Komentarz eksperta

Krystyna Palonka: Chiny – gospodarka opatrznościowa?

palonkaSzczyt G-20 w Seulu objawił się przede wszystkim, jako miejsce wymiany ciosów miedzy Chinami a USA. Główne kraje Europy nie brały udziału w tej rozgrywce. A nawet, jeśli podsumować wizytę Hu Jintao we Francji i Dawida Camerona w Chinach, można rzec, że dominuje tam pragmatyzm, a inne sprawy są dyskretnie przemilczane. Natomiast problem drukowania pieniędzy, którymi USA zalewają świat (a świat je akceptuje, bo prawie nie ma alternatywy dla lokowania rezerw i prowadzenia transakcji międzynarodowych) to w obliczu ogromu chińskich rezerw i ich reinwestowania w USA, jest to istotnie problem między tymi dwoma potęgami. Wybitni specjaliści są zadziwieni nie tyle potencjałem Chin ile szybkością, z jaką objawił się on w skali świata. Od Australii po Amerykę Południową, od Afryki po Europę i USA znaczenie Chin widać coraz wyraźniej.

Należy może przypomnieć  kilka faktów.  W 2009 roku Chiny konsumowały 46% światowego wydobycia węgla, i podobną część światowej produkcji cynku i aluminium. W tymże roku wytworzyły dwukrotnie wiecej stali  niż Unia Europejska, Stany Zjednoczone i Japonia łącznie. Sprzedaż  samochodów osobowych  była tam większa niż w USA, a sprzedaż telefonów komórkowych (szacunkowo) jest większa  niż w całej reszcie świata. Wzrost gospodarczy (9,6% PKB) stanowił  jedną piątą wzrostu całego świata (a według parytetu siły nabywczej nawet 25% ). Rynek na tanie produkty dotychczas wiodący znajduje konkurencję  w postaci zakupów dóbr z najwyższej półki. Audi – niemiecki wytwórca samochodów – sprzedaje więcej aut w Chinach niż w Europie, a japońska firma Komatsu wygrała przetarg na dostawę 44 gigantycznych ciężarówek zamówionych przez  chiński koncern węglowy.

Tygodnik The Economist skonstruował nawet indeks giełdowy Sinodependency („chinouzależniony”? ). Wybrał on z 500 firm wchodzących w skład indeksu S&P500 dwadzieścia dwie firmy mające największe (proporcjonalnie) dochody w Chinach (miedzy innymi Intel, KFC, Boeing,  Corning). Okazało się, że indeks ten był o 10% wyższy niż cały S&P500.

Chiny są największym rynkiem dla eksportu z Brazylii (12,5% całości eksportu z tego kraju), Afryki Poludniowej (10,3% eksportu), Japonii (18,9%) i Australii (21,8%) (wszystkie dane za rok 2009).

Inna sprawa, że eksport nie jest wiodącym czynnikiem wzrostu gospodarczego większości krajow. W związku z tym eksport do Chin to zaledwie 3,4% PKB Australii, 2,2% PKB Japonii , 2% Afryki Południowej i 1,2% Brazylii.

Import do Chin odgrywa  znacznie większą rolę we wzroście  PKB ich najbliższych sąsiadów – np. eksport z Tajlandii do Chin stanowi  aż 14% PKB tego kraju. Warto jednak pamiętać, że około 50% tego eksportu stanowią komponenty (np. półprzewodniki, twarde dyski), które następnie są ostatecznie reeksportowane w wyrobach gotowych poza obręb Chin. Stad jeśli chodzi o te produkty Chiny są nie ostatecznym odbiorcą, lecz raczej przekaźnikiem popytu stworzonego w innych częściach świata.

Nawet i w tym obszarze następują jednak szybkie zmiany. Dziesięć  lat temu tego rodzaju komponenty stanowiły  40% importu do Chin, w roku 2008 było to już tylko 27%. Według oceny specjalistów oznacza to, iż Chiny ze światowej fabryki przekształcają się w światowego konsumenta, a dla sąsiednich krajów są lepszym i większym odbiorcą niż Stany Zjednoczone. Oznacza to również, że Chiny są w stanie same wytwarzać wysokiej klasy komponenty i wspinają się na wyższy poziom drabiny technologicznej, o czym świadczy między innymi coraz większy udział nakładów na badania i rozwój w strukturze PKB co wynika  z ostatniego  raportu UNESCO.

