Korea Pn,Polecane

Korea Północna – U nas rewolucja trwa wiecznie (cz. II)

Pierwsza część artykułu.

Rano, po przebudzeniu, dobiegają mnie dźwięki muzyki, która towarzyszy ludziom w drodze do pracy.  Kolejny dzień pobytu w raju na ziemi zaczynamy od obfitego śniadania w formie bufetu. Jaja, wędliny, warzywa, ryż, pieczywo, kawa, herbata i różnorodność soków. Poza ryżem i warzywami, produkty praktycznie niedostępne dla Koreańczyków mieszkających poza stolicą.

Plac Kim Ir Sena

 

 W tym górzystym kraju tylko 24% ziem nadaje się do uprawy. Według oficjalnego stanowiska rządu, problemy z wyżywieniem ludności pojawiły się w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Powódź z 1995 r. zniszczyła ponad czterysta tysięcy hektarów upraw. Susze z lat 96 i 97 dopełniły zniszczenia. Szacuje się, że w tym czasie zginęło ponad milion ludzi (niektóre źródła mówią nawet o trzech milionach) . Jednak kłopoty żywnościowe mają dłuższą historię i zaczęły się o wiele wcześniej, bo już w latach osiemdziesiątych. W 1987r. rozpoczęło się racjonowanie żywności; w ciągu kilku lat dzienne porcje produktów zbożowych zmniejszono o 20%. W 1991r rozpoczęto kampanię mającą na celu przekonanie Koreańczyków do jedzenia dwóch posiłków dziennie.  Pod koniec  lat dziewięćdziesiątych  Korea Północna zwróciła się z prośbą o pomoc międzynarodową.  Niestety sposób dystrybuowania żywności – centralny, kontrolowany przez państwo – sprawiał, że pomoc rzadko docierała do potrzebujących i nie była skuteczna. Według raportu ONZ z marca 2011 ponad sześć milionów ludzi potrzebuje pomocy żywieniowej.  World Food Programme podaje jeszcze bardziej szokujące dane: 30% dzieci pozostaje chronicznie niedożywionych, co piąta kobieta w ciąży lub karmiąca jest również niedożywiona. Należy także przypomnieć, że Korea Północna jest państwem, które, jak napisała Madeleine Albright w swoich wspomnieniach, dokonało wyboru między chlebem a bronią. Armia koreańska liczy obecnie ponad milion sto tysięcy żołnierzy w służbie czynnej i jest czwartą  co do wielkości armią na świecie. Można sobie tylko wyobrażać koszty związane z wyżywieniem i obsługą takiej ilości żołnierzy. Mimo braku danych oficjalnych szacuje się, że ponad 15% PKB przeznaczane jest rok rocznie na zbrojenia.

Pomnik Kim Ir Sena

 Po śniadaniu zostaje mi przedstawiona moja przewodniczka. Pierwsze jej pytanie brzmi: „ Czy  mówisz po rosyjsku?” W biurze podróży prosiłem o przewodniczkę angielskojęzyczną, ale widocznie uznano, że skoro Polak…  No cóż, mając  świadomość, że przewodniczka i tak nie udzieli mi prawdziwych informacji dotyczących historii, czy też obecnej kondycji  kraju, godzę się z sytuacją. Po krótkiej rozmowie dowiaduję się, ze jest to absolwentka Uniwersytetu Kim Ir Sena, gdzie studiowała filologie rosyjską. Jej dwójka dzieci też studiuje na tym uniwersytecie, a mąż jest jednym z wykładowców.  Opuszczamy hotel i jedziemy na obowiązkowy punkt programu. Punkt, który ze względu na opóźnienie pociągu wczoraj musiał być przełożony. Wizyta przed pomnikiem Kim Ir Sena.  Po przybyciu na miejsce przechodzimy szczegółowy instruktaż dotyczący naszego zachowania . Przede wszystkim należy zachować się spokojnie i godnie, nie rozmawiać i nie śmiać się głośno. Po kupieniu kwiatów (jedyne 30 RMB za bukiecik) należy ustawić się w rzędzie, podejść wspólnie do pomnika,  złożyć kwiaty i pokłonić się wiecznemu prezydentowi. Nie wolno wykonywać gestu podobnego do tego, w jakim uwieczniono ojca narodu. I jeszcze jedna uwaga dotycząca fotografowania: należy tak robić zdjęcia, aby cała postać Kim Ir Sena została uwieczniona.

