Artykuły

„Korupsi” jak chleb powszednia?

Indonesia Corruption Watch ogłosiła w ubiegłym tygodniu raport o (udokumentowanym) poziomie korupcji na Archipelagu w minionym roku kalendarzowym. Według głównego koordynatora organizacji, skarb państwa stracił w wyniku działań korupcyjnych prawie 240 milionów dolarów amerykańskich. Najwięcej, bo ponad połowa tej kwoty padła łupem „przywłaszczania mienia państwowego”. Drugie w rankingu „fałszywe projekty i koszty podróży” naraziły skarbiec Republiki na stratę 45 milionów dolarów, a kolejna pozycja wartości niespełna 20 milionów przypadła „sztucznie zawyżanym kosztom”, oraz tyle samo ogólnie rozumianym „sprzeniewierzeniom”.

Zdjęcie niszowego plakatu z policjantem z drogówki z jawajskiej ulicy z napisem „Biorę tylko 25 000 rupii”.

To, że coraz więcej i głośniej mówi się o korupcji na poziomie polityków oraz dużych przedsiębiorstw, jest bez wątpienia dobrym prognostykiem na nadchodzące lata. Trzeba jednak pamiętać że „korupsi” w Indonezji jest niczym powietrze, czyli występuje wszędzie i potrzeba nie lada filtru, by jak mawiają Indonezyjczycy „pelan pelan tapi pasti”* oczyścić atmosferę w kraju.

Poziom 1-szy sytuacja 1-sza

Parking dla motorowerów w centrum dużego jawajskiego miasta. Niesamowity żar leje się z nieba. Wjazd na parking, a więc i jedno miejsce parkingowe to koszt 2000 rupii**. Jest weekend, pora lunch,u a więc miejsc brak, teoretycznie brak. Teoretycznie, bo w praktyce zaradny parkingowy znajdzie upragniony kąt dla twojego jednoślada za jedyne 5000 rupii. Powiedziałby ktoś i raczej by przy tym nie skłamał – zaradny z parkingowego gość.

Poziom 2-gi sytuacja 2-ga

Kilkukilometrowy bulwar nadmorski w miejscowości Kuta na wyspie Bali. Jest sobotnia księżycowa noc. Trzej bardzo weseli Australijczycy przemieszczają się wynajętym motorowerem z jednej zaliczonej dyskoteki do drugiej. Prawo jazdy, zakaz prowadzenia pod wpływem alkoholu, czy brak wymaganych kasków nie stanowią dla nich większego problemu. Kontrolujący ich policjant inkasuje 100 000 „bez mandatowych” rupii i po rutynowej reprymendzie i przysłowiowym pogrożeniu palcem nakazuje jechać dalej. Powiedziałby ktoś i może miałby tu racje – wyrozumiały wakacyjny Pan Władza.

Poziom 3-ci sytuacja 3-cia

Młody obiecujący naukowiec z Celebes ubiega się o granty na prowadzone badania. Jest mu to absolutnie niezbędne, by prowadzone badania miały pożądaną, naukową wartość plus, by piąć się w górę po naukowej drabinie uniwersyteckiej. Jest to również niezbędne uczelni na której pracuje, by móc w rocznych zestawieniach i statystykach wykazać się odpowiednią ilością badań naukowych. W końcu młody doktor otrzymuje oczekiwaną dotację, która z oczywistych względów musi najpierw odbyć formalną wędrówkę, przechodząc przez uczelnianą machinę biurokratyczną. Na konto dobrze zapowiadającego się badacza wpływa niespełna 70 % kwoty, mimo, iż obowiązkowo potwierdza odbiór gotówki w całości. Reszta rozmywa się we mgle.

To tylko kilka elementarnych przykładów drobnej korupcji, począwszy od najniższego szczebla działań korupcyjnych. O takich aferach korupcyjnych się nie mówi, a już na pewno nie pisze. Nikt też nie wie, ile państwo indonezyjskie tak naprawdę traci na najniższych i średnich poziomach korupcyjnej machiny. Organizacje rządowe i pozarządowe biorą pod lupę tylko grubsze sprawy, chyba że coś mniejszego samo wpadnie w zastawione sieci. Czy jednak walka z korupcją to tylko i wyłącznie atak na grube afery i pływające w nich grube ryby?

Tak naprawdę wyjść należy od zrozumienia przytoczonej wyżej teorii, iż w Indonezji korupcja jest wszędzie i co gorsza, nie zawsze oznacza coś jednoznacznie złego. Korupcja jest wpisana w cykl załatwiania wielu rzeczy na archipelagu, jako całkiem naturalny ich element. To co dla Europejczyka jest korupcją, dla Jawajczyka może być na przykład zaradnością, przedsiębiorczością lub przysłowiowym łutem szczęścia przy załatwianiu lukratywnej transakcji.