Poza tym zasoby walutowe Chin są poważnym elementem globalnych rynków kapitałowych, a ich zapotrzebowanie na surowce utrzymuje  ceny na wysokim poziomie.

Ekonomiści pytają zatem, czy nagłe załamanie gospodarki w Chinach wpłynie poważnie na gospodarczą stagnację w skali globalnej? Pesymiści zapewne mówią, że tak , optymiści twierdzą, że np. stagnacja w Japonii – niegdyś drugiej światowej potędze gospodarczej, nie spowodowała zbytnich zaburzeń w gospodarce światowej. Może więc i załamanie w Chinach nie zagrozi jej tak bardzo. Na wszelki wypadek życzmy Chinom jak najlepiej!

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Krystyna Palonka: Chiny – gospodarka opatrznościowa? Reviewed by on 17 listopada 2010 .

Szczyt G-20 w Seulu objawił się przede wszystkim, jako miejsce wymiany ciosów miedzy Chinami a USA. Główne kraje Europy nie brały udziału w tej rozgrywce. A nawet, jeśli podsumować wizytę Hu Jintao we Francji i Dawida Camerona w Chinach, można rzec, że dominuje tam pragmatyzm, a inne sprawy są dyskretnie przemilczane. Natomiast problem drukowania pieniędzy,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 4

  • „W 2009 roku Chiny konsumowały 46% światowego wydobycia węgla, i podobną część światowej produkcji cynku i aluminium. W tymże roku wytworzyły dwukrotnie wiecej stali niż Unia Europejska, Stany Zjednoczone i Japonia łącznie.”

    Trzeba pamiętać, że Chińska gospodarka jest bardzo energochłonna (więc zapewne surowcochłonna). Zużycie energii przez CHrL wyniosło w 2009 3,65 mln GWh, podczas gdy USA (2008) mające dwa razy większe PKB 3,87 mln GWh, a „zarządzana przez komisarzy ludowych” UE 2,95 mln GWh (PKB porównywalne do amerykańskiego, ale większa populacja). Jeżeli Chiny już na tym poziomie rozwoju gospodarczego zużywają tak wiele energii, to co będzie za 10 lat ? Kraje, które posiadają surowce zacierają ręce, bo ceny będą tylko wyższe…

    • Chińska gospodarka faktycznie jest energochłonna, ale to zjawisko typowe dla krajów o podobnym poziomie rozwoju gospodarczego. Weźmy choćby przedwojenną W. Brytanię z jej wręcz legendarnym londyńskim smogiem, albo do niedawna gęste dymy przemysłowe nad centralną Anglią, Zagłębiem Ruhry, Walonią czy Górnym Śląskiem…
      Jestem pewny, że wzrost zużycia energii w Chinach będzie wzrastał wolniej niż chiński PKB. To prawidłowość obserwowana na całym świecie. Jest to tym bardziej logiczne, gdy wziąc pod uwagę, że Chiny (podobnie jak Indie) zajmują z roku na rok coraz silniejszą pozycję w dziedzinie energetyki opartej na odnawialnych źródłach energii.

  • Ciekawy i ważny artykuł. Zwraca na rozwój Chin i ich powiązania z innymi krajami w kontekście szczytu G-20.
    Okoliczność, że Chiny „wytworzyły dwukrotnie wiecej stali niż Unia Europejska, Stany Zjednoczone i Japonia łącznie”, ilustruje ogromny rozwój tego kraju, a zwłaszcza jego budownictwa i infrastruktury. Rozwój, który – jak kilka lat temu zauważył Milton Friedman – nie ma precedensu w dziejach ludzkości.
    Wypada zgodzić się ze stwierdzeniem Pani Palonki, że powinniśmy życzyć Chinom jak najlepiej. Zwłaszcza, że Chiny jest dziś „lokomotywą” światowej gospodarki. Jasno to widać w sytuacji trwającej już 2 dekady recesji w Japonii, spadku wiarygodności USA oraz zarysowującego się bankructwa strefy euro, któremu raczej nie zapobiegną magiczne zaklęcia eurokomisarzy ludowych. Jeśli nie Chiny to kto pociągnie do przodu globalną ekonomię? Indie? Brazylia? Rosja? Nie sądzę.

    • P.S. W drugim zdaniu miało być: „Zwraca uwagę na rozwój Chin i ich powiązania z innymi krajami w kontekście szczytu G-20”. Przepraszam za błąd!

Pozostaw odpowiedź