Pokłon przed pomnikiem

Postać  Kima jest imponująca – mierzy dwadzieścia metrów wysokości, umieszczona na wzgórzu  Mansu patrzy na Pjongjang. Posąg  wykonany jest z brązu i wzniesiony został aby uczcić siedemdziesiąte urodziny Kim Ir Sena. Ciekawostką może być fakt, iż początkowo postać ojca narodu pokryta była  złotem, lecz po protestach Chińczyków – sponsorów koreańskiej gospodarki – zostało ono zdjęte.

Przed nami dwugodzinna podróż na górę Myohyang. Jedziemy pustą drogą, od czasu do czasu mijamy jakiś samochód, poza tym nic. Dookoła zielono, nie widać żadnych zabudowań, cisza i spokój .Ludzi też nie widać, to pewnie spowodowane jest koniecznością posiadania specjalnego dokumentu zezwalającego na przemieszczanie się.  Na górze Myohyang znajduje się muzeum w którym przechowywane są prezenty podarowane obydwu przywódcom przez ponad sto pięćdziesiąt  krajów. Przechodzimy kolejny instruktaż dotyczący naszego zachowania –  cisza, spokój, powaga, nie wolno robić zdjęć, nie wolno niczego dotykać. Nasze plecaki musimy zostawić w szatni a na buty nałożyć specjalne kapcie. I jeszcze jedna uwaga – nie wolno się ślizgać.

Myohyang

Muzeum składa się z dwóch budynków wzniesionych w 1978 roku. Jeden budynek poświęcony jest Kim Ir Senowi a drugi Kim Jong Ilowi. Łącznie w 120 pomieszczeniach znajduję się tu ponad sto tysięcy prezentów. Muzeum pełni rolę propagandową – ma pokazać Koreańczykom, jak ważnymi postaciami są Kim Ir Sen i Kim Jong Il, jakim szacunkiem i podziwem otaczani są na całym świecie. Podczas naszego pobytu w muzeum mijamy dwie grupy jednakowo ubranych w brązowe mundurki mężczyzn, którzy są oprowadzani przez przewodniczkę. Wejścia do obydwu budynków strzegą uzbrojeni żołnierze.  W pierwszym budynku,  zaraz po wejściu  wita nas figura Kim Ir Sena, wykonana z białego marmuru, siedzącego na tronie.  Oglądamy prezenty podarowane wiecznemu prezydentowi, które pogrupowane są według kontynentów z których pochodzą.  Największe wrażenie robi kuloodporna limuzyna od towarzysza Stalina i pancerny wagon podarowany przez Mao. Znaczną część zajmują prezenty z Chin. Ale możemy też podziwiać walizkę ze skóry krokodyla, podarowaną przez Fidela Castro, metalowego jeźdźca i bogato zdobione szachy od Muammara Kadafiego, wysadzaną diamentami szablę od Yasera Arafata, głowę niedźwiedzia od Nicolae Ceausescu, złotą papierośnicę od Tito i tysiące innych mniejszych bądź większych prezentów. Jest też polski akcent:  wazon od Sejmu PRL z 1970 r. kwiaty –  a raczej ich zdjęcia  w gablotach na korytarzu – od ogrodów botanicznych Uniwersytetu Wrocławskiego i Jagielońskiego, a także Ogrodu Botanicznego PAN z 1990r. W jednej z gablot zauważam także zdjęcie kwiatów z podpisem „Podarunek od Inżynierów z Ogrodu Botanicznego w Katowicach 1989r.  Przed opuszczeniem tego budynku wchodzimy do jeszcze jednego pomieszczenia. Naszym oczom ukazuje się postać Kim Ir Sena, zrobiona z taką starannością i dbałością o szczegóły, że na pierwszy rzut oka Kim wygląda jak żywy. Jest to prezent od Chińczyków. Kim ustawiony pośród pięknych kwiatów i drzew, z głębi dobiega podniosła muzyka i śpiew ptaków. Zostajemy ustawieni w rzędzie i… oddajemy pokłon.

