Komentarz eksperta

Krzysztof Iwanek: Parytet po indyjsku, czyli reprezentatywnie czy demokratycznie?

iwanek2Hasło ,,parytet płci’’ wywołuje w Polsce coraz głośniejsze dyskusje; być może wkrótce podobna debata czeka Indie.  26 lutego 2010 gabinet ministrów rządu tego kraju zaaprobował projekt ustawy o rezerwacji części miejsc w parlamencie centralnym i stanowych dla kobiet. Aby pomysł został zrealizowany, parlament musiałby teraz go przegłosować a także wprowadzić odpowiednią poprawkę do konstytucji.

Nie ma wątpliwości, iż kobiety w Indiach, choć oczywiście ich pozycja jest różna w poszczególnych regionach i społecznościach kraju, są absolutnie zdominowane przez mężczyzn. Liczba mandatów uzyskiwanych przez nie w wyborach nie przekracza zazwyczaj 10%. Co bardziej ironiczni komentatorzy zauważają, iż nawet odsetek posłów-kryminalistów bywa wyższy.  Zwolennicy pomysłu rezerwacji są zdania, iż pomogą one kobietom wydostać się spod męskiej dominacji, uzyskać równy wpływ na państwo i znieść wszelkie dotyczące ich niesprawiedliwości społeczne. W przeciwieństwie do pomysłu omawianego teraz nad Wisłą, indyjscy projektodawcy domagają się nie parytetu na listach wyborczych, ale rezerwacji 33% mandatów, to jest mniej niż wynosi faktyczny odsetek płci pięknej w społeczeństwie Indii.

Tego typu systemy kwotowe przyznano już najniższym warstwom społecznym: tak zwanym ,,kastom rejestrowym’’ (Scheduled Castes), ,,plemionom rejestrowym’’ (Scheduled Tribes) czy ,,innym zacofanym kastom’’ (Other Backward Castes’’). Przysługują im mandaty w parlamencie, a także zapewnione miejsca na uczelniach i w państwowych placówkach. Rezerwacje dla kobiet też już tak naprawdę istnieją, tyle że jedynie na najniższych szczeblach władzy. W radach wsi i kast (tzw. pańćajatach) i radach miejskich 33% miejsc przeznaczonych jest tylko dla kobiet.

Do pomysłu rezerwacji dla płci pięknej wiele osób odnosi się z – nomen omen – rezerwą. O ile mało kto ma w Indiach wątpliwość, iż cel – niesienie pomocy najniższym grupom społecznym czy kobietom – jest słuszny, pytanie oponentów brzmi raczej, czy skuteczna jest metoda. Czy w wyniku systemów kwotowych dla kast i plemion skorzystała społeczność jako całość, czy jednostki bądź rodziny? Mówi się np. o wykształceniu  tak zwanej ,,śmietanki’’ najniższych warstw, która zgarnia wszelkie korzyści, udzielając niewielkiej lub żadnej pomocy swoim pobratymcom. Wszystkie rezerwacje w Indiach mają być tymczasowe, mają tylko wynieść najgorzej sytuowane społeczności z ich dramatu, a następnie być wycofane. Takie jest też założenie o rezerwacji dla płci pięknej: ma być ona przyznana tylko na określoną liczbę lat, a potem – jeśli spełni swoją rolę – zniesiona. Krytycy dotychczasowych ,,akcji afirmatywnych’’ pytają jednak, czy w efekcie nie uzyskuje się efektu odwrotnego: czy niektóre grupy społeczne, zachęcone korzyściami wypływającymi z ich biedy, rzeczywiście chcą się z niej wydostać, skoro mają one formalnie otrzymywać przywileje tak długo, jak długo są biedne? Żadne z wprowadzonych dotąd rezerwacji nie zostały bowiem całościowo wycofane.

