Indie news,Komentarz eksperta

Krzysztof Iwanek: Strajki w Indiach- do deregulacji indyjskiej gospodarki daleka droga

iwanek21-150x150Przeprowadzony 5 lipca 2010 r. ogólnoindyjski strajk (Bharat bandh) spowodował miliardy rupii straty i utrudnił komunikację w całym kraju. Strajk zorganizowała parlamentarna opozycja a jego powodem była wprowadzona niedawno (od 2 lipca 2010 r.) deregulacja cen benzyny i podniesienie cen diesla.

      Mimo sporej ilości zmian liberalizujących gospodarkę, dokonanych w latach 90., indyjski system ekonomiczny wciąż uważany jest za mieszany. Innymi słowy, dla socjalistów jest on zbyt kapitalistyczny, dla kapitalistów – zbyt socjalistyczny. Środowiska prokapitalistyczne spodziewały się, iż dalszą liberalizację ekonomiczną przeprowadzi obecny rząd koalicji United Progressive Alliance, na której czele stoi Indyjski Kongres Narodowy. Nadzieje te były tym większe, iż ta sama partia rozpoczęła otwieranie indyjskiej gospodarki w latach 90. i że jeden z autorów tej reformy, ówczesny minister gospodarki Manmohan Singh, jest obecnie premierem kraju. Tym niemniej, rządząca koalicja jest już u władzy sześć lat, i to od ponad roku na drugą kadencję, Manmohan Singh jest premierem drugi raz z rzędu, a mimo to wielkich zmian na tym polu dotąd nie widać.

      Pierwszym poważniejszym krokiem jest właśnie dokonana dopiero co deregulacja cen benzyny (deregulację cen diesla zapowiedziano na najbliższe miesiące). Jednakże nie musi ona zapowiadać lawiny podobnych reform. Po pierwsze, deregulacja została dokonana nie z ideologicznych przekonań, ale z powodu finansowych strat państwowych firm paliwowych, które zmusiły rząd do subsydiowania ich, a więc zwiększało jego wydatki. Nie inaczej zresztą było z otwarciem indyjskiej gospodarki w latach 90. Ona także wynikała mniej ze zmiany światopoglądu rządzących, a bardziej ze zmiany sytuacji gospodarczej, nacisków Banku Światowego i zmiany politycznego klimatu (upadek ZSRR). Po drugie, z obecną deregulacją zwlekano dość długo, bo już w styczniu 2010 r. grupa ekspertów z profesorem ekonomii Kiritem Parikhem na czele stwierdziła, iż utrzymanie dotychczasowej polityki cenowej nie jest możliwe. Fakt, iż od tej deklaracji do deregulacji minęło ponad pół roku wskazuje, iż w rządzących partiach musiały być osoby nieprzychylne uwolnieniu cen paliw. Po trzecie, siła zorganizowanego przez opozycję strajku pokazuje, jak wielki może być opór przeciw deregulacji cen; z oporem tym rząd z pewnością będzie się w przyszłości liczyć. Symptomatycznym jest też, iż pośród organizatorów strajku była największa partia opozycji – BJP, mimo tego, iż istnieje w niej silne stronnictwo prokapitalistyczne

     Obecna deregulacja cen paliwa prawdopodobnie nie zapowiada dalszej radykalnej liberalizacji indyjskiej gospodarki, przynajmniej nie w najbliższym czasie. Jeśli zmiany w tym kierunku będą dalej dokonywane, to przy obecnej sytuacji ekonomicznej i politycznej będzie do nich dochodzić raczej stopniowo i powoli. Istnieje też wystarczająco czynników, mogących w przyszłości, przy zmianie politycznego układu, prowadzić do reform w odwrotnym kierunku: do większego zaangażowania państwa w gospodarkę. Silnik indyjskiej ekonomii nadal będzie pracować na napędzie hybrydowym.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Krzysztof Iwanek: Strajki w Indiach- do deregulacji indyjskiej gospodarki daleka droga Reviewed by on 6 lipca 2010 .

Przeprowadzony 5 lipca 2010 r. ogólnoindyjski strajk (Bharat bandh) spowodował miliardy rupii straty i utrudnił komunikację w całym kraju. Strajk zorganizowała parlamentarna opozycja a jego powodem była wprowadzona niedawno (od 2 lipca 2010 r.) deregulacja cen benzyny i podniesienie cen diesla.       Mimo sporej ilości zmian liberalizujących gospodarkę, dokonanych w latach 90., indyjski system ekonomiczny wciąż

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • Gospodarka Indii faktycznie jest przeregulowana, w każdym razie bardziej niż Chin (gdzie w wielu obszarach panuje tzw. „dziki” kapitalizm). Natomiast warto pamiętać, że na „napędzie hybrydowym” pracują dziś też gospodarki USA i UE. Ba, w Unii Europejskiej jest nawet gorzej. W dzisiejszej Europie triumfuje zasada „tyle regulacji ile to możliwe i tyle wolności ile to konieczne” – dokładnie odwrotnie niż w Azji. Dlatego w Azja trwa rozwój, kwitnie przedsiębiorczość, podczas gdy Eurosojuz żałośnie chyli się ku upadkowi, skrępowany pajęczyną zakazów, nakazów, dyrektyw, regulacji, limitów, koncesji, zezwoleń, dopłat, wysokich podatków – rzeczy nieznanych w epoce Adenauera i de Gaulle’a. Dzisiejsza Europa przejada resztki wypracowanego wtedy dobrobytu.

  • Bardzo dziękuję, za solidnie przygotowane komentarze! :-) Pozdrawiam!

Pozostaw odpowiedź