W kolejnym budynku wita nas Kim Jong Il na tronie. Tu możemy podziwiać podarunki dla obecnie panującego władcy.  Większość z nich stanowią przedmioty użytkowe i elektronika, jako że syn wiecznego prezydenta jest znany ze swej słabości do sprzętu elektronicznego wysokiej klasy.  Jest tu keyboard firmy Casio, trochę sprzętu firmy Sony, telewizory od firmy Hyunday. Wszystko dość stare, ale kilkanaście lat temu były to nowinki techniczne (prawdę mówiąc, dla większości Koreańczyków z północy nadal nimi są). Poza sprzętem można tu znaleźć także kombinezon astronauty, piłkę podpisaną przez Pele,  piłkę do koszykówki  podpisaną przez Michaela Jordana – podarunek od Madeleine Albright. Po zwiedzaniu udajemy się na taras, gdzie możemy usiąść, odpocząć i nacieszyć oczy przepięknym widokiem gór. W sklepie obok można nabyć pamiątki, albumy, zdjęcia, przyrządy do masażu, specyfiki z korzenia żeń – szenia oraz… Viagre. Po wyjściu z budynku zwiedzamy buddyjską świątynię Pohyon, która wzniesiona została w XI wieku. Należy jeszcze wspomnieć, że góra Myohyang została uznana w 2009 r przez Unesco rezerwatem biosfery.

Wracamy do stolicy. Zatrzymujemy się na kilka minut przy Łuku Triumfalnym, o którym moja przewodniczka  z dumą mówi, że jest trzy metry wyższy od paryskiego. To tu, Kim Ir Sen po wyzwoleniu Korei spod japońskiej okupacji przez  oddziały pod jego dowództwem, wygłosił pierwszą mowę. Fakt ten jest uwieczniony na muralu po drugiej stronie ulicy. Widać na nim przywódcę porywającego swą mową rozentuzjazmowany tłum. Oczywiście przewodniczka stwierdza, że nie  mam racji mówiąc, iż to Rosjanie wyzwolili Pjongjang , i że imperialistyczna propaganda na każdym kroku chce umniejszyć dokonania największego z ludzi.

Łuk triumfalny

Kolejnym punktem jest wizyta w szkole. Wita nas dyrektorka szkoły i oprowadza po dwupiętrowym budynku. Najpierw podziwiamy wspaniałe malowidło przedstawiające Kim Ir Sena i Kom Jong Ila  z dziećmi – rządzący  bardzo kochają dzieci i kładą duży nacisk na edukację. Trafiamy, oczywiście przypadkowo, na lekcję języka angielskiego. Klasa składa  się z ponad trzydziestu uczniów (niezbyt dogodne warunki do nauki języka) ubranych w białe koszule z czerwonymi chustami. Jedna z dziewczynek z pierwszej ławki pyta skąd jestem i czym się zajmuję. Odpowiadam, ale na moje pytania o imię i hobby nie otrzymuję  odpowiedzi.   Następnie przechodzimy do sali gimnastycznej na wspaniały koncert w wykonaniu dzieci. Po koncercie nagradzamy wykonawców podarunkami w postaci flamastrów, kredek i innych przyborów szkolnych, które kupiliśmy  u naszej koreańskiej przewodniczki. Przed szkołą odbywa się pokaz musztry oraz tańca w rytm dziecięcej orkiestry.

Zabawy przed szkołą

Nauka w Korei Północnej jest bezpłatna i obowiązkowa przez jedenaście lat. Obejmuje ona rok edukacji przedszkolnej, cztery lata szkoły podstawowej zwanej szkołą ludową, rozpoczynają ją dzieci sześcioletnie, i sześć lat szkoły średniej. Następnym etapem jest kolegium albo uniwersytet. Wstęp uwarunkowany jest ocenami ze szkoły średniej i pochodzeniem – pierwszeństwo (zwłaszcza jeśli chodzi o prestiżowy Uniwersytet Kim Ir Sena) mają dzieci członków  Koreańskiej Partii Pracy.  Jednolite testy na zakończenie szkoły średniej przeprowadzane są w maju, a na podstawie ich wyników absolwenci są przydzielani do różnych kolegiów i uniwersytetów na terenie kraju.  O wynikach tego postępowania zainteresowani są informowani na początku lipca. Pod koniec lipca przeprowadzane są egzaminy wstępne z języka angielskiego, koreańskiego i matematyki. Oddzielną, jednocześnie bardzo ważną, częścią egzaminu jest napisanie eseju pt. „Rewolucyjna historia towarzysza Kim Ir Sena.” Selekcja jest bardzo ostra; tylko jeden kandydat na siedmiu jest przyjmowany na kierunki inżynieryjne; na medycynę – jeden na dziesięciu. Ci, którzy nie zdadzą egzaminów wstępnych muszą odbyć służbę wojskową.

Szkolny koncert

Kolejny punkt wizyty to miejsce narodzin Kim Ir Sena – Mangyongdae. Chata, gdzie 15.04.1912 narodził się wódz, znajduje się w pięknym parku, dwanaście kilometrów od centrum. Przewodniczka  przybliża mi postać nieżyjącego już ojca narodu. Dowiaduję się o zagorzałym patriotyzmie  i oddaniu walce wyzwoleńczej rodziców i dziadków Kima.  Po krótkim spacerze udajemy się do restauracji, gdzie jesteśmy jedynymi gośćmi, na zasłużony, wieczorny posiłek. Po nim jedziemy do hotelu. Jutro, trzeciego dnia pobytu w Korei Północnej, mamy w planach wizytę w strefie zdemilitaryzowanej.

Miejsce urodzin Kim Ir Sena

Niestety to już czwarty i ostatni dzień naszego pobytu. I tylko dwa punkty programu: metro i Plac Kim Ir Sena. Niestety w metrze  możemy  odwiedzić tylko  dwie stacje, bo, jak twierdzi moja przewodniczka, nie mamy czasu na więcej.

Metro o długości 22 km zostało oddane do użytku w 1973 r. Składa się ono z dwóch linii i siedemnastu przystanków. Nie jest pewne, czy całość metra działa, ponieważ wszystkie wycieczki, a także oficjalne wizyty,  mogły odwiedzić tylko dwie stacje.  Nazwy stacji, takie jak Czerwona Gwiazda czy Zwycięstwo raczej nie wskazują na ich położenie.  Niektóre przystanki  są położone ponad sto metrów pod ziemią i służyć mają za schrony na wypadek ataku atomowego.  W środku można podziwiać malowidła przedstawiające sceny z rewolucyjnej działalności Kima. W wagonach, oczywiście portrety.

Plac Kim Ir Sena zaczyna zapełniać się ludźmi odświętnie ubranymi. Niedziela jest dniem wolnym od pracy, ale nie od indoktrynacji – ludzie ci zebrali się (a raczej zostali zebrani), aby studiować dzieła Kim Ir Sena i uczyć się patriotyzmu. Moja przewodniczka, jak  sama twierdzi, po odprowadzeniu nas na pociąg,  też do nich dołączy.

Po dotarciu na dworzec postanawiam zadać jeszcze dwa pytania. „Dlaczego nie można nam było opuścić hotelu i wyjść na miasto?” Moja przewodniczka robi naprawdę bardzo zdziwioną minę i patrzy na mnie wręcz z politowaniem „Jak to wyjść na miasto? Przecież nie macie paszportów!”
„Nie mamy, bo nam zabraliście.”
„No tak, ale to dla waszego dobra. Pomyśl, jaki byłby problem, gdyby ktoś z was zgubił paszport? Co wtedy?”No tak, racja… I drugie pytanie „Dlaczego u was jest tak dużo haseł rewolucyjnych?”

„Bo u nas, rewolucja trwa wiecznie!„

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Korea Północna – U nas rewolucja trwa wiecznie (cz. II) Reviewed by on 22 września 2011 .

Pierwsza część artykułu. Rano, po przebudzeniu, dobiegają mnie dźwięki muzyki, która towarzyszy ludziom w drodze do pracy.  Kolejny dzień pobytu w raju na ziemi zaczynamy od obfitego śniadania w formie bufetu. Jaja, wędliny, warzywa, ryż, pieczywo, kawa, herbata i różnorodność soków. Poza ryżem i warzywami, produkty praktycznie niedostępne dla Koreańczyków mieszkających poza stolicą. Plac Kim

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Panie Jacku, dziękuję za relację z podróży!
    Cyt. „Po śniadaniu zostaje mi przedstawiona moja przewodniczka. Pierwsze jej pytanie brzmi: „ Czy mówisz po rosyjsku?” W biurze podróży prosiłem o przewodniczkę angielskojęzyczną, ale widocznie uznano, że skoro Polak…”
    Przypomina mi się, jak pod koniec lat 90-tych w ambasadzie ChRL w Warszawie na czele Działu Kulturalnego posadzili faceta mówiącego po rosyjsku, żeby obsługiwał Polaków zainteresowanych materiałami o Chinach. Oczywiście po polsku umiał zero. :-)
    Kawałek o paszporcie to ubaw po pachy: „Jak to wyjść na miasto? Przecież nie macie paszportów!”
    „Nie mamy, bo nam zabraliście.”
    „No tak, ale to dla waszego dobra. Pomyśl, jaki byłby problem, gdyby ktoś z was zgubił paszport? Co wtedy?”
    Trudno nie zgodzic się ze słowami Mieczysława Rakowskiego, który kiedyś zauważył, że Korea Północna to śmieszny kraj…

Pozostaw odpowiedź