„Korupsi” funkcjonuje w krajobrazie Republiki Indonezji bez mała jak święty aksjomat. Nie bez kozery powiedział mi kiedyś znajomy Indonezyjczyk podczas dyskusji o problemie : ”… z korupcją nie powinno się walczyć. Nasza korupcja jest inna niż wasza. Ona jest nie do wyplenienia. To część naszej kultury. Dla wielu korupcja nie jest niczym złym, a bywają sytuacje życiowe gdy jest czymś co najmniej wskazanym”

Niestety, nie każdy jednak zdaje lub chce sobie zdawać sprawę, iż nawet na tej brukowej, najniższej płaszczyźnie korupcji tracą wszyscy, a im wspinamy się wyżej, tym nie tylko więcej zer w „zawieranych transakcjach” ale i wyższe koszty społeczne dobijanych nieczysto interesów.

Koszty społeczne zaś bywają bardzo różne. Od tych najbardziej prozaicznych, jak ograniczone zainteresowanie zamożnych podmiotów zagranicznych inwestycjami na niepewnym terenie, do najbardziej bolesnych, jak choćby ofiary katastrof budowlanych, wynikłych w skutek zaniechania drogich procedur bezpieczeństwa.

Najlepszym, bo najświeższym przykładem sprzed kilku tygodni może tu być most drogowy na Borneo, który runął ni stąd ni zowąd do rzeki, grzebiąc w niej kilkanaście osób.

Korupcja (corruptio), czyli z łaciny >zepsucie Indonezja nie jest tutaj więc żadnym fenomenem, ani niczym nowym. Wiemy o tym w Polsce pamiętając jak „załatwialski” był nasz kraj jeszcze jedną, czy dwie dekady temu. Mimo, iż dzisiaj wciąż daleko nam do najlepszych standardów, progres jest stały i bezdyskusyjny. Zdają sobie z tego sprawę również w Republice Indonezji odważni politycy podejmujący walkę z tą ogromną, choć niewidzialną machiną.

Walka z korupcją stanowi stały fragment życia publicznego na archipelagu. „Korupsi” nie schodzi z pierwszych stron gazet, jest też stałym gościem w programach informacyjno- publicystycznych w tutejszej telewizji. Bilbordy z roku na rok bombardują nowymi akcjami antykorupcyjnymi, jak chociażby ubiegłoroczna kampania „Apa Kata Dunia” oznaczająca w wolnym tłumaczeniu „Co ludzie powiedzą” i szkalująca powszechne do niedawna unikanie płacenia podatków. Życie polityków i biznesmenów w Dżakarcie i innych miastach republiki jest coraz bardziej prześwietlane. Coraz więcej afer wychodzi na światło dzienne. Oczywiście jest to tylko wierzchołek góry lodowej, jak mawiają krytycy obecnej polityki. Pewnie mają w tym swoją rację, ale każdy powinien też wiedzieć, iż każda nawet stu milowa podróż zaczyna się od zrobienia pierwszego kroku.

Jedyne co dziwi obserwatora z innego, mniej skorumpowanego świata, to fakt, że najwięksi aferzyści, którym udowadnia się winę i stawia przed sądem, są traktowani przez media prawie jak przysłowiowi celebryci. Toczący się obecnie proces mega aferzysty, członka rządzącej Partii Demokratycznej, Muhamada Nazarudina, uczynił go prawdziwą gwiazdą. Przystojny i kulturalny polityk wypowiada się w wywiadach między sesjami sadu do dziesiątek mikrofonów i kamer, z uroczym uśmiechem na twarzy, na którym trudno dopatrzeć się cienia wstydu.

Podobnie rzecz się ma z panią, o artystycznie brzmiącym nazwisku Melinda Dee. Ta urodziwa pracownica Citibank, której udowodniono milionowe malwersacje, pojawia się na kolejnych rozprawach sądowych niczym modelka na wybiegu.

Chyba więc właśnie od mediów publicznych powinna wyjść nowa tendencja w edukowaniu i kształtowaniu świadomości Indonezyjczyków. Przesłanie dające zdecydowanie do zrozumienia, że korupcja znaczy zepsucie lub inaczej czynność nieczystą. Haram*** zaś dla każdego muzułmanina jest czynem niedopuszczalnym. A Indonezja to przecież najbardziej ludny kraj muzułmański na świecie, z ponad 200 milionami dobrych i pobożnych wyznawców Allaha.

* powoli ale skutecznie
** 1 USD = 9000 Rupii
*** czyn, przedmiot nieczysty w myśl nauki islamu

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Korupsi” jak chleb powszednia? Reviewed by on 13 lutego 2012 .

Indonesia Corruption Watch ogłosiła w ubiegłym tygodniu raport o (udokumentowanym) poziomie korupcji na Archipelagu w minionym roku kalendarzowym. Według głównego koordynatora organizacji, skarb państwa stracił w wyniku działań korupcyjnych prawie 240 milionów dolarów amerykańskich. Najwięcej, bo ponad połowa tej kwoty padła łupem „przywłaszczania mienia państwowego”. Drugie w rankingu „fałszywe projekty i koszty podróży” naraziły skarbiec

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Panie Piotrze kto ma wysłać te przesłanie my.My jesteśmy niewierni i nie mamy racji.Co dla muzułmanina jest dopuszczalne to wiemy czytamy i czytaliśmy z różnych żródeł ,korupcja nie jest największym grzechem tej nacji ,takie jest moje zdanie.

Pozostaw odpowiedź