Przeciwnicy systemu kwotowego zwracają też uwagę, iż jeśli ustalona liczba miejsc przysługuje jednej grupie, to dlaczego nie innym? Niektóre partie uważają na przykład, iż jedną trzecią mandatów powinny dostać właśnie kasty i plemiona rejestrowe (obecnie mają zarezerwowane dużo mniej), a nie płeć piękna. Ciężko zaś te dwie propozycje zrealizować na raz, bo to już dawałoby dwie trzecie całości; wtedy podniosłyby się głosy o zarezerwowanie miejsc dla kolejnych grup społecznych. A skoro kategorie płci i grup społecznych liczyłyby się osobno (a co z wyznaniami?), to ostatecznie i tak dla kogoś miejsca w parlamencie by zabrakło. Trzeba byłoby mieć ponad sto procent cukru w cukrze. Ze względu na ten opór proponuje się też i takie rozwiązanie, by rezerwacje nie sumowały się, a zazębiały: w ramach mandatów przeznaczonych dla kobiet zawarty będzie procent miejsc tylko dla pań z kast i plemion rejestrowych (tzw. quota within quota, rezerwacja wewnątrz rezerwacji). Nietrudno zauważyć, iż takie rozbudowywanie rezerwacji sprawia ostatecznie, iż wybory stają się bardziej reprezentatywne niż demokratyczne; ważniejszy staje się skład społeczeństwa niż to, kto głosuje w wyborach.

Pojawiają się też wątpliwości, czy kobiety na rządowych stanowiskach rzeczywiście będą wspólnie pomagać wszystkim innym kobietom? Czy, tak jak w wypadku mężczyzn, częściej nie będzie zwyciężać solidarność społeczności, kasty, klasy, rodziny, partii?  I w drugą stronę: czy brak lub niewielka obecność posłanek musi oznaczać, iż parlament nic dla płci pięknej nie zrobi? Pierwszy sejm wybrany w niepodległych Indiach (1952-1957) miał jeden z najniższych odsetków kobiecych mandatów (22 posłanki na 499 miejsc, 4.4%) a dał indyjskim kobietom najwięcej: prawo do rozwodu, dziedziczenia na równi z mężczyznami, prawo do pracy na równi z mężczyznami i monogamię w małżeństwach hinduskich.

Projekt rezerwacji dla kobiet próbowano realizować już wcześniej, ale za każdym razem spotykał się on z ostrym sprzeciwem. W 1999 r. doszło nawet do incydentu, podczas którego projekt ustawy po prostu wyrwano z rąk ministra prawa. Ustawa była też zgłoszona za poprzedniej kadencji (2004-2009), nigdy jednak nie została nawet przegłosowana, decyzję w jej sprawie po prostu ciągle odwlekano.

Obecnie jednak projekt ma większe szanse niż kiedykolwiek wcześniej. Prezydentem jest teraz kobieta –  Pratibha Patil, która sama wcześniej zapowiedziała wprowadzenie rezerwacji dla płci pięknej, trudno zatem spodziewać się, by miała kłaść ustawie kłody pod nogi. Według półoficjalnych źródeł zwolennikami wprowadzenia takiej legislacji są dwie największe, choć opozycyjne wobec siebie partie, Kongres i BJP. Ci sojusznicy rządzącej partii (Kongresu), którzy za poprzedniej kadencji najsilniej blokowali ustawę, są w obecnym parlamencie dużo słabsi.

O przegłosowaniu ustawy zdecyduje zatem nie tyle układ polityczny, co układ społeczny. Nawet jeśli jej zwolennicy zapewnią sobie dwie trzecie głosów w obu izbach (bo chodzi o zmianę w konstytucji), partie mogą się obawiać swoich elektoratów. Do rozwiązania pozostanie też kwestia pogodzenia rezerwacji dla kobiet z rezerwacjami dla najniższych warstw społecznych, która może skłócić partie. Jeśli projekt ustawy nie zostanie zamieciony pod dywan, tak jak to się działo dotąd; to, niezależnie od wyników głosowania, Indie będzie czekać gorąca debata.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Krzysztof Iwanek: Parytet po indyjsku, czyli reprezentatywnie czy demokratycznie? Reviewed by on 1 marca 2010 .

Hasło ,,parytet płci’’ wywołuje w Polsce coraz głośniejsze dyskusje; być może wkrótce podobna debata czeka Indie.  26 lutego 2010 gabinet ministrów rządu tego kraju zaaprobował projekt ustawy o rezerwacji części miejsc w parlamencie centralnym i stanowych dla kobiet. Aby pomysł został zrealizowany, parlament musiałby teraz go przegłosować a także wprowadzić odpowiednią poprawkę do konstytucji. Nie

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź