. W najbardziej optymistycznym scenariuszu, to jest przy nadaniu sprawy maksymalnego rozgłosu, dzieje Polaków przyjętych w Indiach mogą posłużyć za jeden z symboli związków między naszymi krajami, symboli, które funkcjonować mogą nie tylko na państwowym, ale też indywidualnym poziomie (niektórzy Indusi, dotąd nie kojarzący naszego kraju z niczym, spotykając Polaków mogliby mówić: ,,Polska? Ach tak, to waszym obywatelom pomogliśmy podczas drugiej wojny światowej…’’).

*wym. dźam saheb Digwidźajsinhdźi. W angielskim zapisie pierwsze dwa człony zapisuje się często wielką literą, jest to jednak tytuł monarchów panujących w Nawanagarze (tak jak nasze ,,król’’ czy ,,cesarz’’) i tak też funkcjonuje w literaturze (,,dźam saheb Nawanagaru’’  czyli ,,król Nawanagaru’’). Końcowe dźi to partykuła, której po polsku odmienić nie możemy, można to jednak uczynić z pozostałymi wyrazami (w tym dwoma członami złożenia: Digwidźaj i sinh) pozostaje zatem mówić ,,dźam saheb Digwidźajsinhdźi’’ ale ,,dźama saheba  Digwidźajasinhadźi’’.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Krzysztof Iwanek: Uhonorujmy pamięć jama saheba Digvijayasinhji Reviewed by on 1 września 2010 .

Na początku przyszłego tygodnia premier RP Donald Tusk odwiedzi Indie i Wietnam. Jakie gesty dyplomatyczne mogą przy tej okazji umocnić relacje polsko-indyjskie? Jednym z nich byłoby bez wątpienia przypomnienie o zasługach jednego z największych dobroczyńców Polski w Indiach. Kiedy podczas drugiej wojny światowej spośród polskich zesłańców w ZSRR zorganizowano armię Andersa, zostawiła ona za sobą

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź